Posts Tagged ‘Solidarność’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Jarosława Gowina jakby nie było, nie chce głośno popierać bezprawia PiS, stosuje się do swej wymyślonej naprędce dialektyki: „głosuje jak PiS, ale z tego się nie cieszy”. Sformułowanie padło po głosowaniach nad ustawami sądowymi w lipcu ubiegłego roku. Wówczas obiegło media zdjęcie Gowina, na którym przyjął pozę Stańczyka: rząd PiS klaszcze i tańczy z radości kazaczoka, a on siedzi smutny i niemal z tej depresji palec wskazujący wkłada do nosa.

Od tamtego czasu sprawy sądownicze potoczyły się wartko, jesteśmy w innym miejscu – dużo mniej demokratycznym, a Gowin nadaje tej sytuacji nowe znaczenia dialektyczne. Tym razem mimowolnie odkrywają one strategię PiS w stosunku do polityki wewnętrznej i unijnej.

W dwóch wywiadach udzielonych niemieckiej gazecie „Sueddeutsche Zeitung” i polskiej „Rzeczpospolitej” (pełny wywiad w „Rz” ukaże się w wydaniu poniedziałkowym) padają te same sformułowania i bodaj niechcący Gowin puścił juchę. Mianowicie o ustosunkowaniu się rządu PiS do przyszłego werdyktu Trybunału Sprawiedliwości UE mówi: „Należymy do grona nielicznych krajów, które respektują wszystkie orzeczenia TSUE.”

Zauważmy, że dotyczy to werdyktów, które zapadały, a które nie dotyczą rządu PiS. Twardo stwierdza także Gowin, iż „prawo unijne stoi ponad prawem krajowym (ustawami)”.  Chciałoby się bić mu brawo. Lecz powstrzymajmy się, bo wracamy do dialektyki Gowina (nie cieszy się): „Ale w Europie coraz szersze kręgi zatacza dyskusja czy Trybunał Sprawiedliwości ma prawo ingerować w rozstrzygnięcia konstytucyjne państw członkowskich. Podobnie jak niemiecki Trybunał Konstytucyjny uważam, że nie.”

W tym Gowin grzebie pisowskiego psa („pies pogrzebany”, palec w nosie też). Darujmy sobie, co sądzi niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe, bo to nieprawda, co twierdzi Gowin. Akurat tego nie mówi dla niemieckiej gazety, ale dla „Rzeczpospolitej”. Clou pada w tym oto określeniu: TSUE nie powinien ingerować w rozstrzygnięcia konstytucyjne. Może tylko na podstawie tychże rozstrzygnięć konstytucyjnych wydawać werdykty, być poza tym arbitrem w sprawach między członkami UE.

Kto zatem powinien rozstrzygać wg konstytucji? Tylko krajowe Trybunały Konstytucyjne. Gowin więc na razie poddaje się werdyktowi TSUE (in spe) o Sądzie Najwyższym, ale z tego się nie cieszy. Na tym opiera się strategia PiS. Gdyby ją zastosować, to musiałby być zmieniony traktat akcesyjny. A to oznacza, że Unia przestaje być organizmem wspólnych wartości demokratycznych, sprowadzona byłaby do strefy wspólnego handlu i wschodniego sobiepaństwa władz, do której mogłaby przystąpić nawet Rosja, bo spełnia standardy, z którymi zgadzają się Gowin i PiS.

Zrozumiałe więc jest, iż Kornel Morawiecki tak a nie inaczej mówi o Rosji, i to nie spotyka się z potępieniem syna Mateusza, ani nikogo z rządzących. Praworządność unijna w rozumieniu Gowina szybko doprowadziłaby do rozpadu UE – i zdaje się o to chodzi. Jemu i rządzącej partii nie o Polexit, ale rozpad Unii – w to gra PiS.

A gdzie nas prowadzi partia rządząca? Ano – do marzeń prezesa Kaczyńskiego. W Bydgoszczy Mateusz Morawiecki zacytował książkę prezesa z poprzednich kampanii: „zbudujemy taką Rzeczpospolitą naszych marzeń”W PiS można mieć tylko marzenia takie, jak prezes i te marzenia będą narzucane wszystkim Polakom.

Na czym miałyby polegać „nasze marzenia PiS”? Na rechrystianizacji – to już jakiś czas temu słyszeliśmy, ale także na reindustrializacji. Zaleciało Leninem, prawda? Chcą nas cofnąć ideowo do Średniowiecza, a marzenia do PRL-u.

Wkład Lecha Wałęsy w historię Polski jest nie do przecenienia. Jego miejsce w podręcznikach historii jest obok największych. Gdy dzisiejsze emocje wyparują i znajdą swoje miejsce w obiektywnej narracji, Wałęsa będzie jednym tchem wymieniany wśród 5-10 najważniejszych postaci w dziejach Polski.

Gdyby nie było Wałęsy, czy upadłby komunizm? Tak, ale wyglądałoby to inaczej, najprawdopodobniej dłużej by przetrwał i nie obyłoby się bez rozlewu krwi. Piszę Wałęsa, myślę „Solidarność” – ta klasyczna, bo dzisiejsza Piotra Dudy to antySolidarność, odpowiednik komuszego CRZZ.

Wiele zawdzięczają Wałęsie Rosja (ZSRR) i kraje byłego Układu Warszawskiego. Wałęsa przyspieszył erozję komuszego reżimu, był katalizatorem przemian. To dzięki niemu komuniści rosyjscy zdecydowali się na Gorbaczowa, który zainspirowany „Solidarnością” rozpoczął pierestrojkę. Głównym burzycielem Muru Berlińskiego był Wałęsa. Gdyby Polacy potrafili wykorzystać siłę mitu Wałęsy, Niemcy nie odmówiliby, aby w Berlinie stanął pomnik naszego wielkiego ziomka.

Dlaczego tak się stało, że Wałęsa jest dzisiaj w kraju przez jedną ze stron postponowany? Stało się tak nie dlatego, że jesteśmy narodem wichrzycieli (bo jesteśmy), ale dlatego, że polskie społeczeństwo nie ma w swoim kodzie paradygmatu demokracji i procedur wolności. Jesteśmy powierzchowni, a więc nasza odpowiedzialność za kraj jest śliska, dlatego tak łatwo niektórym politykom przedstawiać kłamstwa jako prawdy. Gombrowicz tę przypadłość nazywał niedojrzałością, zielonością. Tak było w okresie międzywojennym, tak jest dzisiaj. Po czasach bohaterów „Solidarności” przyszedł czas tchórzy – Kaczyńskich, Morawieckich, Dudów.

Tchórz nie stanie na ubitej ziemi, ale się schowa za kordonem ochroniarzy i pomówień. Jeszcze Polska jest bezpiecznie usytuowana geopolitycznie w dużym organizmie politycznym Unii Europejskiej, ale to może się w każdej chwili zmienić. Wówczas przypomnimy sobie o mądrości Wałęsy, o mądrości zbiorowej „Solidarności”. Czy będzie już jednak za późno? Nie chcę kasandryczyć, acz czarno widzę, gdy PiS dłużej utrzyma się u władzy.

Dzisiaj Lech Wałęsa obchodzi 75 lat, trzy ćwiartki wieku. Powinien być wyniesiony w naszej pamięci i grzać się w chwale zwycięzcy, niestety tchórze są innego zdania. Pierwszy przewodniczący „Solidarności” udzielił wywiadu Deutsche Welle, w którym ostro wyraził się o rządzących od 3 lat: – „Mamy nieodpowiednich, niezbadanych medycznie ludzi, ludzi małych, zakompleksionych, którzy przypadkiem zdobyli władzę”.

Polska po przypadkach II wojny i reżimu komuszego przetrwała, acz okaleczona, więc po przypadku PiS też tak będzie, zatem ten „przypadek zdobycia władzy” trzeba im wytrącić z rąk. Wałęsa nam i młodszym dawał przykład, tak jak wcześniej Piłsudski, a jeszcze wcześniej Kościuszko. Lech Wałęsa nie jest przypadkiem bohaterem, jest nim pełną gębą.

Co mają wspólnego głowy Marka Falenty, Dominika Tarczyńskiego i Jarosława Kaczyńskiego? Bardzo wiele. Acz uprzedzam, że nie chodzi o to, o czym myślicie, iż te głowy trzeba byłoby natychmiast wysłać wraz z właścicielami do specjalistów od głów. Te trzy głowy to jakby jedna modelowa głowa, którą gdybyśmy wzięli do ręki i nią obracali, doszlibyśmy do wniosku: co trzy głowy to nie jedna, one się uzupełniają, stanowią pełnię głowy pisowskiej.

Weźmy głowę Marka Falenty, głównego animatora afery podsłuchowej, w wyniku której PiS został wyniesiony do władzy. Za Falentą i jego kelnerami stała blisko związana z Kremlem mafia rosyjska i współpracował z nim PiS. Falenta został przez sąd osądzony i ma prawomocny wyrok, ale miga się z odsiadką, bo… głowa. Otóż wyciekło – w odpowiednim wszak momencie, bo wyznaczono Falencie kolejne terminy przybycia pod wrota więzienia – iż Falenta bardziej nadaje się do leczenia niż resocjalizacji. Podobno ma myśli samobójcze i leczy się psychiatrycznie. Andrzejowi Dudzie nie pozostanie nic innego, jak chorego Falentę ułaskawić, bo prezydent jest wrażliwy. Był tak samo wrażliwy w stosunku do Mariusza Kamińskiego, aby ten mógł zostać ministrem.

Nieco inny przypadek to Tarczyński, ten ma z głową problem iście diabelski. Swego czasu był pomocnikiem ezgorcysty, pomagał wypędzać z ciała diabły – i to mu pozostało do dzisiaj. Mianowicie walczy o wartości chrześcijańskie poprzez walkę z fake newsami i obnaża przeciwników partyjnych. Oto Tarczyński zapędził się w wypędzaniu diabła z kandydata na prezydenta Kielc. – „Bogdan Wenta, europoseł PO, rzucił polskim paszportem i przyjął niemieckie obywatelstwo, aby służyć Niemcom za marki i euro, okazuje się być także byłym członkiem ZOMO! Teraz kandyduje na prezydenta Kielc. Oto wysportowany Niemiec, który trenował pałowanie na głowach Polaków. Dno” – napisał Tarczyński.

Gdyby nie konto Tarczyńskiego na Twitterze, to moglibyśmy sądzić, że to bez żadnego trybu wypowiedział sam prezes Kaczyński. Jednak w trybie wyborczym Tarczyński przegrał w sądzie z Wentą, którego ma przeprosić oraz wpłacić 20 tys. zł na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

No i trzecia głowa – Kaczyńskiego, choć ten aktualnie ma kłopot z inną częścią ciała – z kolanem. Prezes ostatnio w Olsztynie przypomniał o swoim starym pomyśle z przekopem Mierzei Wiślanej, zapewniając, że pierwsza łopata pod przekop zostanie wbita jeszcze w czasie tej kampanii wyborczej i ponoć nie jest ów skrót z Zatoki Gdańskiej do Zalewu Wiślanego szkodliwy ekologicznie, co jest ewidentnym fałszem. Poza tym przekop nie przyniesie ekonomicznych korzyści dla Elbląga oraz dla Warmii i Mazur. Ta wizja prezesa jest odświeżana w trakcie kolejnych kampanii wyborczych, ale nie doczekała się do tej pory pełnej dokumentacji technicznej, nie wspominając o takim drobiazgu, jak rozpisanie przetargów na inwestycje.

Niby urodą, znaczeniem i inteligencją powyższe głowy się różnią, składają się jednak na modelową głowę pisowską, która szpicluje, pomawia i ma niezdrowe wizje.

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Przesłuchanie Tuska może się zakończyć dla Wassermann tylko porażką.

W istocie to pytanie retoryczne. Donalda Tuska boi się całe PiS, począwszy od wierchuszki – prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nie tylko z tytułu tego, iż w debacie – tak, dawniej takie coś się odbywało – zwykł przegrywać z byłym premierem RP i obecnie szefem Rady Europejskiej.

Bez mityzowania osoby Tuska i nadmiernych oczekiwań, należy stwierdzić, iż to obecnie najlepszy polski polityk, którego słucha Europa i ma wśród przywódców innych państw przyjaciół, a więc w polityce wartość bezcenną. Z naszego kraju długo nikt tak wysoko wespnie się w hierarchii globalnej – na pewno nie za naszego żywota.

Wartość Tuska w kraju to pochodna siły opozycji, dla której on jest ponadto wysoką premią, wartością dodaną. A więc PiS w jakiejkolwiek konfiguracji przegra każde wybory, gdy w tle będzie Tusk (nie musi kandydować na prezydenta), jeżeli przy urnach nie dojdzie do „cudu” przekrętów, które zaakceptuje Sąd Najwyższy.

Dlatego Tuska partia Kaczyńskiego chce wyeliminować, skompromitować. Ale niczego na niego nie mają, nawet zegarka za 30 tysięcy. Gdy porównamy rządy PO-PSL z dzisiejszą korupcją polityczną, chwytamy się za głowę, że mogło być normalnie, a teraz jest jak w szambie.

Tuska może przestał się bać Jarosław Kaczyński, bo on naprawdę już odchodzi. Boi się jego były doradca Mateusz Morawiecki, który zresztą z żadnym znaczącym politykiem Platformy już nie wejdzie w polemikę, bo za dużo kłamstw i szachrajstw stworzył w krótkim czasie swego premierostwa, a ten brud za paznokciami będzie mu rósł i rósł.

Tusk dla pisowców jest jak piorun z jasnego nieba dla Balladyny. I zdaje się, że tym kieruje się Małgorzata Wassermann, która pierwotny termin przesłuchania Tuska w komisji ds. Amber Gold przeniosła z 2 października na 5 listopada, na dzień po wyborach samorządowych.

Przesłuchanie Tuska może się zakończyć dla Wassermann tylko porażką. Ale to nie byłaby jej porażka w terminie 2 października, lecz innych kandydatów PiS w wyborach samorządowych. O przesunięciu przesłuchania więc nie ona decydowała, ale Nowogrodzka. Biedna Wassermann tłumaczy, że nie chce wykorzystywać komisji do swojej kampanii samorządowej (kandyduje na prezydenta Krakowa), co samo w sobie jest śmiechu warte, temat na skecz kabaretowy. Który polityk PiS nie wykorzystuje okazji? Uśmieliście się?

Przesłuchanie Tuska dzień po wyborach będzie politycznie bez znaczenia, gdyż Wassermann przybita porażką w pojedynku z Jackiem Majchrowskim, jako przewodnicząca komisji jest skazana na los Balladyny, zostanie podczas przesłuchania dobita piorunem. Tak działają nie tylko metafory literackie, taka jest siła Tuska, Donalda Tuska.

Konwencja PiS miała zainicjować kampanię wyborczą tej partii z wielkim przytupem, bo prezes został odgrzany, czyli niczego nowego na niej nie zaserwowano. Więcej o sytuacji PiS mówią zdarzenia, o których głucho w mediach, ale odnoszą się do niej bezpośrednio bądź pośrednio.

Odgrzany Jarosław Kaczyński został wprowadzony na konwencję przez ochraniarzy, nie podał nikomu ręki, wszak pomniki tego nie czynią, choć gołębie nic sobie z tego nie robią.

Postraszył prezes zgniłym Zachodem, który zaraża „społecznymi chorobami”. Kaczyński ma problem z zarazkami, a choroba kolana (infekcja) mogła te zarazki uaktywnić i uczynić je złośliwymi. Nie podając ręki współtowarzyszom partyjnym mógł się bać kolejnej inwazji zarazków.

Kaczyński zdefiniował pozycję PiS, które musi się bronić, bo „mamy atak od wewnątrz i zewnątrz”. Czyli nadal polityka oblężonej twierdzy, więc mury, płoty i kordony policji zostaną jeszcze bardziej wzmożone. W Polsce do tego się przyzwyczailiśmy, jak będzie to wyglądało np. w Brukseli, gdy Mateusz Morawiecki, jak Andrzej Duda na antypodach, usłyszy słowo konstytucja?

Prezes ponadto zapewniał, że w tej chwili mamy „istotę demokracji”. Na czym ona miałaby polegać? Trójpodziału władzy nie mamy, sądownictwo stało się partyjne, a Konstytucja jest martwa, łamana chronicznie przez jej strażnika – prezydenta Dudę? Jedyne nowum prezesa to, że „idziemy pod górę”, a nie po prawdę: „Musimy dalej ostro iść do góry, wspinać się”. Skąd do zamiłowanie do taternictwa, alpinistyki, a może to tylko Himalaje zakłamania?

Dostaliśmy więc prezesa bardzo nieświeżego, odgrzanego, zaklinającego rzeczywistość, bo w niej już nie żyje, kontaktuje się tylko z nielicznymi, otoczony kordonem ochroniarzy, aby nie zarażono go.

Nie lepiej wypadł Morawiecki, który zaprezentował 5 propozycji dla samorządów, lecz takimi nie są, to tylko program rządowy. Zatem nastąpi dalsza centralizacja władzy, rząd i samorząd mają iść razem w myśl retorycznego pytania prezesa: „Czy chcemy samorządów, które będą warczały na rząd?”

Morawiecki mówił Orwellem, zapewniał, że nie tylko przestrzegają konstytucji, ale robią to „jednoznacznie”, zaś protestujący, którzy skandują „konstytucja” wyrażają poparcie dla działań PiS.

Można tylko pozazdrościć dzisiejszej młodzieży, bowiem nie muszą czytać Orwella „Roku 1984”, wystarczy, że klikną na YouTube konwencję PiS i mają genialną adaptację dystopii, której tak doskonale nie wyreżyserowaliby ani Polański, ani Pawlikowski, czy też Agnieszka Holland.

W czasie konwencji ruszyły Konwoje Wstydu, które pokazują prawdziwe oblicze PiS, partii ludzi zachłannych, bezkarnych, bez planu dla Polski. Ich jedyny plan to napchać sobie kieszenie.

Miało miejsce inne ważne zdarzenia – Konferencja Komitetu Obywatelskiego przy Prezydencie Lechu Wałęsie, na której Wolontariusze Wolnych Wyborów deklarują, iż obronią demokrację i przywrócą praworządność.

POLEXIT: KIEDY? DLACZEGO NIE JUŻ? NIECIERPLIWIĄ SIĘ PUBLICYŚCI I PIS

Wydawałoby się, że zadając pytania w sondażu, chcemy zobiektywizować problem, aby dowiedzieć się, jak ważne sprawy ocenia społeczeństwo i „czy z nami leci pilot?” Ten ostatni idiom publicystyczny dotyczy palącego problemu, z którym nie dają sobie rady politycy i właśnie publicyści.

A jakość publicystów coraz częściej przypomina Suskich i Tarczyńskich. Teatralni rekwizytorzy, którym każe się mówić i pisać, więc nie dziwmy się, że tak marne mamy życie publiczne.

„Rzeczpospolita” niepokoi się o stan akceptacji Polaków dla instytucji unijnych – pewnie z powodu werdyktu, który wyda Trybunał Sprawiedliwości UE ws. Sądu Najwyższego.

Z powodu to niepokoju dziennik zadał pytanie: Czy Polacy chcieliby wyjścia Polski z Unii Europejskiej? I właśnie Suski „Rzeczpospolitej” – dobrotliwie pominę imię i naziwsko tego rektwizytora – opisuje wyniki sondażu tytułując charakterystycznie materiał, w którym wychodzą mu nadzieje na wierzch jak trądzik u młodzieńca.

Tytuł brzmi: „Czy Polacy chcą już wyjścia Polski z Unii Eurpejskiej”. Suski z „Rzepy” przebiera nogami, bo chciałby „już”.

Spokojnie! Jarosław Kaczyński wybudził się ze swojej choroby, „już” zostanie przyspieszone, wyrósł mu całkiem dobry pomagier w kwestii Polexitu – Mateusz Morawiecki.

Dwie trzecie dopytywanych w kwestii „już” nie chce, aby Polska opuszczała Unię Europejską (65,6 proc.), a „już” chciałoby 17 proc. i nie mających zdania – czy to już, czy jeszcze nie – drugie 17 proc.

A zatem. „Już” chce partia rządzaca, ale czytając wyniki sondażów, nie może się do tego przyznać, acz nie będzie respektowała orzeczeń TSUE, gdy będą nie po myśli prezesa PiS.

Czeka ich ciężka praca, aby „już” uległo przyspieszeniu, gdy już to się stanie, nikt nie zechce Polską się interesować, bo kto miałby ochotę zajmować się chorym człowiekiem Europy, oprócz Rosji, która sama jest chora i przyjmie nasz kraj do lazaretu swojej strefy wpływu.

Nie jest prawdą, że w naszej historii rodacy byli podobnie podzieleni jak dzisiaj. Prawda, różniliśmy się, co prowadziło do rokoszów i do tak spektakularnego zdarzenia, jak zamach majowy 1926 roku, który był w istocie mini wojną domową, ale nigdy Polak przeciw Polakowi nie występował w polityce z pozycji kłamstw rządowych.

W tej chwili mamy rząd ufundowany na fundamencie kłamstwa, a rządzącą partię na założycielskim micie katastrofy smoleńskiej, które w wydaniu PiS jest kłamstwem w każdym elemencie. Do czego takie kłamstwo prowadzi? Zawsze do jednego i obawiam się, że innego wyjścia dla naszego kraju już nie ma.

Wracam do zdarzenia, do którego nie doszło, ale pokazuje ono, jak kreowane jest kłamstwo. Mianowicie chodzi o tablicę pamiątkową ku czci braci Kaczyńskich, którzy jakoby przebywali wśród protestujących stoczniowców w 1988 roku i domyślnie przyczynili się do zrzucenia kajdanów reżimu komunistycznego.

Inicjatorowi tego kłamstwa – Karolowi Guzikiewiczowi – jeden z internautów wskazał właściwy adres i właściwą tablicę, mianowicie część ciała na cztery litery Jarosława Kaczyńskiego, w której „ma zostać odsłonięta tablica, upamiętniająca przebywającego tam Karola Guzikiewicza”. Cztery litery jeszcze raz pojawią się w tym felietonie, tym razem wprost.

Jakie kłamstwa funduje nam rząd, niech świadczy premier Mateusz Morawiecki, który w tej dyscyplinie bije wyśrubowane rekordy samego prezesa PiS. Portal Oko.press udowodnił mu rekord 5 kłamstw na 2 dwa wygłoszone zdania, a więc przeciętna 2,5 kłamstwa na jedno zdanie. Goebbels nawet nie zbliżył się do tak znakomitego rekordu.

Podczas uroczystości obchodów 38. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych w Gdańsku wśród publiczności nie było nikogo ze znaczących postaci Sierpnia 80, a Morawiecki w swojej mowie nie zająknął się o Lechu Wałęsie, o którym słyszał cały świat, tylko nie Morawiecki. Za to wspomniał oczywiście o matce chrzestnej Annie Walentynowicz.

Kłamcy nie przekonują do siebie bohaterów, co precyzuje pomysłodawca zrywu strajkowego Sierpnia 80 Bogdan Borusewicz: – „Po stronie władzy nie ma znaczących postaci Sierpnia”. Kłamcy więc nie zagarniają do siebie prawdy o zdarzeniu, tylko tworzą kłamstwa polityki historycznej.

Władysław Frasyniuk odnosi się do kłamców na uroczystościach rocznicowych: – „31 sierpnia to dobry dzień, żeby powiedzieć tym wszystkim, którzy przebywali, pocałujcie nas w dupę.” A dla Wałęsy ma to, co przyznaje mu świat i historia: „Lechu, byłeś i pozostaniesz największym przywódcą we współczesnej historii Polski”.

Niestety, stoimy naprzeciw kłamstwa rządowego, które ubrało się w togę państwa, a to zawsze kończy się jednym – i najprawdopodobniej może nie być w którymś momencie innego wyjścia dla naszego kraju – rozlewem krwi. Straszne!

Festiwal w Opolu organizowany przez Jacka Kurskiego ma się tak do festiwalu normalnego, jak ogrodowe kwiaty do sztucznych.

Jak prawdziwo wino do bełtów.

Opole zostało sprowadzone przez władze PiS do bełtu, do bełtania. To nie jest kulturowa popularna, to jest kicz polo. Nawet publikę do Opola musieli zastąpić statystami, bo nikt tego bełtu nie łyka, ta biegunka powoduje sraczkę.

Nikt przyzwoity nie oglądał tego badziewa, ale przeczytać warto. Wybrane fragmenty.

Zaś Manuela Gretkowska odniosła się do Piotra Dudy, ktry z logo „Solidarności” zrobił szmatę.

Obchody rocznicy komentował na antenie TVN24 działacz opozycji w czasach PRL Jan Lityński. – Są takie momenty w życiu narodu, w których powinno się stanąć ponad podziałami. 31 sierpnia jest jedną z takich dat – powiedział.

– Pan poseł Janusz Śniadek (PiS) powiedział, że najważniejszą postacią w Solidarności był Lech Kaczyński. Przy całym szacunku dla Lecha Kaczyńskiego, z którym ja byłem zaprzyjaźniony, to nie Lech Kaczyński prowadził strajk gdański w sierpniu 1980 roku. Nawet go tam nie było zdaje się – stwierdził Lityński. – Następcy Lecha Wałęsy uczynili z Solidarności, związku zawodowego, związek popierania partii politycznej. Jest to bardzo niebezpieczne dla związku zawodowego, a także dla Polski – dodał.

Waldemar Kuczyński skomentował pisowską narrację o ważnej roli Lecha Kaczyńskiego w czasie porozumień sierpniowych (1980 r.)

Lech Kaczyński był tam postacią bez znaczenia.

Publicystka „Newsweeka” Renata Grochal dziekuje Wałęsie.

Nie ma Solidarności bez Lecha Wałęsy!

Alleluja i PiS wymiata. Niech Jarosław na śmietniku hołubi swego brata, a nie na Wawelu. Komuś we łbie się poprzewracało.