Fotyga (17.02.15)

 

Olejnik o Durczoku: Wydawca „Wprost” proponował mi stanowisko redaktor naczelnej. Dobrze, że go nie przyjęłam

AB, PSM, 17.02.2015
Monika Olejnik

Monika Olejnik (Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta)

Monika Olejnik we wpisie zamieszczonym na Facebooku ujawniła, że kilka miesięcy temu wydawca „Wprost” proponował jej funkcję redaktor naczelnej pisma. „Dobrze, że jej nie przyjęłam. Musiałabym dziś biegać po cudzych mieszkaniach i grzebać ludziom w szufladach” – pisze dziennikarka, nawiązując do wczorajszej publikacji tygodnika o Kamilu Durczoku.
„Uważajcie, co wrzucacie do śmietnika, zbliża się redaktor Latkowski…” – zakończyła swój wpis dziennikarka. Kilkanaście minut później Olejnik usunęła swój post, po czym opublikowała go ponownie. „Poprzedni post usunięty niechcący. Błąd admina. Przepraszam” – napisała.„Wprost” pisze o „Ciemnej stronie Durczoka”

Wpis Olejnik to nawiązanie do wczorajszej publikacji „Wprost”. Dziennikarze gazety opisali w niej zajścia, do których miało dojść 16 stycznia na warszawskim Mokotowie. Według tygodnika uczestniczył w nim Kamil Durczok, szef „Faktów” TVN.

W historii pojawia się postać 29-latki, która miała wynajmować mieszkanie od biznesmena-informatora redakcji tygodnika. W apartamencie miały znajdować się m.in. prywatne rzeczy Durczoka i „biały proszek”. Wezwana na miejsce policja miała spisać dziennikarza na klatce schodowej budynku jako – jak mówi sam szef „Faktów” – „świadka czegoś tam”. Informację potwierdził rzecznik Komendy Głównej Policji.

Durczok: Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety

Wcześniej „Wprost” w tekście „Ukryta prawda” z 1.02 napisał o molestowaniu i mobbingu w jednej z dużych stacji telewizyjnych. Redakcja nie podała, o jaką stację chodzi ani który dziennikarz miał się tego dopuścić. Zapowiedziano jedynie, że temat będzie rozwijany w kolejnych wydaniach.

Durczok odniósł się do obu artykułów na antenie Radia TOK FM. – Nigdy nie molestowałem żadnej z podległych mi pracownic. Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety – zapewnił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. – Czym innym jest wymagający szef, czym innym szef molestujący. Nigdy nie byłem molestującym szefem – powtarzał. Jak dodał, rozważa kroki prawne przeciwko tygodnikowi.

„W tej sprawie mamy do czynienia z działaniami na pograniczu zniesławienia”

Reakcje dziennikarzy na publikację „Wprost” były różne. Zdaniem Bogusława Chraboty, naczelnego „Rzeczpospolitej”, w tej sprawie mamy do czynienia z „działaniami na pograniczu zniesławienia”. W rozmowie z serwisem Wirtualnemedia.pl Chrabota podkreśla jednak, że nie oznacza to, że jeżeli pojawią się „jakieś rzeczowe dowody” co do czynów karalnych, to sprawą nie powinna się zająć prokuratura.

Z kolei redaktor naczelny „Gazety Bankowej” Wojciech Surmacz stwierdza w rozmowie z Wirtualnymi Mediami, że to, co zrobili pracownicy „Wprost”, to „pokaz braku elementarnego pojęcia o zawodzie dziennikarza”. – Nie wyobrażam sobie wejścia do miejsca, w którym prywatnie przebywa Kamil Durczok i grzebania w jego rzeczach – mówi Surmacz.

Ordyński: „Wprost” ma nóż na gardle

Jan Ordyński, dziennikarz Telewizji Polskiej, uważa zaś, że wczorajsza publikacja mogła mieć związek z wynikami sprzedażowymi gazety. – Można powiedzieć, że [„Wprost” – przyp. red.] ma nóż na gardle – mówi publicysta w rozmowie z „Super Expressem”. – Publikacje tygodnika służyć mają zwiększeniu sprzedaży, wzbudzeniu zainteresowania mniej ambitnych czytelników. Czy w tym wypadku sprzedaż wzrośnie, nie wiem – zaznaczył.

Łagodniej do „Wprost” podchodzi Cezary Gmyz i Tomasz Terlikowski – również komentujący sprawę dla „SE”. Pierwszy ma wątpliwość m.in. do tego, czy przypadkiem Durczok nie stał się ofiarą prowokacji, ten drugi mówi: – Od strony dziennikarskiej to nie był na pewno szczyt możliwości reporterów „Wprost”. Terlikowski uważa jednak, że opinia publiczna ma prawo wiedzieć o tym, co podejrzanego mogło znajdować się w mieszkaniu, gdzie był Kamil Durczok.

Zobacz także

TOK FM

Korwin Piotrowska odchodzi z „Wprost” po tekście o Kamilu Durczoku

2015-02-17
Nie ma we mnie zgody na publikowane donosy, pachnące na milę żenującym szambem ubeckie prowokacje, na publiczne, bezpodstawne niszczenie ludzi – napisała na Facebooku Karolina Korwin Piotrowska. I ogłosiła, że żegna się z „Wprost”, a jej decyzja ma związek z publikacją tygodnika dotyczącą Kamila Durczoka.

Karolina Korwin Piotrowska prowadziła we „Wprost” stałą kolumnę zatytułowaną „Bomba tygodnia”, w której opisywała wydarzenia z życia znanych postaci z branży rozrywkowej. Jednak, jak wynika z jej wtorkowego wpisu na Facebooku, jej współpraca z tygodnikiem dobiegła końca. A stroną, która zdecydowała o jej zerwaniu, była dziennikarka.

Wolność to wielka zdobycz ostatnich 25 lat. Wolność słowa, prasy, przekonań, w końcu wolność w życiu prywatnym. Dla mnie wolność jest religią. Wczoraj coś w tej wolności pękło. Rozpętano szaleństwo – zaczęła swój wpis Karolina Korwin Piotrowska. I wyjaśniała, dlaczego lubi media z całą ich różnorodnością i miejscami rozemocjonowaniem. Wyliczyła też grono dziennikarzy, których pracę ceni i cenić będzie. Wśród nich umieściła Kamila Durczoka.

Dziennikarka napisała: (…) mam nadzieję, że jeszcze niejedno niewygodne pytania zada w moim imieniu i pokaże mi swoją wizję świata oraz sprowokuje do myślenia. Interesuje mnie wyłącznie jako świetny dziennikarz; nie sprawdzam, co robi po godzinach. Moja zasada brzmi – dopóki nie zabijesz, nie skrzywdzisz, rób w życiu prywatnym co tylko chcesz. No, chyba, że o tym opowiadasz publicznie. To inna sprawa. Durczok jednak o swoim życiu intymnym nie opowiadał. Do wczoraj. 

Korwin Piotrowska złożyła deklarację, wedle której nie zgodzi się na „wchodzenie do sypialni” w imię walki z mobbingiem czy źle pojętej wolności prasy oraz interesu publicznego. Jak przyznała, nie ma w niej zgody na publikowane donosy, pachnące na milę żenującym szambem ubeckie prowokacje, na publiczne, bezpodstawne niszczenie ludzi.

Nie mam wpływu na ludzkość. Mam jednak władzę nad swoim podwórkiem. I jestem człowiekiem, mogę wyobrazić sobie, co stanie się, jeśli będziemy nadal udawać, że nie stało się nic. A stało się od wczoraj bardzo dużo bardzo złych, haniebnych rzeczy. Jeśli mam nadal nazywać siebie człowiekiem, dziennikarzem, uprawiać ten zawód z podniesioną głową i uczciwie, to poniedziałkowa kolumna mojego autorstwa we „Wprost” była moją ostatnią. Trzeba zatrzymać wreszcie to szaleństwo. Chorą pogoń za sensacją. Ja, na swoim podwórku, mówię „stop”. Kolegom z „Wprost” dziękuję za dobrą współpracę i gratuluję świetnej sprzedaży ostatniego numeru gazety.

Odejście Korwin Piotrowskiej z „Wprost” ma związek z publikacją tygodnika, dotyczącą Kamila Durczoka. Gazeta napisała, że w mieszkaniu, w którym przebywał dziennikarz, znaleziono ślady białego proszku (jak się potem okazało, były to narkotyki – CZYTAJ >>>), a także materiały pornograficzne oraz osobiste rzeczy szefa „Faktów” TVN. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

dziennik.pl

Wybory prezydenckie. Kukiz: Jeśli nie zbiorę 100 tys. podpisów, przynajmniej nie będę musiał kupować garnituru

osi, 17.02.2015
Paweł Kukiz

Paweł Kukiz (Fot. MACIEJ ŚWIERCZYŃSKI / AG)

– Jeśli nie zdobędę wymaganych stu tysięcy podpisów, dzięki którym mógłbym startować w prezydenckim wyścigu, dam sobie spokój. Przynajmniej nie będę musiał sobie kupować garnituru – powiedział w TVN 24 Paweł Kukiz, muzyk i samorządowiec, a także kandydat na prezydenta kraju.
– Na zebranie podpisów mam czas do 26 marca. To bardzo krótki termin. Będę teraz jechał swoją mantrą: łatwiej zebrać podpisy partiom politycznym, które mają swoje klany, swoich urzędników, swoich członków – powiedział Kukiz, który był gościem Moniki Olejnik w „Kropce nad i”. – Liczę na odruch obywatelski – dodał.Kandydaci lepsi i gorsi– Zauważyłem, że media, niestety, próbują dzielić kandydatów na poważnych i niepoważnych. Ja jestem, oczywiście, w tej drugiej grupie. Choć sondaże dają mi 4 proc. poparcia, ja im nie wierzę. Ale jeśli to poparcie takie faktycznie by było, to byłoby dobrze – powiedział muzyk. Według niego polskie media „umyślnie bądź nie” przez ostatnie lata „wykreowały obraz prezydenta Bronisława Komorowskiego jako monarchy”.

– Każdy, kto by chciał się z nim zmierzyć w wyborach, jest traktowany jako człowiek oszołomiony, niespełna rozumu czy desperat. Moja żona nie przepada za Komorowskim, ale kiedy oznajmiłem jej, że chcę kandydować, bo to etap mojej walki o jednomandatowe okręgi wyborcze, była przerażona – opowiadał Kukiz.

„Jak możesz być w tej grupie oszołomów?”

– Powiedziała do mnie: jak ty możesz być w tej grupie, nie pamiętam, jakiego dokładnie słowa użyła, oszołomów? Tu zaczęła wymieniać nazwiska: Korwin-Mikke, Ogórek… Wymieniła wszystkich, tylko nie Komorowskiego. Przerażona powiedziała, że nie ma pojęcia, dlaczego go pominęła – muzyk relacjonował rozmowę ze swoją żoną.

Rozwijając myśl o jednomandatowych okręgach, powiedział: – Chcę zmienić ustrój na taki, jaki jest w Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii. Taki, jaki jest we wszystkich cywilizowanych państwach. Nie chcę żyć w kraju, w którym jest ustrój jak w Afganistanie – powiedział Kukiz.

„Kredyt we frankach to lichwa”

– Moimi PR-owcami są ludzie. Rozmawiam z nimi na ulicy i oni mówią, że jest w Polsce źle, że mamy państwo urzędnicze. Mamy taki ustrój, który nie służy obywatelom. To jest ustrój dla partii politycznych – uważa muzyk.

Jego zdaniem państwo powinno pomóc „frankowiczom”. – Kredyt we frankach to nie kredyt. Ja mam taki kredyt i dopiero ostatnio zorientowałem się, że to jest lichwa, nie kredyt – powiedział Kukiz.

Zobacz także

TOK FM

Dziennikarze na rewizji

Wojciech Czuchnowski, 17.02.2015
Kamil Durczok

Kamil Durczok (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Dwa tygodnie temu tygodnik „Wprost” rozpoczął falę spekulacji nad tym, kto jest negatywnym bohaterem tekstu o molestowaniu seksualnym dziennikarek w jednej ze stacji telewizyjnych.
Szybko pojawiły się apele (m.in. Jacka Żakowskiego), by przerwać domysły, ujawnić, o kogo chodzi, i napiętnować proceder .Wczoraj „Wprost” miało postawić kropkę nad „i”, podając szczegóły.Ale w okładkowym artykule „Ciemna strona Kamila Durczoka” nie ma słowa o tym, że jest on sprawcą molestowania. Tekst opisuje apartament na Mokotowie, w którym miał bywać Durczok. Dziennikarzy wprowadził właściciel, zapewniając, że od miesiąca niczego nie ruszał, a rzeczy należą do Durczoka.”Wprost” to kupuje. Opisuje więc ślady „białego proszku” (narkotyki?), notatki z TVN (dowód, że to własność Durczoka), pismo z Urzędu Skarbowego w Katowicach (kolejny dowód, że to Durczoka), płytę z pornografią oraz wstydliwą zawartość leżącego w tym wszystkim laptopa.

Do tego cztery strony zdjęć – zawartość walizki, erotyczne gadżety, płyty z filmami. W centrum tego fotostory – naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski i „szef działu śledczego” tygodnika Michał Majewski.

Dlaczego „Wprost” to opisuje? „Wszystko składa się na dość przerażający obraz. Nie chodzi o gwiazdora rocka, lecz o szefa jednego z najważniejszych programów informacyjnych. O człowieka, który rozmawia z prezydentami, premierami i ministrami” – czytamy w redakcyjnym uzasadnieniu. Obok Latkowski deklaruje: „Nie odpuścimy sprawy molestowania seksualnego”.

Tylko gdzie tu molestowanie? Na razie „Wprost” pokazało prywatne rzeczy, przesądzając, do kogo należą. Wszystko w tonie sensacji i najświętszego oburzenia.

Zapowiadają też część drugą, w kolejnym numerze. Może tam będzie o molestowaniu, a może uda im się zajrzeć do kosza z brudną bielizną? Tam dopiero będzie „przerażający obraz”.

Wykorzystywanie pozycji zawodowej do seksualnego zniewalania podwładnych jest obrzydliwe i trzeba z tym walczyć. To przestępstwo, które powinno być bezwzględnie ścigane. Dobrze, że TVN powołał u siebie komisję, która zbada sprawę molestowania.

Nie przesądzam o winie lub niewinności Durczoka. Bronię prywatności Kamila Durczoka przed bezprecedensową ingerencją w jego życie, bo na razie „Wprost” nie podało przekonujących powodów publikacji tego materiału. Zapowiedź, że te powody znajdą się w następnej części, jest swoistym szantażem wobec tych, którzy po tej lekturze nabrali wątpliwości. Redakcja daje do zrozumienia: uważajcie, bo wpakujecie się w obronę przestępcy.

Metoda przyjęta przez „Wprost” jest nie do zaakceptowania. Tygodnik miał pokazać przestępcze praktyki szefa „Faktów” TVN. Zamiast tego wywlókł na światło dzienne jego (?) prywatne rzeczy, ośmieszając go i niszcząc jego wizerunek.

Być może kolejny odcinek przyniesie dowody molestowania. Na razie z całej sprawy pozostają fotografie, na których Latkowski z Majewskim grzebią w rzeczach Durczoka.

Sami są przykładami czystości i moralnego prowadzenia. To tylko kwestia czasu, żeby ktoś to sprawdził. Ścieżka została przetarta.

Zobacz także

wyborcza.pl

Król: Czy ktoś sobie z nas żarty robi? To są wybory prezydenckie, a nie konkurs na miss powiatowego miasta

Krzysztof Lepczyński, 17.02.2015
Marcin Król, filozof z Uniwersytetu Warszawskiego

Marcin Król, filozof z Uniwersytetu Warszawskiego (Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

„Sztuczni ludzie, sztuczne uśmiechy, sztuczne ruchy rąk. Gorzej niż na festiwalu w Opolu” – opisuje konwencje wyborcze prof. Marcin Król w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. I bezlitośnie ocenia kandydatów. Andrzej Duda? Jakby wygrał kucharski talent show. Magdalena Ogórek? Nie nadaje się nawet na sekretarkę. „To wszystko mnie po prostu obraża” – zaznacza filozof.
Marcin Król, filozof i historyk idei, pisze w „Dzienniku Gazecie Prawnej” o konwencjach wyborczych Andrzeja Dudy z PiS i Magdaleny Ogórek z SLD. I jest przerażony.Polityka jak z OrwellaKról zaznacza, że jakkolwiek Jarosław Kaczyński i Leszek Miller mają pewien kaliber polityczny, tak wystawieni przez nich kandydaci już nie. „I to w stopniu porażającym” – podkreśla filozof. Jego zdaniem lekceważenie stanowiska prezydenta „graniczy ze skandalem” i „wywołuje uczucie zgrozy”.

„Jak bardzo można nie mieć nic do powiedzenia i jak bardzo można mówić banały tak skrajnie niegramatyczne, że na wyższym poziomie stoją debaty kandydatów na burmistrza małego miasteczka” – ubolewa prof. Król. Podkreśla, że nie są to wpadki egzotycznych kandydatów typowe dla demokracji, ale nowy typ polityki „przypominający Orwella”.

„Czy ktoś sobie z nas żarty robi?”

„Sztuczni ludzie, sztuczne uśmiechy, sztuczne ruchy rąk. Gorzej niż na festiwalu w Opolu. Tony pudru, lakieru i fałszywych uśmiechów. I te ręce sztucznie podniesione w górę. Czy ktoś sobie z nas żarty robi? To są wybory prezydenckie, a nie konkurs na miss powiatowego miasta” – kontynuuje filozof.

Według Króla pozytywne oceny publicystów odnośnie konwencji wyborczych są „zdumiewające”. Filozof podkreśla, że Andrzej Duda wydawał mu się beznadziejny, jakby „wygrał jeden z niezliczonych telewizyjnych konkursów na gotowanie”. Zaznacza, że z kandydata PiS w kampanii „robi się idiotę”. A Ogórek nie tylko nie będzie prezydentem, ale nawet „nie nadaje się na sekretarkę”. „Mnie to wszystko razem po prostu obraża” – podkreśla prof. Król.

I kwituje: jeśli przyszłość polityki ma wyglądać jak Ogórek i Duda, to lepiej żeby tej przyszłości nie było.

Cały tekst w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Zobacz także

TOK FM

Paradowska o „Wprost”: Za tekst o Durczoku będzie Grand Press. Panie Skworz, mamy kandydata!

Krzysztof Lepczyński, 17.02.2015
Piotr Kraśko, szef Wiadomości TVP

Piotr Kraśko, szef Wiadomości TVP (ALBERT ZAWADA)

– Myślę, że w tym roku za tekst o Durczoku „Wprost” znów dostanie Grand Pressa, co świadczy o kondycji stanu dziennikarskiego. Ale rozmowy nie ma. Nie ma środowiska, nie ma standardów – ubolewała w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska. A Janusz Czapiński pytał Piotra Kraśkę, czy nie boi się, że zostanie zaatakowany tak samo, jak Kamil Durczok.
Publikacja „Wprost” na temat Kamila Durczoka spowodowała spore poruszenie w środowisku dziennikarskim. Przytłaczająca większość komentatorów wskazuje, że tekst plasuje się na pograniczu zniesławienia. – Nie jestem przyzwoitką Durczoka, nie chcę się wypowiadać na temat jego życia prywatnego, ale to, co się stało, to akcja polegająca na kompletnym zgnojeniu człowieka bez szans obrony. On się okazał bezbronny wobec gangsterskich metod – mówił w Poranku Radia TOK FM Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”.„‚Wprost’ chce zrobić zwykły biznes”Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania, zwrócił się do Piotra Kraśki, szefa „Wiadomości” TVP: – Nie boi się pan, że jakiś tytuł zacznie nagonkę na pana? – zapytał. – Oczywiście, że może tak być. Stopień agresji w środowisku dziennikarskim jest nieporównywalny z jakąkolwiek inną grupą zawodową. Poza tym za dużo zajmujemy się sami sobą. I to niespecjalnie interesuje czytelników – stwierdził Kraśko. – Gdyby pan się znalazł w takiej sytuacji, też by się znalazł w czołówkach tabloidów – zapewniła Janina Paradowska. – Zwłaszcza że pan jest mainstream, zdemoralizowany – dodała półżartem.

Prof. Czapiński przekonywał zaś, że za publikacją „Wprost” wcale nie musi stać środowiskowa zawiść. – Pamiętacie scenę z „Ojca chrzestnego”, gdzie spotykają się gangsterzy i mówią: tu nie ma żadnej nienawiści, to tylko biznes. Redakcja chce zrobić zwykły biznes kosztem Durczoka – podkreślił.

„Panie Andrzeju Skworz, mamy kandydata!”

– Padają kolejne bariery i zastanawiam się, gdzie się zatrzymamy, bo o utracie wiarygodności słychać od dawna – westchnęła Paradowska. – Najczęściej cytowany tygodnik kolejny rok z rzędu jest bardzo poważnym kandydatem do nagrody Grand Press. Dostał ją w ubiegłym roku za ujawnienie podsłuchów, choć jury nie był jednomyślne – mówiła prowadząca Poranek Radia TOK FM.

– Myślę, że w tym roku za tekst o Durczoku zasłuży już nie tylko na cytowalność, ale zapewne znów dostanie Grand Pressa, co świadczy o kondycji stanu dziennikarskiego. Ale rozmowy nie ma. Nie ma środowiska, nie ma standardów. Będziemy mieli Grand Press, panie Andrzeju Skworz, mamy kandydata! – zakończyła Paradowska, przywołując redaktora naczelnego „Press”.

Zobacz także

TOK FM

Hartman w liście do papieża: Bp Dec prosi prezydenta o łamanie konstytucji

Daria Krotoska, 17.02.2015
Prof. Hartman podczas happeningu

Prof. Hartman podczas happeningu „Marsz ateistów”. (JACEK MARCZEWSKI)

„Wywieranie jakichkolwiek nacisków na polskie władze państwowe w kwestiach stanowienia prawa przez stronę kościelną stanowi nie tylko rażące pogwałcenie konkordatu, lecz przede wszystkim ingerencję w suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej” – pisze Jan Hartman w liście do papieża opublikowanym na swoim blogu. Hartman porusza też kwestię potęgi politycznej o. Rydzyka i prosi papieża o interwencję.

„Bp Ignacy Dec opublikował list otwarty do Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, w którym prosi go o nieratyfikowanie konwencji, powołując się na katolickie wyznanie prezydenta. Nie negując prawa Ignacego Deca do wyrażania swoich opinii jako osoby prywatnej, stanowczo sprzeciwiam się wywieraniu nacisku na organy konstytucyjne Rzeczypospolitej Polskiej przez biskupów, będących przedstawicielami Kościoła i Waszej Świątobliwości” – napisał w opublikowanym w blogu w serwisie Polityka.pl liście do papieża Jan Hartman, filozof i publicysta.

Hartman zwrócił się do papieża Franciszka z prośbą o interwencję w dwóch jego zdaniem bulwersujących sprawach. Pierwszą jest zbyt duży nacisk, jaki wywiera polski Kościół na polityków RP. Drugim poruszonym w liście problemem jest bezkarność o. Rydzyka.

Konkordat

„Konkordat zawarty między Stolicą Apostolską a Rzecząpospolitą Polską gwarantuje wzajemne przestrzeganie przez Strony zasady wzajemnej niezależności i autonomii – przez każdą w swojej dziedzinie” – pisał Hartman. Publicysta zaznaczył, że stanowienie prawa i rządzenie państwem polskim należy do kompetencji RP, tak samo jak stanowienie prawa kościelnego i zarządzanie Kościołem należy do kompetencji papieża. Podkreślił również, że wywieranie jakichkolwiek nacisków na polskie władze w kwestii sprawowania rządów jest pogwałceniem konkordatu i ingerowaniem w suwerenność RP.

„Jest to działanie tak samo niedopuszczalne, jak niedopuszczalne i niezgodne z konkordatem byłoby kierowanie do Waszej Świątobliwości przez przedstawicieli rządu polskiego dezyderatów w kwestiach prawa kanonicznego bądź praw Miasta Watykan, na przykład z racji szerokiego rozpowszechnienia religii rzymsko-katolickiej w Polsce” – skomentował.

Bp Dec prosi prezydenta o łamanie konstytucji

„Polskie prawo, mocą artykułu 25 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, mówiącego w punkcie 2 o bezstronności państwa w zakresie przekonań religijnych, całkowicie i bezwzględnie wyklucza to, czego domaga się od Prezydenta bp Ignacy Dec, a więc tego, aby w wykonywaniu swego imperium, władze RP kierowały się wiarą w Boga (bądź niewiarą), a tym bardziej którąkolwiek w religii bądź doktryn religijnych” – podkreślił publicysta. „Gdyby Prezydent odwołał się do swych przekonań etyczno-filozoficznych wynikających z jego wiary katolickiej (jeśli takową wyznaje, co jest jego całkowicie osobistą sprawą), naruszyłby polską konstytucję, której jest strażnikiem” – dodał Hartman.

Niesforny o. Rydzyk

„O. Tadeusz Rydzyk kontroluje polski kartel medialny (Radio Maryja, Telewizja Trwam oraz gazeta „Nasz Dziennik”), reprezentujący radykalny, skrajnie nacjonalistyczny odłam ludowego katolicyzmu maryjnego. Jest on, wprawdzie nieformalnie, lecz bezspornie najpotężniejszym przedstawicielem Kościoła w Polsce, i jako taki znajduje się poza zasięgiem oddziaływania imperium państwa i prawa polskiego” – napisał Hartman.

„Jego potęga polityczna zasadza się na bardzo bliskim sojuszu z główną partią opozycyjną PiS. Analitycy polskiej sceny politycznej szacują, że o. Rydzyk osobiście kontroluje od 5 do 10 procent głosów polskich wyborców. Za pośrednictwem wspomnianej partii posiada podporządkowaną sobie reprezentację w polskim sejmie oraz w Parlamencie Europejskim” – podkreślił publicysta. Zaznaczył również, że o. Rydzyk ma wpływ na życie wszystkich Polaków, a sprawiedliwości w kwestii jego bezkarności można szukać tylko u papieża.

„Trwam” nielegalne

Publicysta przywołuje również wypowiedź ks. Galińskiego, opublikowaną między innymi na łamach „Gazety Wyborczej”, w której to padają liczne oskarżenia pod adresem o. Rydzyka. Głównym zarzutem jest wątpliwa legalność pożyczki zaciągniętej przez duchownego. „Nadużycie, które o. Galiński zarzuca o. Rydzykowi, to bezprawna i przeprowadzona (jak przypuszcza o. Galiński) bez wymaganej zgody papieża operacja finansowa przekazania w formie pożyczki przez Zakon Redemptorystów kwoty 68 mln zł kontrolowanej przez o. Rydzyka fundacji Lux Veritatis. Dzięki uzyskaniu tej kwoty możliwe było otrzymanie przez fundację rządowej koncesji na nadawanie telewizji Trwam w formacie cyfrowym. Ewentualna bezprawność pożyczki bądź nielegalność pochodzenia wspomnianej ogromnej kwoty oznaczałaby, że koncesja została udzielona w oparciu o fałszywe przesłanki i jest fundacji nienależna” – dodał Hartman.

Zobacz także

TOK FM

Paradowska: Sondaż CBOS zdenerwował Dudę? Coś traci nerwy ten młody człowiek

Krzysztof Lepczyński, 17.02.2015
Janina Paradowska

Janina Paradowska (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

Janina Paradowska skomentowała w Poranku Radia TOK FM zarzuty Andrzeja Dudy względem sondażów CBOS, w których zdecydowanie prowadzi Bronisław Komorowski. – Coś ten młody człowiek traci nerwy – stwierdziła.
Wczoraj opublikowano dwa sondaże prezydenckie: przygotowane przez CBOS i Millward Brown. – Można kompletnie zgłupieć – westchnęła w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska.Tak już będzie z sondażami?W badaniu CBOS z ogromną przewagą w pierwszej turze wygrywa Bronisław Komorowski (63 proc. wobec 15 proc. Andrzeja Dudy. – Czekam na sondaż, który pokaże, że ja mam minus pięć procent, a pan prezydent Bronisław Komorowski ma 110 procent poparcia – skomentował Andrzej Duda, nazywając CBOS sondażownią „rządową”.

– Niesłychanie zdenerwowało to pana Dudę. Coś ten młody człowiek traci nerwy, zaczął wyzywać CBOS od rządowej sondażowni – stwierdziła Paradowska.

W sondażu Millward Brown dla „Faktów” TVN przewaga urzędującego prezydenta jest o wiele mniejsza (47 proc.) i do drugiej tury wchodzi Andrzej Duda (25 proc.). – I tak jeszcze jakiś czas będzie – rozłożyła ręce Paradowska, wskazując na sondażowe rozbieżności.

Jaki sondaż, taki wynik

W ostatnich sondażach przed wyborami prezydenckimi są spore rozbieżności. IBRiS przygotował dla PiS badanie, z którego wynikało, że Komorowski nie wygra wyborów już w pierwszej turze, będzie musiał zmierzyć się z Dudą. W styczniu w sondażu Millward Brown Komorowski zebrał 65 proc. poparcia, a Duda 21 proc. Poparcie dla urzędującego prezydenta znacząco więc spadło.

Zobacz także

TOK FM

Fotyga: Kopacz, Schetyna i Komorowski to usłużni pomocnicy prorosyjskiej polityki

Krzysztof Lepczyński, 17.02.2015
Anna Fotyga

Anna Fotyga (Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

„Tak zwany główny nurt Unii Europejskiej dąży do niekończących się negocjacji z Kremlem” – utyskuje w „Rzeczpospolitej” Anna Fotyga, była szefowa MSZ. Krytykuje Zachód i polskie władze za prorosyjską, jej zdaniem, politykę. Sugeruje, że gdyby nie śmierć Lecha Kaczyńskiego, wypadki mogły potoczyć się inaczej.
Anna Fotyga, była szefowa MSZ, w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w „Rzeczpospolitej” bardzo krytycznie ocenia porozumienie mińskie dotyczące Ukrainy. – Negocjacje pozwalają Rosji złapać oddech – wskazuje. I zarzuca prowadzącym rozmowy, że wykonali „ukłon w stronę agresora”.Wygoda Moskwy, degradacja UEZdaniem Fotygi rozejm sprawia, że zamiast o pomocy Ukrainie, dostawach broni, rozmawiamy o respektowaniu zawieszenia broni. Polityczka zauważa, że choć Rosja uparcie łamie wszystkie gwarancje i porozumienia, „tzw. główny nurt Unii Europejskiej dąży do niekończących się negocjacji z Kremlem”. I to wtedy, gdy Moskwa zaczyna słabnąć.

„Angela Merkel i Francois Hollande prowadzą grę, która jest wygodna dla Moskwy, bardzo niebezpieczna dla Ukrainy i degradująca Unię Europejską” – przekonuje Fotyga, zastanawiając się, dlaczego państwa naszego regionu przystały na coś takiego.

„Zachód podcina gałąź, na której siedzi”

Fotyga nie pozostawia też suchej nitki na postawie polskich polityków, a zwłaszcza premier Ewy Kopacz, szefa MSZ Grzegorza Schetyny i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zdaniem polityczki po objęciu rządów przez PO, a „zwłaszcza po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego”, Zachód „pracowicie i z entuzjazmem piłował gałąź, na której siedział”. Dalej Fotyga nazywa rządzących „usłużnymi pomocnikami” nowej, prorosyjskiej polityki.

Jednocześnie jednak Fotyga nie mówi jasno, jak rozwiązać konflikt na Ukrainie. Przyznaje, że wysłanie tam polskich wojsk jest zabronione, choć sprzedaż broni jej zdaniem powinna być prowadzona.

Cała rozmowa w „Rzeczpospolitej”.

Zobacz także

TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s