In vitro (25.06.2015)

 

Elbląg gwałtu nie widzi

Justyna Kopińska, rys. Piotr Chatkowski, 24.06.2015

Rys. Piotr Chatkowski

W sądzie prosili, żebym opisała członek gwałciciela.
We wrześniu 2013 roku tłumaczka Aleksandra wyjechała na szkolenie do Kaliningradu. Wyjazd szkoleniowy dla ratowników szpitala w Elblągu organizowany był ze środków unijnych. Aleksandra dwa tygodnie wcześniej poroniła dziecko. Jej mąż Michał martwił się, że stała się smutna i nie chciała przebywać z ludźmi. Pomyślał, że wyjazd ze szpitala poprawi jej nastrój, a w razie ataków padaczki, które nasiliły się po stracie dziecka, personel medyczny będzie na miejscu.

ALEKSANDRA: Przekręcił klucz w drzwiach

Na wyjeździe było kilkunastu ratowników medycznych, sami mężczyźni. Jechał z nami ich szef Michał Missan oraz koordynatorka Danuta Stanicka. Wyjechaliśmy około szóstej rano, w Kaliningradzie byliśmy po trzech godzinach. Niektórzy ratownicy zaczęli pić już w autobusie. – Na takich szkoleniach wódka leje się strumieniami – mówili później w zeznaniach.

Około jedenastej zaczęły się szkolenia. Tłumaczyłam na rosyjski prezentacje Polaków. Mówili o transporcie chorych, przyczynach zmiażdżeń, omawiali różne przypadki rannych. Niektórzy byli świetnie przygotowani. Ale inni już podczas szkolenia pili wódkę. Zajęcia trwały kilka godzin. Później niektórzy ratownicy dalej pili i namawiali mnie, abym się przyłączyła. Wtedy jeszcze czułam się bezpiecznie, ale nie chciałam pić w pracy, wzięłam prysznic i przeglądałam wiadomości w internecie. Wieczorem była kolacja i tańce w hotelu.

Około 22.00 razem z koordynatorami wyjazdu przenieśliśmy się do jednego z pokoi. Ratownicy podrywali rosyjskie ratowniczki. Mówili komplementy, rzucali wulgarne propozycje, pytali, czy spędzą z nimi noc. Po tym one wyszły z hotelu. Jeden z ratowników, Jarosław, spytał, czy mam ochotę na seks. – Mam męża, a ty żonę – powiedziałam. – Ale te wyjazdy właśnie po to są, by zrobić skok w bok – zaśmiał się. Staliśmy na balkonie. Zaczął mnie obmacywać. Wyrywałam się. Ale on mocno przycisnął mnie do ściany. Miał ohydny oddech, przeżarty alkoholem i papierosami. Błagałam, żeby przestał. Zaczął wkładać mi rękę pod biustonosz, na pośladki, w miejsca intymne. Udało mi się wyrwać. Uciekłam do swojego pokoju. Za mną poszedł inny ratownik, Mariusz. Sprawiał wrażenie zatroskanego. Pytał, czy nic mi się nie stało. Poprosiłam, by wyszedł. Zamknęłam się w łazience. Powtórzył głośniej, że się o mnie martwi. Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam, że przekręcił klucz w drzwiach. Rzucił mnie na ziemię i zaczął rozbierać. Mówiłam, że nie mogę, właśnie straciłam dziecko i mam zakaz kontaktów seksualnych. Zaśmiał się, że pewnie dlatego mam taki obwisły brzuch. Brutalnie mnie zgwałcił. Był silny, agresywny, bardzo umięśniony, a ja ważę niecałe 50 kg. Rzucał mną jak lalką na wszystkie strony. Płakałam. Czułam tak ogromny strach, że już nie mogłam oddychać. Ból, którego nie da się opowiedzieć. W tym momencie dostałam krótkiego ataku padaczki, nie byłam w pełni świadoma, on nie przestał. Puścił mnie dopiero, gdy usłyszał głośne pukanie do drzwi. Wybiegłam cała potargana, chyba nawet nie założyłam majtek ani spódnicy. Płakałam, krzyczałam: on mnie zgwałcił.

Gwałt. Przerwać milczenie. Rozmowa z Zofią Nawrocką

Na korytarzu była pani Danuta, to ona pukała. Przytuliła mnie, powiedziała: nie martw się, będzie dobrze. Ale zaraz potem gdzieś poszła. Podobno szef ratowników źle się czuł i musiała o niego zadbać. Byłam przerażona. Mariusz wyszedł z pokoju. Ubrałam się, choć po ataku padaczki nogi miałam jak z waty. Wielu ratowników było pijanych, bałam się prosić ich o pomoc. Krążyłam po korytarzach, w końcu wróciłam do pokoju. Chciałam zamknąć drzwi na klucz. Nagle zobaczyłam, że Mariusz znów tam jest. Potem pani Danuta zeznała, że prosiła go, by wrócił, abyśmy sobie wszystko wyjaśnili. Znów rzucił mnie na podłogę. – Zrobię ci maseczkę na twarzy z mojej spermy – krzyknął. Straciłam przytomność, gdy ponownie zaczął mnie gwałcić.

KOORDYNATORKA: takie rzeczy się zdarzają

Rano obudziłam się w swoim łóżku. Zeszłam na śniadanie. Zobaczyłam zadowoloną panią Danutę, która rozmawiała z moim gwałcicielem. Podeszła do mnie i spytała, czemu nie jem. – Po tym, co się wydarzyło, nie dam rady – odpowiedziałam. Pytała, czy zmierzam coś z tym zrobić. Pamiętaj, że nie masz świadków, mówiła. Powtarzała, że takie rzeczy się zdarzają i lepiej o tym zapomnieć. Nigdy nie zapomnę spojrzenia pani Danuty. Taki pseudouspokajający uśmiech mówiący: nie lituj się nad sobą, nie podskakuj, tu się o takich rzeczach głośno nie mówi.

POLICJANTKA: Czy na pewno sama tego nie chciałaś?

Od momentu gwałtu nie brałam prysznica. Jak tylko dojechaliśmy do Polski, mąż zabrał mnie najpierw na policję w Elblągu, a później do szpitala. Gdybym mogła cofnąć czas, to nigdy nie zgłosiłabym się na policję. Funkcjonariuszka pytała, czy na pewno sama tego nie chciałam. Sugerowała, że zmyślam, bo ona krzyczałaby głośniej i pobiłaby gwałciciela. Tłumaczyłam, że był dla mnie zbyt silny, byłam przerażona, dostałam ataku padaczki. Ale te słowa jakby do niej nie docierały. Powtarzała, żebym nie opowiadała nic, czego nie jestem pewna na sto procent, bo jeszcze oskarżę niewinnego człowieka. Wyraźnie sugerowała, że powinnam o tym zapomnieć, bo do sytuacji doszło w trakcie zabawy. Podczas jej przesłuchania czułam się tak sponiewierana, że wysłałam do męża SMS-a: „Nienawidzę cię, że namówiłeś mnie na zgłoszenie”.

Obdukcja wykazała zadrapania na ciele, DNA sprawcy na bieliźnie, obrażenia na narządach płciowych. Lekarka to jedyna kobieta, która podczas śledztwa okazała mi współczucie. Była przerażona tym, co mnie spotkało. Krwawiłam przez wiele dni. Mimo to policja napisała wniosek do prokuratury o umorzenie śledztwa. Nie pokazali nam nawet uzasadnienia. Poprosiłam o pomoc adwokata. Pani prokurator odrzuciła wniosek policji. Znów byłam dobrej myśli.

Policjanci nie wiedzą, że gwałt ściga się z urzędu

PROKURATORKA: Lepsza ugoda z gwałcicielami

Przesłuchiwała mnie przez dwa dni. Przeżywałam gwałt na nowo minuta po minucie. Ale prokurator była profesjonalna i ciepła. Chciałam oskarżyć jedynie Mariusza, bo wiedziałam, że w jego przypadku mam dowody. To prokuratorka namówiła mnie, aby oskarżyć też drugiego z ratowników, który mnie wcześniej molestował. Mówiła, że przy tego rodzaju gwałcie może walczyć o najwyższy wymiar kary – więzienia. Jednemu z ratowników groziło osiem lat, a drugiemu 12.

Jednak minęło kilka miesięcy i nic się nie działo. Nie przesłuchano oskarżonych. Dalej pracowali w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu. Rozpowiadali o mnie, że jestem puszczalska. Mój adwokat złożył skargę na prokuraturę z powodu przeciągania śledztwa. Oskarżeni zostali przesłuchani dopiero po siedmiu miesiącach od chwili gwałtu. Myślę, że prokurator była zła na te skargi, bo nagle kazała mi się stawić i powiedziała, że doszło do porozumienia i oskarżeni przyznają się do winy, ale dostaną kary w zwieszeniu. Mówiła, że już wygrałam i mogę otworzyć szampana, bo proces to byłby horror. Wcześniej zapewniała, że podczas procesu będę miała dobre warunki i nie spotkam ratowników, a teraz nagle zaczęła opowiadać, że czeka mnie konfrontacja z gwałcicielami. Lepiej iść na ugodę – namawiała. Powiedziałam, że się na to nie godzę – że jak mogła tak dogadać się z nimi za moimi plecami? – Będę walczyć do końca – tłumaczyłam. Gdy wychodziłam, wskazała mi kobietę na korytarzu i powiedziała: „Ta pani to ma prawdziwe problemy”.

Jednocześnie dyrektor szpitala Elżbieta Gelert zaczęła mówić w mediach, że wina leży po obu stronach, ratownicy zachowali się niestosownie, ale będą pracować do chwili wyroku. A przecież oni przyznali się do winy, zgadzając się na wyrok w zawieszeniu. W komentarzach w internecie czytałam, że sama tego chciałam. Coraz gorzej się czułam. Objawy epilepsji zaczęły przybierać na sile. Przed procesem miałam ataki niemal dwa razy dziennie. Ale nawet przy silnych drgawkach bałam się wezwać karetkę pogotowia.

ADWOKATKA RATOWNIKÓW: Po co założyła pani spódnicę?

Ratownicy zatrudnili trzech adwokatów, a sami powiedzieli, że nie odpowiedzą na żadne pytania. Podobno mają do tego prawo. Za lustrem weneckim obserwowali moje odpowiedzi. Adwokaci weszli na zamknięte grupy na Facebooku, wykorzystywali moje wpisy o padaczce. Chcieli pokazać, że jestem niestabilna, chora. Później wyciągnęli jakiś wpis sprzed dziesięciu lat o tym, że miałam myśli samobójcze. Nie jestem nawet pewna, czy to napisałam. Najgorsza z tej trójki była kobieta. Krzyczała na mnie: po co założyła pani spódnicę? Jak się pani ubiera w pracy? Jakie nosi pani kolczyki? Tłumaczyłam, że ubieram się normalnie, prawie nie noszę makijażu. Z kim pani sypia? Przecież sypiam z mężem. Prosili, żebym opisała członek gwałciciela. Padały sugestie, że sama uwiodłam tych mężczyzn. Adwokatka robiła ze mnie tanią zdzirę, która chciała się zabawić. Mówiłam jej, że mam rodzinę, dzieci, kochającego męża, właśnie straciłam dziecko i ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę, to seks. Ale dalej atakowała. Sędzia zawsze oddalała te agresywne pytania. Ale już je słyszałam. Po kilku godzinach byłam tak zmaltretowana i zapłakana, że sędzia przełożyła przesłuchanie na następny dzień. Kolejnego dnia agresja adwokatów się powtórzyła, dwa dni wmawiali mi, że zasłużyłam sobie na to wszystko.

WYROK. Kara w zawieszeniu

Sędzia długo wyliczała czyny. Mówiła o wymuszeniu siłą i podstępem kontaktów seksualnych, wkładaniu palców w miejsca intymne, wkładaniu penisa do ust. Mój tata tego słuchał. 20 dziennikarzy tego słuchało. Patrzyli na mnie, a ja czułam, jakbym już nie żyła.

Winny. Nareszcie przestaną się śmiać. I nagle słowa sędzi: karę zawieszam. Już wiedziałam, że jednak przegrałam. Mogą wrócić do rodziny, do swoich biznesów. Mogą o wszystkim zapomnieć. Sędzia uzasadniła wyrok: przypadek incydentalny, oskarżeni nauczyli się w toku postępowania, że ich czyn był zły, byli wcześniej niekarani, mają rodziny. Sędzia, prokuratorka, policjantka nawet nie są świadome, że zgwałciły mnie po raz drugi.

„Zawiasy za gwałt uwłaczają poczuciu sprawiedliwości” List otwarty w sprawie wyroku dla sanitariuszy z Elbląga

MICHAŁ, MĄŻ ALEKSANDRY: Za jazdę po pijanemu na rowerze ludzie idą do więzień. A za gwałt nie?

Byłem na ogłoszeniu wyroku 13 maja 2015. Gdy pani sędzia wymieniała kolejne zarzuty i mówiła: winny, winny, winny, to pomyślałem: Boże, oni spędzą wiele lat w zakładzie karnym. I nagle słyszę, że Mariusz za gwałt dostał dwa lata z zwieszeniem na pięć, a Jarosław za „inne czynności seksualne” osiem miesięcy z zawieszeniem na trzy lata. Wyrok tylko wzmocnił traumę u żony. My głupio uwierzyliśmy w system sprawiedliwości. Żona robiła kolejne badania, testy, była przesłuchiwana przez psychologa, neurologa, psychiatrę. Wszystkim musiała opowiadać o gwałcie, rozgrzebywać rany na nowo. Nasze dzieci mocno przeżyły proces. Widziały, że mama jest ciągle smutna, płacze. Jak takim maluchom wytłumaczyć, przez co przechodzimy?

Na początku myślałem, że dla policji to prosta sprawa. Przecież zdarza się, że kobieta zostaje zgwałcona po dyskotece. Jest pijana, nie wie, jak nazywają się gwałciciele, ale policja i tak musi wszcząć postępowanie. A żona została zgwałcona w podróży służbowej, czyli była w pracy, wskazała potencjalnych świadków, nazwiska oskarżonych, nawet DNA sprawcy. Ola słyszała od ratowników, że Mariusz ma opinię agresywnego faceta, nawet w stosunku do kolegów, a Jarosław to taki miejscowy playboy, przystojny podrywacz, który na każdym wyjeździe musi zaliczyć. Zdrada żony nic dla niego nie znaczy. Ratownicy nie wypowiadają się w mediach o tej sprawie. Rozumiem to, boją się stracić pracę. Ale jestem pewien, że gdyby policjanci od razu rzetelnie ich przesłuchali, to oni uwiarygodniliby wersję mojej żony. A policja w ogóle nie przesłucha ani oskarżonych, ani świadków. I chciała, by prokuratura od razu umorzyła śledztwo. To co się dzieje z kobietami, które takich dowodów nie mają? Nic z tego nie rozumiem. Za jazdę po pijanemu na rowerze lub posiadanie marihuany ludzie idą do więzień. A za gwałt nie? Najbardziej zbulwersowało mnie zachowanie koordynatorki wyjazdu, która dopuściła do tego, że żona została zgwałcona po raz drugi. I to, że namawiano Olę, by tego nie zgłaszała. Nie rozumiem, dlaczego chciano zamieść sprawę pod dywan?

Protest mężczyzn przeciwko kulturze gwałtu: Jeśli kobieta, wkładając spódnicę, zaprasza do gwałtu, to ja też zapraszam

DYREKTORKA SZPITALA: Czuję się oszukana, panowie przekonywali, że nie zgwałcili

Wyjazd do Kaliningradu odbył się w ramach projektu „Rozwój nowoczesnych zespołów ratownictwa medycznego”, którego celem jest wymiana doświadczeń ratowników na obszarze granicy polsko-rosyjskiej, skrócenie czasu dotarcia do pacjenta oraz podniesienie kwalifikacji ratowników. Projekt otrzymał prawie 8 mln zł dofinansowania z Unii Europejskiej. W jego ramach między innymi przeszkolono w zakresie międzynarodowych standardów ratownictwa 140 ratowników z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu i Miejskiej Stacji Pogotowia w Kaliningradzie.

Pytam jednego z koordynatorów projektu, Danutę Stanicką, obecną na szkoleniu w Kaliningradzie, dlaczego tak bardzo zależało jej, aby Aleksandra nie zgłaszała gwałtu na policję. – Jest wręcz przeciwnie – mówi pani Danuta. – Namawiałam panią tłumacz, aby od razu zgłosiła gwałt.

– A czy potwierdza pani, że ratownicy upijali się na szkoleniach?

– Odpowie na to rzecznik szpitala.

– Ale to przecież pani, a nie rzecznik, jest odpowiedzialna za projekt.

Danuta Stanicka tłumaczy mi, że dyrektor szpitala prosiła, aby uczestnicy nie wypowiadali się na temat wyjazdu. Na wszystkie pytania ma odpowiadać rzecznik.

Pytam dyrektor szpitala i posłankę PO Elżbietę Gelert, czy była świadoma, że ratownicy zaczęli pić już w autobusie.

– Pierwszy raz o tym słyszę – mówi mi. – Jeśli tak było, to upomnę organizatorów szkolenia. Nie można pić przed i w czasie prezentacji. Sprawdzę, czy to robili.

– A to ma znaczenie, o jakiej porze pili?

– Należy ustalić, gdzie kończy się delegacja, a zaczyna prywatny pobyt…

– …czyli kiedy zaczynają się prywatne wakacje za pieniądze podatników?

– Racja, ratownicy są w podróży służbowej i w ogóle nie powinni pić twardych trunków.

– A dlaczego nie zostali od razu zawieszeni za gwałt?

– Ten, który został skazany za molestowanie, przysięgał mi na głowę swojej matki, że tego nie zrobił. Zaufałam, że nie zgwałcili tej kobiety. Ale i tak ich rozdzieliłam. Nigdy nie jeździli razem, by nie było podejrzeń, że zachowają się niewłaściwie.

– A gdyby byli oskarżeni o morderstwo, pobicie lub kradzież, to dalej by pracowali?

– To trudne pytanie. Po wyroku sądu ja także czuję się oszukana. Bo panowie przekonywali, że nie zgwałcili, a wychodzi, że jednak tak. Już niezależnie od wyroku sądu apelacyjnego wiem, że mieli coś na sumieniu, czyli mnie okłamywali.

– Współpracuje pani z Kongresem Kobiet, działa na rzecz równości. Czy w jakikolwiek sposób starała się pani pomóc ofierze gwałtu?

– My jej nie zatrudnialiśmy tak bezpośrednio, więc to firma tłumaczeniowa powinna się zainteresować losem tej pani.

RATOWNICY: Jestem niewinny. To pseudogwałt

Mariusz, ratownik uznany przez sąd za winnego gwałtu, mówi mi: – Wyjazd był dobrze zorganizowany. Do żadnego gwałtu nie doszło. Tłumaczka wszystko sobie zmyśliła.

– Przecież znaleziono pana DNA na bieliźnie. I to po kilkunastu godzinach – podkreślam.

– Jakbym się z panią przywitał, to też znaleziono by DNA. Jestem niewinny. Sprawa została przecież odrzucona przez policję. Dla mnie, znajomych i rodziny ten wyrok jest śmieszny. Gdybym ją zgwałcił, to przecież zostałbym aresztowany. A chce pani porozmawiać z moją żoną?

Żona Mariusza przekonuje, że jest niewinny: – Wyrok nie ma żadnego wpływu na nasze małżeństwo. Ta pseudozgwałcona kobieta wypowiada się teraz w mediach. Czy kobieta naprawdę skrzywdzona by się tak afiszowała?

Drugi z oskarżonych ratowników, Jarosław, uznany za winnego tzw. innych czynności seksualnych, mówi mi: – Jestem zszokowany wyrokiem. Na szczęście mam żonę, która jest moją opoką i całkowicie wierzy w moją niewinność. Wszystko, co opowiada pani Aleksandra, jest zmyślone. Teraz boję się nawet wejść do windy z inną kobietą, aby znów ktoś mnie nie posądził o gwałt. Przyjaciele i rodzina są ze mną.

Po rozmowie skazani przysyłają mi mail. Otwieram załącznik, a tam życie pani Aleksandry. Prześwietlili jej konto na Facebooku, wpisy w internecie, subtelne zdjęcia z nagością, które zrobił jej mąż fotograf. Jednak głównie są tam wpisy o padaczce i smutku.

Mariusz i Jarosław mówią, że będą to wysyłać do różnych redakcji, aby ludzie zobaczyli, kim jest Aleksandra. Uważają, że poprzez gwałt chce przyciągnąć uwagę mediów. – Wcześniej popisywała się na forach padaczką, a teraz wymyśla pseudogwałt – mówi mi Mariusz. – To jej próba wzbudzenia współczucia i akceptacji szerokiej publiki. Kobieta po prawdziwym gwałcie nie udziela wywiadów, tylko próbuje zapomnieć. Żadnego seksu z tą panią nie było.

PROKURATURA: Do zdarzenia doszło w czasie zabawy

Rzecznik policji w Elblągu nie chce odpowiadać na pytania o gwałt, bo śledztwem zarządza prokuratura. – Ale dlaczego skierowaliście wniosek do prokuratury o umorzenie śledztwa? I jak go uzasadniliście? Przecież za wasze wnioski nie bierze odpowiedzialności prokuratura – pytam. – Po prostu nie będę o tym mówił. Proszę dzwonić do prokuratury.

Rzecznik Komendy Głównej Mariusz Sokołowski także nie chce komentować wniosku policji. – Uzasadnienie policji jest częścią akt sprawy, nic nie mogę zrobić, dopóki sąd w Elblągu nie odtajni akt – mówi.

Sprawę prowadziła prokurator Beata Kichner-Andrzejewska. Pytam ją, dlaczego za plecami Aleksandry chciała doprowadzić do ugody i wyroku w zawieszeniu?

– Nie rozumiem pojęcia „za plecami pokrzywdzonej”. Kodeks karny wskazuje, w jakim trybie ustala się karę – mówi Andrzejewska. – Jestem prokuratorem i nie mam jakiegoś osobistego zaangażowania w tę sprawę – stwierdza i kończy rozmowę.

Jolanta Rudzińska, szef Prokuratury Rejonowej w Elblągu, mówi mi: – Wyrok jest zgodny z oczekiwaniami prokuratury. W takiej sprawie trzeba brać pod uwagę opinie sprawców, wcześniejszą karalność. Prognoza kryminologiczna w tej sprawie jest pozytywna. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie popełnią więcej tego rodzaju przestępstwa. Wiem, że pani Aleksandra czuje się skrzywdzona, składała skargi na prokuraturę, ale my nie możemy być na sznurku pokrzywdzonej, wczuwać się w jej sytuację. Takie emocje są złym doradcą. Do zdarzenia doszło w czasie zabawy. Ratownicy spożywali alkohol, a pani Aleksandra wino do kolacji. Musimy też brać pod uwagę, że zachowanie mężczyzn po alkoholu nie jest w pełni świadome.

Gwałt. Trzeba żyć dalej? List czytelniczki

SĄD: Przez dobre obyczaje

W Sądzie Rejonowym w Elblągu proszę o dostęp do akt sprawy. Zaznaczam, że akta zostały utajnione ze względu na dobro pokrzywdzonej, dlatego mam jej zgodę. Piszę o podobnych sprawach z wyłączoną jawnością, w których sąd pozwolił mi na wgląd do akt po przedstawieniu zgody osób pokrzywdzonych. Podaję też adres strony internetowej, aby sędzia mogła zapoznać się z reportażami.

– Decyzję podejmie prezes – mówi mi sędzia Patrycja Wojewódka, która wydała wyrok. – Ale ja mam obiekcje, bo sprawa nie została utajniona jedynie ze względu na dobro pokrzywdzonej, ale też przez dobre obyczaje.

– Skoro zgwałcona kobieta chce, abym rzetelnie opisała jej sprawę na podstawie akt, to kogo mają chronić te obyczaje oprócz gwałcicieli?

– Nadinterpretuje pani. Poza tym nawet jak prezes wyrazi tę zgodę, to ja właśnie piszę uzasadnienie wyroku, a to potrwa. Więc teraz na pewno nie będzie pani mogła przeczytać akt.

– Wydała pani wyrok skazujący, więc dowody musiały jednoznacznie wskazywać na gwałt. Zaznaczyła pani, że gwałt był wymuszony podstępem. Więc jakie przesłanki zadecydowały o zawieszeniu wyroku?

– Uzasadnienie jest tajne.

– Skoro utajniono je ze względu na ochronę pokrzywdzonej, a ona chce, abym usłyszała uzasadnienie, to proszę choć o przesłanki. W ustnym przekazie powiedziała pani, że chodzi o incydentalne zdarzenie i o to, że ratownicy nie byli wcześniej karani…

– …uprzednią niekaralność sprawcy sąd po prostu musi brać pod uwagę przy wyroku. Ale proszę mnie nie ciągnąć za język.

– Czy wydając wyrok, myśli pani sędzia o tym, jak by się czuła, gdyby to spotkało panią?

– Przecież nie będę opowiadać o moim warsztacie pracy. Zachowanie empatii jest ważne, ale sprowadza się to do zapewnienia komfortu osoby poszkodowanej podczas procesu.

Po tygodniu od mojej prośby o dostęp do akt dostaję od prezesa Sądu Rejonowego w Elblągu odmowę dostępu przez wzgląd na obyczaje.

ADWOKAT ALEKSANDRY: Jakby ktoś z piwnicy ukradł dwa słoiki

Po raz pierwszy w trzydziestoletniej karierze zgłosiłem skargę na prokuratora za przedłużanie śledztwa – mówi Krzysztof Kanty, adwokat Aleksandry. – Prokuratura nie przeprowadziła badań biologicznych w pół roku od gwałtu, mimo że materiał został pobrany pierwszego dnia po zdarzeniu. Badania przeprowadził dopiero sąd. Gwałt to jedno z najpoważniejszych przestępstw, a prokuratura i policja w Elblągu potraktowała tę sprawę, jakby ktoś ukradł z piwnicy dwa słoiki przetworów. Najpierw kompletny brak profesjonalizmu i wrażliwości policjantki. Wniosek o umorzenie śledztwa. Prokurator mówiła mi, że policjanci jako powód podali brak jednoznacznych dowodów, ale uzasadnienia pisemnego nie widziałem. Późnej przeciąganie śledztwa przez prokuraturę. Do granic możliwości. W przypadku gwałtu od razu należy znaleźć sprawców i ich przesłuchać. W tym przypadku dano im czas, aby spokojnie ustalili wersję wydarzeń i przekonali do niej pozostałych ratowników. Jak potencjalnych gwałcicieli można przesłuchiwać po raz pierwszy pół roku od zdarzenia? Oskarżeni rozpowiadali, że Aleksandra chce na tym zarobić. A ona nie składała żadnych wniosków finansowych. Chciała tylko, by ponieśli karę i już nikogo nie skrzywdzili. Nie zastosowano żadnego środka zapobiegawczego wobec sprawców, jak areszt lub choćby zawieszenie w pracy. Spokojnie jeździli do chorych. Dla mnie to jest kompromitacja prokuratury.

W zeznaniach ratowników są same absurdy – sugerują, że pokrzywdzona jest tak brzydka, że kijem by jej nie tknęli, a chwilę później, że za ładnie ubrana. I później te pytania ich adwokatów. Jak zgwałconej kobiecie można zarzucać, że się ładnie uczesała czy podmalowała oczy? Co to ma za znaczenie? Na szczęście sędzia uchylała wszystkie takie sugestie.

Nie mogę komentować wyroku. Ale najlepszym komentarzem będzie to, że od razu złożyłem apelację.

ALEKSANDRA: Wyobrażam sobie, jak popełniam samobójstwo

Jak mam silne ataki padaczki, to mąż wiezie mnie do Gdańska. Nigdy więcej nie pójdę do szpitala w Elblągu. Nie chcę spotkać pani Stanickiej i pani Gelert. Nikt ze szpitala nie zapytał mnie, co tak naprawdę wydarzyło się na szkoleniu. Mam żal, że dobra opinia o unijnym projekcie była dla nich ważniejsza od moich uczuć.

Nie wiem, jaką karę powinni otrzymać sprawcy. Niektórzy mówią, że już kilka miesięcy więzienia sprawi, że człowiek czuje się ukarany. Ja już wiem, że całe życie spędzę w więzieniu, które oni dla mnie stworzyli. I to nie tylko z powodu gwałtu, ale także śledztwa i procesu, podczas których czułam się kolejny raz wykorzystana, jakbym to ja była oskarżona. Moje więzienie to dręczące sny, strach, panika. Boję się wychodzić z domu, otworzyć drzwi listonoszowi, wyjść na zakupy. Czasem myślę, że wariuję, bo na zwykłym spacerze ciągle sprawdzam, czy nikt za mną nie idzie. Nie pamiętam już, kiedy wesoło rozmawiałam z dziećmi. Syn ma osiem lat, wie, że mama została skrzywdzona. Stał się nerwowy, nadpobudliwy. Widzi moje ataki płaczu. Nie potrafię już niczego kontrolować. Cały czas wyobrażam sobie, jak popełniam samobójstwo. Biorę całe opakowanie tabletek lub podcinam żyły. Wiem, że nie mogę tego zrobić ze względu na męża i dzieci. Ale te myśli wracają.

Nie wiem, co mogłabym powiedzieć kobietom, które przeżyły gwałt i chcą go zgłosić na policję. Jestem przekonana, że polskie prawo nie chroni zgwałconych kobiet. Adwokaci zrobią z nich zwykłe kurwy, a prokuratura będzie się temu przyglądać. Politycy mówią, że w Polsce jest sprawiedliwość. Gdzie?!

Kontakt z autorką przez stronę www.justynakopinska.pl

Prof. Monika Płatek: Kara w zawieszeniu to jak brak winy [KOMENTARZ]

Wiceminister Jerzy Kozdroń: Sądy zawieszają aż 42 proc. wyroków za gwałt

Wideo „Dużego Formatu”, czyli prawdziwi bohaterowie i prawdziwe historie, Polska i świat bez fikcji. Wejdź w intrygującą materię reportażu, poznaj niezwykłe opowieści ludzi – takich jak Ty i zupełnie innych.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Cokolwiek się zdarzy, kocham cię
Jeśli rodzic dowiaduje się, że jego nastoletnie dziecko wychodzi z domu, by bić Murzynów albo pedałów, albo wyjeżdża na dżihad, to ten rodzic nie może już zrobić nic. Rozmowa z Łukaszem Ługowskim

Elbląg gwałtu nie widzi
W sądzie prosili, żebym opisała członek gwałciciela

Ciocia Unia nas psuje. Jak trwonimy kasę z UE
Nowa stacja kolejowa w Pludrach bez pociągu, aplikacja elektroniczna dla bezdomnych, firma spakowana w piwnicy, langusta na szkoleniach z inteligencji wielorakiej… Jak nas psuje kasa z UE

Greckie wakacje z uchodźcami. Polak płacze nad Syryjczykiem
Raz chciałam dać jednemu chłopakowi 10 euro, bo tak biednie wyglądał, tak mi się go szkoda zrobiło. Ale nie wziął. Tacy honorowi

Osiem lat w kasynie. Opowieść byłego pracownika
Setki tysięcy złotych na każdym stole do gry, darmowy alkohol i klienci na podsłuchu – o tym, co dzieje się w kasynach w Polsce, opowiada były pracownik

O czym śpiewają discopolowcy?
Hej nanananana, bo ty lubisz nektar z banana, czyli o czym śpiewają discopolowcy

Wyborcza

Małgorzata Kidawa-Błońska, nowa marszałek Sejmu, prawnuczka prezydenta, fanka Dżemu [SYLWETKA]

groh, ro, 25.06.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,75478,18246076,video.html?embed=0&autoplay=1
Ma liberalne poglądy i do niedawna była rzeczniczką rządu. Teraz Małgorzata Kidawa-Błońska objęła urząd marszałka Sejmu. Jej kandydaturę poparło 244 posłów.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Małgorzata Kidawa-Błońska urodziła się w 1957 r. w Warszawie. Jest prawnuczką prezydenta Polski Stanisława Wojciechowskiego i premiera Władysława Grabskiego, wnuczką pisarza i publicysty Władysława Jana Grabskiego, żoną reżysera, producentką filmową i mamą. Ukończyła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim.

Ma liberalne poglądy

Polityczną działalność Kidawa-Błońska zaczęła w Unii Wolności. W PO jest od 2001 r. W latach 2006-13 kierowała warszawskimi strukturami partii. Zrezygnowała, bo nie lubi konfliktów – nie chciała walczyć ze schetynowcem Marcinem Kierwińskim, który w ostatniej chwili zgłosił swoją kandydaturę. – Wolała nie antagonizować partii w przededniu referendum w sprawie odwołania prezydent – mówi jeden z platformersów. Kompromisową szefową warszawskiej PO została Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Małgorzata Kidawa-Błońska przez kilka lat zasiadała w Radzie Warszawy, od 2005 r. jest posłanką. W latach 2011-14 pracowała w sejmowej komisji kultury. Najbardziej jest znana jednak z prac nad in vitro. W poprzedniej kadencji kierowała zespołem klubowym, który miał przygotować projekt ustawy.

Sama ma liberalne poglądy i jest za dopuszczeniem mrożenia zarodków, jednak do zespołu zaprosiła liberałów, konserwatystów, ekspertów etyków, embriologów, filozofów i lekarzy.

W kampanii prezydenckiej w 2010 r. była rzeczniczką kandydata Platformy Bronisława Komorowskiego. Od stycznia do września 2014 r. rzeczniczką prasową rządu Donalda Tuska i sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W lutym 2015 r. Ewa Kopacz powołała ją na rzeczniczkę prasową swojego rządu.

„To profesjonalna polityczka”

Dwa dni przed objęciem nowej funkcji Kidawa-Błońska udzieliła „Wyborczej” wywiadu. Mówiła, że jeśli zostanie marszałkiem Sejmu, będzie starała się wzorować na marszałek Kopacz. – Chciałabym umieć prowadzić głosowania tak sprawnie jak moi poprzednicy, bo posłowie bardzo cenią tę umiejętność – dodała. I podkreśliła, że zależy jej na tym, aby polski parlament zyskiwał zaufanie ludzi. – Dzisiaj jego postrzeganie jest dalekie od ideału. Polki i Polacy, idąc na wybory, głosują na posłów, dając im mandat zaufania, ale po jakimś czasie często mówią, że ten Sejm jest przypadkowy. To duży problem, że obywatele nie darzą go zaufaniem. Przyczynia się do tego także częsty obraz parlamentu jako pustej sali plenarnej. Ten obraz jest nieprawdziwy, bo każdy, kto zna pracę w Sejmie, wie, że w tym samym czasie zdecydowana większość posłów pracuje w komisjach. Rzeczywistość wygląda inaczej, niż widzą to obywatele – tłumaczyła.

– To profesjonalna polityczka. Nie kieruje się emocjami czy własnymi ideologiami, co bywa kosztowne dla partii, tylko zabiega, żeby było zrealizowane zadanie – mówiła o niej Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocniczka w rządzie Donalda Tuska ds. równego traktowania, która pracowała w zespole ds. in vitro.

„Nigdy nie skłamała”

W czwartek posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska w czasie wystąpień w Sejmie podkreślała, że Kidawa-Błońska „nigdy nie skłamała i nikogo nie obraziła” w sali sejmowej. – Nie wywołała tu żadnej wojny czy wojenki – podkreślała posłanka.

Na swojej stronie internetowej Kidawa-Błońska pisze, że jej pasjami są: podróże, kino, literatura i muzyka, zwłaszcza zespół Dżem. Jako producentka filmowa pracowała m.in. przy filmie „Skazany na bluesa”, którego głównym bohaterem był wokalista grupy Ryszard Riedel. Oprócz tego nowa marszałek Sejmu lubi prace w ogrodzie, wspólne wypady w góry z rodziną i zwierzęta. Jak pisze – jest szczęśliwą właścicielką kota.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Sejm przyjął ustawę o in vitro. Bp Hoser: To tykająca bomba. Zmieni ludzki genom

klep, KAI, 25.06.2015
Abp Henryk Hoser

Abp Henryk Hoser (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

– Ustawa o in vitro jest tykającą bombą, która wpłynie nie tylko na instrumentalizację ludzkiego życia, ale także na trudną do przewidzenia zmianę ludzkiego genomu – podkreślił abp Henryk Hoser, komentując przegłosowanie przez Sejm rządowego projektu ustawy o in vitro.

 

Zdaniem abp. Hosera, przewodniczącego Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP, jest to absolutna klęska etyki w medycynie. – Ustawa ta przede wszystkim doprowadzi do instrumentalnego traktowania człowieka od samego początku jego istnienia. Jego życie będzie podporządkowane tylko pragnieniom ludzkim a nie przypisanej mu wartości samej w sobie. Jest to niezwykle groźna zapowiedź przyszłego społeczeństwa – powiedział abp Hoser. Przypomniał, że każdy człowieka ma prawo do istnienia i bez względu na obciążenia genetyczne nie może być likwidowany. Tymczasem metody zapłodnienia pozaustrojowego, na które przyzwala ustawa godzą w tę zasadę – zauważył biskup warszawsko-praski.

Hoser ostrzega przed eugeniką

Ostrzegł, że ustawa ta podda bardzo ostrej selekcji ludzkie embriony, a więc eugenice, mówiąc językiem naukowym. – Nie możemy zapominać, że zyskanie nielicznych zapłodnień, które się rozwiną do czasu urodzenia, dokonuje się kosztem śmierci bardzo wielu istnień ludzkich – tłumaczył.

 

Zdaniem Przewodniczącego Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP ustawa w tej formie jest najgorszą jaką można sobie było wyobrazić. Otwiera one bowiem wszystkie furtki, począwszy od surogacji – czyli noszenia ciąży przez osoby trzecie, poprzez pobierania materiału genetycznego od zupełnie obcych anonimowych osób, co nie tylko zaburza całą świadomość genealogii człowieka, czyli pochodzenie z pokolenia na pokolenie, ale także identyfikacja rodziców biologicznych staje się zupełnie niemożliwa – powiedział abp Hoser.

„Konsekwencje zmiany genomu ludzkiego”

Nazwał on ustawę tykającą bombą. – Genetycy podkreślają, że nie znają wszystkich konsekwencji zapłodnienia poza warunkami fizjologicznymi. Zwracają jednak uwagę, że skutki genetyczne tego typu działań będą się ujawniać nie tylko przy urodzeniu człowieka, ale także w ciągu całego jego życia. Ponadto, jak dodał – nie wolno zapominać o konsekwencjach zmiany genomu ludzkiego, czyli dziedzictwa genowego, które przenosi się z pokolenia na pokolenie.

Odnosząc się do osób cierpiących na bezpłodność abp Hoser wrócił uwagę, że nie są wykorzystywane inne dostępne i znacznie mniej inwazyjne ścieżki. Podkreślił, że przede wszystkim trzeba dołożyć starań, aby zapobiegać niepłodności. Nie służy temu zarówno nawoływanie do uprawiania seksu, jak również czynniki środowiskowe. – W chemii gospodarczej mamy obecnie zbyt wiele substancji, które charakteryzują się działaniem podobnym do estrogenu, powodując zaburzenia hormonalne. Drugim zjawiskiem jest wzrost chorób przenoszonych drogą płciową ze względu na częste zmiany partnerów, co dotyczy zwłaszcza środowisk homoseksualnych – zauważył.

„Zamiast leczyć, protezuje się niepłodność”

Stwierdził, że płodności nie służy również odkładanie pocięcia na wiek po trzydziestce. – Zdolność zapłodnienia jest wówczas znacznie obniżona. Ponadto zwiększa się ryzyko pojawienia się u dziecka wad genetycznych – tłumaczył abp Hoser.

Przypomniał również, że niepłodność nie jest chorobą ale całym zespołem różnych szczegółowych chorób, które powinno się leczyć. Tymczasem dziś bardzo mało czasu i środków przeznacza się na to, żeby ludziom realnie pomóc. Zamiast tego protezuje się niepłodność poprzez zapłodnienie pozaustrojowe – ubolewał.

Zobacz także

TOK FM

 

In vitro. Rzecznik Episkopatu rozczarowany. Fronda publikuje „listę śmierci”

Michał Wilgocki, 25.06.2015
Posłowie lewicy podczas czwartkowego głosowania nad ustawą o finansowaniu leczenia niepłodności

Posłowie lewicy podczas czwartkowego głosowania nad ustawą o finansowaniu leczenia niepłodności (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Fronda publikuje „listę śmierci”, a rzecznik Episkopatu rozczarowany pyta, czy poseł katolik może ignorować głos biskupów. Są już pierwsze reakcje na przyjęcie przez Sejm ustawy o leczeniu niepłodności.
Przed poprzednim, kwietniowym głosowaniem nad tym, czy ustawę o in vitro skierować do prac w komisjach sejmowych, Konferencja Episkopatu Polski ostro protestowała. Biskupi apelowali do posłów katolików, by odrzucili rządowy projekt, aby „pozostać w pełnej łączności ze wspólnotą Kościoła katolickiego i w dyspozycji do przyjmowania Komunii świętej”.

Tym razem specjalnego apelu nie było – ale zarówno Episkopat, jak i Katolicka Agencja Informacyjna obszernie przypominały dotychczasowe stanowiska biskupów w sprawie zapłodnienia pozaustrojowego.

Tuż po głosowaniu na Twitterze jego wyniki skomentował wyraźnie rozczarowany ks. Józef Kloch, do końca czerwca rzecznik KEP.

– Ustawa ma poprawiać sytuację, a nie legalizować praktyki w klinikach in vitro. Cała nadzieja w Senacie. Będzie miejsce np. dla naprotechnologii? Czy można bagatelizować wyniki naukowych badań medycznych, które były podstawą uwag biskupów do rządowego projektu ustawy o in vitro? Apele biskupów ws. in vitro to wskazania stojących na czele Kościoła w Polsce. Czy można je lekceważyć, będąc katolikiem i posłem? – pisał ks. Kloch.

„Czy posłowie mają cojones?”

Dużo bardziej radykalne wypowiedzi można było przeczytać na katolickiej Frondzie.pl. Przed głosowaniem Tomasz Terlikowski, były naczelny portalu, pisał tak:

– Posłowie mogą także pokazać, czy zachowali resztki honoru, godności i cojones. Ewa Kopacz ma już im niewiele do zaoferowania. Ogromna część z nich i tak nie wejdzie do parlamentu. Tym razem mogą więc wybierać bez szantażu, kierując się wolnością.

I dodawał: – Dlatego powinni zadać sobie pytanie: czy chcę odejść z parlamentu z resztkami honoru, jako ktoś, kto potrafił bronić najsłabszych i najbardziej niewinnych, czy też chcę odejść z niego jako ktoś, kto przyłożył się do selekcji eugenicznej i do tego, by krzywdzić dzieci powierzaniem ich parom homoseksualnym? Czy chcę zostać na lodzie jako katolik, czy też szukać roboty poza polityką jako ktoś, kto Boga i Kościół ma w głębokim poważaniu? To pytania na dziś do posłów PO. Warto, by je sobie jasno zadali.

„Lista śmierci”

Już po głosowaniu portal opublikował „listę śmierci”, czyli nazwiska posłów, którzy głosowali za rządowym projektem.

portalFronda

„To przerażające. Posłowie, którzy zagłosowali za rządowym projektem o in vitro, zagłosowali za kazirodztwem, za zabijaniem człowieka, za tym, by dzieci były wychowywane nie przez normalne rodziny, ale przez pary homoseksualne” – czytamy w niepodpisanym artykule.

Portal wPolityce.pl braci Karnowskich odniósł się z kolei do wypowiedzi premier Ewy Kopacz, która przyjęcie ustawy nazwała „sukcesem polskiej wolności”.

– Nie wiadomo, czy handlowanie zarodkami i niszczenie życia dzieci, które nie rokują, zdaniem Ewy Kopacz również jest przejawem „polskiej wolności” – czytamy na portalu.

Zobacz także

wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s