Piątek (27.04.15)

 

70. urodziny o. Tadeusza Rydzyka. „Do Rzeczy”: Wszedł do historii na równi z Lechem Wałęsą

Ojciec Tadeusz Rydzyk kończy 70 lat
Ojciec Tadeusz Rydzyk kończy 70 lat Fot. Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta

W najbliższą niedzielę ojciec doktor Tadeusz Rydzyk będzie obchodził 70. urodziny. Z tej okazji tygodnik „Do Rzeczy” opublikował artykuł, w którym wyjaśnił, co polska demokracja zawdzięcza „charyzmatycznemu zakonnikowi z Torunia”.

Na okładce najnowszego numeru tygodnika o. Rydzyk został przedstawiony jako „młot na liberałów”. Sam artykuł podąża tym tropem, przekonując, że gdyby redemptorysta nie prowadził swojej działalności społecznej, to Kościół katolicki byłby w Polsce kształtowany przez „zwolenników laickości przebranych w kostium przyjaciół wiary”, np. przez Adama Michnika.

Stworzenie Radia Maryja pozwoliło więc Kościołowi zająć w Polsce taką pozycję, na jaką w innym wypadku nie mógłby liczyć. Zdaniem Piotra Semki, autora artykułu, o. Rydzyk zapisał się zatem w najnowszych dziejach Polski.

– W tym sensie twórca Radia Maryja wszedł do naszej najnowszej historii na równi z Lechem Wałęsą, braćmi Kaczyńskimi, Aleksandrem Kwaśniewskim i Donaldem Tuskiem – stwierdził Semka.

Sam o. Rydzyk najwyraźniej nie zamierza przejść w najbliższym czasie na emeryturę. W poniedziałek „Nasz Dziennik” opublikował komunikat redemptorysty, w którym poinformował on o pracach związanych z budową kościoła Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Konsekracja świątyni ma się odbyć 18 maja 2016 roku, w rocznicę urodzin św. Jana Pawła II. Budowa finansowana jest w dużej mierze przez ofiarodawców. O. Rydzyk poinformował, że nazwiska osób, które przekażą na ten cel co najmniej 1000 złotych, zostaną umieszczone na marmurowych tabliczkach. Te ozdobią zaś kościół.

źródło: „Do Rzeczy”

naTemat.pl

Kalita: Nigdzie w konstytucji nie jest napisane, że Ogórek musi być w Radiu TOK FM

27.04.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,115170,17820694,video.html?embed=0&autoplay=1
– Jeśli kandydatka boi się dziennikarzy, to ją kompletnie dyskwalifikuje – zauważyła Dominika Wielowieyska w Poranku Radia TOK FM. Magdalena Ogórek miała być gościem Poranka Radia TOK FM. Kandydatka SLD na prezydenta ostatecznie nie przyjęła jednak zaproszenia do programu. Tomasz Kalita, rzecznik sztabu Ogórek, jest jednak dobrej myśli. – Nie zauważyłem, żeby kandydatka bała się mediów. Wprost przeciwnie – stwierdził.

TOK FM

Rozbiór lewicy

Jarosław Flis

27.04.2015

Magdalena Ogórek najwyraźniej okazała się „brzytwą ratunkową” lewicy. Nic nie wskazuje na to, by udało jej się dać swoim promotorom cokolwiek nowego, poza kolejnymi kłopotami. Może przyspieszyć proces rozbioru elektoratu niegdyś potężnego SLD przez pozostałe ugrupowania.

Chętnych na byłych wyborów Sojuszu można znaleźć w każdej partii. Do „światłej” części lewicy, utożsamiającej to określenie z rewolucją obyczajową i niechęcią wobec „zaścianka”, od lat smali cholewki PO. O ubogich, poszkodowanych przez przemiany minionego ćwierćwiecza, nieustająco zabiega PiS. Nie można też pominąć PSL, który atakując PiS z pozycji „z Rosją trzeba robić interesy a nie ją drażnić”, może być atrakcyjny dla tęskniących za PRL. Tych, którzy łączą umiarkowany etatyzm z umiarkowanym konserwatyzmem obyczajowym. Mogę sobie wyobrazić emerytowanego sierżanta SB, którego zadowala własna sytuacja materialna, ale szczerym entuzjastą kapitalizmu to przecież nie jest. Nie cierpi Kaczyńskiego, lecz trzyma też dystans do tych – było nie było – solidaruchów z PO. Dla niego głos na Piechocińskiego i kolegów to całkiem dobre rozwiązanie. Zwłaszcza jeśli porównać to z ewentualnym lewicowym konglomeratem obejmującym Biedronia, Ikonowicza, Celińskiego czy Grodzką.

Te różne grupy wyborców były kiedyś połączone jak części dzbanka wypalonego w ogniu wspólnych rządów. Spajane tymi samymi wrogami i przypływami nadziei w chwilach wyborczych triumfów. Kolejne porażki sprawiały, że dzbanek pękał. W tych wyborach może się do reszty pokruszyć. Trzeba też pamiętać o nieuchronnych zmianach demograficznych. Jedna trzecia z tych, którzy w 1995 roku zapewnili Kwaśniewskiemu symboliczne zwycięstwo nad Wałęsą, już w najbliższych wyborach nie zagłosuje. Jeśli przy obecnej średniej długości życia jest się wyborcą przez 60 lat, to znaczy, że przez 20 lat wykrusza się co trzeci z głosujących, robiąc miejsce kolejnym pokoleniom.

Trajektorię możliwego rozbioru lewicy pokazuje zestawienie wyników samorządowych i sejmowych z cyklu wyborczego 2010/2011 i 2014/2015. Można policzyć, co by się stało, gdyby jesienny wynik sejmowy SLD miał się tak do ostatniego wyniki sejmikowego, jak się miał wynik z 2011 roku do wyniku z 2010. Wygląda to tak:

lewica2015

To przeliczenie z uwzględnieniem „efektu książeczki”. Gdyby wziąć surowy wynik SLD w sejmikach – 8,8% – proporcje dają poparcie już poniżej progu wyborczego. Tak czy inaczej, 5,04% poparcia to w warunkach 2011 roku oznaczało 2 (słownie dwa) mandaty. Polityczny niebyt.

Jakie emocje mogłyby posklejać części potłuczonego dzbanka? Urok Magdaleny Ogórek tego nie zrobi, najwyraźniej ograniczając swoje oddziaływanie do Leszka Millera osobiście. Paradoksalnie, jedyną nadzieję widać w porażce Bronisława Komorowskiego w połączeniu z perspektywą koalicji PiS-KORWIN po wyborach sejmowych. To mogłoby uruchomić zupełnie nieprzewidywane reakcje w PO. Jej ewentualny rozpad byłby początkiem zupełnie nowego rozdziału w polskiej polityce. Być może lewica mogłaby się stać jedną z głównych jego bohaterek. Na dziś to nie tylko hipotetyczny scenariusz o niskim prawdopodobieństwie. Jeszcze mniej prawdopodobne jest to, by ktokolwiek z jakkolwiek rozumianej lewicy chciał do takiego scenariusza przyłożyć rękę.

Poprzednie wybory prezydenckie były ewenementem na tle wcześniejszych – nie doprowadziły do poważnego przetasowania na scenie partyjnej. Czy tym razem też tak się stanie, czy jednak coś się znów gruntownie pozmienia? Nie wiem – wygląda jednak na to, że z naszej „bandy czworga” lewica okazuje się najsłabszym elementem. Ktoś, kto by 15 lat temu przedstawił dzisiejszą sytuację jako proroctwo, zostałby uznany za naprawdę pokręconego. By to sobie uzmysłowić, można rzucić okiem na plik z wynikami sondażu CBOS z maja 2001. Poparcie dla SLD-UP sięgnęło wtedy 46 procent.

PS. W ramach promocji uczelni pozwolę sobie na lokowanie produktu w postaci serwisu przygotowanego przez studentów politologii – Barwy Kampanii. Można tam znaleźć w jednym miejscu zestawienia wydarzeń z udziałem kandydatów, krótkie analizy i linki do ciekawych materiałów. Oby jak najwięcej miejsc, gdzie próbuje się zachowywać dystans do kandydatów, bez wpisywania się w przekaz któregoś z nich.

salon24.pl

 

Wybory prezydenckie 2015. Ogórek w TVP: Mainstream ruszył, żeby urwać mi kilka procent poparcia

WB, 27.04.2015
Magdalena Ogórek

Magdalena Ogórek (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Magdalena Ogórek oświadczyła w wywiadzie dla TVP, że „mainstream ruszył”, by odebrać jej poparcie, które miałoby przejść na rzecz Bronisława Komorowskiego. Przyznała również, że SLD przeznaczyło na jej kampanię „bardzo skromne środki”.

– Gdybym miała opierać się na różnych plotkach i opowieściach, to pewnie nie byłoby mnie tutaj, bo on mówił 9 stycznia u wszelakich komentatorów, publicystów i w różnych mediach, że na pewno się wycofam, że to koniec kampanii, że nie mam żadnego wsparcia i proszę – dwa tygodnie do wyborów i ja trwam – mówiła kandydatka SLD na urząd prezydenta.

Pytana o stosunki między nią a Leszkiem Millerem odpowiedziała, że ich przyjaźń jest nie szorstka czy dobra, ale „właściwa”. – To jest moja kampania wyborcza, Magdaleny Ogórek. Ja podejmuję w niej wszystkie decyzje i robię tak, żeby ta kampania wypadła jak najlepiej dla wszystkich Polaków – tłumaczyła.

Czy Magdalena Ogórek okaże się być gwoździem do trumny SLD? >>>

„Nigdy nie byłam asystentką”

Prowadzący rozmowę Krzysztof Ziemiec zauważył, że wcześniej nie interesowała się problemami Polaków, o których dziś mówi, choć była obecna w polityce, m.in. jako asystentka Grzegorza Napieralskiego. – Nie miałam mocy sprawczej, pracowałam jako dziennikarka – odpierała zarzuty i dodała, że „nigdy nie była asystentką”. – Nic nie wiem na ten temat. Rozumiem, że temu politykowi wydawało się, że miał asystentki z doktoratem. Nie, tak nie było – stwierdziła.

Nie chciała jednak ujawnić, czym się zajmowała podczas pracy w biurze ówczesnego szefa Sojuszu.

Zaznaczyła również, że kwota, jaką SLD przeznaczył na jej kampanię, to „bardzo skromne środki”. – Nie wydaje mi się, żeby to był milion, wręcz jestem tego pewna, że taka kwota nie została przeznaczona na tę kampanię, jednak dokładnych danych nie mam – stwierdziła.

Magdalena Ogórek zadeklarowała, że weźmie udział w debacie kandydatów, jeśli dołączy do niej Bronisław Komorowski.

 

gazeta.pl

In vitro? Andrzej Duda: Jestem pewien, że Episkopat poparłby moje rozwiązanie

kospa, 27.04.2015
Andrzej Duda

Andrzej Duda (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

– Ja jako Andrzej Duda nie popieram in vitro. Ale jako prezydent Andrzej Duda rozumiem, że są rodzice, którzy nie mogą mieć dzieci i szukają rozwiązania tej sytuacji. Dlatego zaakceptuję in vitro, ale bez zamrażania zarodków – mówi w wywiadzie udzielonym portalowi Wp.pl kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda.
W rozmowie z portalem Wp.pl Andrzej Duda stwierdza, że „dopuszcza możliwość, że tworzy się tyle zarodków, ile jest potrzebnych do tego, by kobieta mogła zajść w ciążę”. Od razu zastrzega jednak: – Nie zgadzam się na ich zamrażanie.In vitro. Takie rozwiązanie, jakie poparłby Episkopat– Ja jako Andrzej Duda nie popieram in vitro. Ale jako prezydent Andrzej Duda rozumiem, że są rodzice, którzy nie mogą mieć dzieci i szukają rozwiązania tej sytuacji. Dlatego zaakceptuję in vitro, ale bez zamrażania zarodków – tłumaczy kandydat Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta.

To i tak duża zmiana, bo swego czasu polityk podpisał się pod projektem PiS całkowicie zakazującym stosowania tej metody. Przygotowana przez partię ustawa za in vitro przewidywała nawet karę więzienia. Ostatecznie tuż przed ostatnią debatą sejmową w tej sprawie partia wniosła autopoprawkę, w której mowa o pozbawieniu lekarza prawa do wykonywania zawodu i karze grzywny.

Teraz, mówiąc o zakazie zamrażania zarodków, Duda stwierdza: – Jestem pewien, że Episkopat poparłby rozwiązanie, o którym mówię.

Bo skierowany na początku kwietnia do dalszych prac rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności Episkopat ostro skrytykował. Zdaniem Kościoła „zawiera rozwiązania, które uniemożliwiają jakikolwiek udział katolika w pracach służących jego przyjęciu”. W odpowiedzi premier Ewa Kopacz jasno stwierdziła, że in vitro „nie jest obligiem, jest fakultatywną propozycją”. – Jeśli komuś sumienie nie będzie pozwalało na korzystanie z tejże metody, to tej metody nie zastosuje – tłumaczyła na antenie TOK FM.

Związki partnerskie. Na homoseksualne zgody nie będzie

Ale w rozmowie z Wp.pl Duda odrobinę łagodniej niż ostatnio wypowiada się i w sprawie związków partnerskich. – Być może potrzebne jest uregulowanie osobistych relacji ludzi, które umożliwią im np. uzyskanie w szpitalu informacji o stanie zdrowia. Ale jestem absolutnie przeciwny rozwiązaniom, które podważają wartość małżeństwa. Nigdy nie zgodzę się na związki jednopłciowe – stwierdza.

Co gdyby przyszła do niego córka i powiedziała, że taki właśnie związek chciałaby zawrzeć? – Z całą pewnością nie byłbym z tego zadowolony jako ojciec. Chciałbym, żeby wyszła za mąż i miała dzieci, a my wnuki. To moje marzenie – mówi.

Tymczasem jeszcze w ubiegłym tygodniu podczas debaty w redakcji Gazeta.pl nie wiadomo dlaczego uznał związki partnerskie za jedno z największych zagrożeń dla rodziny. – Problem polega na tym, że nie chce się załatwić spraw społecznie ważnych, a pcha się takie, które są związane z ideologią lewacką niszczącą tradycyjny model rodziny, będący gwarancją tego, że ludzkość w ogóle jest – odpowiedział internautom na pytanie, czy wyobraża sobie ustawę o związkach partnerskich.

Jasno stwierdził, że nie podpisałby ustawy, która mogłaby okazać się krokiem w stronę legalizacji związków homoseksualnych. – Będę stał na straży interesu polskiego społeczeństwa – zapowiedział.

Zresztą Duda nawet gdy rozmawia na temat filmu „Lejdis”, nie ma wątpliwości: – Takie jest prawdziwe marzenie młodej dziewczyny – wyjść za mąż i stworzyć szczęśliwą, pełną rodzinę.

Zobacz także

wyborcza.pl

W „Newsweeku”: Adam Hofman współpracuje ze sztabem Korwin-Mikkego

27-04-2015
Adam Hofman

 fot. MICHAL TULINSKI/FORUM  /  źródło: Forum

Hierarchia celów Adama Hofmana była taka: plan A: wrócić do PiS; plan B: pójść do Korwina; plan C: znaleźć pracę, choćby w SKOK-ach. Na razie Adamowi Hofmanowi udało się tylko schudnąć, ale nasi rozmówcy twierdzą, że doradza Korwin-Mikkemu.

Gdy w PiS odprawiono go z kwitkiem, zaczęły się podchody Adama Hofmana do Janusza Korwin-Mikkego, do pewnego stopnia zresztą skuteczne – współpraca Hofmana z jego sztabem trwa w najlepsze. Historia z ostatnich dni: komitet Korwina zapowiada pozew sądowy przeciwko Andrzejowi Dudzie, który miał przekręcić jego wypowiedź na temat strzelania do górników. Z naszych informacji wynika, że Hofman nieoficjalnie doradza sztabowi Korwina, jak podgrzewać ten temat w mediach.

Inny przykład. Były rzecznik PiS ogłasza w telewizji, że będzie zbierać w Sejmie podpisy pod wnioskiem o przywrócenie kary śmierci. – Zmuszę kandydatów na prezydenta, by wypowiedzieli się, czy państwo powinno surowo karać morderców, czy nie – mówi. Zapowiedź na odległość pachnie ustawką. Ale nie z Dudą, dla którego kara śmierci jest tematem kłopotliwym, mogącym zrazić wyborców centrum. Na sprawie może zyskać tylko jeden kandydat: Janusz Korwin-Mikke, który od lat konsekwentnie domaga się przywrócenia egzekucji.

Z naszych ustaleń wynika, że ze sztabem Korwina w regularnym kontakcie jest też poseł Mariusz Kamiński, który podobnie jak Hofman wyleciał z PiS po aferze madryckiej.

Czytaj też: Madryt, Londyn, Paryż. Hofman pobrał z Sejmu na te podróże 64 tys. zł >>>

Umizgi są tylko częściowo skuteczne, bo Hofman w zamian oczekuje biorącego miejsca na liście do Sejmu. A tu czeka go przykra niespodzianka: w KORWiN, podobnie jak w PiS, jego lepsza połowa wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony na pewno przydałby się sztabowi. Mądrze doradza, jest doświadczony i wciąż zapraszają go do najbardziej opiniotwórczych programów publicystycznych. Z drugiej – brać na listy tak skompromitowaną postać byłoby samobójstwem. Tym bardziej że partia KORWiN zamierza iść do wyborów parlamentarnych pod hasłami populistycznymi. Będzie bić w klasę polityczną, której Hofman jest przecież symbolem.

Jeden z moich rozmówców przyznaje: – Korwin-Mikke stoi przed dylematem. Jest pomysł, żeby w kampanii parlamentarnej wypuścić billboard ze świniami stojącymi przy korycie. Bardzo cenię Adama Hofmana, jego wiedzę i umiejętności, chętnie byśmy z tego wszystkiego skorzystali, ale pojawiły się głosy, że jedna z tych świń powinna mieć jego twarz.

 Newsweek.pl

„O. Rydzyk jak Wałęsa, Kwaśniewski i Kaczyńscy. Nie można pisać o polskiej historii bez niego”. „Do Rzeczy” na 70. urodziny szefa Radia Maryja

Krzysztof Lepczyński, 27.04.2015
O. Tadeusz Rydzyk

O. Tadeusz Rydzyk (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

„Nie sposób pisać o dziejach Polski po 1989 roku bez wspomnienia o redemptoryście z Torunia. W tym sensie twórca Radia Maryja wszedł do naszej najnowszej historii na równi z Lechem Wałęsą, braćmi Kaczyńskimi, Aleksandrem Kwaśniewskim i Donaldem Tuskiem” – pisze Piotr Semka w najnowszym „Do Rzeczy”.
„Do Rzeczy” z okazji 70. urodzin Tadeusza Rydzyka poświęciła redemptoryście kilka obszernych tekstów. W jednym z nich Piotr Semka pisze, jak zapowiada okładka, „co polska demokracja zawdzięcza charyzmatycznemu zakonnikowi z Torunia”.„Bez wysiłków ojca Rydzyka…”Według Semki, gdyby nie Tadeusz Rydzyk, „Kościół w Polsce kształtowaliby zwolennicy laickości przebrani w kostium przyjaciół wiary”. „Bez wysiłków ojca Rydzyka pozycja Kościoła w polskim życiu publicznym byłaby nieporównanie słabsza” – zaznacza publicysta.

„Jeśli polski Kościół nie uległ wewnętrznemu rozbiciu, nie stracił więzi z wiernymi i zachował swoją silę wewnętrzną, to jest to w dużej mierze efekt determinacji ojca Rydzyka” – dodaje Semka. Publicysta wskazuje też na ogromny wpływ redemptorysty na formację polskich księży, którzy zachowują „siłę i odwagę” wpływania na wiernych i nie wdają się w „dywagacje” na temat dostosowania religii do realiów współczesności.

„Na równi z Lechem Wałęsą…”

Semka zauważa, że bez redemptorysty zupełnie inaczej wyglądałaby scena polityczna w Polsce. Tego wątku jednak nie rozwija i nie wiemy, jak konkretnie według Semki Rydzyk wpływał na polską politykę.

Mimo to Semka podkreśla poczesne miejsce zakonnika w naszej historii. „Nie sposób pisać o dziejach Polski po 1989 roku bez wspomnienia o redemptoryście z Torunia. W tym sensie twórca Radia Maryja wszedł do naszej najnowszej historii na równi z Lechem Wałęsą, braćmi Kaczyńskimi, Aleksandrem Kwaśniewskim i Donaldem Tuskiem” – wskazuje.

Cały artykuł w „Do Rzeczy”.

Zobacz także

TOK FM

Bartoszewski i polsko-katolickie rytuały azteckie

Tomasz Piątek*, 27.04.2015
Prof. Władysław Bartoszewski

Prof. Władysław Bartoszewski (Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

Nie trzeba jeździć w dalekie kraje, by zetknąć się z budzącymi dreszcz zwyczajami. Tu, w Polsce, profesor Władysław Bartoszewski został potraktowany w sposób aztecki. Przyjrzyjmy się, jak w naszej egzotycznej kulturze wygląda szacunek dla śmierci.
Umiera człowiek. Umiera człowiek, z którym można się było zgadzać. Lub nie. Ale zawsze człowiek. I to taki, któremu można pozazdrościć życiorysu. Lub nie. Bo to było piękne, ale bardzo trudne życie. Więzień Auschwitz. Uratowany z obozu, nie chowa się w mysią dziurę, tylko działa w AK. I w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”, co oznacza, że bierze na siebie najtrudniejsze zadanie, do tego niepopierane przez sporą część podziemia i rodaków.Po wojnie walczy z komuną jako działacz PSL. Spędza kilka lat w stalinowskim więzieniu, niewiele lepszym do gestapowskiego. Potem działa w opozycji przeciw komunistom. A równocześnie pracuje nad pojednaniem polsko-niemieckim i nad dobrym imieniem Polski na świecie. W stanie wojennym jako 60-latek trafia do internatu.Bohater. Ale to nie ma znaczenia. Bo bohater ośmielił się skrytykować Wielkiego Wodza naszych Azteków, a jego radę starszych nazwał matołkami. Musi więc zostać spektakularnie znieważony po śmierci.Najpierw występują Rytualni Podgryzacze – szacowni przedstawiciele prawicowej wspólnoty, szamani-publicyści. Ich rola jest kluczowa: mają płynnie przeprowadzić lud od majestatu śmierci do orgii nienawiści. Na kilka głosów śpiewają: „Tak, ale…”. Pierwszą zwrotkę intonuje szaman Łukasz Warzecha w Radiu Warszawa: „O zmarłych mówi się dobrze albo wcale, ale gdzieś w rodzinie, postać publiczna podlega normalnym ocenom… Pozostanie dla mnie postacią symboliczną, jak mając wielki autorytet, można go rozmienić na drobne”. „Uszanujmy śmierć, ale nie róbmy z Bartoszewskiego ikony polskości” – dodaje szaman Michał Górski na portalu Parezja. A szaman Piotr Zaremba zawodzi w radiu, prasie i internecie o tym, jak to Bartoszewski miał kiedyś w sobie „pewną obrotowość”. Bo wprawdzie mówił o dialogu z Żydami i Niemcami, ale za to w prasie bliskiej prawicy bronił lustracji i tradycyjnego patriotyzmu. Niestety, „potem nastąpiło gwałtowne zerwanie z tą rolą. Nie tylko wybrał jedną stronę politycznego sporu, ale zaspokajał jej potrzeby wyjątkowo agresywnie”.Szaman Zaremba nie tylko zawodzi najżałośliwiej. Dokonuje też rytualnego przerzucenia winy na wrogów plemienia. Na zasadzie: „Łap złodzieja!”: to nie my znieważamy majestat śmierci, to oni. „Boję się używania tej śmierci do tego, co dzieje się zawsze. Do walenia po głowie przez mainstream tych, którzy zwykle są źli. Tak było przy okazji śmierci Bronisława Geremka czy Tadeusza Mazowieckiego”.

Po Podgryzaczach przychodzi czas na drugą część rytuału, w której bierze udział internetowy lud. To już nie Podgryzanie, to Rozszarpywanie i Opluwanie. Kolaborant, piszą członkowie plemienia na swoich portalach, stronach i profilach. Zdrajca. I oczywiście Żyd, bo „nic nie brzydzi tak Azteka/ jak złowrogi cień Tolteka /obce, dziwnie zmyślne plemię/ co skalało naszą ziemię”.

Całe zło zostało symbolicznie przeniesione na wrogów, więc hulaj dusza bez azteckiego kontusza. Wszystko nam wolno, bo co złego, to nie my. Wyśmiewa się nawet cierpienia Bartoszewskiego w Auschwitz. Nie zadrży rączka stukająca w klawiaturę? Nie, nie zadrży dzięki dzielnym szamanom Podgryzaczom, którzy na czas dostarczyli usprawiedliwienie. Szaman Górski napisał, że jakaś pani profesor kiedyś mu powiedziała, że ktoś kiedyś jej powiedział, że Bartoszewski w Auschwitz „był donosicielem”. I w sieci zaczyna krążyć komiks o więźniu Bartoszewskim, który bezkarnie bluzga esesmanom i je tort na podwieczorek (!). „Złotą łyżeczką” – komentuje niejaki pan Rafał Malicki na swoim profilu. A niejaka pani Bożena Grudzińska porównuje Bartoszewskiego do… Hitlera.

Za moje porównania przepraszam prawdziwych Azteków. Oni pożerali swoje ofiary, ale przynajmniej nie próbowali na nie paskudzić.

A już na pewno nie próbowali paskudzić i równocześnie się krygować.

* Tomasz Piątek – pisarz i publicysta, współpracuje z „Gazetą Wyborczą”

Zobacz także

wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: