Dziennikarz Tomasz Olbratowski (RMF FM) skomentował w swoim satyrycznym felietonie loty byłej premier Beaty Szydło wojskową CASĄ do domu.

Policja i Straż Marszałkowska nie wpuściła do Sejmu uczestniczki Powstania Warszawskiego, a później nauczycielki dzieci niepełnosprawnych, Wandy Traczyk-Stawskiej. Chciała się spotkać z protestującymi opiekunami i osobami niepełnosprawnymi.

„Policjanci i Straż Marsz. nie pozwolilili Wandzie Traczyk-Stawskiej nawet usiąść na ławce. Uczestniczka Powstania Warszawskiego pracowała z niepełnosprawnymi dziećmi, dziś chce wesprzeć protestujących” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Zamieścił też film, na którym 92-letnia pani Wanda tłumaczy policjantowi, dlaczego powinna wejść do środka. Na nagraniu mówi, że aby wejść do parlamentu „będzie chyba musiała skrzyknąć kolegów z Szarych Szeregów”. – „Powinniśmy wspierać ze wszystkich sił te matki. Bardzo je podziwiam” – powiedziała pani Wanda.

Ta niesłychana arogancja PiS została jednoznacznie skomentowana na Twitterze. – „Wanda Traczyk Stawska ps. Pączek. W 1944 ona walczyła na barykadach warszawskich. Teraz stoi przed barykadą głupoty, która w polskim Sejmie zbudowała głupota PiS” – napisał Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”.

„Tego się nie da wytłumaczyć żadnymi względami bezpieczeństwa. Niczym. Jakkolwiek wielkie słowa i wielkie litery są passe, to tym razem jednak tak – UPADEK. I tyle” – to wpis Katarzyny Kaczorowskiej z „Gazety Wrocławskiej”.

„Panie marszałku Sejmu RP. Tego pan nie usprawiedliwi żadnymi względami. 92 letnia uczestniczka Powstania Warszawskiego i długoletnia nauczycielka dzieci niepełnosprawnych nawet pozwolenia by usiąść na ławce nie dostała. To nie wina Straży Marszałkowskiej a pańska” – napisał Jacek Czarnecki z Radia Zet

Najnowszy felieton posła Antoniego Macierewicza dla telewizji TRWAM na temat katastrofy smoleńskiej i pomnika katyńskiego w amerykańskim Jersey City.

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem.

Politycy PiS to fenomen iście polski. I bodaj możliwy tylko tutaj – w kraju nad Wisłą. Czego się nie dotkną – schrzanią. Partactwo fenomenalne. Następne pokolenia będą się głowić nad tym, jak przywódca o średniej inteligencji, Jarosław Kaczyński, sięgnął po władzę niemal autokratyczną, nie pełniąc żadnej funkcji administracyjnej.

W pierwszym rzędzie powodem jest wytrwałość prezesa Kaczyńskiego, jest w polityce „od zawsze”, od 1989 roku. Nie jest nazbyt bystry, twierdzę tak niemal od zawsze (Marcin Król dla „Newsweeka”: – „Znałem prezesa PiS dość dobrze i o ile w dawnych czasach był po prostu postacią mało imponującą, to nie przypuszczałem, że gdy dostanie pełnię władzy, okaże się tak kiepskim strategiem. To doprawdy żaden mąż stanu.”).

Nie zwalnia to nas z obowiązku doszukiwania się przyczyn niemocy politycznej, w jaką popadł naród polski i delegował PiS do rządzenia. O ile badania genezy władzy PiS są całkiem solidne – Maciej Gdula, Rafał Matyja – to wnioskowanie ubogie, może dlatego, że nie biorą się za ten opis publicyści pierwszej wody.

W każdym razie Kaczyński doszedł do władzy w pierwszym rzędzie z powodu zasiedzenia w ławach poselskich i – o czym ciągle się zapomina – dlatego, iż równolegle z SLD potrafił prywatyzować – w istocie upartyjniać – majątek państwowy. Nawet gdy Kaczyńskiego zabraknie, PiS będzie miał czym karmić swoich polityków, choć jest to partia skarlała ze skarlałą wizją rewolucji. Jeszcze raz Marcin Król: – „Do przeprowadzenia rewolucji potrzebna jest wizja, choćby najbardziej szalona i utopijna, ale zakładająca tworzenie wszystkiego od nowa. Taką wizję wprowadza się w życie bez względu na koszty, zwykle przy pomocy terroru. Trzeci niezbędny czynnik to charyzmatyczny wódz, dla którego lud idzie na barykady. W przypadku rewolucji PiS każdy z tych elementów jest w jakiś sposób ułomny i wypaczony”.

W zasadzie jest to pocieszające, iż PiS jest byle jaki, bo to znaczy, że można (trzeba) im wyrwać Polskę. Politykę, jaką uprawiają, to tylko partanina. Oni muszą zawłaszczać, demolować, skłócać wszystkich ze sobą w kraju i Polskę ze światem. To jedyna metoda, aby przez jakiś czas rządzić.
Partacze zawsze kradną, korzystają z pięciu minut, które nieopatrznie użyczono im przez ślepy traf na loterii. „Im się należy” – tak argumentują, a gdy zostają złapani na gorącym uczynku, zachowują się, jak klasyczny złodziej, który złapany na doliniarstwie krzyczy: Łapać złodzieja.

Nie dziwmy się zatem, że Antoni Macierewicz mógł tylko liczyć na Misiewicza, tego ostatniego możliwości intelektualne sięgają najwyżej pomocnika aptekarza, ale jako wysłany na dolinę do Polskiej Grupy Zbrojeniowej – potrafi zagarnąć setek tysięcy złotych dla siebie i dla „funfli”. Tomasz Piątek, autor demaskatorskiej książki o Macierewiczu, nazywa to „niezwykłą łapczywością”.

To ich „pięć minut”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski jedynie potrafi zdobyć się na wysiłek intelektualny, opisując Łukaszenkę jako „ciepłego człowieka”. Umysłem wyżej nie sięga, ale potrafi korzystać z mądrości ludowej – „podróże kształcą”. Kształcenie Karczewskiego kosztowało podatnika 205,4 tys. zł, jego zastępcę Koc 106,5 tys. zł. A najlepszy jest Adam Bielan, bo na kształcenie podróżami wydał aż 265,7 tys. zł. Czesne na Harvardzie jest dużo, dużo mniejsze.

I później w mediach słyszymy – ja nie słucham już dawno, tylko czytam brednie – Karczewskich czy Bielanów. Marcin Król pyta o innych orłów PiS: – „Czy panowie Sasin i Suski, piastujący prominentne stanowiska w urzędzie premiera, są ludźmi wybitnymi, którzy mogą pomóc w rządzeniu krajem? Albo sięgając na najwyższą półkę – Szydło i Morawiecki?”

O tej najdroższej władzy, ich przekrętach, dowiadujemy się przypadkiem, przy jakiejś okazji. To tylko wierzchołek góry lodowej, o którą musi się rozwalić Pistanic – i pójść na dno. Ale trzeba im pomóc. Polska tej – prawie oksymoron – solidnej partaniny za długo nie wytrzyma. Acz miejmy świadomość, iż wszystko zrobią, włącznie z oszustwami wyborczymi, aby władzy nie oddać.

Mateusz Morawiecki ma wyraźnie złe dni. Wiosna na niego źle wpływa albo po prostu nie ma talentów politycznych, tylko ambicje. A jak się ma ambicje, to trzeba potrafić je poprzeć możliwościami intelektualnymi, nad którymi pracuje się całe życie.

Rozumiem, że w PiS walor osobowości nie jest w cenie, wszak w tej partii jest odwrotnie: w cenie jest płaskość umysłowa, lizusostwo i pogarda. Gdyby to były pozytywy, to wielu polityków PiS zaliczałoby się do elity. Morawiecki nie jest orłem w żadnej klasyfikacji, jednak bardzo się stara i wychodzą mu brednie.

Swego czasu wyznał, że jego ulubioną książką jest „Winnetou”. Podejrzewam, że edukacja literacka w jego wypadku mogła zatrzymać się na tym poziomie… pacholęcia (cudnie analizowanego w „Ferdydurke”). Dodał jeszcze „Bunt mas” Ortegi y Gasseta – dzisiaj to socjologiczne wykopaliska.

Wcale nie dążę do szczególnej krytyki Morawieckiego, lecz z niego niczego interesującego nie można wydobyć, to człowiek względnie ubogi, gdy otworzy usta, widać, że jest bez właściwości. Chce, wysila się, nadyma, ambicja go rozpiera. Nadymanie prędzej czy później musi pęknąć, wydać z siebie skondensowaną pustkę, czyli używając języka wprost – smród.

Wczoraj Mateusz Morawiecki bronił w Sejmie kolegę z rządu, wicepremiera Piotra Glińskiego. Morawiecki rzucony na szerokie wody walki parlamentarnej idzie na dno w języku polemiki, używa fraz iście grafomańskich, przy których język „Winnetou” wydaje się wysublimowany narracyjnie.

Beata Szydło miała logoreę, słowotok, Morawiecki zaś używa języka poziomu… pacholęcia. Ktoś w internecie wytknął, iż literacki grafoman Paulo Coelho złapałby się za głowę, gdyby usłyszał paplaninę Morawieckiego, bo co ma znaczyć zwrot: – „Pozwólcie budować nam silną Polskę”? Albo: – „Wicepremier Piotr Gliński odbudowuje polskie dziedzictwo na obszarze, które narażone było na zakłamanie”. Co poeta grafoman miał na myśli? W innej frazie grafoman zwracał się do opozycji: – „Macie w sobie taki specyficzny kod genetyczny, który każe wam wyprzedawać majątek narodowy”.
To nie jest odpowiedni poziom języka polskiego, debaty politycznej ani formuł ideowych. To bezsiła, pustka i brak w inteligencji jako takiej i emocjonalnej.

Wykładowczyni akademicka, specjalistka od mowy ciała, Daria Domaradzka-Guzik na Twitterze analizuje zachowanie pisowskiego Coelho trybuny sejmowej: – „Te wszystkie wysokie i szybkie gesty to efekt wysokich emocji i zdenerwowania, do tego brak w ich koordynacji wprowadza chaos, a uderzanie dłońmi w mównicę zdradza brak kontroli, brak argumentów lub bezsilność”.

Morawiecki w swym pacholęctwie jest niedojrzały, nie wyrósł ze spodenek PRL, w którym to reżimie zatrzymał się z lekturą „Winnetou”. Howgh.

57% Polaków uważa, że protestujący niepełnosprawni i ich opiekunowie powinni pozostać w Sejmie aż uzyskają od rządu spełnienie wszystkich postulatów.

Protest niepełnosprawnych w Sejmie ujawnił głębię nieempatycznych pokładów i wartości niechrześcijańskich polityków PiS. Niezbadane są ich zasoby podłości i ludzkiej małości. Nie za bardzo martwilibyśmy się tą charakterystyką niehumanitarności osób z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, bo na co dzień tego doświadczamy, ale niestety ich zło dotknęło najbardziej bezbronnych – niepełnosprawnych i ich opiekunów rodziców.

Do historii polskiej podłości przejdzie wielu osobników, którzy mienią się wyznawcami geniuszu prezesa PiS, jak Stanisław Pięta, Bernadeta Krynicka, a w szczególności – bijący w ostatnich dniach rekordy „padalcowatości” – Jacek Żalek.

Przy Żalku nawet prezes Kaczyński ze swoimi kanaliami, gorszymi sortami, zakazanymi mordami, może się czuć tylko wicemistrzem w dyscyplinie zajadłości. Zajady Żalka na trwałe wpisują go w ściganiu się w dyscyplinie pisowskiej nieludzkości. Do historii przejdą jego passusy o „zwyrodnialcach wśród rodziców osób niepełnosprawnych”, a także takie perełki o protestujących rodzicach, którzy swoje potomstwo „nie tylko chore dzieci, ale i zdrowe mordują w beczkach”.

Kilka dni Polska żyła opiniami z piekła rodem posła Żalka, tyradami godnymi Belzbuba, a media – cóż żyjemy w takich marnych czasach – zapraszały Żalka, aby dorzucał drwa do piekielnego ognia. Wiceszef klubu PiS nie zawodził, lecz przyszło opamiętanie, które narzuciło zmianę tonów polityków PiS.

Sondaże, a nie protesty, mają wpływ na decyzje polityków partii Kaczyńskiego. Wg badania „Rzeczpospolitej”, aż 57% Polaków sądzi, że protestujący niepełnosprawni i ich opiekunowie powinni pozostać w parlamencie aż uzyskają od rządu zapewnienie spełnienia wszystkich postulatów. Przeciwnego zdania jest tylko 26%.

Żalek dostał więc partyjny prikaz, aby wziął ruki po szwam, posypał łeb popiołem i przeprosił. Ale jego argumentacja to kolejny popis diabelskiej pokrętności: – „Nie mówiłem o paniach. Niestety padliśmy wszyscy ofiarą manipulacji. Mówiłem o tym, jak bardzo ważne jest to, co robicie i jak ważna jest pomoc osobom niepełnosprawnym” – tłumaczył niepełnosprawnym na konferencji prasowej.

Bije z tego nieszczerość i przymus sondażowy. Czegóż innego można spodziewać się po polityku ekipy rządzącej? Ale Żalek odniósł „sukces” – zostanie w kronikach odnotowana jego padalcowatość. Niepełnosprawni na zawsze zapamiętają jego imię. Mówisz Żalek – słyszysz podłość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s