Posts Tagged ‘Matteo Salvini’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Szef Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani nie przywiązuje żadnej wagi do wizyty swego rodaka – ale o odmiennych poglądach – Matteo Salviniego u Jarosława Kaczyńskiego, gdyż „wśród suwerenistów (włoska wersja wstawania z kolan – przyp. mój) panuje całkowity brak zgody”. Dlaczego brakuje zgody? Po pierwsze, są to ruchy polityczne wsobne, nacjonalistyczne, stawiające tylko na swój naród, a więc każdy inny jest wrogiem, choć może być w sojuszu taktycznym.

Do tego momentu z Tajanim się zgodzę, a drugie jego rozróżnienie zniuansowałbym. Włoch mówi, że Salvini jest zwolennikiem Putina, a PiS pozostaje antyrosyjski. Czy na pewno? Elektorat PiS jest antyrosyjski, ale działania polityczne partii Kaczyńskiego niekoniecznie.

Mit założycielski PiS to katastrofa smoleńska, który partię Kaczyńskiego wyniósł do władzy. Od polityków PiS słyszymy retorykę antyrosyjską, ale tylko retorykę. Kreml może sobie tylko taką wymarzyć, bo co dla władców Rosji zawsze było najważniejsze – skłócać Polaków. Kreml osiąga to za pomocą „partii wpływu” w Polsce – PiS i ich poszczególnych polityków. Dobrze to rozebrał na czynniki pierwsze Tomasz Piątek w dwóch książkach o Antonim Macierewiczu. Wiceprezes PiS jest wymarzonym agentem wpływu, a to że ględzi antyrosyjsko? A jak ma mówić?

Tak więc prorosyjskość we Włoszech należy czytać zupełnie inaczej niż w Polsce. Kreml rozgrywa Polaków przeciw sobie dokładnie tak jak to robił przez cały XIX wiek, gdy znaleźliśmy się pod zaborami. A że PiS ma elektorat z terenów tego zaboru, więc mamy takie zniuansowanie.

W XIX wieku wykuwała się polska myśl niepodległościowa, jednym z jej elementów było wspieranie Ukrainy w dążeniu do państwowości. Tak widział politykę wschodnią Józef Piłsudski, a w naszych czasach pisał o tym Jerzy Giedroyc w paryskiej „Kulturze”. Dzisiaj działanie na osłabienie Ukrainy to działanie w interesie Kremla. Co dzisiaj robi w tej kwestii PiS? Kijów ustawia w roli wroga.

Tatuś premiera Kornel Morawiecki – który w czasach peerelowskiej opozycji był V kolumną w „Solidarności”, uchował się, bo widziano go jako folklor polityczny – nie raz bardzo ciepło wyrażał się o Kremlu i marzy mu się brak „sporu między nami a Rosjanami”, co samo w sobie jest godne gołąbka pokoju, ale następstwo logiczne obnaża niezbyt lotnego intelektualnie starszego Morawieckiego: nie chce wojsk amerykańskich w Polsce.

Co na to jego syn Mateusz, który retorycznie jest krew z krwi i prezentuje podobne zaplecze intelektualne – czyli marne – o tych prorosyjskich sentymentach? Nic w słowie, ale „poznacie ich po czynach”. A czynem rządu jest to, iż obecnie import rosyjskiego węgla jest dwukrotnie większy niż w 2015 roku. 20 proc. węgla zużywanego w kraju ma rosyjski stempel.

Tak więc zupełnie inaczej należy czytać prorosyjskość (pro-Putinowość) Włocha Salviniego, a zupełnie inaczej prorosyjskość – uwikłaną historycznie – panów Kaczyńskich, Macierewiczów, Morawieckich. W Europie od dawna jest tendencja stref wpływów – jeżeli nie cywilizowany Zachód, nie Unia Europejska, to Rosja. Capisce? – jak retorycznie mówił rodak Salviniego, Tajaniego, literacki i filmowy don Corleone.

Na pisowskie salony wkracza antysemityzm, co nie jest jakąś wielką niespodzianką. Wystarczyło wcześniej posłuchać polityków tej partii, co mają do powiedzenia na temat Jedwabnego albo, jaki jest ich stosunek do szmalcownictwa, którego wykładnia jest jedna: część Polaków ujawniało hitlerowcom miejsca, w których ukrywali się Żydzi w czasie II wojny światowej.

Nie tylko Jan Gross opisywał „sąsiadów” Polaków, będących pomagierami hitlerowców, ale nasi historycy. Ponadto, kiedy wsłuchać się w domowe opowieści, szybko można odkryć, iż Polacy niczym nie różnią się od innych narodów, a czasami są „lepsi”. Polski kołtun i Ciemnogród utrzymał się lepiej niż kołtuny w innych nacjach.

Żyd zresztą wchodzi w triadę nienawiści: Żydzi, masoni i cykliści, co należy dzisiaj czytać: obcy, demokraci i nowocześni. Przepraszam, a prezes jakiej partii szczuł na uchodźców, którzy jakoby mogą przynieść do Polski „cholerę, dezynterię i pasożyty”? Ten sam prezes szczuje na demokratów, na obrońców państwa prawa i Konstytucji, no i musi szczuć na cyklistów, bo nie posiada prawa jazdy.

W takiej przyszło nam żyć Polsce. Antysemityzm jest odgrzewany z historycznej hibernacji, choć Żydów nie ma. I jeszcze jedna uwaga: antysemityzm w okresie międzywojennym w Polsce był równy niemieckiemu, a możliwe, że „lepszy”. Tam jednak doszedł do władzy Hitler, a u nas odpowiednik jego nie zdążył, acz Roman Dmowski (jawny antysemita, pisze o parchach Żydach w swoich publikacjach) miał swoich rozlicznych następców, którzy prześladowali Żydów. Antysemityzm jest obecnie wybudzany. Wystarczy posłuchać uważnie obydwu Morawieckich i innych polityków PiS. Ustawa o IPN, która została utrącona przez USA i Izrael, też zmierzała do odmrożenia antysemityzmu.

Antysemityzm podskórny, ledwie ukryty ma się dobrze w Polsce pisowskiej w mediach publicznych. Dano temu wyraz w czwartkowym programie „Minęła 20” TVP Info. Zaprezentowano w nim krótką animację, w której aż roi się od antysemityzmu i spełnia wszystkie powyższe zarzuty, które wyżej zmetaforyzowałem. Żydów nie ma, ale można ich wykreować i tak – dostaje się Hannie Gronkiewicz-Waltz. Była prezydent Warszawy na filmiku „powołuje” do działalności Jerzego Owsiaka, a ten „grabi” Polaków i pieniądze oddaje Żydom. Mniej więcej taka jest interpretacja filmiku zrealizowanego przez niejaką Barbarę Pielę. Estetyka jest turpistyczna wzięta z goebbelsowskiego „Żyda Suessa”.

Polska humanistycznie marnieje w oczach, telewizja publiczna pluje, zohydza, szczuje. Nie jest to medium obywateli, ale funkcjonariuszy PiS. Filmik antysemicki należy wpisać na konto partii rządzącej. Olechowski, który jest szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, tweetuje, że „zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za incydent”. Uśmialiście się z tych zapowiadanych konsekwencji? Nie chodzi tylko o to, że znowu Mateusz Morawiecki będzie się kajał w naszym imieniu, ale przede wszystkim o to, jak niszczone jest społeczeństwo polskie, jak ważne dla społeczeństwa są opluwane wartości ludzkie.

Tego nie można załatwić jakąś ustawą – amoralność jest trwalsza niż długość życia Kaczyńskiego i Morawieckiego. Oni zejdą z tego świata, a przyszłe pokolenia zostaną z tym złem, które jest obecnie reanimowane.

Czy żona prezydenta RP powinna otrzymywać pensję; jeżeli tak, to w jakiej wysokości?

Rusza debata na ten temat i jak wszystko w polityce polskiej będzie gorące, a może nawet gotujące, zwłaszcza że niemal wszyscy pod pojęciem „prezydentowa” będą sobie przedstawiać tę jedną osobę – Agatę Kornhauser-Dudę. I na tym skupi się debata. Przed Dudową prezydentowe były aktywne i często wznosiły się ponad partyjne spory. Choćby Maria Kaczyńska, która była mało kaczystowska.

Jeżeli prezydentowa – a w przyszłości może zdarzyć się prezydent jako kobieta, więc jej małżonek byłby jakimś prezydenciakiem – dostanie szmal z kasy państwowej, to obowiązkiem jej będzie wypowiedzieć się w ważnych kwestiach społecznych, a nawet politycznych. Więc czyje zdanie ma prezentować? Czy Agata Duda ma mówić swoim głosem, czy być echem Andrzeja Dudy albo mówić to, co Nowogrodzka rozsyła w oficjalnych komunikatach dnia?

A zatem zasadne jest pytanie: czy prezydentowa ma być politykiem, czy człowiekiem? Przecież nie została wybrana w procesie demokratycznym na stanowisko żony prezydenta, bo np. Dudzie bardziej „należałaby” się Beata Szydło albo Beata Kempa, a może pasowałaby mu Anna Sobecka…

Agata Duda kiedy jeszcze była Agatą Kornhauser wybrała Andrzeja jednym głosem i bynajmniej nie była to urna, lecz serce. Czy w polityce jest miejsce na serce? W PiS serce – nawet polityczne – zostało zamordowane.

Żona prezydenta Dudy pochodzi z jednego z najlepszych domów krakowskich, wszak jej ojcem jest wybitny poeta Julian Kornhauser. Stosując nie tylko wytrych liryczny do odczytywania charakterów osób, ale i narracyjny – bo milczenie i jego przeciwieństwo logorea, dużo mówią o charakterach osób – Agata Duda-Kornhauser miałaby często odmienne zdanie, niż Kaczyński – daruję sobie Dudę, bo ten mówi, co prezes mu nakaże.

A więc Agata Korhauser-Duda na państwowym etacie zamiast posyłać ironiczne dmuchane całusy z dłoni w stronę protestujących, może przesłałaby kciuka skierowanego w dół? Lecz co najważniejsze, prezydentowa mówiłaby, bo za to między innymi by jej płacono. Czy zatem należałoby obawiać się o nierozerwalność małżeńską w chwili wyrażania odmiennego zdania przez nią od zdania, jakie wypowiadałby Jarosław Kaczyński? Takie czekają nas wygibasy polityczne. Nad uregulowaniem statusu małżonki prezydenta rozpoczęła prace jedna z komisji sejmowych – Komisja ds. Petycji.

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Kościół katolicki dlatego ma się w kraju dobrze, bo PRL okazał się dla niego zamrażarką. W demokracji dawno by się skompromitował poprzez takie postaci, jak Tadeusz Rydzyk, czy większość biskupów włącznie ze Stanisławem Gądeckim i odszedł na zasłużony margines historyczny, jak na Zachodzie, we Francji, Niemczech, w krajach Beneluksu, a nawet we Włoszech i Hiszpanii.

Wybudzony Kościół wraz z odzyskaniem suwerenności w 1989 roku nie zasypiał gruszek w popiele, zadbał o swoją pozycję wśród polityków solidarnościowych, bo wiele mu zawdzięczali.  Uzyskał finansowanie projektów z budżetu państwa, a naukę katechezy wprowadził do świątyń nauki, do szkół. No i mamy kłopot.

Politycy zasuwają do Rydzyka i głoszą brednie nie z naszego świata o rechrystianizacji. Kapłani zrobią jakiś gest, jak kiedyś cesarze: kciuk w dół, a Duda, Morawiecki, Kaczyński klękają, co samo w sobie jest anachronizmem, bo należy do rytuałów feudalnych.

Tak ufundowane państwo na ułudach, zakłamaniu, anachronizmie, musi dryfować ku upośledzeniu. To nie jest żaden konserwatyzm, ani liberalne współistnienie, bo Kościół wyzyskuje wolność do swych zapędów niedemokratycznych. A obecnie wszedł w alians polityczny z PiS-em i mamy kłopot bez mała cywilizacyjny, nie tylko natury finansowej, acz i on jest warty, aby inaczej potraktować wspólną kasę, budżet państwa, aby pieniądze nie szły na katechezę i na utrzymanie kapłanów, ich dobrobytu,  lecz na konkretne cele rozwoju społeczeństwa i państwa.

W kraju tylko lewica chce odseparować państwo od Kościoła. Dziwne, ale to pokazuje jak mentalnie jako nacja, jako społeczeństwo, jesteśmy w niedorozwoju, zaś elity są nie zawsze przygotowane do odpowiedzialności za wyznaczenie celów.

Inicjatywa Polska kierowana przez Barbarę Nowacką w charakterystyczne święto, samo w sobie anachroniczne, w Święto Trzech Króli (ktoś dowcipny mógłby zadać pytanie: dlaczego nie ma święta Jasia i Małgosi, bo to podobna opowieść z rezerwuaru mitów i bajek) zapoczątkowała zbiór podpisów pod petycją, w której apeluje się o zniesienie finansowania z budżetu państwa religii w szkołach, wprowadzenie finansowania przez kościoły, które „chcą nauczać zasad swojej wiary w szkole” oraz wpisanie religii na listę zajęć dodatkowych. Oraz uregulowania – tj. zaprzestania – finansowania Kościoła i ubezpieczenia kleru z państwowego Funduszu Kościelnego.

Petycja zawiera założenia do projektu ustawy o świeckim państwie, bo na razie mamy władze bogobojne i takież państwo nie ze świata rozumu. Czy to może się udać? Jeżeli nie poradzimy sobie z anachronizmem sojuszu „ołtarza i tronu”, to nie poradzimy sobie z wolnością i demokracją, która obecnie szwankuje jak diabli.

Zbieranie podpisów pod petycją potrwa do 20 lutego, po czym projekt ustawy zostanie złożony w Sejmie.

PiS już nie ukryje swoich sympatii politycznych, idei, do których partii Kaczyńskiego coraz bliżej, a tym samym odkrywają się dla pozostałych Polaków zamiary obecnej władzy.

Awansowanie Adama Andruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji to nie tylko gest w stronę środowiska nacjonalistów, neofaszystów, to pokaz na zewnątrz, a staje się nadto czytelny, gdy docierają informacje, iż wiceminister jest agentem wpływu Kremla, a jego wypowiedzi na temat wschodniego sąsiada nasuwają podejrzenia, iż nie tylko agentem wpływu.

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz dyplomatą raczej nie jest, co wydaje się dziwnym atrybutem wykonując tę funkcję, lecz przy pisaniu o politykach PiS zdziwienie należy porzucić.

Nagle Czaputowicz dostał zajadów, gdy wymienił nazwisko Donalda Tuska określając tego najwybitniejszego polskiego polityka (przynajmniej dotychczas w XXI wieku) jako reprezentanta Niemiec w Radzie Europejskiej, w tym wypadku należy porzucić inne zdziwienie, gdy widzimy jak polityk PiS pluje na Polaka.

Czaputowicz opluł Tuska, a tak naprawdę Brukselę i najlepszego naszego sojusznika na Zachodzie, Niemcy. Ten „dyplomata” zalicza się do kategorii ukutej przez Władysława Bartoszewskiego, do dyplomatołków. Trzymany był za czasów Tuska w MSZ jako dyrektor jednej z komórek ministerialnych. Czekam aż wyrazi się, jak Mateusz Morawiecki, iż donosił Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Czyżby wspólną cechą polityków PiS było donosicielstwo, agenturalność, przypadłość charakterologiczna wszystkich złamasów, ludzi niegodnych zaufania?

Konteksty powyższych wypowiedzi i awansu są oczywiste, PiS gra na rozwalenie Unii Europejskiej. Więcej będziemy wiedzieli po wizycie wicepremiera Włoch Metteo Salviniego u Kaczyńskiego, lidera antyeuropejskiej Ligi Północnej, ten się nie kryje, że w polityce chodzi mu o rozbicie instytucji europejskich, a przy tym obnosi się z t-shirtem, na którym nosi portret swojego guru i sponsora, Władimira Putina.

Co miałoby zastąpić Unię Europejską? Oczywista oczywistość dla Kaczyńskiego, Salviniego, Marine le Pen i innych nacjonalistów, neofaszystów – egoizmy narodowe. A te wielokroć na naszych kontynencie przerabiano z takimi spektakularnymi „finałami”, jak I i II wojny światowe. Od 1945 roku gwarantem, iż do takich hekatomb nie dochodziło, była Unia Europejska. Jak to właściwie ujął szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker: „Wystarczy iść na cmentarz wojenny, by zdać sobie sprawę z tego, jaka jest alternatywa dla jedności europejskiej”.

I za tym optuje prezes PiS – za cmentarzem. Wybitna poetka Ewa Lipska pisze: „Był już taki egzamin z historii / kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali. / I został po nich uroczysty cmentarz”. Politycy opozycji wszystkich opcji muszą odstawić Kaczyńskiego i jego „złamasów” od rządów, bo zostanie po nas cmentarz.

Prezes PiS spotka się z szefem włoskiej antyeuropejskiej Ligi Północnej Matteo Salvinim.

Możemy się zastanawiać, ile bracia Kaczyńscy zawdzięczają Lechowi Wałęsie. Pierwszy szef „Solidarności” na pewno przyspieszył ich karierę. Obydwaj byli rozmazanym tłem w czasie klasycznej „Solidarności”, acz Lech „załapał” się na internowanie w stanie wojennym.

Kluczem jest Okrągły Stół, w którym Wałęsa wystawił ich jako reprezentantów opozycji solidarnościowej, choć nie zasługiwali na to, lecz szef „S” budował swoje zaplecze i padło na ambitnych Kaczyńskich. I obydwaj na tym skorzystali, przede wszystkim Jarosław stworzył potem majątek partyjny na uwłaszczeniu się na komuszych mediach.

Gdyby nie Wałęsa, Jarosław Kaczyński i tak zaistniałby, bo to „zwierzę polityczne”. Okrągły Stół dał Kaczyńskim impet, to ich chrzest bojowy, wówczas stali się rozpoznawalni. Raczkowali w politycznych pieluchach, które przewijał im Wałęsa.

„Rzeczpospolita” dokopała się w tzw. archiwum Kiszczaka w USA do korespondencji Lecha Kaczyńskiego z PRL-owskim ministrem spraw wewnętrznych Czesławem Kiszczakiem, który wraz z Wojciechem Jaruzelskim stał na czele ówczesnej strony partyjno-rządowej, gdy w Polsce następował bezkrwawy przewrót ustrojowy. Niczego nie ma zdrożnego w tej korespondencji, ale staje ona w poprzek pisowskiemu mitowi, w poprzek zakłamywaniu najnowszej historii. Lech Kaczyński wdzięczy się do Kiszczaka, który przesyła mu zdjęcia z Magdalenki. Ot, kawałek historii.

Zakłamanie polityczne zawsze prowadzi do katastrofy. Lecha Kaczyńskiego doprowadziło do katastrofy smoleńskiej, w której oprócz niego zginęło 95 osób. Jarosław jest zdecydowanie ambitniejszy od brata, doprowadza Polskę do katastrofy – nazywam ją: ogólnopolską katastrofą smoleńską.

Oczywistym kłamstwem jest ostatnia maska prounijna, którą na konwencji PiS nałożyła sobie na twarz rządząca partia z zasadniczego powodu, iż zbliżają się wybory. Spod tej maski ukazują się prawdziwe intencje Kaczyńskiego, bo tych nie da się ukryć. 9 stycznia ma dojść do rozmowy na Nowogrodzkiej Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim, liderem Ligii Północnej, partii antyeuropejskiej.

Jak pisze włoska „Repubblica”, celem Salviniego jest wciągnięcie PiS do nowej międzynarodówki antyunijnej. Na tapecie są także Marine le Pen, sponsorowana przez Kreml i holenderski nacjonalista Geert Wilders. W tym kontekście staje się zrozumiałe, dlaczego Mateusz Morawiecki wzmocnił rząd o „agenta wpływu  Kremla” Adama Andruszkiewicza.