Dziady (07.04.15)

 

Cezary Michalski: Lech Kaczyński jako prezydent Polski usiłował się zabić trzykrotnie

07-04-2015
ZOBACZ ZDJĘCIA »Katastrofa smoleńska Smoleńsk Krakowskie Przedmieście Lech Kaczyński Maria Kaczyńska

 fot. Rafał Guz  /  źródło: PAP

Najpierw przy okazji lądowania w Tbilisi podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Następnie, kiedy nieznani sprawcy ostrzelali na granicy Osetii Południowej konwój z prezydentem. Ostatecznie Kaczyński zabił się w Smoleńsku, niszcząc tym samym polską politykę na lata – pisze publicysta i twierdzi, że nowe nagrania z czarnych skrzynek nie zmienią nic dla ludzi, którzy wierzą w zamach.

Nowe, pełniejsze odczytanie zapisu ostatnich minut w kokpicie Tupolewa nie przekona przekonanych. Wierzący w zamach albo wierzący, że wiara w zamach da im władzę w Polsce będą Smoleńsk eksploatować nadal. Albo w najtwardszej „zamachowej” formie, albo w formie „miększej” (może nie zamach, ale intryga Tuska – wersja Bronisława Wildsteina; może nie zamach, ale niechlujność zawiniona przez Tuska, dzięki której można Tuska i Platformę obalić – wersja Antoniego Dudka; może nie zamach, ale krwawy akt założycielski, którego III RP brakowało, więc nie była poważnym państwem – wersja Ludwika Dorna).

Jednak nawet słabość polskiego państwa, nawet słabość jego procedur, nie usprawiedliwiają korzystania z niego tak, jak to zrobił faktyczny dysponent Tupolewa w czasie lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010, czyli ówczesny prezydent RP i jego ludzie. Słabość polskiego państwa nie usprawiedliwia tego, że opozycja, zamiast przedstawiać propozycje naprawy tego państwa, bawiła się przez ostatnie pięć lat mitem zamachu, który mobilizował jej elektorat skuteczniej, niż jakieś nudne i wymagające pracy propozycje reform. Jeśli był zamach, to po co naprawiać procedury i unowocześniać sprzęt? Wystarczy walczyć o to, aby Polacy uwierzyli w zamach abo walczyć o to, aby Polacy w zamach nie uwierzyli (to drugie dawało wygodne alibi rządzącej Platformie).

Lechowi Kaczyńskiemu zależało na rozpoczęciu kampanii prezydenckiej w Smoleńsku tym bardziej, że jego ówczesna szanse na reelekcję nie wyglądały zbyt dobrze.

Z kolei tych, których przekonały już zapisy stenogramów rozmów wieży kontrolnej z pilotami Tu-154M upublicznione pięć lat temu, parę miesięcy po katastrofie (powtarzane przez Rosjan ostrzeżenie, że na lotnisku w Smoleńsku „nie ma warunków do lądowania, nie ma warunków do lądowania…”), dodatkowe informacje o przebiegu wydarzeń w kokpicie prezydenckiego samolotu upewnią, że mieli rację od początku. A obserwowanie przez kolejne pięć lat polskiej polityki pogrążającej się odmętach zamachowego szaleństwa było dla nich niezawinioną męczarnią (jeśli oczywiście w ogóle zależało im i zależy na losie polskiego państwa, na jakości polskiej polityki).

Nowe odczyty jeszcze bardziej wzmacniają przekonanie, że ten samolot musiał wylądować, czyli musiał się rozbić, ponieważ Lech Kaczyński musiał w trakcie obchodów okrągłej, siedemdziesiątej rocznicy zbrodni katyńskiej rozpocząć swoją kampanię wyborczą, do której startował z bardzo słabej pozycji, bo był jeszcze wówczas żywym i niespecjalnie skutecznym politykiem, a nie monumentalnym posmoleńskim mitem.

A jednak, kiedy np. Cezary Gmyz podpisuje się na Twitterze „Cezary ‚trotyl’ Gmyz” wiemy już doskonale to, co i on doskonale wie. Że obiegi PiS i anty-PiS są od siebie dokładnie odizolowane. A to, co kompromituje dziennikarza w jednym obiegu, w drugim jest dowodem jego bohaterstwa, przepustką do sławy. Zatem przekonani o zamachu pozostaną przekonani, a przekonani, że mit zamachu jest produkowany na potrzeby partyjnej polityki, pozostaną smutnymi żółciowcami (takimi jak ja).

Apel Pamięci ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

Bartłomiej Zborowski, PAP
Apel Pamięci ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

Może zatem przerażający obraz kokpitu prezydenckiego Tupolewa w ostatnich minutach przed katastrofą przekona nieprzekonanych, wyborców centrum, zmieniając dynamikę kampanii prezydenckiej, w której Andrzej Duda obiecuje przecież „kontynuowanie polityki Lecha Kaczyńskiego”? Ale tu właśnie kryje się największa słabość tych nowych rewelacji. Ujawnione w apogeum kampanii prezydenckiej, nie przez prokuraturę, ale przez „medialny przeciek”, zostaną w tej kampanii i przez tę kampanię zużyte. Nie stając się okazją do jakiejś ponadpartyjnej, ponadobozowej refleksji nad słabościami polskiego państwa i sposobami ich naprawienia.

U mnie osobiście te nowe smoleńskie rewelacje tylko zwiększają poczucie zamknięcia w kompletnym poczuciu bezalternatywności. Mam wiele zastrzeżeń do działania banków, ale PiS-owska alternatywa w postaci SKOK-ów okazuje się koszmarem. Mam wiele zastrzeżeń do dziennikarzy „liberalnych”, „maistremowych”, łącznie z samym sobą, kiedy czasami siadają mi nerwy w czasie publicznej dyskusji z „ideowymi przeciwnikami” – też dziennikarzami. Ale alternatywa w postaci „niepokornych” i „antysalonu” byłaby koszarem, bo oni są jeszcze bardziej stronniczy i bez porównania bardziej dyspozycyjni wobec Kaczyńskiego i PiS, niż wcześniej bywali dziennikarze sympatyzujący z Mazowieckim, Wałęsą, Kwaśniewskim czy Buzkiem. Mam wreszcie zastrzeżenia do defensywnej polityki Platformy i do umiarkowanie dynamicznej (eufemizm) kampanii Bronisława Komorowskiego. Ale koszmarem jest obiecana przez Dudę „kontynuacja polityki Lecha Kaczyńskiego”, co dla mnie byłoby po prostu kontynuacją ostatnich minut w kokpicie Tupolewa na skalę całego polskiego społeczeństwa i państwa. Bo taka była właśnie była władza braci Kaczyńskich: żadnych procedur, wszystko oparte na arbitralności, braku szacunku dla przeciwników, a nawet dla własnego życia.

Wrak prezydenckiego Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem

Yuri Kochetkov, PAP/ EPA
Wrak prezydenckiego Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem

Lech Kaczyński jako prezydent RP usiłował się zabić trzy razy. Dwa razy w Gruzji. Po raz pierwszy, kiedy zmuszał pilotów prezydenckiego Tupolewa do lądowania w Tbilisi podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej. Przestrzeń powietrzna nad Tbilisi była wtedy strefą walk i prezydencki Tupolew nie miał szans pomiędzy rosyjskimi Migami i gruzińskimi rakietami przeciwlotniczymi. Piloci prezydenckiego samolotu zdołali wtedy „swemu dysponentowi” odmówić. Drugi raz Lech Kaczyński próbował się zabić, kiedy udał się nocą na granicę Osetii Południowej i został ostrzelany przez nieznanych sprawców, ale szczęśliwie nie został trafiony. Za każdym razem jego śmierć byłaby także katastrofą dla całej polskiej polityki, wkręcałaby całe polskie państwo w sytuację bez wyjścia. W Smoleńsku prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w końcu udało się zabić. I zniszczyć polską politykę na lata.

W 2006 roku byłem klasycznym „sierotą po PO-PiS-ie”. Uważałem, że konflikt Tuska i Kaczyńskiego zniszczył szansę na konkretne reformy i wzmocnienie polskiego państwa. Dziś modlę się o zakończenie sytuacji, w której PiS może w polskiej polityce pozostać jedyną alternatywą dla PO na wieki. Alternatywa dla PO w postaci SKOK-ów, alternatywa dla PO w postaci kompletnie sfanatyzowanych „niepokornych dziennikarzy”, w końcu alternatywa dla PO w postaci ostatnich minut na pokładzie prezydenckiego Tupolewa pod władzą Lecha Kaczyńskiego – to tak jakby nie mieć żadnej alternatywy.

Czytaj też: Kopacz nie poleci do Smoleńska 10 kwietnia

Newsweek.pl

Katastrofa smoleńska. 37 stron nowych stenogramów [PODSUMOWANIE W 8 PUNKTACH]

ks, PAP, 07.04.2015
Miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 w Smoleńsku

Miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 w Smoleńsku (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Katastrofa smoleńska – nowe stenogramy. Dziennikarze RMF FM opublikowali dzisiaj stenogram (liczący 37 stron) rozmów z kokpitu Tu-154M z ostatnich ok. 40 minut lotu. Wywołało to burzę. Na trzy dni przed piąta rocznicą katastrofy smoleńskiej wypłynęły nowe dowody. Co powinniśmy wiedzieć?
ZOBACZ PEŁNE 37 STRON STENOGRAMÓW UJAWNIONYCH PRZEZ RMF FMPobierz pdf z 37 stronami stenogramów (2,2 MB)

Dziennikarze RMF FM dotarli do najnowszych stenogramów rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pięć lat temu pod Smoleńskiem. Według redakcji nowy zapis zawiera o ok. 30 proc. więcej odczytanych słów niż odczytali eksperci z Instytutu Sehna i o ok. 40 proc. więcej niż zostało udokumentowane w stenogramach Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Czego dowiedzieliśmy się dzisiaj w sprawie katastrofy smoleńskiej?

1. Skąd wzięła się nowa taśma?

Naczelna Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej w dniu tragedii. Trwa ono już pięć lat. Wcześniej, w 2012 roku, mieliśmy już okazję przeczytać stenogramy rozmów z kokpitu. Były one jednak niepełne. Śledczy bazowali wówczas na kopiach zapisu przechowanego w Moskwie rejestratora MARS. Okazało się, że były one źle skopiowane. Przy zgrywaniu użyto taśm niezgodnych ze specyfikacją producenta. Miały też nieodpowiednią „częstotliwość próbkowania”. Wynosiła ona 11 kHz – podaje RMF FM.

Biegli prokuratury wojskowej zdecydowali pojechać do Moskwy w lutym 2014 roku, by przekopiować ponownie zapis na poprawną taśmę. Zastosowali też częstotliwość próbkowania 96 kHz. Dzięki temu byli później w stanie odczytać 30-40 proc. więcej słów niż dotychczas. Wcześniejsze kopie ważyły 0,2 GB, te wykonane w lutym 2014 – 2,8 GB – informuje RMF FM.

2. Stenogramy jedynie z kokpitu. Osoby postronne w kabinie

Z badań śledczych powołanych przez prokuraturę wojskową wynika, że mikrofon ustawiony w kokpicie był w stanie utrwalić głosy pochodzące jedynie z kabiny pilotów, a nie, jak twierdzili biegli z Krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, i z kokpitu, i z salonki, umieszczonej za nim – podaje RMF FM. To bardzo ważne. Może to świadczyć o tym, że osoby, których głosy zostały uwiecznione na stenogramie, musiały znajdować się w kabinie pilotów.

Oznacza to, że kabina była rzeczywiście „niesterylna” i znajdowały się tam osoby, których nie powinno tam być. Załoga musiała wciąż uciszać osoby postronne podczas lądowania. W ciągu 20 minut przed tragedią na stenogramach występuje aż siedem prób uciszania: „ćśś-ćśś”, „cicho tam!”, „wychodzić mi stąd!”, „ku(…), przestańcie proszę”. Wiadomo też z opublikowanego stenogramu, że na pokładzie podawano piwo.

3. Stenogramy. Gen. Błasik wydawał polecenia załodze do końca

Z nowego stenogramu dowiadujemy się przede wszystkim, że Dowódca Sił Powietrznych (oznaczony na stenogramach jako DSP), gen. Andrzej Błasik, do końca przebywał w kabinie pilotów i nie zajął swojego miejsca mimo wezwania stewardesy. Wiadomo też, że wydawał polecenia członkom załogi (sugestie o konieczności lądowania miały też padać z ust dyrektora protokołu dyplomatycznego Mariusza Kazany).

Pierwszy komunikat zaznaczony w stenogramie jako DSP pojawia się o 8.22 (18 minut przed katastrofą). Słowa przypisane do niego to: „Zarządziłem” (8:33), „Faktem jest, że my musimy to robić, do skutku” (8:35), „Nie ruszaj!” (8:39), „Po-my-sły!” (8.40 – już po pierwszym sygnale TERRAIN AHEAD i po zdaniu: „Nieee, ktoś za to beknie!”), „Zmieścisz się śmiało” (8.40), „100 metrów” (8.40 – zaraz po tym, jak ktoś rzucił: „To się nie uda”). O 8.41 nagranie się kończy.

Spór o rolę gen. Błasika w katastrofie smoleńskiej trwał właściwie od początku. W raporcie MAK ogłoszono, że generał był pod wpływem alkoholu. Potem w raporcie polskiej komisji z lipca 2011 r. napisano, że obecność Błasika w kabinie była „elementem presji pośredniej” na załogę, a wpuszczenie tam „osób postronnych” naruszało „zasadę cichego kokpitu”. Jednak prokuratura wojskowa zaprzeczyła tym doniesieniom w lutym 2013 roku (czyli przed tym, gdy śledczy zdobyli nową kopię zapisu z czarnych skrzynek). „Gen. Andrzej Błasik był jedynie jednym z pasażerów samolotu i nie wywierał wpływu na pracę i decyzje załogi” – napisała wówczas wojskowa prokuratura.

4. Lasek: Nikt nie wywierał bezpośredniej presji na załogę

Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Maciej Lasek ocenił, że z opublikowanych fragmentów nowych stenogramów nie wynika, by ktoś wywierał bezpośrednią presję na załogę, czyli wydawał jej polecenia.

– Moim zdaniem z tego nie wynika, żeby ktoś obcy w kabinie, osoba trzecia w kabinie, wydała załodze wyraźne polecenie „schodź, ląduj”. Raczej cały czas mówimy o presji pośredniej, czyli o braku decyzyjności, że musimy tam być itd. – zaznaczył zarazem.

Ocenił, że opublikowane fragmenty wzmacniają obraz chaosu, który panował na pokładzie samolotu przed katastrofą. Według niego nic nie wskazuje na zmianę ustaleń komisji Millera co do przyczyny katastrofy i przypomniał, że komisja na podstawie swoich odsłuchów wyraźnie wskazała, iż kokpit nie był „sterylny”, bo wchodziły tam osoby trzecie.

5. Rola rosyjskich kontrolerów

Wcześniej prokuratura wojskowa zapowiedziała, że postawi zarzuty dla dwóch rosyjskich kontrolerów. – Pierwszemu z nich zarzuca się sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym (…), wobec drugiego wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym – powiedział szef warszawskiej WPO, płk Ireneusz Szeląg.

Ze stenogramów wynika, że kontrolerzy ze Smoleńska o 8.14 poinformowali załogę prezydenckiego tupolewa o mgle i widoczności na 400 metrów („Visibility four-zero-zero meters, fog”). Tę samą informację 10 minut później potwierdził pilot Jaka-40 Artur Wosztyl. Rosyjscy kontrolerzy przekazali również o 8.24, że nie „ma warunków na lotnisku do przyjęcia”.

O 8.35 poinformowali polską załogę, żeby na wysokości 100 metrów byli przygotowani do odejścia na drugi krąg. O tym fakcie wiedzieliśmy już wcześniej z poprzednich opublikowanych stenogramów. Przypomnijmy, że załoga Jaka-40 – Artur Wosztyl i Remigiusz Muś – utrzymywali, że kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego tupolewa na zejście nie do 100, a do wysokości 50 m. 27 października 2012 r. w domu rodzinnym w Piasecznie znaleziono ciało technika pokładowego chor. Musia.6. Prokuratura: „W stenogramach szereg nieścisłości”

Wojskowi śledczy zarzucili RMF FM, że opublikowany przez nich materiał „obarczony jest również szeregiem nieścisłości”. – Materiał ten, aczkolwiek zawiera w określonych obszarach stwierdzenia i cytaty wynikające ze stenogramu wykonanego przez biegłych, to jednak obarczony jest również szeregiem nieścisłości zarówno w zakresie treści wypowiadanych fraz, identyfikacji mówców oraz, w pewnych przypadkach, opatrzony jest komentarzem niebędącym interpretacją przebiegu zdarzenia zaprezentowanego przez biegłych – mówił mjr Marcin Maksjan z NPW. Według niego dziennikarze przedstawili np. dwie wypowiedzi bezpośrednio po sobie, nadając im określony kontekst, podczas gdy w stenogramie biegłych pomiędzy tymi wypowiedziami znajduje się dodatkowo kilka innych wypowiedzi.

7. Prokuratura: postępowanie ws. wycieku

Naczelna Prokuratura Wojskowa zapowiedziała wniosek o śledztwo ws. wycieku do mediów fragmentów nowych stenogramów z kokpitu Tu-154 bez zgody śledczych. Maksjan zapowiedział, że odpowiednie materiały ze śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej będą wyłączone do odrębnego postępowania ws. bezprawnego publicznego rozpowszechniania informacji ze śledztwa.

Zgodnie z Kodeksem karnym, kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do dwóch lat.

8. Prokuratura: Mamy 9 kopii nagrań z kokpitu

Prokuratura poinformowała też, że jest w posiadaniu dziewięciu kopii nagrań dźwięków z kokpitu samolotu TU 154M nr 101 oraz stenogramów tych rozmów wykonanych na potrzeby MAK, tzw. komisji Millera oraz dwóch stenogramów wykonanych na potrzeby prokuratury wojskowej. – Żadnemu z tych podmiotów nie udało się odczytać wszystkich wypowiedzi oraz zidentyfikować wszystkich mówców. Stenogramy te różnią się między sobą. Jak wynika z praktyki badania wypadków lotniczych, nie jest to sytuacja wyjątkowa, lecz właśnie najczęściej spotykana. Dlatego też z dużą ostrożnością podchodzić należy do twierdzeń osób, które wypowiadają się o przebiegu katastrofy lotniczej wyłącznie w oparciu o stenogram rozmów z kokpitu samolotu, bez korelacji z pełnym zebranym w toku śledztwa materiałem dowodowym – zaznaczyła prokuratura w oświadczeniu.

NPW stoi na stanowisku, że obecnie nie ma możliwości opublikowania stenogramu – dopóki drobiazgowo nie przeanalizują go prowadzący śledztwo i nie zdecydują, czy opinia wymaga uzupełnienia. Prokuratura wskazała też, że przeprowadzone przez polskich biegłych ekspertyzy toksykologiczne wykluczyły, że członkowie załogi samolotu, „jak też inne osoby, których dotyczą dzisiejsze doniesienia”, znajdowały się w chwili katastrofy pod wpływem alkoholu.

Po briefingu prokuratury RMF FM opublikowało na swoich stronach internetowych – liczący 37 stron – stenogram rozmów z kokpitu Tu-154M z ostatnich ok. 40 minut lotu.

Zobacz także

TOK FM

Wybory prezydenckie. Lis mocno o kampanii: „Z jednej ze stron są żołnierze don Jarosława. Karni, bez skrupułów”

Piotr Markiewicz, 07.04.2015
Tomasz Lis i Jarosław Kaczyński

Tomasz Lis i Jarosław Kaczyński (Fot. AG)

Wybory prezydenckie. „Z jednej strony wygłodniałe władzy oddziały Kaczyńskiego, z drugiej prezydent, który długo sprawiał wrażenie, że oczekuje nie kampanii, ale koronacji, oraz politycy PO, sprawiający wrażenie znudzonych, spasionych kotów” – tak kampanię prezydencką widzi Tomasz Lis, naczelny „Newsweeka”. A opisuje ją w najnowszym wydaniu swojej gazety.
Lis we wstępniaku do najnowszego „Newsweeka” porównuje, jak do kampanii podchodzą współpracownicy dwóch głównych kandydatów: Bronisława Komorowskiego i – cieszącego się niemal dwukrotnie mniejszym poparciem – Andrzeja Dudy z PiS.”Na placu boju z jednej strony mamy generała ze średnio zorganizowanym pospolitym ruszeniem, a z drugiej – żołnierzy don Jarosława, zdyscyplinowanych, karnych, gotowych od rana do wieczora trąbić w propagandowe surmy i odwracać kota ogonem” – pisze Lis. Jego zdaniem Komorowski nie ma łatwo, po części dlatego, że „żołnierze prezesa nie mają skrupułów”, np. w sprawie przekonania, że urzędujący prezydent odpowiada za aferę SKOK. A to – co przypomina Lis – „horrendalna brednia”.

Wybory prezydenckie, a w nich – Duda

Tomasz Lis zauważa, że gdy porównać stronników obu kandydatów, to mamy „z jednej strony facetów z baseballami, z drugiej kuracjuszy na wydłużonym turnusie w Ciechocinku”.

Naczelny „Newsweeka” wytyka kandydatowi PiS wszystko, co mógłby wykorzystać Bronisław Komorowski, np. aferę wokół SKOK-ów, „pokazującą moralną deprawację PiS i brak kręgosłupa moralnego kandydata Dudy”, czy też opublikowanie informacji o członkostwie Dudy w Unii Wolności, która „potwierdza wrażenie, że jest on zwykłym karierowiczem i oportunistą”.

Lis podkreśla, że do tego wszystkiego dochodzi wyrok na wiceprezesa PiS – Mariusza Kamińskiego, który – zdaniem dziennikarza – przypomina, „jaki straszliwy smrodek unosił się nad IV RP”.

Cały komentarz Lisa w najnowszym wydaniu „Newsweeka”.

Zobacz także

 TOK FM

Brudna walka w sprawie Smoleńska: tylko zamach nas wyzwoli

Roman Imielski, Gazeta Wyborcza, 07.04.2015
Obchody 4. rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie

Obchody 4. rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Politycy PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem od pięciu lat dyskredytują ustalenia polskich ekspertów i prokuratorów w sprawie katastrofy smoleńskiej, bo nie potwierdzają tezy, że prezydent Lecha Kaczyński jest ofiarą wspólnych zbrodniczych działań ekipy Donalda Tuska i Władimira Putina. Tę metodę zastosowali też we wtorek.
Przecież polscy lotnicy nie mogli popełnić takich błędów, by rozbić się na rosyjskiej ziemi. Przecież nikt nie mógł na nich naciskać, by próbowali lądować w warunkach, które się do tego nie nadawały. Przecież nie mogło być tak, że wiedząc o gęstej mgle i fatalnym wyposażeniu lotniska w Smoleńsku, w dodatku nieczynnego od kilku miesięcy, powinni od razu lecieć na lotnisko zapasowe. Przecież nie było możliwe, że 10 kwietnia 2010 r. tylko technik pokładowy miał ważne uprawnienia do latania. Przecież nie mogło być tak, że czarne skrzynki nie zostały sfałszowane i naprawdę zarejestrowały to, co działo się w kokpicie i z maszyną aż do ostatniej sekundy lotu…Dzięki PiS katastrofa obrosła już takimi mitami, że trudno oddzielić je od faktów. Co chwilę słyszymy, że polscy eksperci i prokuratorzy nie badali miejsca tragedii, nie mieli dostępu do nagrań z czarnych skrzynek ani rozmów w wieży kontrolerów, że są zależni wyłącznie od Rosjan i powtarzają „wersję Anodiny”, szefowej rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Lista kłamstw produkowanych przez polityków PiS i związane z nimi media jest długa.Pierwsza ekipa polskich specjalistów pojawiła się w Smoleńsku już kilka godzin po katastrofie i tego samego dnia zebrała tam mnóstwo materiałów takich jak elementy wyposażenia maszyny i przedmioty należące do pasażerów. Posłużyły do ekspertyzy przeprowadzonej w Wojskowym Instytucie Chemii i Radiometrii w Warszawie, gotowej w czerwcu 2010 r., która nie stwierdziła obecności śladów żadnych substancji wybuchowych.

Polscy ekspercie nie powtarzają też ślepo „wersji Anodiny”, dlatego złożyli ponad 150 poważnych zastrzeżeń do rosyjskiego raportu o katastrofie, dołączonych do niego jako aneks. Wskazują one m.in. na błędy rosyjskich kontrolerów, które przyczyniły się do tragedii. Zrobiła to komisja Jerzego Millera już w 2011 r., a potwierdziła niedawno wojskowa prokuratura przedstawiając kompleksową opinię biegłych w sprawie katastrofy.

Ustalenia ekspertów i śledczych z komisji Millera oraz prokuratury mają podważać dowody „znalezione na wycieraczce” – to słowa Macierewicza o zdjęciu skrzydła tupolewa, które miało uwiarygodniać wersję zamachu, okazało się ono przeróbką rosyjskiego blogera. Albo dowody „kupione na rynku” – jak prof. Jacka Rońda, jeden z „ekspertów” smoleńskiego zespołu Macierewicza, opisał fotografie rzekomo obalające wersję o uderzeniu skrzydła tupolewa w brzozę. Później sam przyznał, że blefował w sprawie tych „dowodów”.

Kwintesencją tej politycznej walki będzie 10 kwietnia kolejny raport zespołu Macierewicza, lansujący tezę o zamachu. Smoleńsk jest bowiem doskonałym przykładem stosowania zasady, którą przed laty bulterier PiS Jacek Kurski streścił krótko: „ciemny lud to kupi”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Katastrofa smoleńska – nowe stenogramy. Politycy i dziennikarze komentują. „Dziadowskie państwo”, „dziwne przecieki”

past, 07.04.2015
Nowe stenogramy w sprawie katastrofy smoleńskiej

Nowe stenogramy w sprawie katastrofy smoleńskiej (MT stenogram)

Katastrofa smoleńska – nowe stenogramy. Kandydat na prezydenta Andrzej Duda skomentował ujawnione przez RMF FM stenogramy, mówiąc, że „ma nieodparte wrażenie gry na emocjach”. Małgorzata Wassermann, córka zmarłego w katastrofie Zbigniewa Wassermanna, powiedziała, że „czas na prace na arenie międzynarodowej”.
– Jest rzeczą znamienną i dla mnie smutną, że na dwa dni przed rocznicą pojawiają się jakieś informacje, przecieki z prokuratury – powiedział na konferencji prasowej Andrzej Duda, podaje portal 300polityka.pl. Zdaniem kandydata PiS na prezydenta te informacje mają „zburzyć porządek społeczny i doprowadzić do negatywnych emocji”.
– Te informacje uderzają przede wszystkim w rodziny tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem – powiedział Duda. Zwracał też uwagę, że konieczne jego zdaniem jest przekazanie materiału dowodowego polskim śledczym. – Dziwi mnie, czemu Prokuratura Wojskowa nie ujawniła tych stenogramów na swej niedawnej konferencji. Zamiast tego mamy dziwne przecieki – powiedział Duda, o czym informował na Twitterze jego sztab.RMF FM podało dziś rano fragmenty, a później opublikowało w całości nowe stenogramy z rozmów w kokpicie prezydenckiego tupolewa. Stenogramy, opracowane przez Prokuraturę Wojskową, spisano na podstawie nagrań o lepszej jakości, co pozwoliło na odczytanie ponad 30 proc. więcej słów niż w poprzednich stenogramach.Palikot: Katastrofa smoleńska to skutek „dziadowskiego państwa”Prawnik Piotr Pszczółkowski, reprezentujący rodziny ofiar katastrofy, w tym m.in. Jarosława Kaczyńskiego, wyraził „zdumienie”, że dziennikarzom udało się dotrzeć do dokumentów, których wydania on sam jako pełnomocnik rodzin ofiar domaga się bez skutku. Zapowiedział też, że „będzie domagał się wyciągnięcia konsekwencji wobec osób, które ujawniły stenogramy”.

Janusz Palikot podczas konferencji w Sejmie mówił, że do katastrofy smoleńskiej doszło przez „dziadowskie państwo”. – Doprowadziła do tego zarówno Kancelaria Prezydenta, jak i Ministerstwo Obrony. Była presja na kapitana samolotu, której nie powinno być. Oczywiście wina jest też po stronie rosyjskiej, która nie powinna pozwolić na lądowanie – stwierdził Palikot.

– Przez 5 lat prokuratura prowadzi nieudolne śledztwo, po latach dowiadujemy się czegoś zupełnie innego niż do tej pory – powiedział Palikot. – Prokuratura powinna szybko skończyć to śledztwo – dodał.

Mastalerek: To nie przypadek, że nowe stenogramy pojawiły się przed rocznicą katastrofy smoleńskiej

– To wstrząsające, że pięć lat po katastrofie powtarzane są tezy pani Anodiny. To nie jest twardy dowód, to nie są oryginały, tylko kopie. Oryginały są zamknięte pewnie w sejfie w Moskwie –mówił w RMF FM rzecznik PiS Marcin Mastalerek. Ktoś gra katastrofą smoleńską i chce podgrzewać emocje. To nie jest przypadek, że kilka dni przed piątą rocznicą jest taki kontrolowany wyciek do mediów. Pytanie, jak zareaguje prokurator generalny Andrzej Seremet – oceniał Mastalerek w „Kontrwywiadzie”.

Podobnie sprawę skomentował Adam Hofman. – To jest po raz kolejny próba powrotu w takiej narracji do tej pierwszej rosyjskiej wersji o naciskach na pilotów, pijanym generale Błasiku. To są rzeczy tak skrajnie podłe – mówił w programie „Jeden na jeden” w TVN24.

Małgorzata Wassermann: Katastrofa smoleńska powinna być zbadana na arenie międzynarodowej

– Społeczeństwo ma prawo już całkowicie pogubić się w tym, jaki był przebieg katastrofy, które nagranie z kokpitu jest właściwe – powiedziała radiu RMF FM Małgorzata Wassermann, córka zmarłego w katastrofie smoleńskiej Zbigniewa Wassermanna. – Najwyższa pora odłożyć wszystko na bok i rozpocząć prace na arenie międzynarodowej, wśród najlepszych ekspertów – mówiła.

– Skoro prace wciąż trwają, to nie powinno się ujawniać cząstkowych informacji, bo dalsze badania mogą je podważyć – dodała.

Komentarze na Twitterze: „śledztwo to kpina”, „brzmi mocno”, „wzniecanie pożaru”

Nowe stenogramy komentują także publicyści i blogerzy. Szczególnie dużo opinii pojawia się na Twitterze. Michał Majewski z „Wprost” ocenił, że fragmenty stenogramów „brzmią mocno”. Zwrócił też uwagę na to, że nowe informacje, ujawnione tuż przed 10 kwietnia, mogą być bolesne dla niektórych bliskich ofiar katastrofy. „Nieładnie to pachnie na 3 dni przed 5. rocznicą. To wzniecanie pożaru, prokuraturo. Fatalny ruch”, napisał Majewski.

Dziennikarzy RMF FM bronił m.in. Tomasz Sekielski. „Ciekawe, czy Ci, którzy są oburzeni na RMF FM za publikowanie stenogramów, krzyczeliby tak głośno, gdyby wynikało z nich, że w tupolewie doszło do zamachu?” – pytał dziennikarz.

Jacek Kurski sugeruje, że przeciek z nowymi stenogramami jest „kolejnym po SKOK-ach i in-vitro” elementem kampanii wyborczej.

Zobacz także

Tok FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s