Narodowcy (01.03.15)

 

 

Braun: Skazała mnie polska władza okupacyjna

łuk, 01.03.2015
Grzegorz Braun w kinie Newa w Zielonej Górze

Grzegorz Braun w kinie Newa w Zielonej Górze (Agata Michalak/AG)

W Polsce rządzą mafie, służby i loże – przekonywał w Zielonej Górze Grzegorz Braun, reżyser i kandydat na prezydenta RP. Dlatego nie dziwił się wyrokowi, jaki mu wymierzył wrocławski sąd. – Czułem się jak pod okupacją – mówił. Dlatego nasze hasło na dziś: 1050 parafii, szkół i strzelnic
W ostatni piątek wrocławski sąd skazał reżysera na karę 2 tys. zł. Sąd po raz kolejny uznał, że znieważył on policjanta podczas pikiety Narodowego Odrodzenia Polski w 2008 r. Braun miał poszarpać policjanta, który zagrodził mu drogę, i wykręcić mu kciuk. Poza tym miał nazwać policjanta „osiłkiem w kurtce w kratkę” i „bandytą”. Wyrok jest nieprawomocny. Obrońca Brauna zapowiedział apelację.

Wieczorem w sobotę sam Braun komentował wyrok na spotkaniu z wyborcami w kinie Newa w Zielonej Górze. – Słuchając wyroku, czułem się jak człowiek podczas okupacji. Skazała mnie władza okupacyjna – przekonywał ponad 100 słuchaczy.

Braun przyjechał także do Zielonej Góry, by wesprzeć w kampanii Krzysztofa Bosaka. Były poseł LPR i prawa ręka Romana Giertycha startuje w wyborach na prezydenta miasta jako wspólny kandydat Ruchu Narodowego i Nowej Prawicy. Wybory samorządowe w Zielonej Górze odbędą się 15 marca. Nie odbyły się w listopadzie ub. roku, jak w całej Polsce, z powodu połączenia miasta z otaczającą ją gminą wiejską. Mieszkańcy nowej, powiększonej o 17 wsi Zielonej Góry (po fuzji ponad 135 tys. mieszkańców) wybiorą prezydenta miasta i 25 radnych.

Komorowski na Rakowiecką, kogo więcej, Polaków czy tubylców?

Braun przekonywał, że”państwo polskie abdykowało, nie istnieje”, Polacy są wyzyskiwani, uciskani i oszukiwani. – Komorowski już za to, że spotykał się z Paruszewem, oficerem FSB, powinien być usunięty. Gdyby państwo wróciło, razem z Kopacz, Tuskiem i Schetyną powinni mieszkać na Rakowieckiej. To pozwoliłoby wyjaśnić, co się stało 10 kwietnia i kto zabił prezydenta RP. Liczę na Polaków – opowiadał Braun. – Bo najważniejsze pytanie brzmi: kto ma większość, Polacy czy tubylcy? Sądzę, że jednak Polacy chcą mieć własne państwo. Inaczej będzie rządzić tu junta lub jakiś rząd po liftingu ze Schetyną, Pawlakiem i Bochniarz, któremu we francuskiej gazecie Adam Michnik wystawi certyfikat koszerności.

Zawodowy Polak na strzelnicy

Hasłem wyborczym Brauna jest „wiara, rodzina, własność”. Bo te wartości „rząd warszawski i władza ludowa” niszczy w pierwszej kolejności. Ostatni np. przeforsowaną europejską konwencją przeciwko przemocy. – Rodzinę wskazuje się jako źródło zagrożenia, dlatego wymaga opieki kuratora. Znam przypadek kobiety samotnie wychowującej dziecko, która dostała kuratora za to m.in., że za dużo słuchała Radia Maryja. Bez sądu, decyzją administracyjną – opowiadał reżyser.

Według prawicowego kandydata na prezydenta, potrzebna jest antyrządowa mobilizacja. Stąd jego hasło na dziś: 1050 polskich parafii, 1050 szkół i 1050 strzelnic. Cyfrą Braun nawiązuje do przypadającej za rok 1050. rocznicy chrztu Polski.

– A strzelnice jako trzeci obiekt użyteczności publicznej byłyby miejscem spotkań Polaków. Bo państwo nas nie obroni. Na strzelnicy mogą narodzić się kadry przyszłej niepodległej. Musimy zostać zawodowymi Polakami – tłumaczył Braun.

Grzegorz Braun jest m.in. reżyserem kontrowersyjnych filmów dokumentalnych o związkach Lecha Wałęsy z SB i o generale Wojciechu Jaruzelskim. Przegrał proces cywilny wytoczony mu przez znanego językoznawcę prof. Jana Miodka, któremu zarzucił współpracę z SB. Braun zapowiedział kandydowanie w wyborach na prezydenta RP.

Zobacz także

zielonagora.gazeta.pl

Życie jakiego nie znamy. Co może mieszkać na Tytanie?

Jacek Krywko, 01.03.2015
Tytan

Tytan (NASA)

Ziemskie życie potrzebuje wody do swojego istnienia. Naukowcy z Cornell University sprawdzili, czy jakiekolwiek organizmy mogłyby rozwinąć się w ciekłym metanie, który wypełnia morza Tyrana, jednego z księżyców Saturna.
– Zainspirował nas esej Isaaca Asimova poświęcony możliwościom życia opartego na innej chemii niż to, które znamy na Ziemi – mówi James Stevenson, inżynier chemiczny i główny autor poświęconej hipotetycznemu życiu opartemu na metanie pracy opublikowanej na łamach „Science Advances”. W badaniach uczestniczyli także Paulette Clancy, ekspert od dynamiki molekularnej, dziedziny zajmującej się komputerowym modelowaniem procesów chemicznych oraz Jonathan Lunine, szef Centrum Radiofizyki i Przestrzeni Kosmicznej na uniwersytecie Cornella, który pracował wcześniej w zespole naukowców odpowiedzialnych za misję Cassini-Huygens obejmującą wysłanie sondy na Tytana.Cała trójka stworzyła model stabilnej, pozwalającej na rozwinięcie się życia błony komórkowej z obecnych na tym księżycu pierwiastków.

Ziemska błona komórkowa składa się z dwóch fosfolipidowych warstw. Jej zadaniem jest oddzielanie wnętrza komórki od świata zewnętrznego, dzięki czemu nie ulega ono natychmiastowemu rozkładowi. Pozwala też dostarczać komórce potrzebnych jej związków chemicznych nie wpuszczając przy tym tych niepożądanych. Zdaniem naukowców powstanie konstrukcji o takich właściwościach możliwe jest także w warunkach panujących na Tytanie, z metanem zamiast wody i w temperaturze wynoszącej 292 stopnie Celsjusza poniżej zera.

– Nazwaliśmy naszą błonę azotosomem, dla odróżnienia jej od ziemskiego liposomu – opowiada Stevenson. Azotosom musiałby być zbudowany z azotu, węgla i wodoru. – Skorzystaliśmy z narzędzi dynamiki molekularnej, by znaleźć wśród różnych związków chemicznych taki, który pozwoliłby na stworzenie struktur przypominających błony – mówi. Najlepiej sprawdzającym się w tej roli kandydatem okazał się akrylonitryl, bezbarwny, trujący związek organiczny wykorzystywany na Ziemi m.in. do wytwarzania włókien akrylowych i termoplastików. – Akrylonitrylowe azotosomy okazały się w naszej symulacji bardzo stabilne, były w stanie zapobiegać rozkładaniu się komórek i miały elastyczność porównywalną z fosfolipidami – opowiada Stevenson.

Kolejnym etapem badań zespołu ma być sprawdzenie jak wyposażone w taką błonę komórki zachowywałyby się w środowisku Tytana, jak przebiegałby ich podział, metabolizm i reprodukcja.

– Model ewentualnego funkcjonującego na Tytanie życia jest potrzebny, byśmy wiedzieli czego mniej więcej mają tam szukać kolejne misje, w tym taka, która umożliwi zanurzenie się w tamtejszych oceanach i pobranie próbek do badań – przekonuje naukowiec.

Koncepcję pływającej w metanowych wodach Tytana łodzi przedstawiła jakiś czas temu NASA. Był to jeden ze zwycięskich projektów w organizowanym przez agencję konkursie obiecujących idei na wczesnym etapie rozwoju.

wyborcza.pl

Koszmar senny

Edward Lucas, „The Economist”, 28.02.2015
Tallin, pomnik żołnierzy radzieckich

Tallin, pomnik żołnierzy radzieckich (Fot. Jacek Łagowski / AG)

Od stanu samozadowolenia Zachód przeszedł w stan paniki. Od defetyzmu może nas dzielić jeden krok
Krzyk ostrzeżenia, którego nikt nie słucha, to coś z koszmaru sennego. Jednak dla wielu narodów, które były zniewolone przez Stalina, od ponad 20 lat jest to codzienne doświadczenie.W ślad za triumfem Putina w Mińsku zachodni przywódcy i eksperci zaczynają sobie wreszcie zdawać sprawę, że Rosja jest nie tylko nieprzyjemna, ale stanowi też zagrożenie, a nam brakuje środków, by poradzić sobie z jej arsenałem i propagandą. Na przykład jedna z brytyjskich komisji parlamentarnych poddała miażdżącej krytyce rząd brytyjski i Unię Europejską za to, że nie umieją zrozumieć Rosji. Sekretarz obrony powiedział bowiem dziennikarzom – co za horror, co za szok – że Rosja mogłaby nawet zagrozić państwom bałtyckim.

To naprawdę szokujące, że nasi przywódcy dopiero teraz zaczęli się martwić. Już w 1994 roku Lennart Meri, ówczesny prezydent Estonii, wygłosił proroczą mowę w Hamburgu. Kreml warknął właśnie, że problemów etnicznych Rosjan żyjących w krajach wchodzących dawniej w skład ZSRR nie da się rozwiązać „jedynie środkami dyplomatycznymi”. Rosyjskie wojska powinny pozostać w takich krajach, żeby zapewnić tym ludziom opiekę. – Prędzej czy później – powiedział wtedy Meri – oznacza to problemy.

Václav Havel z Czech, Vytautas Landsbergis z Litwy i Radek Sikorski z Polski podzielali niepokój Meriego. Podobnie Aleksander Sołżenicyn, którego Meri cytował w swoim wystąpieniu w Hamburgu. Ten wielki autor nawoływał Rosjan do „samoograniczania się”: powinni odrzucić marzenia o imperium i skupić się na własnych problemach gospodarczych, społecznych i intelektualnych. Meri martwił się także tym, że chociaż nowa, postkomunistyczna Rosja twierdziła, że zerwała ze złymi tradycjami ZSRR, to nadal upierała się, że kraje bałtyckie – nielegalnie okupowane i anektowane – „dobrowolnie” przyłączyły się do Związku Radzieckiego. Zastanawiał się, czy jego własna rodzina została „dobrowolnie” deportowana na Syberię.

Wszystko to było dostatecznie niepokojące, ale estoński przywódca najostrzejsze słowa poświęcił temu, co nazwał „ustępstwami” (appeasement) ze strony Zachodu. Ostrzegał: „Przy takim podejściu Zachód mimowolnie staje się wspólnikiem rosyjskich sił imperialistycznych, które wierzą, że potrafią rozwiązać olbrzymie problemy swojego kraju przez ekspansję zewnętrzną”. Usiłowania wywarcia wpływu na wewnętrzną politykę Rosji uważał za daremne. Jedynym rozwiązaniem było dla Meriego „stanowcze pokazanie kierownictwu rosyjskiemu, że nie ma najmniejszej szansy na kolejną imperialistyczną ekspansję. Każdy, kto to zaniedba, w istocie pomoże wrogom demokracji w Rosji i w innych państwach postkomunistycznych”.

Zakończył apelem do Niemców, którzy stanęli wobec brzemiennego w skutki wyboru. Albo będą tolerować i finansować neoimperialistyczną politykę wielkiego mocarstwa wschodniego, a w krótkim okresie być może nawet czerpać z niej zyski, albo wybiorą rozpowszechnianie demokracji, wolności, odpowiedzialności i pokoju od Bałtyku po Ocean Spokojny – a wtedy powinny zdecydowanie przyczynić się do stabilizacji i bezpieczeństwa Europy Środkowej (sięgającej od granic Estonii do Adriatyku i – jak podkreślił – obejmującej też Ukrainę). Cena zaniechania byłaby tak wysoka, że Europy nie byłoby stać na jej zapłacenie.

Chociaż słowa Meriego spotkały się z uprzejmymi brawami, to jednak on sam i inni byli lekceważeni i traktowani z wyższością. Zachód ulegał Rosji w sprawach wewnętrznego ucisku i zewnętrznej agresji.

Jednakże ostrzeżenia zostały wypowiedziane. Meri niepokoił się tym, że zaniechano wykorzenienia KGB. Obecnie dawni szpiedzy ZSRR rządzą Rosją. Meriego martwiło to, że nie odrzucono stalinowskiej historiografii. Dziś jest ona oficjalną doktryną. Meri potępiał ukryty imperializm. Etniczny nacjonalizm jest centralnym elementem polityki Kremla. A wielu ludzi Zachodu, w tym w nie najmniejszym stopniu Niemcy, finansowało ześlizgiwanie się Rosji w autorytarny kapitalizm kumplowski – i czerpało z tego zyski.

Konwencjonalna myśl była niegdyś zabagniona samozadowoleniem. Obecnie zmierzamy w kierunku oszałamiającej paniki. Od defetyzmu może nas dzielić jeden krok. Witajcie w erze koszmarów sennych.

przeł. Andrzej Ehrlich

Polecamy wideo Magazynu Świątecznego
Łukasz Orbitowski o „House of cards”! Sprawdź dlaczego warto obejrzeć serial, który pokochali widzowie na całym świecie! Poza tym wybierz się w kulinarną podróż z Małgosią Mintą do kuchennego laboratorium Andrei Camastry i do świata Williama Blake’a, którego wiersz interpretuje Jacek Pluta.

wyborcza.pl/magazyn

Krzyże celtyckie na Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych [WIDEO, ZDJĘCIA]

Marcin Kobiałka, 28.02.2015

JERZY CHABA

Pod sztandarami m.in. faszystowskich symboli przeszli w sobotę ulicami Rzeszowa uczestnicy Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Pojawili się na nim politycy PiS.
Na marsz przybył podkarpacki europoseł PiS Stanisław Ożóg.- Jestem tutaj co roku i będę chodził. Bardzo mnie cieszy, że młodzi i dzieci trzymają polską flagę. To dla nich nauka patriotyzmu. Czy matkę z dzieckiem w wózku można nazwać nazistami i faszystami? Nie znam organizatora marszu. Może pan mi powie, kto nim jest. To nacjonaliści? To niech pan z tego zrobi publiczny użytek – europoseł Ożóg wyraźnie się denerwował, gdy go pytaliśmy, co sądzi o tym, że instytucje publiczne firmują masz organizowany przez nacjonalistów z Narodowego Rzeszowa.

Napisaliśmy o tym w sobotniej „Wyborczej”. Patronatu marszowi udzielił m.in. marszałek podkarpacki z PiS, rzeszowska „Solidarność”, Instytut Pamięci Narodowej, starosta rzeszowski też z PiS i urząd marszałkowski. Marszałek dał nawet 1,5 tys. zł na to, by podczas marszu było widoczne logo Podkarpacia. I tak też było.

Krzyże celtyckie na marszu

Na marsz zjechali się nacjonaliści z całego Podkarpacia. Przyjechali z Tarnobrzega, Dębicy, Strzyżowa, Nowej Dęby, Kolbuszowej i Mielca. Pojawili się także działacze faszyzującego Obozu Narodowo-Radykalnego. Na Rynku, skąd wyruszył marsz, oprócz biało-czerwonych flag i Narodowych Sił Zbrojnych, powiewały także flagi z krzyżami celtyckimi, które są symbolami faszystów. Europosłowi Ożogowi to nie przeszkadzało.

– Ta manifestacja z udziałem młodych ludzi jest swojego rodzaju nauką historii. Teraz, kiedy młodzież jest odzierana z nauka historii, pobyt tutaj jest potrzebny – przekonywał nas. Podobnie mówił nam wicemarszałek podkarpacki Wojciech Buczak (PiS), który od czterech lat, od kiedy organizowany jest marsz przez Narodowy Rzeszów, bierze w nim udział.

– Cieszę się, że jest tylu młodych ludzi, którzy przychodzą tutaj spontanicznie, z potrzeby serca, przez nikogo nieprzyprowadzani, nienakłaniani. To bardzo cenne i znamienne. Przez tyle lat nie można było mówić, a jeśli była mowa, to w sposób zakłamany, o losach Żołnierzy Wyklętych, o działalności zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Ci młodzi ludzie nie mieli możliwości poznać w szkole prawdziwej historii, działalności bohaterów WiN, poznawali ją na własną rękę. Dochodzi do współczesnych paradoksów. Nauczyciele od tych ludzi dowiadują się o działalności Żołnierzy Wyklętych i sięgają do historii – mówił nam Buczak.

– Tutaj powiewają flagi z symbolami faszystowskimi… – mówiliśmy.

– To niech pan podejdzie do tego młodego człowieka, którzy trzyma symbol i zapyta go o to. Tutaj potrzebna jest edukacja – odpowiadał Wojciech Buczak.

„Śmierć wrogom ojczyzny”

Z krzyżami celtyckimi na szalikach paradowali podczas marszu także kibole Resovii Rzeszów powiązani z Narodowym Rzeszowem.

W marszu brał udział także starosta rzeszowski Józef Jodłowski i należący do PiS szef rzeszowskiej „Solidarności” Roman Jakim. Nacjonaliści i narodowcy przemaszerowali pod pomnik płk. Łukasza Cieplińskiego. Policja oszacowała wstępnie, że w marszu, który zabezpieczało blisko 50 funkcjonariuszy, brało udział ok. 450 osób.

Nacjonaliści na transparentach grozili śmiercią „wrogom ojczyzny”, a komunistom, że będą ich wieszać na drzewach. „Duma, duma, narodowa duma” – wydzierał się co chwilę do mikrofonu jeden z prowadzących marsz. Nacjonalistom marzy się „wielka Polska”.

Pod pomnikiem, że płk. Cieplińskiego Przemysław Tejkowski, były dyrektor rzeszowskiego teatru im. W. Siemaszkowej i angażujący się w kampanie wyborcze PiS, czytał grypsy, które z celi śmierci do żony wysyłał płk Łukasz Ciepliński. Modlitwę za Żołnierzy Wyklętych odprawił ks. Władysław Jagustyn, proboszcz parafii pw. Świętego Krzyża w Rzeszowie.

– Marsz jest próbą odzyskania pamięci i szacunku dla żołnierzy niezłomnych, którzy przez ponad pół wieku byli odarci z godności – przekonali organizatorzy.

Zobacz także

rzeszow.gazeta.pl

Dudaczyński kontra Szogun kontra Barbie

Kolejny dzień tzw. kampanii prezydenckiej potwierdził, że prawdziwej kampanii w Polsce nie będzie, potrwa za to dość upiorny kabarecik. W ostatnich godzinach wystąpili doktor nauk prawnych Dudaczyński, urzędujący prezydent Komoszogun i kandydatka lewicy Barbie. I za diabła nie wiadomo, który z kandydatów był śmieszniejszy.

Doktor nauk prawnych Duda znowu był równie dynamiczny, co zabawny. Do wyborów zostały już tylko dwa miesiące, nie ma więc wiele czasu na to, by ktoś wytłumaczył doktorowi nauk prawnych Dudzie, że ubiega się o stanowisko prezydenta, a nie premiera. Możliwe, że wyciągnięty z cylindra przez Kaczyńskiego Duda wciąż jest tak oszołomiony, że nie dotarło do niego w jakim wyścigu prezes go wystawił. Ale po stu dniach powinien jednak już to wiedzieć.

Doktor nauk prawnych Duda przedstawił dziś swój program. Ma on dwie wyraziste cechy. Po pierwsze, jest to program, który mógłby zrealizować wyłącznie rząd. Po drugie, przedstawił program nonsensowny.

Duda powtórzył, że chce obniżyć wiek emerytalny w Polsce. Albo nie rozumie albo uważa, że jego elektorat nie rozumie, jakie byłyby tego konsekwencje. Otóż po pierwsze, oznaczałoby to gigantyczne kłopoty budżetu, który systemu emerytalnego nie byłby w stanie obsłużyć, bo nie byłoby w nim dość pieniędzy. Po drugie, oznaczałoby to, że i tak dramatycznie niskie w Polsce emerytury, byłyby czysto symboliczne. Po trzecie, oznaczałoby to, że na te niskie emerytury pobierane przez coraz większą liczbę ludzi, musieliby zapracować młodzi ludzie, którym i tak jest ciężko. Doktor nauk prawnych Duda, zapewne nieświadomie, zaprezentował więc plan uderzenia w młodych ludzi w Polsce.

Duda nie jest w stanie zaprezentować żadnej sensownej propozycji, proponuje więc odwrócenie sensownych reform poprzedników. Chciałby na przykład powrotu do systemu – osiem lat podstawówki i cztery liceum. Obecny system wchodził w życie całymi latami. Jest zapewne niedoskonały. Ale też nie jest zły, funkcjonuje nawet coraz lepiej. Wyniki testów PISA
to potwierdzają. Ale PiS zawsze znajdzie sposób, by zafundować Polsce chaos, więc Duda idzie tym tropem. Ostatnią rzeczą, której potrzebuje system edukacji w Polsce jest kolejna reforma. Zapewne dlatego Duda ją proponuje.

Są i inne propozycje. Na przykład 500 zł na każde dziecko w uboższej rodzinie. Drogi kandydacie, dlaczego tak skromnie? Proponuję 1500. Albo 2000. A co, przecież budżet panie Duda jest z gumy, nie ma co się mitygować.

Co tam jeszcze nam obiecuje Duda? Aha, nowy program mieszkaniowy. No tak, jak ostatnio PiS proponowało zbudowanie trzech milionów nowych mieszkań, to zbudowało kilkadziesiąt tysięcy. Więc teraz Duda pójdzie dalej. Wprawdzie w najmniejszym stopniu nie mieści się to w kompetencjach prezydenta, ale takie drobiazgi Dudy nie mitygują. Duda pojedzie więc także
do Brukseli, by walczyć o wyższe dopłaty do rolnictwa, choć znowu sprawa ta nie ma nic wspólnego z kompetencjami prezydenta. Duda nie dodał, że pojedzie do UEFA, by zagwarantować naszej piłkarskiej reprezentacji udział w piłkarskich Mistrzostwach Europy i do FIFA, by zapewnić jej udział w Mistrzostwach Świata. A co tam, DUDA MA, DUDA DA, DUDA WSZYSTKO OBIECA.

Oczywiście najbardziej frapująca była inna deklaracja Dudy. Duda mianowicie „dokończy dzieło mojego mistrza”, czyli świętej pamięci prezydenta, profesora nauk prawnych, Lecha Aleksandra Kaczyńskiego. Zastanawiałem się długi moment na czym owo dokańczanie dzieła Kaczyńskiego przez Dudę mogłoby polegać. I znalazłem. Otóż Duda stwierdził dziś, że „prezydent musi zasypywać konflikty”. Chodziło Dudzie zapewne o to, że musi zasypywać podziały, ale mniejsza o drobiazgi, domyślamy się, co Duda miał na myśli. Bingo. Otóż Lech Kaczyński ze swym ukochanym bratem Jarosławem niemal skłócili całą Polskę, ale właśnie – niemal. Doktor nauk prawnych dzieło swego mistrza dokończy.

Kilkanaście godzin przed kolejnym wiekopomnym wystąpieniem doktora nauk prawnych Dudy, w japońskim parlamencie wystąpił prezydent Komorowski. Kto nie widział, powinien zobaczyć. PiS-owcy bez przerwy bredzą, że w otoczeniu Komorowskiego zapanowała panika. Prawdę mówiąc ja w otoczeniu Komorowskiego nie tylko nie widzę żadnej paniki, ale widzę jakiś kuriozalny błogostan i atmosferę dezynwoltury z wycieczki szkolnej. Rozumiem, że obserwując „dynamicznego” Dudę pan prezydent wpada w dobry nastrój, ale nie powinien przesadzać. Mówiąc wprost, w Japonii prezydent się wygłupił.

Bronisław Komorowski, już po powrocie z Japonii, powiedział, że w Polsce, tak jak w Japonii, kampania wyborcza powinna trwać 12 dni. Fantastycznie. Z całym szacunkiem dla pana prezydenta, na 12 dni kampanii wypadałoby jednak mieć jakiś pomysł. Na razie w obozie Bronisława Komorowskiego nie widzę pomysłu nawet na kampanię, która trwałaby 12 godzin.

Wchodząc na portal, z którego za sekundę wyślę ten tekst, przeczytałem właśnie depeszę amerykańskiej agencji AP. Pisze ona o kandydatce SLD, jak stwierdza, „Barbie candidate”. Kandydatka Barbie, lepiej bym tego nie ujął. Ani komentować tego nie trzeba, ani nie warto.

Kabaret zwany prezydencką kampanią trwa. Z ulgą stwierdzam, że za dwa miesiące z okładem będzie po wszystkim.

naTemat.pl

Marsz narodowców. „Musimy walczyć o Polskę wielką i katolicką”

Monika Waluś, 28.02.2015
Marsz narodowców

Marsz narodowców (MATEUSZ SKWARCZEK)

W przeddzień Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” narodowcy przemaszerowali przez Kraków. Krzyczeli: „Precz z czerwoną demokracją”, „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Polska dla Polaków”.
Maszerujący w sobotnim pochodzie chcieli pokazać, że pamiętają o ideach bohaterów walczących w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych, WiN czy Armii Krajowej. Marsz stał się jednak okazją do wykrzykiwania nacjonalistycznych haseł i bezpardonowej krytyki władz państwa.Dwustu narodowcówPochód rozpoczął się kilka minut po godz. 17 na pl. Wolnica od przybliżenia historii „żołnierzy wyklętych”. Choć na Facebooku udział w wydarzeniu zadeklarowało 1,6 tys. osób, z pl. Wolnica wyruszyło ok. 200.

W kierunku Wawelu wymaszerowali młodzi i starsi, a także rodziny z dziećmi. Oprócz organizatorów – Trzeciej Drogi, w pochodzie szli członkowie Młodzieży Wszechpolskiej z Krakowa i Andrychowa, a także przedstawiciele Narodowych Sił Zbrojnych. Na czele marszu nieśli transparent „Nacjonalizm to wolność”, a nad ich głowami oprócz polskich flag powiewały chorągwie z białym orłem ze znakiem Polski Walczącej czy z symbolem Związku Jaszczurczego.

Szli ul. Krakowską, Stradomską, skandując: „Precz z czerwoną demokracją” czy „Śmierć wrogom ojczyzny”. Nie zabrakło także głosów krytyki wobec Unii Europejskiej. Narodowcy krzyczeli: „Kiedyś Moskwa, dziś Bruksela, suwerenność nam odbiera” oraz „Polska tylko dla Polaków”.

Polska wielka i katolicka

Na pl. o. Adama Studzińskiego, pod krzyżem katyńskim przedstawiciel Młodzieży Wszechpolskiej mówił: – Przypominamy, że obowiązkiem Polaków jest nie tylko pamiętanie o historii, ale wypełnianie testamentu bohaterów, którym zawdzięczamy wolność. Ich testamentem nie był kraj, w którego Sejmie zasiadają zboczeńcy i złodzieje. Ich testamentem była Polska wielka i katolicka. My musimy o tę Polskę walczyć, musimy ją budować. Musimy walczyć o prawdziwą niepodległość, uniezależnienie się od obcych ośrodków, jakimi są Moskwa i Waszyngton – przekonywał przedstawiciel MW.

Wtedy tłum zaczął skandować: „Żołnierze wyklęci – cześć ich pamięci” oraz „Armio wyklęta, Kraków o tobie pamięta”.

Następnie narodowcy ruszyli ul. Grodzką, ul. Floriańską na pl. Jana Matejki. Tam po krótkim przemówieniu, przy świetle odpalonych rac uczestnicy odśpiewali na zakończenie marszu „Mazurek Dąbrowskiego”.

Zobacz także

gazeta.pl

Kaszubska gmina bez Biedronki i Lidla

Dorota Karaś, 28.02.2015
Sierakowice

Sierakowice (Fot. Marianna Łobaczewska)

W Sierakowicach są trzy kościoły, pięć szkół, dwa banki i 148 sklepów. Ale nie ma wśród nich żadnego dyskontu. – To jedyna taka gmina w Polsce – twierdzi prezes Polskiej Izby Handlu
Czym Sierakowice różnią się od typowej kaszubskiej miejscowości?Po pierwsze – turyści nie ciągną tu tak chętnie jak do pobliskich Kartuz, Chmielna czy Sulęczyna. Mieszkańcy pobliskich gmin chętnie przyjeżdżają za to do Sierakowic na zakupy. W każdą środę i sobotę odbywa się tutaj rynek, podobno największy na Pomorzu. Centrum miejscowości zatrzymuje się wtedy na kilka godzin w korku.Po drugie – są tu trzy kościoły, ołtarz papieski, pięć szkół, dwa banki, biblioteka, kilkanaście restauracji, pizzerii i barów. Jak w małym miasteczku. Sierakowice są jednak gminą wiejską i nie chcą być miastem.Po trzecie – w Sierakowicach działa 148 sklepów. I nie ma wśród nich żadnego dyskontu.

Takich sklepów u nas nie będzie

W centrum Sierakowic nietrudno spotkać kobiety z zakupami w reklamówce z Biedronki. Ale żółtego sklepu z charakterystycznym logo nigdzie nie widać. Najbliższy dyskont jest kilkanaście kilometrów dalej, w Kartuzach. Tam działają trzy Biedronki i jeden Lidl.

Wójt Tadeusz Kobiela chętnie opowiada o demograficznym fenomenie Sierakowic. Gmina od lat notuje rekordowy w skali kraju przyrost naturalny. Najpopularniejszy model rodziny to dwa plus cztery. Gdy schodzimy na temat dyskontów, wójt podnosi głos: – Takich sklepów u nas nie było i mam nadzieję, że nie będzie. Polska jest jednym z niewielu krajów w Europie, które nie chronią rodzimego handlu. Nasz samorząd chce wspierać małe, rodzinne sklepy. Dlatego działa ich u nas tak dużo. Gdyby zainstalowały się tu sklepy, których nazw nie chcę wymieniać, żeby nie robić im reklamy, lokalny handel natychmiast by siadł, a ja miałbym kolejkę po zapomogi do ośrodka pomocy społecznej. Dyskonty są zainteresowane tylko drapieżnym drenażem rynku, wyprowadzeniem pieniędzy z Polski.

Najpopularniejszym dyskontem w Polsce jest portugalska Biedronka, która otworzyła w kraju ponad 2600 sklepów. Logo tego sieciowego giganta można zobaczyć już nie tylko na obrzeżach miast – ostatnio Biedronka otworzyła sklep w historycznym centrum Gdańska, przy ul. Szerokiej. Ponad pięć razy mniej dyskontów ma w Polsce niemiecki Lidl. Na naszym rynku z powodzeniem inwestują również duńskie Netto i niemiecki Kaufland. Zakupy w dyskontach robi trzy czwarte Polaków – wynika z badań sopockiej PBS. 26 procent zaopatruje się wyłącznie w tego typu sklepach. Najpopularniejsza wśród kupujących jest portugalska sieć. Co czwarty Polak robi zakupy w polskich sieciach handlowych – Społem, Alma, Piotr i Paweł, Stokrotka, Polomarket…

Wystarczyłby jeden dyskont

Pan Zygmunt od kilkunastu lat przygląda się ze swojego warzywniaka samochodom parkującym w centrum Sierakowic. Widzi tablice rejestracyjne nie tylko z Kartuz, ale i z Lęborka. Przyjeżdżają na rynek, do sklepów spożywczych, meblowych i budowlanych.

– Już ja wiem, jakby wyglądałby scenariusz, gdyby w Sierakowicach pojawił się choć jeden dyskont – pan Zygmunt chwali politykę wójta. – Na początek obniżyliby ceny do najniższych z możliwych. A gdy wykosiliby już wszystkich miejscowych handlarzy, wróciliby do normalnych cen. Ja już przejrzałem ich chwyty. Zobaczyłem ostatnio reklamę dorsza z dyskontu, 12 zł za kilogram. U nas w rybnym podobnie kosztuje. Dopiero syn mi pokazał, że przy cenie jest gwiazdka, a niżej malutkimi literami dopisane: za 400 gramów. Ludzie się na to nabierają.

Zuzanna, dwudziestokilkulatka, która właśnie weszła do piekarni w centrum, wolałaby jednak, żeby w Sierakowicach były dyskonty. Na początek wystarczyłby jeden. W weekendy jeździ do Gdyni na studia, do domu wraca z zakupami z Biedronki.

– Mówienie o tym, że popularne sieci zniszczyłyby miejscowy handel, to przesada – uważa. – Biedronkę zamykają o godzinie 21, a trzy sklepy pod moim domem są otwarte do północy. Na pewno by się utrzymały.

W malutkiej piekarni w centrum Sierakowic zmieszczą się, oprócz sprzedawczyni, najwyżej trzy osoby. Na półkach pieczywo z mąki żytniej, na zakwasie, orkiszowe, z siemieniem lnianym, drożdżówki wielkości małej pizzy.

– Ludzie chętnie biorą chleb z dodatkiem gotowanych ziemniaków, bo jest wilgotny, długo świeży, cztery tygodnie wytrzyma – zachwala sprzedawczyni, pani Ewa. – Pszenne bułki mamy w smaku takie jak kiedyś. Przyjeżdża do nas po pieczywo jedna pani z miasta. Opowiada, co w tych marketach sprzedają. Ludzie kupują bułki z masy mrożonej, która leży i po pół roku w magazynach. Ale są ciepłe i ładnie pachną. Nie trzeba się dziwić, że potem raki i alergie mają.

Piekarnia, w której pracuje pani Ewa, to firma rodzinna. Piekarzem jest jej mąż, firmę prowadzi brat. Zaopatrują w chleb i bułki jeden z kartuskich dyskontów. Pani Ewa sama na większe zakupy wybiera się do Lęborka.

– Raz w miesiącu jeździmy, kiedy wracamy, samochód jest zapakowany pod sufit – przyznaje kobieta. – Opłaca się. Ostatnio w Kauflandzie pieczarki kosztowały 2,59 za sześć kilo. Ludzie po dziesięć skrzynek brali. Jeden dyskont w Sierakowicach by się przydał, choć rozumiem też strach sklepikarzy. Mąż mnie uspokaja, że po dobre pieczywo ludzie zawsze do nas przyjdą.

Mieszkańcy zapracowani, ale majętni

Po raz pierwszy przedstawiciele jednej z sieci handlowych spotkali się z Tadeuszem Kobielą dziewięć lat temu. Namawiali na otwarcie dyskontu. Wójt się nie zgodził. – Dogadali się z moimi adwersarzami i zaczęła się zbiórka podpisów pod referendum o moje odwołanie – twierdzi Kobiela. – Nic z tego jednak nie wyszło. Podpisów było zbyt mało, referendum nie doszło do skutku.

W jaki sposób wójtowi udaje się nie wpuścić do gminy dyskontów?

– Wiem, jakie grunty interesują takich inwestorów. Mogę tylko przemawiać do rozsądku właścicieli: dajcie sobie spokój, zostawcie działkę na inny cel – tłumaczy Tadeusz Kobiela. – To działa, bo u nas ważne są więzi środowiskowe, tradycyjne myślenie. Możemy też wpisać do planu zagospodarowania przestrzennego uwagi, żeby nie ułatwiać wejścia dyskontów. Nie zapominajmy też o konieczności zachowania ładu przestrzennego. Te firmy uprawiają drapieżną politykę, wdzierają się do centrów miast. Mam dopuścić do tego, żeby Biedronka pojawiła się w parku kulturowym, który u nas istnieje, przy ołtarzu papieskim?Tadeusz Kobiela najwidoczniej wie, jak przekonać mieszkańców. Swój urząd sprawuje od 25 lat. W ostatnich wyborach zdobył 84 procent głosów.W Sierakowicach mieszka 7 tysięcy ludzi. W miejscowości jest ponad 140 sklepów, w całej gminie – 185. W Polsce średnio jeden sklep przypada na 108 mieszkańców, w Sierakowicach – na 47. Wójt tłumaczy, że Sierakowice stawiają na handel, bo nie mają tylu walorów turystycznych, ile sąsiednie gminy – Chmielno czy Sulęczyno.- Tam ludzie wypoczywają, do nas przyjeżdżają na zakupy – mówi Kobiela. – Nie stworzymy sobie więcej jezior i rzek, ale możemy zapewnić takie warunki, żeby pieniądze zostawały u nas. Filarem naszej gminy jest handel i rzemiosło. Dzień w dzień z Sierakowic o piątej rano wyjeżdża około dwustu brygad: murarzy, cieśli, tynkarzy, dekarzy. Jadą do pracy do Trójmiasta, pod wieczór wracają do domu. Moi mieszkańcy są bardzo zapracowani, ale przez to bardziej majętni, to widać po budynkach i obejściach.

– Sierakowicom należy pogratulować – mówi Waldemar Nowakowski, prezes zarządu Polskiej Izby Handlu. – To jedna z lepiej rozwijających się gmin, także jeśli chodzi o zasobność mieszkańców. I jedyna w Polsce, która pokazała, że istnieją możliwości ograniczenia ekspansji dyskontów. Trzeba tylko umiejętnie działać w ramach istniejącego prawa, wykorzystywać instrumenty dotyczące miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. W tej chwili dyskonty eliminują nie tylko rodzimy handel, ale również siebie nawzajem, obowiązuje zasada – kto silniejszy, ten lepszy. Mały i średni handel, który nie dysponuje ogromnym kapitałem zagranicznych sieci, nie ma w takim układzie szans. Cierpi na tym konsument, który jest skazany na ograniczony asortyment, nie ma możliwości dokonywania swobodnego wyboru.

„Nowi modeli”, „nowi promocji”

Mieszkańcy przebąkują, że Sierakowice swój dyskont jednak mają, choć nie ma na nim żadnego znanego logo. To targowisko, które działa w soboty i środy. Pod gołym niebem, na dziesiątkach straganów, można tutaj kupić i sprzedać wszystko: żywe pisklęta z okolicznych ferm, niemiecką chemię gospodarczą, sukienki i T-shirty z Bangladeszu. „Nowi modeli”, „nowi promocji” – nawołują romscy sprzedawcy.

Właściciele tradycyjnych sklepów narzekają na targowisko. „Gmina wpuszcza wschodni, nieewidencjonowany towar na nasz rynek i jeszcze jest z tego dumna” – pisze jeden z internautów na lokalnym forum. „My musimy opłacić ZUS, podatek gminie od lokalu, wszystko legalnie sprzedane, z paragonem, a przyjedzie taki Rumun (nie obrażając nikogo) na zaproszenie wójta, zapłaci jemu parę złotych i może śmiało handlować towarem. Za wodę nie musi płacić, za kanalizację nie musi płacić, za prąd nie musi płacić, za śmieci nie musi płacić”.

– Problemem nie jest to, że rynek zabiera nam klientów, ale że w dzień handlowy nie można do nas dojechać, bo całe Sierakowice stoją w korkach, nie ma gdzie zaparkować – utyskuje jeden z przedsiębiorców.

Siostry Lidia Okrój i Beata Szostek od dwudziestu lat prowadzą sklep „1001 drobiazgów” w Sierakowicach.

– To nieprawda, że w Sierakowicach nie ma dyskontów – twierdzą. – A Pepco? To branża przemysłowa, nie spożywcza, ale poza tym jest typowym dyskontem. Od czasu, kiedy otworzyli swój sklep, mocno dostałyśmy w kość. Klienci lubią duże markety, w których są anonimowi, mogą towar podotykać i poprzewracać. Na ceny nie zwracają wielkiej uwagi. Kiedyś w Pepco pojawiły się w promocji plastikowe wiaderka. Były kilka złotych droższe od tych, które można u nas kupić, ale ludzie po cztery nosili. Drugi raz w kość dostałyśmy w ubiegłym roku, kiedy w centrum trwał remont skrzyżowania. Był potrzebny, ale przeciągnął się na cały sezon. My się cieszymy, że w Sierakowicach nie ma Biedronek ani Lidlów.

Pod nieobecność dyskontów w Sierakowicach wyrosła też lokalna sieć handlowa. Michał Kuczkowski osiem lat temu otworzył pierwszy samoobsługowy sklep Ribena. Dziś ma cztery markety spożywcze w Sierakowicach i kolejne cztery w okolicy.

– To oczywiste, że udało mi się rozwinąć sieć i zaistnieć na rynku dzięki temu, że w gminie nie ma dyskontów – mówi Kuczkowski. – Przez ten czas moja firma zdobyła pozycję na rynku. Dziś już raczej tego typu sklep nie byłby dla mnie zagrożeniem.

W Kartuzach należący do Kuczkowskiego sklep Ribena mieści się 500 metrów od Biedronki.

– I, co zadziwiające, ma zaskakująco wysokie obroty – przyznaje Kuczkowski. – To znaczy, że ludzie wolą mieć jednak alternatywę.

Przepisy dotyczące supermarketów

Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym nie obowiązują przepisy prawne regulujące rozrost sieci handlowych. Inaczej jest we Francji, gdzie od 1993 roku obowiązuje tzw. ustawa Loi Royer, która wprowadza ograniczenia dla powstających dużych sklepów. We francuskich miastach, w których mieszka mniej niż 40 tys. mieszkańców, na otwarcie obiektu handlowego powyżej tysiąca metrów kwadratowych zgodę musi wydać specjalna komisja. W Portugalii pozwolenie na budowę sklepu powyżej 2 tys. m kw. wydaje minister, po wcześniejszej akceptacji portugalskiego odpowiednika naszego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów). W Niemczech budowę sieci kontroluje ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym – istnieją tam przepisy utrudniające otwieranie dyskontów w miastach poniżej 100 tysięcy mieszkańców.

(Dane za tygodnikiem „Polityka”, nr 42 (2980), „Biedronka czy Stonka?”)

Zobacz także

trojmiasto.gazeta.pl

Pożegnali Agatę. Tłumy na pogrzebie zamordowanej 17-latki

sz, 28.02.2015
Pogrzeb Agaty na cmentarzu w Wejherowie

Pogrzeb Agaty na cmentarzu w Wejherowie (ŁUKASZ GŁOWALA)

Na cmentarz parafialny pw. Świętej Trójcy w Wejherowie przyszli bliscy, sąsiedzi, koledzy i koleżanki zamordowanej tydzień temu 17-latki. Przyszli też mieszkańcy Wejherowa, którzy nie poznali Agaty, ale są wstrząśnięci tym, co się stało.
Pogrzeb poprzedziła modlitwa przy urnie z prochami Agaty, które wystawiono w domu pogrzebowym. Potem w kaplicy odbyła się msza święta.- Brutalnie zostało przerwane młode życie. Agata miała wiele planów, których nie dane jest było zrealizować – mówił ks. Marcin Janowski.Pożegnać Agatę przyszło ponad 300 osób. W kondukcie przeważały młode osoby, m.in. koledzy i koleżanki Agaty z gdyńskiego XII LO. Przyjechali do Wejherowa ubrani w mundury wojskowe, bo Agata chodziła do klasy obronnej.- Trudno komentować to, co się stało tej biednej dziewczynie – komentowali ludzie stojący przed kaplicą.

– Mądra, zdolna i przede wszystkim bardzo dobra była z niej osoba, nie mogła mieć wrogów, dlatego nie wierzę, żeby ktoś zaplanował to zabójstwo – powiedziała nam Danuta Pawłowska, sąsiadka Agaty. – Ta dziewczyna angażowała się społecznie i chętnie pomagała potrzebującym. Dzień przed śmiercią brała udział w zbiórce pieniędzy na hospicjum.

Agata została zamordowana 21 lutego wieczorem. Ciało znaleziono następnego dnia rano w nadmorskim parku w Gdańsku Brzeźnie. Zabójca, który zadał dziewczynie cios nożem, do tej pory nie został zatrzymany.

Reportaż o Agacie i policyjnym śledztwie przeczytasz TUTAJ.

Zobacz także

trojmiasto.gazeta.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s


%d blogerów lubi to: