Posts Tagged ‘Zbigniew Ziobro’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

To bynajmniej nie jest śmieszne. Polska wypisuje się z obowiązującego prawa w Unii Europejskiej, drobnymi kroczkami jesteśmy z niej wyprowadzani, rzec można: bezboleśnie. Na Radzie UE przyjmowany był roczny raport dotyczący kwestii praw człowieka. Reprezentujący Polskę zastępca Zbigniewa Ziobry Łukasz Piebiak zablokował dokument. Zgłosił do niego weto ze względu, iż była mowa o obronie praw mniejszości seksualnych.

Stanowisko PiS polegało w tym wypadku na wykręcie – mianowicie domagano się ujęcia w raporcie obrony praw katolików. W głosowaniu padł słynny już wynik 1:27. Instytucje unijne nauczyły się obchodzić szerokim łukiem „chorego człowieka Europy”. Raport po prostu został opublikowany jako raport prezydencji Rady, którą w tym półroczu sprawuje Austria.

Nie dość, że zrażamy do siebie innych, to jesteśmy traktowani, jak zarażeni, zadżumieni. Jeden z dyplomatów postawę Polski pisowskiej nazwał jako „haniebną”. Wykluczenie naszego kraju będzie polegało właśnie na takim kordonie sanitarnym kruczków, jak publikacja pod innym instytucjonalnym pretekstem. Działania polityków PiS spotykają się z ostracyzmem, nie są brani pod uwagę, nie są dopraszani do dyskusji.

Nas nie trzeba będzie relegować z Unii, nie potrzeba będzie żadnego Polexitu. Po prostu najważniejsze traktaty unijne, czy to z Maastricht, czy z Schengen będą poprawiane albo renegocjowane, ale Polski jako strony się nie uwzględni. Pewnego dnia obudzimy się, a granice będą zamknięte, zaś pan prezes PiS zaserwuje nam mowę zamiast Teleranka: „Drodzy rodacy, wrogie nam siły…”.

Z kolei Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (instytucja nieunijna) przyjęło rezolucję, w której wzywa Rosję do zwrotu Polsce wraku samolotu Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Co z tego wynika? Niewiele, acz będzie bita piana jako sukces dyplomacji PiS. Rosja rezolucję potraktuje w swoim stylu, uzna, czy jej się opłaca przyjęcie jej bądź odrzucenie. Złom smoleński w Polsce uznany zostałby za relikwie i mógłby spowodować powrót traumy smoleńskiej, w której pielęgnowaniu – wsadzania palca w ranę – mistrzem jest Antoni Macierewicz, który z miejsca „wybuchnął” radością i nadał rezolucji formę fake-newsa.

Macierewicz napisał na Twitterze m.in.: – „Raport potwierdza stanowisko Polski, że samolot rozpadł się w powietrzu”. Same krętactwa. Otóż Zgromadzenie Rady Europy przyjęło rezolucję na podstawie raportu, a nie sam raport, dzieło zresztą ekspertów prawa międzynarodowego, a nie specjalistów od katastrof smoleńskich. Nigdzie nie ma mowy o żadnym rozpadzie w powietrzu (o żadnych wybuchach), tylko jako dowodzie materialnym, który po 8 latach powinien był oddany Polsce. Tyle.

Mateusz Morawiecki jest mistrzem wpadek, gdyby takich nie miał, uznałby, że dzionek jest stracony. Nie dziwię mu się, bo jego szefem gabinetu politycznego jest Marek Suski. Muszą się tylko podszkolić w szkole aktorskiej i mogą w wersji polskiej zastąpić Jima Carreya i Jeffa Danielsa i zagrać w rodzimym remake’u „Głupi i głupszy”.

Nie wiem, którym jest Morawiecki – tym pierwszym czy drugim, ale minę ze zdumienia, jaką zrobił dyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego Andrzej Grygoruk nazwać można wytrzeszczem aż do wypadnięcia gałek ocznych z oczodołów. Grygoruk mógł nie wrócić z twarzą do właściwej mu fizis, gdy usłyszał z ust Morawieckiego: – „Podobno ostatnio coraz więcej jest wilków w naszych lasach. Ja się zaczynam troszeczkę bać wtedy, jak dużo by tych wilków się nazbierało”.

Wytrzeszcz dotyczy nie tylko Grygoruka, bo demokraci w kraju dostają go dzień w dzień po wystąpieniu tego „głupiego” bądź „głupszego”. Nie dość, że Morawiecki nie ma wiedzy, iż wilki są pod ścisłą ochroną, to mu się pomyliły Lasy Państwowe z parkami narodowymi. Taki z Morawieckiego komediant, niestety naraża nas na ciągły wytrzeszcz.

Ta władza przez 3 lata niczego konkretnego nie stworzyła, podpisuje się pod dziełami innych.

PiS chce opowiedzieć światu historię Polski. Tak zapowiedział Mateusz Morawiecki podczas wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Muzeum Historii Polski. Oby nie było z tym kamieniem jak ze stępką pod prom w Szczecinie. Stępka zardzewiała, może ją ktoś już podkosił, złomiarze wywieźli na złom, zaś kamień węgielny zamieni się w proch, w piasek.

Morawiecki lubi wmurowywać, otwierać istniejące obiekty, lubi wstęgi przecinać. Ta władza przez 3 lata niczego konkretnego nie stworzyła, podpisuje się pod dziełami innych. Morawiecki też gra w narracji wymyślonej przez kogoś innego. Teraz przez wynajętych pijarowców, którzy podpowiadają mu, co ma robić. Wcześniej podpowiadali mu właściciele Santander.

Morawiecki jest od paciorków, które chce sprzedać światu i wyborcom. Blada Twarz liczy, że inni nie znają wartości historii Polski, więc jak w BZ WBK liczy na to, że „ludzie są tacy głupi, że to działa”.

Na taśmie z podsłuchu Morawiecki niechcący sypnął się z metodologią swojej kariery. Kolokwialnie nazywa się to kitem. Nie należy być zdziwionym, że wcześniej te paciorki sprzedawał, będąc doradcą Donalda Tuska, teraz jako premier używa paciorków hurtowo.

Oto co powiedział Morawiecki o historii Polski, gdy wmurowywał kamień węgielny: – „Będziemy potrafili w końcu zacząć opowiadać naszą wspaniałą historię o samych sobie. Polska jak żaden naród na świecie nie ma się czego wstydzić”. Nie wyjmuję tej retoryki z kontekstu. Morawiecki tak mówi, w literaturze nazywa się to grafomanią, podobnie w retoryce, grafomanią oralną, którą cytują media.

Otóż, panie Morawiecki, Polacy się wstydzą takich jak pan, jak pan prezes Kaczyński, którzy w przeszłości doprowadzali kraj do blamażu, do niszczenia naszego znaczenia, do upadłości, czyli utraty suwerenności. Dzisiaj mamy się też czego wstydzić. Jesteśmy wypychani z najnowocześniejszego projektu cywilizacyjnego – z Unii Europejskiej. Na świecie postrzega się nas jako niedojrzały naród.

Wstyd Polsce przynoszą tacy Kaczyńscy, Dudowie i Morawieccy, którzy mają tylko do zaoferowania paciorki – zarówno światu, jak i narodowi („ludzie są tacy głupi”). I to muzeum winno nazywać się: Muzeum Historii Paciorków, bo takie podobnie wstydliwe postaci, jak wymienieni politycy PiS, doprowadzili nas do wstydu, handlowali paciorkami. Niestety byli i są tacy, którzy na takie świecidełka dają się nabierać.

Morawiecki lubi oprócz tego „poezję” iście grafomańską. Według niego, owo muzeum ma opowiadać „taką prawdziwą historię, gdzie byliśmy trubadurami wolności Europy”. Wicie-rozumicie, towarzysze, rzekł specjalista od paciorków Morawiecki. Otóż trubadurem wolności był i jest Lech Wałęsa. A nie inny handlarz od paciorków Jarosław Kaczyński ani jego brat, trzeciorzędna postać „naszej wspaniałej historii”.

I taka trzeciorzędna postać – odpowiedzialna za katastrofę smoleńską – nagrodzona zostanie pomnikiem. W Radiu Plus poinformował o tym podsekretarz stanu z kancelarii Dudy Wojciech Kolarski. W rozmowie z Jackiem Prusinowskim w audycji „Sedno Sprawy” doszło do absurdalnego dialogu. – „11 listopada w programie nie ma odsłonięcia pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego” – mówił urzędnik Dudy. Dziennikarz dopytywał: – „10 listopada?” I usłyszał odpowiedź: – „Taki jest plan, taką informację otrzymałem”.

Na Święto Niepodległości i 100-lecie odzyskania niepodległości pomnik brata prezesa będzie już stał. Takie są paciorki pamięci PiS, sprzedać kit, „bo ludzie są tacy głupi”.

Polska pisowska nie mieści się w żadnym standardzie krajów demokracji zachodniej.

Przyzwyczajamy się do naszej republiki bananowej, która ma już swój rytm, rytuały, repertuar zachowań i gestów akolitów oraz jednego kacyka. Do najważniejszego wydarzenia z punktu działania mechanizmów operetkowej republiki doszło przy placu Piłsudskiego.

Prezes Kaczyński złożył kwiaty pod pomnikiem ze schodami, bo dzisiaj 10 dzień miesiąca. Już nie ma deptania do prawdy na Krakowskim Przedmieściu, bo ta została koncertowo wygaszona. Kaczyński zrobił w swojej limuzynie krótką żołnierską odprawę dla Mateusza Morawieckiego i Mariusza Błaszczaka. W ciągu 13 minut złożyli raporty i otrzymali instrukcje.

Na zewnątrz liczba funkcjonariuszy ze Służby Ochrony Państwa większa niż dostają dla swego bezpieczeństwa prezydenci USA. Tak się nosi Kaczyński, tak działa państwo polskie – w limuzynach, karne w stosunku do kacyka i z dala od szarych ludzi.

Zresztą prezes się nie szczypie. Nie stawia się do pracy, choć jeździ po mieście i po Polsce na różne konwencje i mityngi wyborcze w otoczeniu bizantyjskiej ochrony. Od marca – czyli w ciągu pół roku – stawił się dwa razy do pracy, a z 9 posiedzeń Sejmu obecny był tylko na jednym. Za to wszystko zainkasował 110 tysięcy zł.

On i jego akolici noszą się z pańska. Morawiecki obywateli traktuje tak, jak w rozmowie na taśmie z podsłuchu (nowe nagranie opublikowane przez Onet), gdy o reklamie banku BZ WBK z Chuckiem Norrisem w roli głównej mówi, że jej propaganda działa rewelacyjnie: – „Ludzie są tacy głupi, że to działa! Niesamowite!”.

Morawiecki nie jest tak sprawny fizycznie jak strażnik Teksasu ani jak Donald Tusk, który harata w gałę.  Ma jednak talenty Janosika, czym się chwalił po spotkaniu z gazdami i bacami w Zakopanem. Lecz Janosik musi się liczyć z tym, co spotkało jego poprzednika, został powieszony za żebro, niektórzy uwspółcześniają – za Ziobrę.

Janosik ma dla „głupich ludzi” miskę ryżu, która jest kolejnym symbolem władzy PiS. Premier przekonał się o tym, gdy na spotkaniu w Augustowie mieszkańcy przynieśli ryż, ale po spotkaniu zostali spisani przez policję. To następna nowa świecka tradycja.

Andrzej Duda, któremu uszy już puchną od okrzyków „Konstytucja”, powołał nowych 27 sędziów Sądu Najwyższego wbrew uchwale Sądu Najwyższego i wyrokowi Naczelnego Sądu Administracyjnego, a także wbrew planowanemu za kilka dni wydaniu zabezpieczenia przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Wieść o przyjętym przez Dudę ślubowaniu nowych sędziów dotarła natychmiast do Luksemburga, siedziby TSUE. Unijni prawnicy uznali, że Duda zdecydował się rozpocząć otwartą wojnę z tą unijną instytucją. Postępowanie Dudy zostało nawet nazwane wprost: – „Jest okolicznością obciążającą w postępowaniu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE”. Co brzmi jak zarzut z Kodeksu karnego.

Polska pisowska łamie we współpracy z instytucjami unijnymi „zasadę lojalnej współpracy”, to znaczy stawia się na pozycji wroga. No, ale republika bananowa nie mieści się w żadnym standardzie krajów demokracji zachodniej.

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Nie można wykluczyć, że w walce z Morawieckim o prezydenturę mógł Duda zawrzeć przymierze ze Zbigniewem Ziobrą i Mariuszem Kamińskim.

Andrzej Duda w wywiadzie dla „Sieci” chwali się, że za jego sprawą Polska zyskuje moc, taki zresztą jest tytuł wywiadu, wybity na okładce. Tę moc zyskuje dzięki wizycie w Białym Domu, bo prezydent powołuje się głównie na Trumpa, który zaliczył go (jako reprezentanta Polski) do „kluczowych partnerów strategicznych USA”.

Z tej mocy Duda nawet nie mógł znaleźć krzesła w Gabinecie Owalnym, aby się posadowić obok „strategicznego partnera”. Bracia Karnowscy stawiają głowie państwa bardzo obłe, owalne pytania, które czynią wywiad nieinteresujący, niewart czasu na czytanie.

Ale jedno pytanie jest najważniejsze, cały wywiad poprzez nie nabiera kolorów, tym interesownym bliźniakom bodaj o to chodzi. Pytanie dotyczy reelekcji. I ono ma moc, zdradza sympatie Karnowskich, gdzie lokują swoje nadzieje: – „Nie czytał pan prezydent tych plotek o ewentualnym starcie premiera Morawieckiego w wyborach prezydenckich?”. Duda się wije jak piskorz: – „Media co chwila o to pytają, spekulują, taka jest wasza rola”. Po czym z tej mocy prezydent błaga: – „Błagam, zatrzymajmy się w tych publicystycznych dywagacjach”. Bracia Karnowscy, jak Trump, zostawiają Dudę w „strategicznej” pozycji i wywiad toczy się dalej gładko.

Ale na innej kolumnie tygodnika „Sygnalista nadaje” przyłbica jest podniesiona i bez owijania w bawełnę zostało napisane: – „Zdaniem „Faktu” obecny premier Mateusz Morawiecki może być kandydatem PiS na prezydenta. W takim scenariuszu Andrzej Duda nie dostałby poparcia macierzystej partii. Rzeczywiście taka plotka od dość dawna krąży po Warszawie. Ale to scenariusz bardzo ryzykowny. Bo w Pałacu Prezydenckim stawiają sprawę jasno: jeśli PiS nie wystawi Dudy, to on i tak wystartuje”.

Duda może się pocieszać, że on z tej mocy stoi, bo Morawiecki wygląda, jakby leżał. Cios, jaki zadała Morawieckiemu taśma z afery podsłuchowej, raczej nie wyszedł z Kancelarii Prezydenta. Nie można jednak tego wykluczyć, bo w walce o stołek mógł Duda zawrzeć przymierze ze Zbigniewem Ziobrą i Mariuszem Kamińskim. Wszak tego ostatniego ułaskawił z wyroku trzech lat więzienia.

Morawiecki dostaje następne ciosy. Leżący premier dostaje po raz drugi od Sądu Najwyższego, który wydawało się, że został ograny. Za wcześnie trąbiły te wszystkie fanfary w PiS, gdy ZUS w Jaśle wycofał skargę do Sądu Najwyższego, a ten sformułował na tej podstawie pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE. Sąd Najwyższy obchodzi sztuczkę ZUS i zadaje TSUE te same pytania, ale w oparciu o inną sprawę, już bez ZUS-u. Prosi o połączenie tych spraw i zastosowanie trybu przyspieszonego, który tryb ta pierwsza sprawa już ma.

Jakby tego było mało Morawiecki dostaje plombę od Junckera i Timmermansa, którzy w imieniu Komisji Europejskiej składają do TSUE skargę w sprawie Sądu Najwyższego, a tak naprawdę w sprawie niepraworządności. W tym ostatnim wypadku mamy do czynienia zdecydowanie z czymś groźniejszym, z możliwościami sankcji finansowych, które mogą zostać nałożone na Polskę. Morawiecki leży, wcale nie na ringu, ale w klatce sportów walki i okłada go bynajmniej nie Duda.

Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, a sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku.

Może to ten moment, że na PiS i sojusznika partii rządzącej Kościół katolicki – trzymającsię słynnych słów Bartłomieja Sienkiewicza z taśmy z „Sowy & Przyjaciele” – ruszyła lawina „ch…, d… i kamieni kupa”. Mateusz Morawiecki może nie pozbierać się z afery podsłuchowej, choć tylko jedna taśma jest dostępna, dopiero teraz Onet przepisał z niej słowa kiepsko słyszalne. Premier klnie jak szewc, nie jest to jakaś straszna wada. Słyszymy jednak, jak się mieni być przyjacielem polityków Platformy i nie jest takim kołtunem, jakim chciałby być wśród kraczących pisowców.

Jak się ma Morawieckiego rechrystianizacja do stwierdzenia, iż nasz naród powinien 300 lat temu zrobić porządne Oświecenie: „…oczywiście trzysta lat temu daliśmy dupy i zamiast mieć porządnie Oświecenie”. Premiera mamy więc zakłamanego do trzewi. Przyznam, że nie jest jednak orłem intelektu, taki sobie przedstawiciel elity. Ta taśma uzmysławia coś innego, mianowicie dysponent nieujawnionych taśm zadecyduje o losach Morawieckiego i być może pisowskiej władzy.

Inna pułapka PiS została uruchomiona przez policjantów, którzy wyszli na ulice Warszawy, aby domagać się podwyżek. Jeżeli jest taka wspaniała sytuacja gospodarcza w kraju, Morawiecki obiecuje kolejnym grupom społecznym świadczenia socjalne, różne plusy dodatków, to dlaczego nie ma ich dla policjantów, którzy ponoć zarabiają mniej niż kasjerka w Biedronce.

Były minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz przyznał się do zaniedbań w sferze wynagrodzenia mundurowych: – „Policjanci klepią biedę. Za moich czasów klepali biedę, za czasów moich poprzedników też. Nic nie mogłem z tym zrobić, ale życzę im powodzenia, żeby nie żyli w takiej biedzie, w jakiej żyją”. Manifestowało blisko 30 tys. funkcjonariuszy.

Sojusznik rządzących Kościół katolicki znalazł się w najgłębszej zapaści po 1989 roku. Nie dość, że „Kler” Wojciecha Smarzowskiego w weekend obejrzało milion widzów (rekord wszechczasów, „Wiadomości” TVP pocieszyły duchownych tym, że „tylko w 3 dni „Kler” zbojkotowało 37 mln Polaków” – przepisuję z paska), to jeszcze Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji dotyczące wyroku w sprawie kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana B. Sąd zasądził na rzecz kobiety milion złotych odszkodowania i dożywotnią rentę.

Ten precedens otwiera ścieżkę prawną w kwestii pedofilii kleru. Wg znawców przestępstwo pedofilii dotyczy wielu funkcjonariuszy Kościoła. „Kler” Smarzowskiego poza tym otwiera oczy i umysły katolikom, którzy od dzieciństwa byli indoktrynowani.

Zdaje się, że jesteśmy na progu przewartościowań, które mogą doprowadzić do takiego odbioru kleru i zniechęcenia się do Kościoła, jaki dokonał się w Hiszpanii i Irlandii, w krajach katolickich. Ucierpi na tym też PiS, który z Kościołem związał się stułą na dobre i na złe. Nie zajrzeli pod ornat i za to zapłacą.

Dyzma IV RP Ziobro chce nimi skończyć karierę Dyzmie III RP Morawieckiemu

Osoba Mateusza Morawieckiego wymyka się opisowi, nie dlatego, że prezentuje bogatą osobowość. On jest wewnętrznie ubogi (po  staropolsku – nikczemny), a intelektualnie nakierowany na konsumowanie kariery. Świadczą o tym mało ambitne lektury literatury pięknej („Winnetou”), a jak już podpisał swoim nazwiskiem pozycję książkową, była to praca szwajcarskiego prawnika prof. Franka Emmerta, którego był studentem, a więc w istocie plagiat.

Stefan Chwin nazywa formację pisowską handlarzami złudzeń. Tę umiejętność premier opanował do perfekcji. A ja porównuję go do Nikodema Dyzmy III RP, choć wyszedł z wyższej klasy społecznej, lecz temperament ma podobny bohaterowi Dołęgi-Mostowicza. Morawiecki musi stwarzać miraże, bo nie potrafi kreować rzeczywistości, nie potrafi się z nią mierzyć. Na razie jako premier konsumuje to, co wypracowali poprzednicy, ale to już się kończy, na horyzoncie niedalekich zdarzeń grzmi katastrofa.

Na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie znowu szastał pieniędzmi: – „Podjęliśmy decyzję (…) przeznaczyć wiele miliardów złotych więcej na naukę z jednej strony, z drugiej właśnie na służbę zdrowia”. Później się okaże, że to mniejsze kwoty niż za rządów PO-PSL. Morawiecki po prostu chlapnął, bo miał okazję, gdyż w kalendarzu zaznaczono przemówienie na początek roku akademickiego.

Gdyby przejmował się służbą zdrowia, pojechałby do Przemyśla, gdzie już 29 dzień trwa protest głodowy pielęgniarek. To byłoby rządzenie, a nie handlowanie złudzeniami. Żalił się Morawiecki, iż z Polski wyjechało 20-25 tys. lekarzy, naprędce obliczył, ile kosztowali budżet i wyszło mu 20-30 mld zł. W arytmetyce jest dobry, ale nie w analizach socjologicznych i na ich podstawie szukania rozwiązań. W ten prosty sposób jako prezes banku sprzedawał kredyty we frankach szwajcarskich, na polskich klientach zarobił miliardy dla zagranicznych właścicieli, którzy następnie Morawieckiemu wypłacili za pracę kilkanaście milionów zł.

Dyzma III RP potrafił się podpiąć pod poprzedni rząd, gdzie nie zrobił większej kariery, był tylko doradcą. Morawieckiemu nie zaszkodziła w karierze afera podsłuchowa, wystąpił na kilku taśmach, ale one – jak dotąd – nie zostały opublikowane.

Dlaczego wiedza o nich wypłynęła dopiero teraz? W PiS odbywa się bezpardonowa walka o przywództwo po Jarosławie Kaczyńskim. Prezes najprawdopodobniej naznaczył Morawieckiego, a to się nie może podobać byłemu delfinowi Zbigniewowi Ziobrze, który wszak jako szef resortu sprawiedliwości pozyskał taśmy z przesłuchań Marka Falenty i jego kelnerów.

Widmo afery taśmowej krąży nad Morawieckim. Dyzma IV RP Ziobro chce nimi skończyć karierę Dyzmie III RP Morawieckiemu. Jak to się skończy? Raczej nie za kulisami, bo jeżeli wypłynęła wiedza o taśmach, wypłyną i one. Morawiecki nie potrafił tego powstrzymać, więc na razie przegrywa z konkurentem we własnej ekipie rządowej.

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania swojego listu podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidów, ale tyle było w nich Photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to nie zjawia się w Sejmie, w którym dostaje pensję. W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie zostało podane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Andrzej Duda tak marzył, aby zostać prezydentem Polaków, iż zrealizowało mu się choć częściowo to pragnienie. Został prezydentem wszystkich botów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła tylko jedną umowę z kampanii sztabu wyborczego Dudy ze spółką tworzącą fałszywa konta w internecie.

Mamy wiedzę o jednym tylko rachunku, dotyczącym krótkiego odcinka czasu. A zatem można powiedzieć, że to wierzchołek góry lodowej. Jak się to ma do moralności chrześcijańskiej? Jak wszyscy wiemy, Duda to katolik na pokaz. Jak widzi sutannę, to pada na kolana i całuje w pierścień. Wartości chrześcijańskie Dudy mają się tak do botów, jak kleru do pedofilii. Gwałt – kleru na dzieciach, Dudy na prawie. Brud – i tyle.

Ktoś powie, że boty nie głosują. Boty jednak sieją propagandę taką, z jaką mieliśmy do czynienia w Czechach. Niedawno w ojczyźnie moich ukochanych pisarzy Hrabala i Kundery poparcie dla Unii Europejskiej było rzędu 70 proc. Po propagandzie antyunijnej spadło do 30 proc. Można mniemać, iż w Polsce z 80 proc. sympatii do UE spadnie po pisowskim obrzydzaniu Brukseli do 40 proc.

Wynajęcie botów jest bezprawne, wbrew kodeksowi wyborczemu. Powinno być zaskarżone. Dzięki temu Duda wygrał. W spółce, która przyjęła zlecenie sztabu Dudy Elchupacabra sp. z o.o., prezesami są byli asystenci Adam Bielana, spin doctora PiS.

Wszystko się domyka. Duda poza tym jedzie do Donalda Trumpa i będzie mógł z nim przybić sztamę. Unia Europejska jest be („wyimaginowana wspólnota”), te same brudne chwyty stosowały ich sztaby w internecie. Trumpa wspomagały rosyjskie boty. Trump weźmie go za swojaka, a jak jeszcze Duda zagada do niego po rosyjsku, to małodiec zostanie nagrodzony niedźwiadkiem.

Możliwe, że Duda nie musi się martwić wynikami wyborów prezydenckich. Mamy pierwsze jaskółki, jak będą wyglądały komisje wyborcze. Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” Tomasz Żółciak podaje skład 9-osobowej komisji wyborczej w Redzie – 7 członków to reprezentanci PiS, jedna osoba jest z PSL i jedna wskazana przez komisarza wyborczego.

Przepraszam! Jak w takim wypadku można przegrać! Aż ręka świerzbi, aby zespół wespół dosypać potrzebnych głosów do wygranej kandydata PiS. Przecież nikt nie nakryje, nie wyda – sami swoi. Duda więc może odetchnąć, boty nie będą już potrzebne, aparat partyjny wie, co i jak zrobić, aby „zasłużenie” wygrać!

Partia Jarosława Kaczyńskiego wywołuje coraz powszechniejsze przeświadczenie za granicą, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami.

PiS naprawdę nie ma kadr. Wynika to przede wszystkim z podstawowej przyczyny – ktoś posiadający fach, mający pojęcie o jakiejś dyscyplinie i potrafiący kreować, nie będzie się garnął do nieudaczników, do partii specjalnej troski, w której lider musi zakłamywać swoją przeszłość opozycyjną w PRL-u, a bratu dorabiać legendę, bo w rzeczywistości byli postaciami siedmiorzędnymi, których nikt nie zapamiętał.

Nieszczęście dla kraju polega na tym, że ten przypadkowy zbiór polityków powinien zostać marginesem, folklorem politycznym. Nie powinniśmy sobie zaprzątać nimi głowy ani zastanawiać się, dlaczego nieudacznik nazywa innych gorszym sortem, elementem animalnym. Wszak takich z niedostatkiem rozumu można spotkać na każdym kroku, wystarczy wyjść z domu.

Partia bez kadr może promować tylko takie postaci, jak Sabina Zalewska, która chciała zostać Rzecznikiem Praw Dziecka i pewnie by się jej udało, bo przeszła kwalifikacje partyjne, w których trafnie odpowiedziała na pytania ideologicznie, iż życie zaczyna się od poczęcia, in vitro jakoby narusza prawo dziecka do tożsamości, a gender jest brzydkie, bo kler tak twierdzi. Zostałaby ta osoba funkcjonariuszem państwowym, ale traf chciał, że nie potrafi skonstruować myśli własnych i ucieka się do plagiatu, kradnie własność intelektualną. Wykrył to „Tygodnik Powszechny”, a przecież mogło się tak nie stać. I mielibyśmy to, co w PiS jest normą, iż „nikt nam nie powie, że białe jest białe” i Rzecznik Praw Dziecka byłby faktycznym Rzecznikiem Obrony Rodziców przed Dzieckiem.

Inna kabaretowa postać Mariusz Błaszczak modernizuje armię w ten sposób, że tworzy nową dywizję Wojsk Lądowych. Kreowanie znów polega na tym, że jest ono markowane – mianowicie dywizja powstaje z dwóch istniejących brygad i trzeciej nieistniejącej. Generałowie łapią się za głowy, co też ten Szwejk Błaszczak wymyślił, a do tego umieszcza ją w Siedlcach, w miejscu, gdzie łatwo jest ją obejść w tzw. manewrze Paskiewicza, z którym sobie poradził Józef Piłsudski w 1920 roku. Generał Mirosław Różański zwraca uwagę: – „Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu”.

Szwejki PiS kompromitują nas na zewnątrz. W walce ze społeczeństwem obywatelskim padła Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog. Została przez służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu (przypominam: zasądzono mu trzy lata odsiadki, ułaskawiony został przez Dudę, ale taka łaska na pstrym koniu jeździ) wydalona z Polski i ze strefy Schengen na podstawie arbitralnej decyzji.

W tym przypadku (ale dotyczy to także Błaszczaka) można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż mamy do czynienia ze spełnieniem życzeń Rosji. Działania Kremla w decyzjach PiS są widoczne aż nadto. Niemcy musieli odblokować status persony non grata dla Kozłowskiej, dzięki temu wystąpiła w Bundestagu w najsłynniejszym obecnie t-shircie „KONSTYTUCJA”.

Mamy wiedzę, że Moskwa maczała swoje palce na korzyść PiS w aferze podsłuchowej. Były szef ABW Krzysztof Bondaryk twierdzi nawet, że z taśmami to jeszcze nie koniec. Marek Falenta i jego kelnerzy więcej ich wyprodukowali: – „Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań rosyjskich służb specjalnych”. A taśmy: „jeśli są, to będą wykorzystane”.

Więc nie bądźmy zdziwieni, że PiS działa z życzenia Kremla, skłóca nas w Unii Europejskiej i z niej wyprowadza. Najlepsi do tego są Szwejkowie, nieudacznicy, jak wyżej wspomniani i nieukrywający swoich sympatii prorosyjskich tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel.

PiS spełnia coraz powszechniejsze w Europie przeświadczenie, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami, nie są w stanie wypełnić minimum standardów demokratycznych. Łatka „chory człowiek Europy” znowu jest aktualna dla Polski pod rządami PiS.

Trzy felietony Waldemara Mystkowskiego.

Politycy PiS znajdują się na finiszu walki o stołek prezesa, który jeszcze może pokwęka na wiecach w kampanii wyborczej, ale będą to 5-10 minutowe wystąpienia, bez większej wartości merytorycznej, raczej z komunikatem „szef ma się dobrze”, co wiadomo, iż odczytuje się – ma się źle. Widać to aż nadto.

Finiszuje dwóch delfinów, którzy wyrwali się całemu peletonowi PiS, w tym Andrzejowi Dudzie, ten ciągle łapie gumy i jest doprowadzany do peletonu przez zawodników z własnej kancelarii, a nawet ci odmawiają współpracy, jak Krzysztof Łapiński, aby na ich plecach wiózł się ten maruder.

Może dojść do sytuacji, iż nie będzie chciał współpracować z Dudą żaden zawodowiec i zostanie skazany na amatorów, a tym samym na niewystawienie do reelekcji.

Finiszują po funkcję prezesa Mateusz Morawiecki i Joachim Brudziński, którzy zawarli tymczasowy sojusz antydudowy – o czym w „Newsweeku” pisze Renata Grochal. Intryga z australijskimi fregatami Adelaide się powiodła. Duda został ograny jak zwykły cienias.

Prezydent już nie dojdzie uciekinierów, nie ma na to szans. Oni zaś są skazani na konflikt, bowiem stołek prezesa jest jeden. I raczej Morawiecki w tym starciu jest przegrany. Prowadzi – to prawda. Lecz na przodzie bierze się wiatr na siebie, a rywal wiezie się na kole, do tego potrzeba tylko 90 procent wysiłku prowadzącego. A zatem Brudziński ma przewagę 10 proc., z której skorzysta, gdy zobaczy kreskę mety i będzie musiał wyminąć Morawieckiego.

Brudziński oprócz tego ma aparat partyjny pod sobą, on go kształtował i zna pisowski beton na wylot, zna ich słabe punkty, staną za nim, a nie za transferowanym Morawieckim. Oczywiście, o wszystkim może zadecydować prezes i zdyskwalifikować, jednak jest uwięziony w sidłach. Sam je zastawił na Nowogrodzkiej, gdzie otoczył się kordonami ochroniarzy.

Brudziński więc zawsze może zachować się jak Beria w stosunku do Stalina. Znajdujemy się w podobnej logice tragedii. Może dojść do innych rozwiązań, ale byłyby one wbrew gatunkowi samospełniającej się tragedii.

Mógłby do gry wejść – na zasadzie bonifikaty – Patryk Jaki, gdyby wygrał wybory samorządowe w Warszawie. Mamy do czynienia z jego desperackimi próbami przekonywania warszawiaków do siebie. Niczym Filip z konopi rzucił na agendę projekt 19. dzielnicy Warszawy, który szybko okazał się humbugiem, fantomem, kitem.

Przecież nie startuje na dewelopera Warszawy, a przy tym ową 19. dzielnicę usadowił na terenach zalewowych, chronionych projektem ekologicznym Natura 2000. Uwagę zwrócił mu Rafał Trzaskowski, że ta 19. dzielnica już jest, gdyż teren zalewowy jest integralny dla działu wodnego Wisły. Oprócz tego wyszła impotencja twórcza Jakiego i jego sztabu, gdyż ów pomysł zastosował Lech Kaczyński, gdy startował z prezydenta Warszawy na prezydenta Polski i obiecywał warszawiakom park technologiczny na Siekierkach. Jaki więc zaserwował ogrzewane kotlety.

Oprócz tego, że 19. dzielnica jest w budowie, ma stronę w internecie, buduje ją hiszpański deweloper Pro Urba. Może zajść podejrzenie, iż to zamierzona wpadka, darmowa reklama, bo mieszkania w tej ekskluzywnej dzielnicy są do kupienia. Jakim zatem powinny zająć się służby, policja, a nawet jego szef Ziobro.

A przy tym zaprezentowany projekt to pół godziny pracy w programie Adobe. Amatorszczyzna, humbug, jak cała partia PiS z delfinami włącznie, z którymi wyborcom tej partii tak czy siak wyjdzie na łyso.

Koalicja Obywatelska do kampanii samorządowej wyrusza z sześcioma hasłami wyborczymi – 1) Edukacja – przyjazna, nowoczesna szkoła; 2) Darmowy bilet dla dzieci i młodzieży; 3) Schetynówki, Orliki, ścieżki rowerowe: 4) Polska bez smogu: 5) Polska senioralna – szacunek i aktywność; 6) Jeden gospodarz regionu.

Większość tego programu dla Polski lokalnej jest obca PiS-owi, partii Kaczyńskiego przeszkadza samorządność, bo stoi przeciw centralizmowi, jaki przyświeca partii dążącej do autokratyzmu i pewnej formy reżimu, despotii.

Na warszawską konwencję Koalicji Obywatelskiej PiS odpowiedział swoją – trzecią już – we Wrocławiu, w mieście, w którym ograbiono składki PCK przeznaczając je na pisowską kampanię wyborczą.

Do Wrocławia ściągnięto nawet Jarosława Kaczyńskiego, aby powarczał, jeszcze jedno ulubione słowo prezesa, właściwie określa stan jego świadomości, wg niego niektóre samorządy (niepisowskie, a w większych miastach tylko takie są) warczą na rząd. Taki też będzie główny cel PiS po tych wyborach: odebrać samorządom samodzielność.

Prezes PiS został odpicowany jak największa gwiazda filmowa po przejściach, pokaźną ilość pudru na jego obliczu było widać nieuzbrojonym okiem i na szczęście dla niego nie było wiatru, który mógłby zdmuchnąć makijaż. Prezes zrobił sobie zdjęcie z kandydatami z Dolnego Śląska i powiedział kilka słów do mikrofonu na konwencji.

Jedyny konkret Kaczyńskiego dotyczący samorządów padł w słowach określających układy w Polsce samorządnej, lokalnej: „w Polsce zaczną znikać, te różne, samodzielne, maleńkie, większe, a czasem i całkiem duże księstwa i księstewka”.

Na walkę z niezależnością sądownictwa ukuto termin „kasta”, na samorządy „księstwa”. Wiemy zatem pod jakim pretekstem odbędzie się walka PiS z samorządami, z Polską regionalną – „księstewka i księstwa”.

Dowieziony do Wrocławia prezes już się jednak nie liczy, widać to w fizycznym przekazie, jest trzymany w tej partii jak gensek Breżniew w KPZR, jego następcą jest tymczasowo Mateusz Morawiecki, na którego barkach opiera się kampania PiS. Morawiecki ma powszechna wadę polskich polityków – mówi nie na temat.

Gaworzył o gabinecie cieni, który ni przypiął, ni przyłatał ma się do samorządów. Odnotujmy słowa odnoszące się do PO: „Przecież przez 8 lat mieli tak naprawdę gabinet cieni. Sadzący się na wielkość Morawiecki jest cieniasem, który nie stanie w szranki debaty z liczącym się politykiem Koalicji Obywatelskiej, bo każde jego kłamstwo (a przypomnę, że ma przeciętną rekordową: 2,5 kłamstwa na jedno wygłoszone zdanie) zostałoby pokazane jak na dłoni, a następnie paznokciami dialektyki zmiażdżone jak chityna wszy.

Konwencja PiS we Wrocławiu była negatywem konwencji Platformy. Kaczyńskiemu i Morawieckiemu w istocie nie chodzi o to, aby wygrać w jakimś dużym mieście, ale aby obrzydzić samorządność jako „księstewka”, a przede wszystkim obrzydzić opozycję „jako gabinet cieni”.

W tych wyborach i następnych decydujemy o Polsce nie tylko samorządnej, ale wolnej, otwartej, liczącej się w Europie. Musimy odzyskać kraj, aby PiS dalej nie degradował wszystkiego, co z takim trudem zdołaliśmy osiągnąć.

Były rzecznik ministra sprawiedliwości Sebastian Kaleta przyznał, że w rejestrze pedofilów „nie znajdują się księża” (tweet z 5 września), gdyż „księża nie popełniają najbrutalniejszych przestępstw (tam się znajdują brutalne gwałty)”. Gwałt na dziecku nie należy do brutalnych? Zaiste, przewrotna to moralność. Kaleta, który zrezygnował z rzecznika na rzecz zasiadania w komisji ds. reprywatyzacji w Warszawie zabezpieczył się w tym tweecie nawiasem, w którym umieścił zastrzeżenie „w rejestrze niejawnym”.

Mniej więcej sens tego jest taki, iż złodziej sądzony o kradzież miliona złotych twierdzi, że nie mógł ukraść miliona, bo jest biedakiem, o czym świadczą jego konta bankowe, na których ma debety. A sąd mówi, że ich śledczy odkrył konto złodzieja w raju podatkowym na Kajmanach, na którym ma ukradziony milion. Złodziej jednak zapiera się, że to konto niejawne.

Otóż jawne jest, że kler dopuszcza się pedofilii (przemocy wobec najsłabszych, wobec dzieci) z racji perturbacji seksualnych spowodowanych celibatem, o czym świadczą „rejestry jawne” w USA, bardzo głośne ujawnione ostatnio akty pedofilii kleru w Pensylwanii (określono to zjawisko jako katolicka mafia pedofilska), także w Irlandii. Pedofilia w tym kraju – już byłym katolickim – spowodowała masowe odejście wiernych z Kościoła.

„Rejestr niejawny” ma taki sam sens, jak biskupi niejawnie przerzucający z parafii do parafii księży pedofilów. Bodaj najpowszechniejszy proceder krycia kumpli w sutannach, zmowa zawodowa klerykalnej kasty. Bliski współpracownik Ziobry twierdzi – logicznie interpretując jego tweeta – że resort ukrywa pedofilów w sutannach na niejawnych rejestrach, o czym pisze w „Wyborczej” Marcin Kącki – „Księża wyjęci z rejestru pedofilów”. Czyli znaleźli się na Kajmanach zakłamania ministerstwa sprawiedliwości.

No i Ziobro obudził się, przeczytał „Wyborczą” i ten magister prawa dostał piany na ustach. Nie jest oczywiście zdolny do stworzenia metafory z Kajmanami, ale do parcianej dosłowności owszem. Mianowicie – do zastraszania. Nazwał artykuł Kąckiego kłamstwem, a innym dziennikarzom i mediom zapowiedział pozwy, jeżeli „rozpowszechniać będę kłamliwe informacje w sprawie”.

Mógłbym zacytować retorykę medialną Ziobry, ale nie narażę czytelników na słowotok ministra (jawną logoreę), w każdym razie zastrasza pójściem do sądów, bo mniema, iż sądy stały się już pisowskie, partyjne. Ale i one zaczynają się wyłamywać spod partyjnego zawłaszczenia pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości UE.

4 felietony Waldemara Mystkowskiego.

W PiS działa instytucja „transferu”: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Zbigniew Ziobro ma w Sejmie tylko osiem szabel, nie jest to powalająca siła i nie musi chronić go przed odsunięciem od władzy przez prezesa Kaczyńskiego i jego nominatów. Ziobro buduje swoją moc na frontach prokuratorskim i sądowniczym.

Minister sprawiedliwości miał już iść do rekonstrukcji przy zmianie premiera – z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, uciekł spod topora, ale co ma wisieć, nie utonie. Czy ta reguła rewolucyjna znajdzie zastosowanie jeszcze podczas rządów PiS, czy dopiero po zmianie władzy?

W każdym razie Ziobro zasłużył na coś więcej niż tylko Trybunał Stanu. W PiS jest postrzegany jako „regularny psychopata” – o czym pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski. Psychopata zbiera materiały nie tylko na opozycję, ale i na swoich. Te mogą się przydać, gdy Ziobro znajdzie się pod polityczną pętlą i grunt będzie usuwał mu się spod stóp. Wygląda na to, że Ziobro nie skończy jak normalny człowiek: albo swoi go posadzą, albo opozycja, która dla dobra Polski będzie musiała ukarać przykładnie takich niszczycieli.

Morawiecki to ciągle królik wyciągnięty z kapelusza przez prezesa. Bez wsparcia aparatu partyjnego nic nie może. Zdaje się, że pozyskał dla swoich celów najpotężniejszą postać w PiS po bogu Kaczyńskim, Joachima Brudzińskiego, a ten w żelaznej garści trzyma aparat PiS w terenie.

Kluczem Mateusza Morawieckiego do usunięcia Ziobry może być wsparcie tatusia Kornela, który kilku posłów wyciągnął z Kukiz ’15. Mogliby zastąpić owe 8 szabel Ziobro. Oczywiście jeszcze istnieje instytucja „transferu”, która w PiS działa na zasadzie korupcji: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Ziobro zawiódł w dziele niszczenia opozycji, źle wybrał cel ataku na „totalną opozycję”. Były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski to bardzo kiepski pomysł, od razu Ziobro powinien się w tym zorientować. Gawłowski najpierw sam zrzekł się immunitetu, w areszcie wydobywczym nie załamał się, po kilku miesiącach wyszedł i opowiedział, jak CBA chciała go korumpować, gdy siedział. Ziobrze nawet nie pomoże prezes Kaczyński, który zapowiedział rozszerzenie zarzutów prokuratorskich w stosunku do Gawłowskiego.

W ogóle mitem okazała się pisowska formuła publicystyczna „przez 8 lat rządów PO-PSL…”. Właśnie za upadek tego mitu Ziobro może beknąć. PiS nie znajduje żadnych haków na poprzedników, elektorat własny może się zniecierpliwić, bo miał dostać igrzyska, a otrzymuje tylko suchary.

W takich strukturach sekciarsko-mafijnych jak PiS winny musi się znaleźć. Ziobrę szykują na kozła ofiarnego. Miał sadzać wrogów politycznych, a ci wychodzą na wolność z aresztów wydobywczych i jego oskarżają. Czuć w PiS bojaźń i drżenie, bo po wyborach nie tylko zawiśnie pętla nad Ziobrą, ale przede wszystkim nad Beatą Szydło, poszczególnymi ministrami i nad prezydentem Dudą.

Polska polityka musi się rozprawić ze swoją ciemną stroną, jaką reprezentuje PiS. Partii Kaczyńskiego nie można rozgrzeszać, iż jest przedstawicielką polskiej bylejakości. Łajdactwo ma być nazwane i osądzone, aby nie ciążyło nad państwowością. W naszych dziejach takie zamiatanie pod dywan skutkowało tym, że traciliśmy niepodległość.

Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica.

Wywiad z Kornelem Morawieckim opublikowany w prawicowym tygodniku „Do Rzeczy” wyjawia, o czym tatuś Morawiecki z synem Mateuszem rozmawiają przy stole rodzinnym. Dowiadujemy się więc, jak jest wykuwana polityka polska – oprócz rzecz jasna łoża boleści prezesa Kaczyńskiego, który zrywa się na silnych antybiotykach i bieży pod opieką ochroniarzy do mediów, aby popluć na tego i owego.

Morawieccy to zaiste ciekawy przypadek psychologiczny. Przypadek nietypowy, bo wielce zdeformowany. Narracyjnie rzecz ujmując, Kornel Morawiecki w PRL byłby typowym produktem tamtego czasu, a jego „Solidarność Walcząca” nie tyle walczyła z komuchami, co z „Solidarnością”. Takich ludzi w historii i w narracji nazywamy zakałami.

Odprowadzałem na dworzec swoich kolegów z opozycji, którzy w stanie wojennym nie wytrzymywali presji, jeden był poetą, drugi plastykiem, a trzeci zwykłem cwaniaczkiem.  I taka też jest cała kombatanckość starszego Morawieckiego – wziąć nogi za pas, nie odpowiadać za innych. Wyobraźmy sobie, że z Polski wybywają w taki właśnie sposób Lech Wałęsa, Adam Michnik, Jacek Kuroń, Tadeusz Morawiecki, Waldemar Kuczyński i inni.

To gdzie byśmy dzisiaj w historii tkwili? Albo przed Mongolią, albo za Mongolią. I takie są historycznie zasługi Kornela Morawieckiego – za albo przed Mongolią. Lecz Morawiecki to cwaniaczek, jakich w Polsce mało. Potrafił tak wypromować się na opozycyjności, jak mało kto. Ba, uważam, że do niego należy rekord gołosłowia walki z komuną. Wszak swego syna Mateusza, który ma średnie zdolności intelektualne, umieścił w jednej z korporacji bankowych jako twarz Polski suwerennej.

Zastanawiałem się, na czym polega fenomen Mateusza Morawieckiego. Wszak słyszę, jak się wypowiada, co ma do powiedzenia – i niestety stwierdzam, że to przeciętniak, a gdy zostaje dociśnięty, to wychodzą mu braki niegodne zajmowanego stanowiska, które sprawuje. Jak to się dzieje, że taki przeciętniak został największym beneficjentem III RP?

Nikt – a w każdym razie nie znajduję podobnej kariery – niezasłużenie nie zrobił jej w III RP i tak się wysoko wywindował na legendzie innych. Mateusz Morawiecki zarobił dziesiątki milionów w III RP i omamił prezesa Kaczyńskiego, a ten z braku laku zrobił z niego premiera. Powiedzieć o premierze Morawieckim Nikodem Dyzma, to nic nie powiedzieć, bo popularny pisarz z międzywojnia swego nuworysza na końcu powieści fabularnie kompromituje, nie daje mu szansy zatopienia II Rzeczpospolitej.

A co dzieje się dzisiaj? Dyzma Morawiecki robi krok dalej, jako premier kompromituje Polskę. Jego tatuś Kornel Dyzma w wywiadzie dla prawicowego tygodnika wyjawia, o czym rozmawiają przy stole rodzinnym i jaka czeka nas przyszłość, gdy będzie dalej rządzić formacja polityczna, której lider w stanie wojennym zaspał na jego rozpoczęcie, zaś ojciec obecnego premiera spłoszył się, gdy Jaruzelski tupnął.

O Kornelu Morawieckim nie raz pisałem, jest wielce cwany i zwyczajnie nie za bardzo rozumiejący uwarunkowania polityki. Jeden szczegół z wywiadu zdradza, dokąd jesteśmy prowadzeni, a jesteśmy prowadzeni na rzeź geopolityczną. Wg tatusia premiera, Rosja nie prowadzi agresywnej polityki, wojna hybrydowa na Krymie i w Donbasie to wojna domowa w Rosji, a sankcje Unii Europejskiej nałożone na Rosję są niesprawiedliwe dla Putina. Taki człowiek jak Kornel Morawiecki jednak zaistniał w przestrzeni publicznej. Niewiele zrozumiał z I Rzeczpospolitej, a przede wszystkim z myśli politycznej dotyczącej Wschodu, z którą zmagali się tacy giganci, jak Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc.

Niespecjalnie interesuje mnie niedyspozycja intelektualna starszego Morawieckiego, a także to ,co przekazał synowi Mateuszowi, ale interesuje mnie Polska, lecz nie taka, jaką realizuje premier, bo on co rusz przewraca się niemal w każdej sferze, w której wypowiada się. Rozmowa z Kornelem Morawieckim daje wgląd w rozmowy rodzinne z synem Mateuszem.

Z grubsza tak rozmawiali o Rosji targowiczanie Szczęsny Potocki z Franciszkiem Branickim i taki jest sens i wymiar rozmów starszego i młodszego Morawieckich. Jeden wzrósł na opozycyjności innych w PRL – Wałęsy, Michnika i podobnych. Drugi jest największym beneficjentem prosperity III RP. Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica. Jeżeli ten idiom historyczny miałby jeszcze raz zwyciężyć, to Morawieccy zastąpią niesławne postacie I Rzeczpospolitej.

Ujawnione przez OKO.press operacyjne działania policji i tajniaków wobec protestów w obronie niezależności sądów w lipcu ubiegłego roku powinny przerażać. Ale nie przerażają.

Dlaczego? Bo tego się spodziewaliśmy. Do inwigilowania protestujących rzuconych zostało tylko w Warszawie przeszło 2 tys. zwykłych policjantów i „niezwykłych” z wydziałów kryminalnych, do walki z przestępczością narkotykową, gospodarczą, itd.

Dotyczy to tylko Warszawy, podobnie z pewnością było w innych miastach, np. w Poznaniu protesty miały większe rozmiary, zresztą jak i w roku bieżącym. Dowiadujemy się o tym po roku i dowiadujemy się szczegółów, w jaki sposób inwigilowani byli liderzy opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Nie dziwią też groteskowe raporty, policja przypomina milicję z czasów PRL.

Obecna władza jest żywcem przeniesiona z PRL, mam na myśli choćby ministrów spraw wewnętrznych – z ubiegłego roku Mariusza Błaszczaka i ministra z rządu Mateusza Morawieckiego, Joachima Brudzińskiego. Obydwaj aparatczycy rodem z „Ucha prezesa”, albo z archiwalnych skeczów kabaretu Tey.

Ujawnione dane są wierzchołkiem góry lodowej inwigilacji ubiegłorocznych protestów. To w istocie wierzchołek państwa policyjnego, które ze swej natury jest państwem bezprawia łamiącym Konstytucję.

Jak po upadku PRL utworzony został Instytut Pamięci Narodowej (IPN), tak po upadku PiS powinien powstać Instytut Badania Bezprawia Władzy PiS (IBBWPiS), bo muszą „spisane być czyny i rozmowy”.

Tymczasem musimy sobie radzić. Musimy uczyć się nowych form oporu pokojowego, aby nie doszło do sytuacji, jak mówi jeden z liderów społeczeństwa obywatelskiego Paweł Kasprzak, gdy „wystarczy, żeby ktoś podstawiony pierdyknął workiem z czerwona farbą w twarz policjanta i zacznie się jatka”.

Musimy wyzbyć się podejrzliwości wobec siebie, bo po takich enuncjacjach o tajniakach umieszczonych pośród nas łatwo o chorą nieufność, a ta może szybko przerodzić się w agresję. Protesty więc winny być podstawą wspólnot, w których ze sobą się rozmawia i bliżej poznaje.

Ogromne znaczenie mają osobowości liderów opozycji. W dalszym ciągu wśród protestujących widzę dużo nadziei, żaru i siły. Po przeszło dwóch latach protestów wobec rządów PiS są to twarze uśmiechnięte, nie naznaczone resentymentem, albowiem tylko wtedy bezprawie i zamordyzm upadną, gdyż boją się otwartości i ludzi gotowych do dialogu.

Będą na nas słać swoich agentów, ale nie lękajmy się ich, zło jest zawsze słabe, bo zło jest tchórzliwe, otacza się kordonami i zamyka w twierdzach, w których jedyną przyszłością jest odejście, śmierć.

Jarosław Kaczyński obudził się z medialnej śpiączki, od razu pojawiły się rozliczne znaki zapytania. Jak głęboko był uśpiony i jak głęboko sięgają jego macki? A że sięgają, nie trzeba nikogo przekonywać, bo IV RP lat 2005-2007 to był kraj, gdy zbliżyliśmy się do standardów republiki bananowej. Teraz dłużej trwa ten niezachodni standard, więc można mniemać, że tamte rekordy padły, mamy do czynienia z nowymi.

Podczas wywiadu w TVP prezes był puścić farbę o pośle Platformy Obywatelskiej, Stanisławie Gawłowskim, informując publikę, iż dostanie nowe zarzuty, a nawet podał termin jego przesłuchania przez prokuraturę.

Patrząc na sylwetkę Kaczyńskiego, nie tylko fizyczną, ale psychiczną i biograficzną, oceniamy go jako marność. Jak ktoś taki mógł dojść do takiej władzy? Ale tak się zdarza, inne narody też przechodziły przez podobną tandetę swoich przywódców. A prezes PiS pochodzi z magla. Ma taka przypadłość, iż sam z siebie puszcza farbę, gada namiętnie i niekoniecznie od rzeczy, gadulstwo takie nazywane jest logoreą. Gada i gada, dostaje słowotoku, słowolejstwa.

Tacy ludzie muszą się chwalić tym, czego nie potrafią. W ten sposób dowartościowują się. Kaczyński niczego dobrego w życiu z punktu widzenia wartości każdego z nas nie osiągnął, więc chwali się, że innych przydybał na podobnej sobie bezwartości.

Jest to psychiczne przeniesienie. Ja nie jestem wart, więc powiem, że inny nie jest warty, poprzez to zyskam, bo inny okaże się mniej wartościowy. Kaczyński tylko psuł, czego się dotknął, zniszczył. Więc tę swoja destrukcyjność przenosi na innych, bo tylko takie w nim tkwią wartości – i takimi postaciami destrukcyjnymi się otacza.

A w Polsce po 1989 roku jest co zepsuć, nasz kraj nie miał się nigdy tak dobrze w historii, jak to było do roku 2015, gdy destruktorzy dorwali się do władzy. Nie tylko my to widzimy w kraju, Polska w Unii Europejskiej i na świecie jest postrzegana jako kraj rządzony przez destruktorów.

Uogólniam, choć chcę tylko uświadomić jeden szczegół. Destruktor Kaczyński dostał bezprawnie informację od służb prokuratorskich, iż te postawią zarzuty i będą przesłuchiwać Gawłowskiego. I dzisiaj dowiedzieliśmy się, dlaczego Kaczyński destruktor z logoreą akurat na ten temat puścił farbę w telewizyjnym wywiadzie. Kaczyński niejako uprzedził wieść o bezprawiu, jakiego dopuszczono się w stosunku do Gawłowskiego.

Jak na dłoni ukazane jest nie tylko bezprawie państwa rządzonego przez PiS, ale jego gnicie Polski. A że Kaczyński nieformalnie zarządza gnijącą Polską, możemy tę metaforę przenieść na niego – jest to gnicie od głowy Kaczyńskiego, bo ryba gnije od głowy. Adwokat Gawłowskiego Roman Giertych był poinformować, iż oficerowie CBA 19 czerwca w celi aresztu śledczego w Szczecinie przesłuchiwali Gawłowskiego. Przecież każdy z nas – niekoniecznie znający prawo – wie, że przesłuchiwać podejrzanego na tym etapie może tylko prokurator i to w obecności adwokata. Otóż oficerowie CBA przedstawili Gawłowskiemu propozycję, aby obciążył swoich kolegów partyjnych: „liderów obecnych i byłych jakimikolwiek zarzutami w zamian za odstąpienie od przedłużania aresztu”.

Przez 3 lata PiS destruuje państwo, przez 3 lata szukają cokolwiek na poprzedni rząd PO-PSL. I niczego nie znaleźli. Nic i nic znajdują.

PiS jest zepsute od głowy Kaczyńskiego. Postaci samej w sobie nikczemnej, możemy się zastanawiać – a dobrzy pisarze pokusić napisania dzieła – jak to się stało, że daliśmy się zainfekować tak zepsutej głowie Kaczyńskiego, która niczego dobrego nie wyprodukowała.

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Jarosław Kaczyński wrócił na krótki wywiad w TVP. Czy to będzie dłuższa jego obecność wśród zdrowych – trudno orzec. Niektórzy uważają, że zobaczyli nie tylko chorego człowieka, ale i przegranego (Paweł Wroński), inni odnosząc się do tego spostrzeżenia uważają, że to pobożne życzenie – „wishful thinking” (Tomasz Lis).

Nie oglądałem tego wywiadu, bo protestowałem. Bardziej interesujące wydaje się być pytanie: dlaczego Kaczyński akurat w tej chwili dał głos? Raz – by pokazać nam teatrzyk, w którym prezes godzi sprzeczności w PiS? Dwa – bo przegrał Andrzej Duda ze swoją koncepcją referendum konstytucyjnego i trzeba było jakoś ugłaskać swojego prezydenta i elektorat? Trzy – bo prezes chciał niedowiarkom udowodnić, że żyje i ma się lepiej niż Breżniew w ostatnim roku życia, gdy podtrzymywano mu rękę, aby pomachał do swoich wiernych sowietów?

Poprzestanę na tych trzech powodach autokraty Kaczyńskiego, bo tak należy go nazywać. Kaczyński wlał ducha w swoich sowietów, a nas utwierdził w najgorszych przypuszczeniach, że po odebraniu niezależności sądom nie cofnie się przed naszymi protestami ani żadną Brukselą. Następne dzieło zniszczenia będzie dotyczyło mediów prywatnych, sprowadzenia opozycji parlamentarnej do fasady. Na koniec zostawi sobie nasze wolności osobiste społeczeństwa obywatelskiego.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf prezes Kaczyński potraktował w swój niewybredny sposób, interpretując art. 180 Konstytucji („Pierwszego Prezesa SN powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję”): – „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który też się może rozchorować, nie daj Panie Boże, niczego złego nie życzę, ale może też umrzeć i wtedy według tych twierdzeń, które na poważnie prezentowane są w mediach niechętnych rządowi, w dalszym ciągu pełniłby tę funkcję co dotychczas”.

A jeżeli może I prezes umrzeć, to można ją odwołać wbrew Konstytucji zwykłą ustawą, bo w niej nie ma niczego o zejściu z tego świata. Życzenie śmierci Kaczyński podkreślił: „Che, che, che”.
Onomatopeję „che, che, che” nie wydało chore kolano, ale głowa. I tu przychylam się do opinii Wrońskiego – „chory i przegrany”.

Kaczyński nie życzył śmierci byłemu sekretarzowi generalnemu Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, lecz wie, że będzie w stosunku do niego rozszerzony katalog zarzutów prokuratorskich, a nawet pochwalił się wiedzą, kiedy poseł PO będzie przesłuchiwany, choć o tym, nie wie jego adwokat Roman Giertych, a możliwe, że i prokurator prowadzący śledztwo. Na tym aktualnie etapie znajduje się autokracja, Kaczyński steruje śledztwami dotyczącymi opozycyjnych polityków.

Podsumujmy prezesa: w polu jego zainteresowań znajduje się – che, che, che – śmierć Gersdorf, represjonowanie Gawłowskiego. O mediach też był łaskaw się wyrazić, z jednej z telewizji jest szczególnie niezadowolony: – „… szczególnie jedna, bardzo – można powiedzieć – zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne”. Kontrfaktycznie, czyli nie po myśli prezesa, realizowana jest publicystyka polityczna oczywiście w TVN.

Amerykańscy psychiatrzy apelowali o przebadanie swojego prezydenta Donalda Trumpa. Ciekawi mnie, co sądzą polscy lekarze od głowy o tej niedługiej wypowiedzi prezesa partii rządzącej. Jeżeli prezes choruje nie tylko na kolano, czy z tego powodu cały kraj ma odczuwać zapaść, która prędzej niż później objawi się Polexitem i samotnością Polski w Europie, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku?

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

Premier polskiego rządu zajmuje się propagowaniem fake newsów.

Mateusz Morawiecki chwalił się w Brukseli, że w telefonie ma unikatowe zdjęcie prof. Małgorzaty Gersdorf z samym Edwardem Gierkiem. A mógł trochę poczekać, to internauci podrzuciliby mu zdjęcie ze słynnego plakatu z lat 50-tych, na której Soso Dżugaszwili „Stalin” całuje dziecko (być może jego małoletniego wtedy ojca Kornela). W każdym razie tak internauci podpisują socrealistyczny plakat.

Gdy Morawiecki będzie w Watykanie – podrzucam mu pomysł ze zdjęciami z Janem Pawłem II. Może przekonywać papieża Franciszka, aby strącił z piedestału świętych do piekieł polskiego papieża, bo są rozliczne zdjęcia jego z samym Wojciechem Jaruzelskim.

Tym się zajmuje premier polskiego rządu – propaguje fake newsy. Największym takim fejkiem była jego Biała Księga. Pewnie w Brukseli była czytana jak Mrożek w PRL. I znowu Morawiecki się pospieszył, bo mógł poczekać i argumentować, że po to przejmują Sąd Najwyższy, aby… nie fałszować wyborów.

Polska jest postrzegana jako państwo operetkowe, republika bananowa z fasadową demokracją, jak w Rosji i Burkina Faso. Gdyby Morawiecki się edukował, miał ciut większy ciąg na wiedzę, to podrzuciłbym mu krótką lekturę genialnego Gombrowicza „Operetkę”. Boję się jednak, że ten czytelnik „Winnetou” orzekłby, że to za trudne dla niego, bo on i jego ojciec Inczuczuna są z innej gliny.

Morawiecki to swoisty fenomen. Naczelny bajarz kraju, jak nazywają go w nowym numerze „Polityki”, a dla mnie bajerant, bajer to on ma wdrukowany w charakter, bo tak naprawdę jego tatuś Kornel – którego być może ucałował Stalin – walczył z „Solidarnością”, a gdy Jaruzelski tupnął, to wybył z kraju, dał nogę.

Mateusz Morawiecki w zakłamywaniu rzeczywistości dawno przebił swego sponsora politycznego, Jarosława Kaczyńskiego. Jego fake są szyte tak grubą nicią, iż nazywanie tego post-prawdą jest eufemizmem, bliższym klasyfikacji ks. Józefa Tischnera – g…wno prawda. Tak wygląda polityka uprawiana przez Morawieckiego.

Niestety, wieści dla Polski są fatalne, a będą jeszcze gorsze. Naszemu krajowi oficjalnie przypięto łatkę państwa niepraworządnego, bo tak należy odczytywać wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który orzekł, że irlandzki sąd miał podstawy, by odmówić Polsce ekstradycji mężczyzny poszukiwanego przez nasz kraj Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA) za przemyt narkotyków. Powodem takiej decyzji irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości były obawy o zagrożenie praworządności w Polsce.

Jest to precedens, który emanuje na postrzeganie praworządności w Polsce i skutkować będzie tym, że taką kwalifikacją obarczone będą wszystkie wyroki w sądach na terenie naszego kraju: „obawy o zagrożenie praworządności”.

Gdy dojdzie do wyroku TSUE ws. praworządności w Polsce, który to proces wytoczy Komisja Europejska, to jest pewne, że po orzeczeniu będziemy mogli twierdzić, iż praworządność w Polsce jest towarem deficytowym. Zauważmy, że wyrok TSUE ws. procedury ENA nie ma charakteru politycznego, tylko srtricte prawny.

Rządy PiS winny uświadamiać nam wszystkim, że mozolne wydobywanie Polski z marginesu na światło krajów cywilizowanych może zostać zaprzepaszczone przez dwa – trzy lata rządów ciemniaków. Po rządach PiS wcale nie będzie tak łatwo odzyskiwać pozycji Polski. To istni Hunowie i Wandale naszych narodowych aspiracji.