Posts Tagged ‘Zbigniew Ziobro’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Czy Jarosław Kaczyński został listownym melomanem i dlatego zmusił ministra kultury Piotra Glińskiego do odczytania swojego listu podczas Konkursu Chopinowskiego? A może w ten pokrętny sposób daje znać, że żyje. Media światowe w takich przypadkach, zastanawiają się, co się dzieje z Putinem, że przez tydzień nie pokazuje się publicznie. Okazuje się, że Putin poprawiał sobie urodę u chirurga plastycznego, zaś aby udowodnić, że z nim jest wszystko w porządku, pojechał na Syberię, gdzie jako heros rosyjski spływał kajakiem Jenisejem.

U nas też próbowano tej sztuczki, Brudziński zamieszczał na Twitterze zdjęcia prezesa z Beskidów, ale tyle było w nich Photoshopa, że wycofał się. Prezes jednak pojawił się na dwóch spędach, zwanych konwencjami, lecz marniutko wyglądał i niczego ważnego nie powiedział. Za to nie zjawia się w Sejmie, w którym dostaje pensję. W każdym razie świat dowiedział się, że dyktatorek z Żoliborza nadesłał list, a wicepremier przy buczeniu publiczności przeczytał go. Sławomir Mrożek nie żyje, a jednak odbywają się absurdalne spektakle w stylu tego genialnego ironisty.

Prokuratura Zbigniewa Ziobry ściga byłego prokuratora Prokuratury Krajowej, obecnie w stanie spoczynku, Wojciecha Sadrakułę, za to, że ten w ramach akcji Tydzień Konstytucyjny przeprowadził zajęcia z młodzieżą na temat Konstytucji.

Ta władza ma swój zapis. Na cenzurowanym pierwsza jest Konstytucja RP, a drugim dziełem – „Przedwiośnie” Żeromskiego, które w ramach akcji Narodowe Czytanie zostało podane w okrojonej, skróconej wersji. To jest akcja Andrzeja Dudy. Adam Mickiewicz na tamtym świecie powinien się cieszyć, że Duda nie doszedł do niego, bo z pewnością wykreśliłby pierwszy wers „Litwo, ojczyzno moja”.

Andrzej Duda tak marzył, aby zostać prezydentem Polaków, iż zrealizowało mu się choć częściowo to pragnienie. Został prezydentem wszystkich botów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła tylko jedną umowę z kampanii sztabu wyborczego Dudy ze spółką tworzącą fałszywa konta w internecie.

Mamy wiedzę o jednym tylko rachunku, dotyczącym krótkiego odcinka czasu. A zatem można powiedzieć, że to wierzchołek góry lodowej. Jak się to ma do moralności chrześcijańskiej? Jak wszyscy wiemy, Duda to katolik na pokaz. Jak widzi sutannę, to pada na kolana i całuje w pierścień. Wartości chrześcijańskie Dudy mają się tak do botów, jak kleru do pedofilii. Gwałt – kleru na dzieciach, Dudy na prawie. Brud – i tyle.

Ktoś powie, że boty nie głosują. Boty jednak sieją propagandę taką, z jaką mieliśmy do czynienia w Czechach. Niedawno w ojczyźnie moich ukochanych pisarzy Hrabala i Kundery poparcie dla Unii Europejskiej było rzędu 70 proc. Po propagandzie antyunijnej spadło do 30 proc. Można mniemać, iż w Polsce z 80 proc. sympatii do UE spadnie po pisowskim obrzydzaniu Brukseli do 40 proc.

Wynajęcie botów jest bezprawne, wbrew kodeksowi wyborczemu. Powinno być zaskarżone. Dzięki temu Duda wygrał. W spółce, która przyjęła zlecenie sztabu Dudy Elchupacabra sp. z o.o., prezesami są byli asystenci Adam Bielana, spin doctora PiS.

Wszystko się domyka. Duda poza tym jedzie do Donalda Trumpa i będzie mógł z nim przybić sztamę. Unia Europejska jest be („wyimaginowana wspólnota”), te same brudne chwyty stosowały ich sztaby w internecie. Trumpa wspomagały rosyjskie boty. Trump weźmie go za swojaka, a jak jeszcze Duda zagada do niego po rosyjsku, to małodiec zostanie nagrodzony niedźwiadkiem.

Możliwe, że Duda nie musi się martwić wynikami wyborów prezydenckich. Mamy pierwsze jaskółki, jak będą wyglądały komisje wyborcze. Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” Tomasz Żółciak podaje skład 9-osobowej komisji wyborczej w Redzie – 7 członków to reprezentanci PiS, jedna osoba jest z PSL i jedna wskazana przez komisarza wyborczego.

Przepraszam! Jak w takim wypadku można przegrać! Aż ręka świerzbi, aby zespół wespół dosypać potrzebnych głosów do wygranej kandydata PiS. Przecież nikt nie nakryje, nie wyda – sami swoi. Duda więc może odetchnąć, boty nie będą już potrzebne, aparat partyjny wie, co i jak zrobić, aby „zasłużenie” wygrać!

Partia Jarosława Kaczyńskiego wywołuje coraz powszechniejsze przeświadczenie za granicą, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami.

PiS naprawdę nie ma kadr. Wynika to przede wszystkim z podstawowej przyczyny – ktoś posiadający fach, mający pojęcie o jakiejś dyscyplinie i potrafiący kreować, nie będzie się garnął do nieudaczników, do partii specjalnej troski, w której lider musi zakłamywać swoją przeszłość opozycyjną w PRL-u, a bratu dorabiać legendę, bo w rzeczywistości byli postaciami siedmiorzędnymi, których nikt nie zapamiętał.

Nieszczęście dla kraju polega na tym, że ten przypadkowy zbiór polityków powinien zostać marginesem, folklorem politycznym. Nie powinniśmy sobie zaprzątać nimi głowy ani zastanawiać się, dlaczego nieudacznik nazywa innych gorszym sortem, elementem animalnym. Wszak takich z niedostatkiem rozumu można spotkać na każdym kroku, wystarczy wyjść z domu.

Partia bez kadr może promować tylko takie postaci, jak Sabina Zalewska, która chciała zostać Rzecznikiem Praw Dziecka i pewnie by się jej udało, bo przeszła kwalifikacje partyjne, w których trafnie odpowiedziała na pytania ideologicznie, iż życie zaczyna się od poczęcia, in vitro jakoby narusza prawo dziecka do tożsamości, a gender jest brzydkie, bo kler tak twierdzi. Zostałaby ta osoba funkcjonariuszem państwowym, ale traf chciał, że nie potrafi skonstruować myśli własnych i ucieka się do plagiatu, kradnie własność intelektualną. Wykrył to „Tygodnik Powszechny”, a przecież mogło się tak nie stać. I mielibyśmy to, co w PiS jest normą, iż „nikt nam nie powie, że białe jest białe” i Rzecznik Praw Dziecka byłby faktycznym Rzecznikiem Obrony Rodziców przed Dzieckiem.

Inna kabaretowa postać Mariusz Błaszczak modernizuje armię w ten sposób, że tworzy nową dywizję Wojsk Lądowych. Kreowanie znów polega na tym, że jest ono markowane – mianowicie dywizja powstaje z dwóch istniejących brygad i trzeciej nieistniejącej. Generałowie łapią się za głowy, co też ten Szwejk Błaszczak wymyślił, a do tego umieszcza ją w Siedlcach, w miejscu, gdzie łatwo jest ją obejść w tzw. manewrze Paskiewicza, z którym sobie poradził Józef Piłsudski w 1920 roku. Generał Mirosław Różański zwraca uwagę: – „Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu”.

Szwejki PiS kompromitują nas na zewnątrz. W walce ze społeczeństwem obywatelskim padła Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog. Została przez służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu (przypominam: zasądzono mu trzy lata odsiadki, ułaskawiony został przez Dudę, ale taka łaska na pstrym koniu jeździ) wydalona z Polski i ze strefy Schengen na podstawie arbitralnej decyzji.

W tym przypadku (ale dotyczy to także Błaszczaka) można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż mamy do czynienia ze spełnieniem życzeń Rosji. Działania Kremla w decyzjach PiS są widoczne aż nadto. Niemcy musieli odblokować status persony non grata dla Kozłowskiej, dzięki temu wystąpiła w Bundestagu w najsłynniejszym obecnie t-shircie „KONSTYTUCJA”.

Mamy wiedzę, że Moskwa maczała swoje palce na korzyść PiS w aferze podsłuchowej. Były szef ABW Krzysztof Bondaryk twierdzi nawet, że z taśmami to jeszcze nie koniec. Marek Falenta i jego kelnerzy więcej ich wyprodukowali: – „Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań rosyjskich służb specjalnych”. A taśmy: „jeśli są, to będą wykorzystane”.

Więc nie bądźmy zdziwieni, że PiS działa z życzenia Kremla, skłóca nas w Unii Europejskiej i z niej wyprowadza. Najlepsi do tego są Szwejkowie, nieudacznicy, jak wyżej wspomniani i nieukrywający swoich sympatii prorosyjskich tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel.

PiS spełnia coraz powszechniejsze w Europie przeświadczenie, że kraje Europy wschodniej nie nadają się do integracji, solidarności między narodami, nie są w stanie wypełnić minimum standardów demokratycznych. Łatka „chory człowiek Europy” znowu jest aktualna dla Polski pod rządami PiS.

Trzy felietony Waldemara Mystkowskiego.

Politycy PiS znajdują się na finiszu walki o stołek prezesa, który jeszcze może pokwęka na wiecach w kampanii wyborczej, ale będą to 5-10 minutowe wystąpienia, bez większej wartości merytorycznej, raczej z komunikatem „szef ma się dobrze”, co wiadomo, iż odczytuje się – ma się źle. Widać to aż nadto.

Finiszuje dwóch delfinów, którzy wyrwali się całemu peletonowi PiS, w tym Andrzejowi Dudzie, ten ciągle łapie gumy i jest doprowadzany do peletonu przez zawodników z własnej kancelarii, a nawet ci odmawiają współpracy, jak Krzysztof Łapiński, aby na ich plecach wiózł się ten maruder.

Może dojść do sytuacji, iż nie będzie chciał współpracować z Dudą żaden zawodowiec i zostanie skazany na amatorów, a tym samym na niewystawienie do reelekcji.

Finiszują po funkcję prezesa Mateusz Morawiecki i Joachim Brudziński, którzy zawarli tymczasowy sojusz antydudowy – o czym w „Newsweeku” pisze Renata Grochal. Intryga z australijskimi fregatami Adelaide się powiodła. Duda został ograny jak zwykły cienias.

Prezydent już nie dojdzie uciekinierów, nie ma na to szans. Oni zaś są skazani na konflikt, bowiem stołek prezesa jest jeden. I raczej Morawiecki w tym starciu jest przegrany. Prowadzi – to prawda. Lecz na przodzie bierze się wiatr na siebie, a rywal wiezie się na kole, do tego potrzeba tylko 90 procent wysiłku prowadzącego. A zatem Brudziński ma przewagę 10 proc., z której skorzysta, gdy zobaczy kreskę mety i będzie musiał wyminąć Morawieckiego.

Brudziński oprócz tego ma aparat partyjny pod sobą, on go kształtował i zna pisowski beton na wylot, zna ich słabe punkty, staną za nim, a nie za transferowanym Morawieckim. Oczywiście, o wszystkim może zadecydować prezes i zdyskwalifikować, jednak jest uwięziony w sidłach. Sam je zastawił na Nowogrodzkiej, gdzie otoczył się kordonami ochroniarzy.

Brudziński więc zawsze może zachować się jak Beria w stosunku do Stalina. Znajdujemy się w podobnej logice tragedii. Może dojść do innych rozwiązań, ale byłyby one wbrew gatunkowi samospełniającej się tragedii.

Mógłby do gry wejść – na zasadzie bonifikaty – Patryk Jaki, gdyby wygrał wybory samorządowe w Warszawie. Mamy do czynienia z jego desperackimi próbami przekonywania warszawiaków do siebie. Niczym Filip z konopi rzucił na agendę projekt 19. dzielnicy Warszawy, który szybko okazał się humbugiem, fantomem, kitem.

Przecież nie startuje na dewelopera Warszawy, a przy tym ową 19. dzielnicę usadowił na terenach zalewowych, chronionych projektem ekologicznym Natura 2000. Uwagę zwrócił mu Rafał Trzaskowski, że ta 19. dzielnica już jest, gdyż teren zalewowy jest integralny dla działu wodnego Wisły. Oprócz tego wyszła impotencja twórcza Jakiego i jego sztabu, gdyż ów pomysł zastosował Lech Kaczyński, gdy startował z prezydenta Warszawy na prezydenta Polski i obiecywał warszawiakom park technologiczny na Siekierkach. Jaki więc zaserwował ogrzewane kotlety.

Oprócz tego, że 19. dzielnica jest w budowie, ma stronę w internecie, buduje ją hiszpański deweloper Pro Urba. Może zajść podejrzenie, iż to zamierzona wpadka, darmowa reklama, bo mieszkania w tej ekskluzywnej dzielnicy są do kupienia. Jakim zatem powinny zająć się służby, policja, a nawet jego szef Ziobro.

A przy tym zaprezentowany projekt to pół godziny pracy w programie Adobe. Amatorszczyzna, humbug, jak cała partia PiS z delfinami włącznie, z którymi wyborcom tej partii tak czy siak wyjdzie na łyso.

Koalicja Obywatelska do kampanii samorządowej wyrusza z sześcioma hasłami wyborczymi – 1) Edukacja – przyjazna, nowoczesna szkoła; 2) Darmowy bilet dla dzieci i młodzieży; 3) Schetynówki, Orliki, ścieżki rowerowe: 4) Polska bez smogu: 5) Polska senioralna – szacunek i aktywność; 6) Jeden gospodarz regionu.

Większość tego programu dla Polski lokalnej jest obca PiS-owi, partii Kaczyńskiego przeszkadza samorządność, bo stoi przeciw centralizmowi, jaki przyświeca partii dążącej do autokratyzmu i pewnej formy reżimu, despotii.

Na warszawską konwencję Koalicji Obywatelskiej PiS odpowiedział swoją – trzecią już – we Wrocławiu, w mieście, w którym ograbiono składki PCK przeznaczając je na pisowską kampanię wyborczą.

Do Wrocławia ściągnięto nawet Jarosława Kaczyńskiego, aby powarczał, jeszcze jedno ulubione słowo prezesa, właściwie określa stan jego świadomości, wg niego niektóre samorządy (niepisowskie, a w większych miastach tylko takie są) warczą na rząd. Taki też będzie główny cel PiS po tych wyborach: odebrać samorządom samodzielność.

Prezes PiS został odpicowany jak największa gwiazda filmowa po przejściach, pokaźną ilość pudru na jego obliczu było widać nieuzbrojonym okiem i na szczęście dla niego nie było wiatru, który mógłby zdmuchnąć makijaż. Prezes zrobił sobie zdjęcie z kandydatami z Dolnego Śląska i powiedział kilka słów do mikrofonu na konwencji.

Jedyny konkret Kaczyńskiego dotyczący samorządów padł w słowach określających układy w Polsce samorządnej, lokalnej: „w Polsce zaczną znikać, te różne, samodzielne, maleńkie, większe, a czasem i całkiem duże księstwa i księstewka”.

Na walkę z niezależnością sądownictwa ukuto termin „kasta”, na samorządy „księstwa”. Wiemy zatem pod jakim pretekstem odbędzie się walka PiS z samorządami, z Polską regionalną – „księstewka i księstwa”.

Dowieziony do Wrocławia prezes już się jednak nie liczy, widać to w fizycznym przekazie, jest trzymany w tej partii jak gensek Breżniew w KPZR, jego następcą jest tymczasowo Mateusz Morawiecki, na którego barkach opiera się kampania PiS. Morawiecki ma powszechna wadę polskich polityków – mówi nie na temat.

Gaworzył o gabinecie cieni, który ni przypiął, ni przyłatał ma się do samorządów. Odnotujmy słowa odnoszące się do PO: „Przecież przez 8 lat mieli tak naprawdę gabinet cieni. Sadzący się na wielkość Morawiecki jest cieniasem, który nie stanie w szranki debaty z liczącym się politykiem Koalicji Obywatelskiej, bo każde jego kłamstwo (a przypomnę, że ma przeciętną rekordową: 2,5 kłamstwa na jedno wygłoszone zdanie) zostałoby pokazane jak na dłoni, a następnie paznokciami dialektyki zmiażdżone jak chityna wszy.

Konwencja PiS we Wrocławiu była negatywem konwencji Platformy. Kaczyńskiemu i Morawieckiemu w istocie nie chodzi o to, aby wygrać w jakimś dużym mieście, ale aby obrzydzić samorządność jako „księstewka”, a przede wszystkim obrzydzić opozycję „jako gabinet cieni”.

W tych wyborach i następnych decydujemy o Polsce nie tylko samorządnej, ale wolnej, otwartej, liczącej się w Europie. Musimy odzyskać kraj, aby PiS dalej nie degradował wszystkiego, co z takim trudem zdołaliśmy osiągnąć.

Były rzecznik ministra sprawiedliwości Sebastian Kaleta przyznał, że w rejestrze pedofilów „nie znajdują się księża” (tweet z 5 września), gdyż „księża nie popełniają najbrutalniejszych przestępstw (tam się znajdują brutalne gwałty)”. Gwałt na dziecku nie należy do brutalnych? Zaiste, przewrotna to moralność. Kaleta, który zrezygnował z rzecznika na rzecz zasiadania w komisji ds. reprywatyzacji w Warszawie zabezpieczył się w tym tweecie nawiasem, w którym umieścił zastrzeżenie „w rejestrze niejawnym”.

Mniej więcej sens tego jest taki, iż złodziej sądzony o kradzież miliona złotych twierdzi, że nie mógł ukraść miliona, bo jest biedakiem, o czym świadczą jego konta bankowe, na których ma debety. A sąd mówi, że ich śledczy odkrył konto złodzieja w raju podatkowym na Kajmanach, na którym ma ukradziony milion. Złodziej jednak zapiera się, że to konto niejawne.

Otóż jawne jest, że kler dopuszcza się pedofilii (przemocy wobec najsłabszych, wobec dzieci) z racji perturbacji seksualnych spowodowanych celibatem, o czym świadczą „rejestry jawne” w USA, bardzo głośne ujawnione ostatnio akty pedofilii kleru w Pensylwanii (określono to zjawisko jako katolicka mafia pedofilska), także w Irlandii. Pedofilia w tym kraju – już byłym katolickim – spowodowała masowe odejście wiernych z Kościoła.

„Rejestr niejawny” ma taki sam sens, jak biskupi niejawnie przerzucający z parafii do parafii księży pedofilów. Bodaj najpowszechniejszy proceder krycia kumpli w sutannach, zmowa zawodowa klerykalnej kasty. Bliski współpracownik Ziobry twierdzi – logicznie interpretując jego tweeta – że resort ukrywa pedofilów w sutannach na niejawnych rejestrach, o czym pisze w „Wyborczej” Marcin Kącki – „Księża wyjęci z rejestru pedofilów”. Czyli znaleźli się na Kajmanach zakłamania ministerstwa sprawiedliwości.

No i Ziobro obudził się, przeczytał „Wyborczą” i ten magister prawa dostał piany na ustach. Nie jest oczywiście zdolny do stworzenia metafory z Kajmanami, ale do parcianej dosłowności owszem. Mianowicie – do zastraszania. Nazwał artykuł Kąckiego kłamstwem, a innym dziennikarzom i mediom zapowiedział pozwy, jeżeli „rozpowszechniać będę kłamliwe informacje w sprawie”.

Mógłbym zacytować retorykę medialną Ziobry, ale nie narażę czytelników na słowotok ministra (jawną logoreę), w każdym razie zastrasza pójściem do sądów, bo mniema, iż sądy stały się już pisowskie, partyjne. Ale i one zaczynają się wyłamywać spod partyjnego zawłaszczenia pytaniami prejudycjalnymi do Trybunału Sprawiedliwości UE.

4 felietony Waldemara Mystkowskiego.

W PiS działa instytucja „transferu”: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Zbigniew Ziobro ma w Sejmie tylko osiem szabel, nie jest to powalająca siła i nie musi chronić go przed odsunięciem od władzy przez prezesa Kaczyńskiego i jego nominatów. Ziobro buduje swoją moc na frontach prokuratorskim i sądowniczym.

Minister sprawiedliwości miał już iść do rekonstrukcji przy zmianie premiera – z Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego, uciekł spod topora, ale co ma wisieć, nie utonie. Czy ta reguła rewolucyjna znajdzie zastosowanie jeszcze podczas rządów PiS, czy dopiero po zmianie władzy?

W każdym razie Ziobro zasłużył na coś więcej niż tylko Trybunał Stanu. W PiS jest postrzegany jako „regularny psychopata” – o czym pisze w „Newsweeku” Cezary Michalski. Psychopata zbiera materiały nie tylko na opozycję, ale i na swoich. Te mogą się przydać, gdy Ziobro znajdzie się pod polityczną pętlą i grunt będzie usuwał mu się spod stóp. Wygląda na to, że Ziobro nie skończy jak normalny człowiek: albo swoi go posadzą, albo opozycja, która dla dobra Polski będzie musiała ukarać przykładnie takich niszczycieli.

Morawiecki to ciągle królik wyciągnięty z kapelusza przez prezesa. Bez wsparcia aparatu partyjnego nic nie może. Zdaje się, że pozyskał dla swoich celów najpotężniejszą postać w PiS po bogu Kaczyńskim, Joachima Brudzińskiego, a ten w żelaznej garści trzyma aparat PiS w terenie.

Kluczem Mateusza Morawieckiego do usunięcia Ziobry może być wsparcie tatusia Kornela, który kilku posłów wyciągnął z Kukiz ’15. Mogliby zastąpić owe 8 szabel Ziobro. Oczywiście jeszcze istnieje instytucja „transferu”, która w PiS działa na zasadzie korupcji: będziesz popierał, dostaniesz ciepłe posady dla siebie i rodziny.

Ziobro zawiódł w dziele niszczenia opozycji, źle wybrał cel ataku na „totalną opozycję”. Były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Stanisław Gawłowski to bardzo kiepski pomysł, od razu Ziobro powinien się w tym zorientować. Gawłowski najpierw sam zrzekł się immunitetu, w areszcie wydobywczym nie załamał się, po kilku miesiącach wyszedł i opowiedział, jak CBA chciała go korumpować, gdy siedział. Ziobrze nawet nie pomoże prezes Kaczyński, który zapowiedział rozszerzenie zarzutów prokuratorskich w stosunku do Gawłowskiego.

W ogóle mitem okazała się pisowska formuła publicystyczna „przez 8 lat rządów PO-PSL…”. Właśnie za upadek tego mitu Ziobro może beknąć. PiS nie znajduje żadnych haków na poprzedników, elektorat własny może się zniecierpliwić, bo miał dostać igrzyska, a otrzymuje tylko suchary.

W takich strukturach sekciarsko-mafijnych jak PiS winny musi się znaleźć. Ziobrę szykują na kozła ofiarnego. Miał sadzać wrogów politycznych, a ci wychodzą na wolność z aresztów wydobywczych i jego oskarżają. Czuć w PiS bojaźń i drżenie, bo po wyborach nie tylko zawiśnie pętla nad Ziobrą, ale przede wszystkim nad Beatą Szydło, poszczególnymi ministrami i nad prezydentem Dudą.

Polska polityka musi się rozprawić ze swoją ciemną stroną, jaką reprezentuje PiS. Partii Kaczyńskiego nie można rozgrzeszać, iż jest przedstawicielką polskiej bylejakości. Łajdactwo ma być nazwane i osądzone, aby nie ciążyło nad państwowością. W naszych dziejach takie zamiatanie pod dywan skutkowało tym, że traciliśmy niepodległość.

Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica.

Wywiad z Kornelem Morawieckim opublikowany w prawicowym tygodniku „Do Rzeczy” wyjawia, o czym tatuś Morawiecki z synem Mateuszem rozmawiają przy stole rodzinnym. Dowiadujemy się więc, jak jest wykuwana polityka polska – oprócz rzecz jasna łoża boleści prezesa Kaczyńskiego, który zrywa się na silnych antybiotykach i bieży pod opieką ochroniarzy do mediów, aby popluć na tego i owego.

Morawieccy to zaiste ciekawy przypadek psychologiczny. Przypadek nietypowy, bo wielce zdeformowany. Narracyjnie rzecz ujmując, Kornel Morawiecki w PRL byłby typowym produktem tamtego czasu, a jego „Solidarność Walcząca” nie tyle walczyła z komuchami, co z „Solidarnością”. Takich ludzi w historii i w narracji nazywamy zakałami.

Odprowadzałem na dworzec swoich kolegów z opozycji, którzy w stanie wojennym nie wytrzymywali presji, jeden był poetą, drugi plastykiem, a trzeci zwykłem cwaniaczkiem.  I taka też jest cała kombatanckość starszego Morawieckiego – wziąć nogi za pas, nie odpowiadać za innych. Wyobraźmy sobie, że z Polski wybywają w taki właśnie sposób Lech Wałęsa, Adam Michnik, Jacek Kuroń, Tadeusz Morawiecki, Waldemar Kuczyński i inni.

To gdzie byśmy dzisiaj w historii tkwili? Albo przed Mongolią, albo za Mongolią. I takie są historycznie zasługi Kornela Morawieckiego – za albo przed Mongolią. Lecz Morawiecki to cwaniaczek, jakich w Polsce mało. Potrafił tak wypromować się na opozycyjności, jak mało kto. Ba, uważam, że do niego należy rekord gołosłowia walki z komuną. Wszak swego syna Mateusza, który ma średnie zdolności intelektualne, umieścił w jednej z korporacji bankowych jako twarz Polski suwerennej.

Zastanawiałem się, na czym polega fenomen Mateusza Morawieckiego. Wszak słyszę, jak się wypowiada, co ma do powiedzenia – i niestety stwierdzam, że to przeciętniak, a gdy zostaje dociśnięty, to wychodzą mu braki niegodne zajmowanego stanowiska, które sprawuje. Jak to się dzieje, że taki przeciętniak został największym beneficjentem III RP?

Nikt – a w każdym razie nie znajduję podobnej kariery – niezasłużenie nie zrobił jej w III RP i tak się wysoko wywindował na legendzie innych. Mateusz Morawiecki zarobił dziesiątki milionów w III RP i omamił prezesa Kaczyńskiego, a ten z braku laku zrobił z niego premiera. Powiedzieć o premierze Morawieckim Nikodem Dyzma, to nic nie powiedzieć, bo popularny pisarz z międzywojnia swego nuworysza na końcu powieści fabularnie kompromituje, nie daje mu szansy zatopienia II Rzeczpospolitej.

A co dzieje się dzisiaj? Dyzma Morawiecki robi krok dalej, jako premier kompromituje Polskę. Jego tatuś Kornel Dyzma w wywiadzie dla prawicowego tygodnika wyjawia, o czym rozmawiają przy stole rodzinnym i jaka czeka nas przyszłość, gdy będzie dalej rządzić formacja polityczna, której lider w stanie wojennym zaspał na jego rozpoczęcie, zaś ojciec obecnego premiera spłoszył się, gdy Jaruzelski tupnął.

O Kornelu Morawieckim nie raz pisałem, jest wielce cwany i zwyczajnie nie za bardzo rozumiejący uwarunkowania polityki. Jeden szczegół z wywiadu zdradza, dokąd jesteśmy prowadzeni, a jesteśmy prowadzeni na rzeź geopolityczną. Wg tatusia premiera, Rosja nie prowadzi agresywnej polityki, wojna hybrydowa na Krymie i w Donbasie to wojna domowa w Rosji, a sankcje Unii Europejskiej nałożone na Rosję są niesprawiedliwe dla Putina. Taki człowiek jak Kornel Morawiecki jednak zaistniał w przestrzeni publicznej. Niewiele zrozumiał z I Rzeczpospolitej, a przede wszystkim z myśli politycznej dotyczącej Wschodu, z którą zmagali się tacy giganci, jak Józef Piłsudski i Jerzy Giedroyc.

Niespecjalnie interesuje mnie niedyspozycja intelektualna starszego Morawieckiego, a także to ,co przekazał synowi Mateuszowi, ale interesuje mnie Polska, lecz nie taka, jaką realizuje premier, bo on co rusz przewraca się niemal w każdej sferze, w której wypowiada się. Rozmowa z Kornelem Morawieckim daje wgląd w rozmowy rodzinne z synem Mateuszem.

Z grubsza tak rozmawiali o Rosji targowiczanie Szczęsny Potocki z Franciszkiem Branickim i taki jest sens i wymiar rozmów starszego i młodszego Morawieckich. Jeden wzrósł na opozycyjności innych w PRL – Wałęsy, Michnika i podobnych. Drugi jest największym beneficjentem prosperity III RP. Dzisiaj obydwaj zachowują się jak Targowica. Jeżeli ten idiom historyczny miałby jeszcze raz zwyciężyć, to Morawieccy zastąpią niesławne postacie I Rzeczpospolitej.

Ujawnione przez OKO.press operacyjne działania policji i tajniaków wobec protestów w obronie niezależności sądów w lipcu ubiegłego roku powinny przerażać. Ale nie przerażają.

Dlaczego? Bo tego się spodziewaliśmy. Do inwigilowania protestujących rzuconych zostało tylko w Warszawie przeszło 2 tys. zwykłych policjantów i „niezwykłych” z wydziałów kryminalnych, do walki z przestępczością narkotykową, gospodarczą, itd.

Dotyczy to tylko Warszawy, podobnie z pewnością było w innych miastach, np. w Poznaniu protesty miały większe rozmiary, zresztą jak i w roku bieżącym. Dowiadujemy się o tym po roku i dowiadujemy się szczegółów, w jaki sposób inwigilowani byli liderzy opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej. Nie dziwią też groteskowe raporty, policja przypomina milicję z czasów PRL.

Obecna władza jest żywcem przeniesiona z PRL, mam na myśli choćby ministrów spraw wewnętrznych – z ubiegłego roku Mariusza Błaszczaka i ministra z rządu Mateusza Morawieckiego, Joachima Brudzińskiego. Obydwaj aparatczycy rodem z „Ucha prezesa”, albo z archiwalnych skeczów kabaretu Tey.

Ujawnione dane są wierzchołkiem góry lodowej inwigilacji ubiegłorocznych protestów. To w istocie wierzchołek państwa policyjnego, które ze swej natury jest państwem bezprawia łamiącym Konstytucję.

Jak po upadku PRL utworzony został Instytut Pamięci Narodowej (IPN), tak po upadku PiS powinien powstać Instytut Badania Bezprawia Władzy PiS (IBBWPiS), bo muszą „spisane być czyny i rozmowy”.

Tymczasem musimy sobie radzić. Musimy uczyć się nowych form oporu pokojowego, aby nie doszło do sytuacji, jak mówi jeden z liderów społeczeństwa obywatelskiego Paweł Kasprzak, gdy „wystarczy, żeby ktoś podstawiony pierdyknął workiem z czerwona farbą w twarz policjanta i zacznie się jatka”.

Musimy wyzbyć się podejrzliwości wobec siebie, bo po takich enuncjacjach o tajniakach umieszczonych pośród nas łatwo o chorą nieufność, a ta może szybko przerodzić się w agresję. Protesty więc winny być podstawą wspólnot, w których ze sobą się rozmawia i bliżej poznaje.

Ogromne znaczenie mają osobowości liderów opozycji. W dalszym ciągu wśród protestujących widzę dużo nadziei, żaru i siły. Po przeszło dwóch latach protestów wobec rządów PiS są to twarze uśmiechnięte, nie naznaczone resentymentem, albowiem tylko wtedy bezprawie i zamordyzm upadną, gdyż boją się otwartości i ludzi gotowych do dialogu.

Będą na nas słać swoich agentów, ale nie lękajmy się ich, zło jest zawsze słabe, bo zło jest tchórzliwe, otacza się kordonami i zamyka w twierdzach, w których jedyną przyszłością jest odejście, śmierć.

Jarosław Kaczyński obudził się z medialnej śpiączki, od razu pojawiły się rozliczne znaki zapytania. Jak głęboko był uśpiony i jak głęboko sięgają jego macki? A że sięgają, nie trzeba nikogo przekonywać, bo IV RP lat 2005-2007 to był kraj, gdy zbliżyliśmy się do standardów republiki bananowej. Teraz dłużej trwa ten niezachodni standard, więc można mniemać, że tamte rekordy padły, mamy do czynienia z nowymi.

Podczas wywiadu w TVP prezes był puścić farbę o pośle Platformy Obywatelskiej, Stanisławie Gawłowskim, informując publikę, iż dostanie nowe zarzuty, a nawet podał termin jego przesłuchania przez prokuraturę.

Patrząc na sylwetkę Kaczyńskiego, nie tylko fizyczną, ale psychiczną i biograficzną, oceniamy go jako marność. Jak ktoś taki mógł dojść do takiej władzy? Ale tak się zdarza, inne narody też przechodziły przez podobną tandetę swoich przywódców. A prezes PiS pochodzi z magla. Ma taka przypadłość, iż sam z siebie puszcza farbę, gada namiętnie i niekoniecznie od rzeczy, gadulstwo takie nazywane jest logoreą. Gada i gada, dostaje słowotoku, słowolejstwa.

Tacy ludzie muszą się chwalić tym, czego nie potrafią. W ten sposób dowartościowują się. Kaczyński niczego dobrego w życiu z punktu widzenia wartości każdego z nas nie osiągnął, więc chwali się, że innych przydybał na podobnej sobie bezwartości.

Jest to psychiczne przeniesienie. Ja nie jestem wart, więc powiem, że inny nie jest warty, poprzez to zyskam, bo inny okaże się mniej wartościowy. Kaczyński tylko psuł, czego się dotknął, zniszczył. Więc tę swoja destrukcyjność przenosi na innych, bo tylko takie w nim tkwią wartości – i takimi postaciami destrukcyjnymi się otacza.

A w Polsce po 1989 roku jest co zepsuć, nasz kraj nie miał się nigdy tak dobrze w historii, jak to było do roku 2015, gdy destruktorzy dorwali się do władzy. Nie tylko my to widzimy w kraju, Polska w Unii Europejskiej i na świecie jest postrzegana jako kraj rządzony przez destruktorów.

Uogólniam, choć chcę tylko uświadomić jeden szczegół. Destruktor Kaczyński dostał bezprawnie informację od służb prokuratorskich, iż te postawią zarzuty i będą przesłuchiwać Gawłowskiego. I dzisiaj dowiedzieliśmy się, dlaczego Kaczyński destruktor z logoreą akurat na ten temat puścił farbę w telewizyjnym wywiadzie. Kaczyński niejako uprzedził wieść o bezprawiu, jakiego dopuszczono się w stosunku do Gawłowskiego.

Jak na dłoni ukazane jest nie tylko bezprawie państwa rządzonego przez PiS, ale jego gnicie Polski. A że Kaczyński nieformalnie zarządza gnijącą Polską, możemy tę metaforę przenieść na niego – jest to gnicie od głowy Kaczyńskiego, bo ryba gnije od głowy. Adwokat Gawłowskiego Roman Giertych był poinformować, iż oficerowie CBA 19 czerwca w celi aresztu śledczego w Szczecinie przesłuchiwali Gawłowskiego. Przecież każdy z nas – niekoniecznie znający prawo – wie, że przesłuchiwać podejrzanego na tym etapie może tylko prokurator i to w obecności adwokata. Otóż oficerowie CBA przedstawili Gawłowskiemu propozycję, aby obciążył swoich kolegów partyjnych: „liderów obecnych i byłych jakimikolwiek zarzutami w zamian za odstąpienie od przedłużania aresztu”.

Przez 3 lata PiS destruuje państwo, przez 3 lata szukają cokolwiek na poprzedni rząd PO-PSL. I niczego nie znaleźli. Nic i nic znajdują.

PiS jest zepsute od głowy Kaczyńskiego. Postaci samej w sobie nikczemnej, możemy się zastanawiać – a dobrzy pisarze pokusić napisania dzieła – jak to się stało, że daliśmy się zainfekować tak zepsutej głowie Kaczyńskiego, która niczego dobrego nie wyprodukowała.

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Jarosław Kaczyński wrócił na krótki wywiad w TVP. Czy to będzie dłuższa jego obecność wśród zdrowych – trudno orzec. Niektórzy uważają, że zobaczyli nie tylko chorego człowieka, ale i przegranego (Paweł Wroński), inni odnosząc się do tego spostrzeżenia uważają, że to pobożne życzenie – „wishful thinking” (Tomasz Lis).

Nie oglądałem tego wywiadu, bo protestowałem. Bardziej interesujące wydaje się być pytanie: dlaczego Kaczyński akurat w tej chwili dał głos? Raz – by pokazać nam teatrzyk, w którym prezes godzi sprzeczności w PiS? Dwa – bo przegrał Andrzej Duda ze swoją koncepcją referendum konstytucyjnego i trzeba było jakoś ugłaskać swojego prezydenta i elektorat? Trzy – bo prezes chciał niedowiarkom udowodnić, że żyje i ma się lepiej niż Breżniew w ostatnim roku życia, gdy podtrzymywano mu rękę, aby pomachał do swoich wiernych sowietów?

Poprzestanę na tych trzech powodach autokraty Kaczyńskiego, bo tak należy go nazywać. Kaczyński wlał ducha w swoich sowietów, a nas utwierdził w najgorszych przypuszczeniach, że po odebraniu niezależności sądom nie cofnie się przed naszymi protestami ani żadną Brukselą. Następne dzieło zniszczenia będzie dotyczyło mediów prywatnych, sprowadzenia opozycji parlamentarnej do fasady. Na koniec zostawi sobie nasze wolności osobiste społeczeństwa obywatelskiego.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf prezes Kaczyński potraktował w swój niewybredny sposób, interpretując art. 180 Konstytucji („Pierwszego Prezesa SN powołuje Prezydent RP na sześcioletnią kadencję”): – „Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który też się może rozchorować, nie daj Panie Boże, niczego złego nie życzę, ale może też umrzeć i wtedy według tych twierdzeń, które na poważnie prezentowane są w mediach niechętnych rządowi, w dalszym ciągu pełniłby tę funkcję co dotychczas”.

A jeżeli może I prezes umrzeć, to można ją odwołać wbrew Konstytucji zwykłą ustawą, bo w niej nie ma niczego o zejściu z tego świata. Życzenie śmierci Kaczyński podkreślił: „Che, che, che”.
Onomatopeję „che, che, che” nie wydało chore kolano, ale głowa. I tu przychylam się do opinii Wrońskiego – „chory i przegrany”.

Kaczyński nie życzył śmierci byłemu sekretarzowi generalnemu Platformy Obywatelskiej Stanisławowi Gawłowskiemu, lecz wie, że będzie w stosunku do niego rozszerzony katalog zarzutów prokuratorskich, a nawet pochwalił się wiedzą, kiedy poseł PO będzie przesłuchiwany, choć o tym, nie wie jego adwokat Roman Giertych, a możliwe, że i prokurator prowadzący śledztwo. Na tym aktualnie etapie znajduje się autokracja, Kaczyński steruje śledztwami dotyczącymi opozycyjnych polityków.

Podsumujmy prezesa: w polu jego zainteresowań znajduje się – che, che, che – śmierć Gersdorf, represjonowanie Gawłowskiego. O mediach też był łaskaw się wyrazić, z jednej z telewizji jest szczególnie niezadowolony: – „… szczególnie jedna, bardzo – można powiedzieć – zmienia ten obraz i też buduje coś, co jest całkowicie kontrfaktyczne”. Kontrfaktycznie, czyli nie po myśli prezesa, realizowana jest publicystyka polityczna oczywiście w TVN.

Amerykańscy psychiatrzy apelowali o przebadanie swojego prezydenta Donalda Trumpa. Ciekawi mnie, co sądzą polscy lekarze od głowy o tej niedługiej wypowiedzi prezesa partii rządzącej. Jeżeli prezes choruje nie tylko na kolano, czy z tego powodu cały kraj ma odczuwać zapaść, która prędzej niż później objawi się Polexitem i samotnością Polski w Europie, jak w latach 30-tych ubiegłego wieku?

W świecie PiS wszystko jest na odwrót, np. porażka jest sukcesem.

Stanisław Bareja ma się dobrze, nie umarł całkiem wraz z PRL-em. Trzy lata temu odwalił kamień ze swojego grobu – wiem, wiem, został skremowany – i hula w bieżących czasach pisowskich. W PRL-u mieliśmy do czynienia z farsą, a dzisiaj powróciły tamte czasy.

Stanisław Karczewski, marszałek Senatu, orzekł, że winę za odrzucenie wniosku o referendum konstytucyjnym Andrzeja Dudy ponoszą senatorowie Platformy Obywatelskiej, choć zdecydowaną większość w tej izbie ma PiS. Ale taka jest logika w alternatywnym świecie PiS. Karczewski liczył, że politycy PO „wzniosą się ponad walkę polityczną” i poprą Andrzeja Dudę.

Dlaczego zatem 50 senatorów PiS wstrzymało się od głosu, a tylko 9 poparło Dudę? Tego Karczewski nie wytłumaczył. Wicemarszałek Senatu Adam Bielan zachrzęścił w rytm pisowskiego bezsensu i w stylu PiS zrzucił winę na mniejszość w Senacie: – „Totalna część opozycji dzisiaj jest w stanie zakwestionować wszystko”. Taka obowiązuje w ich świecie logika: mniejszość jest większością, a nawet totalną większością.

Zbigniew Ziobro okazuje się jeszcze bardziej totalny niż senatorowie Karczewski i Bielan. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok przychylający się do wątpliwości wyrażonych przez irlandzki sąd, iż Polak oczekujący na ekstradycję w Irlandii może w Polsce być sądzony w warunkach naruszających praworządność. A minister Ziobro interpretuje postanowienie TSUE: – „Sentencja wyroku Trybunału jest bliska stanowisku rządu polskiego”. Sądzony nie może liczyć na praworządność w Polsce, bo taką wątpliwość zgłosił sąd w Irlandii, ale Ziobro w logice pisowskiej twierdzi coś przeciwnego – bezprawie jest dla niego prawem. Taki jest wszak świat PiS – czarne jest białe.

Kolejny przykład – według PiS 6 tys. zł jest większe niż 15 tysięcy. Jak to możliwe? W maju 2015 roku w szczycie kampanii wyborczej, gdy wypłynęły na wierzch taśmy z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele” ówczesna wicepremier Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z byłym szefem CBA opowiadała, że 6 tys. zł to nie są duże pieniądze u władzy.

Politycy PiS byli strasznie oburzeni. Jeszcze niedawno mówili o nadzwyczajnej kaście, gdy I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf przyznała w wywiadzie, że za 10 tys. zł można wyżyć tylko na prowincji. A teraz partia Kaczyńskiego ustaliła, iż 15 tys. zł brutto jest progiem wyznaczającym wysoką pensję.

W świecie PiS wszystko jest na odwrót. Tak powraca z zaświatów Bareja, którego satyra za sprawą PiS przepoczwarzyła się w horror. Nie bądźmy jednak zdziwieni, bo rządzą w kraju politycy, którym z logiką nie jest po drodze. Prezes działa za kulisami, nawet nie pokazuje się rodakom na oczy.

W świecie PiS wszystko jest pozbawione logiki, prawdy. Nie rządzi żaden rozum, ale chore kolano. Nie ma zastosowanie pytanie: „dokąd idziemy?”, ale „dokąd kulejemy, dokąd staczamy się?”

Premier polskiego rządu zajmuje się propagowaniem fake newsów.

Mateusz Morawiecki chwalił się w Brukseli, że w telefonie ma unikatowe zdjęcie prof. Małgorzaty Gersdorf z samym Edwardem Gierkiem. A mógł trochę poczekać, to internauci podrzuciliby mu zdjęcie ze słynnego plakatu z lat 50-tych, na której Soso Dżugaszwili „Stalin” całuje dziecko (być może jego małoletniego wtedy ojca Kornela). W każdym razie tak internauci podpisują socrealistyczny plakat.

Gdy Morawiecki będzie w Watykanie – podrzucam mu pomysł ze zdjęciami z Janem Pawłem II. Może przekonywać papieża Franciszka, aby strącił z piedestału świętych do piekieł polskiego papieża, bo są rozliczne zdjęcia jego z samym Wojciechem Jaruzelskim.

Tym się zajmuje premier polskiego rządu – propaguje fake newsy. Największym takim fejkiem była jego Biała Księga. Pewnie w Brukseli była czytana jak Mrożek w PRL. I znowu Morawiecki się pospieszył, bo mógł poczekać i argumentować, że po to przejmują Sąd Najwyższy, aby… nie fałszować wyborów.

Polska jest postrzegana jako państwo operetkowe, republika bananowa z fasadową demokracją, jak w Rosji i Burkina Faso. Gdyby Morawiecki się edukował, miał ciut większy ciąg na wiedzę, to podrzuciłbym mu krótką lekturę genialnego Gombrowicza „Operetkę”. Boję się jednak, że ten czytelnik „Winnetou” orzekłby, że to za trudne dla niego, bo on i jego ojciec Inczuczuna są z innej gliny.

Morawiecki to swoisty fenomen. Naczelny bajarz kraju, jak nazywają go w nowym numerze „Polityki”, a dla mnie bajerant, bajer to on ma wdrukowany w charakter, bo tak naprawdę jego tatuś Kornel – którego być może ucałował Stalin – walczył z „Solidarnością”, a gdy Jaruzelski tupnął, to wybył z kraju, dał nogę.

Mateusz Morawiecki w zakłamywaniu rzeczywistości dawno przebił swego sponsora politycznego, Jarosława Kaczyńskiego. Jego fake są szyte tak grubą nicią, iż nazywanie tego post-prawdą jest eufemizmem, bliższym klasyfikacji ks. Józefa Tischnera – g…wno prawda. Tak wygląda polityka uprawiana przez Morawieckiego.

Niestety, wieści dla Polski są fatalne, a będą jeszcze gorsze. Naszemu krajowi oficjalnie przypięto łatkę państwa niepraworządnego, bo tak należy odczytywać wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który orzekł, że irlandzki sąd miał podstawy, by odmówić Polsce ekstradycji mężczyzny poszukiwanego przez nasz kraj Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA) za przemyt narkotyków. Powodem takiej decyzji irlandzkiego wymiaru sprawiedliwości były obawy o zagrożenie praworządności w Polsce.

Jest to precedens, który emanuje na postrzeganie praworządności w Polsce i skutkować będzie tym, że taką kwalifikacją obarczone będą wszystkie wyroki w sądach na terenie naszego kraju: „obawy o zagrożenie praworządności”.

Gdy dojdzie do wyroku TSUE ws. praworządności w Polsce, który to proces wytoczy Komisja Europejska, to jest pewne, że po orzeczeniu będziemy mogli twierdzić, iż praworządność w Polsce jest towarem deficytowym. Zauważmy, że wyrok TSUE ws. procedury ENA nie ma charakteru politycznego, tylko srtricte prawny.

Rządy PiS winny uświadamiać nam wszystkim, że mozolne wydobywanie Polski z marginesu na światło krajów cywilizowanych może zostać zaprzepaszczone przez dwa – trzy lata rządów ciemniaków. Po rządach PiS wcale nie będzie tak łatwo odzyskiwać pozycji Polski. To istni Hunowie i Wandale naszych narodowych aspiracji.

6 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Osiągnięcia PiS są fenomenalne. Naród został podzielony na z grubsza gorszy i lepszy sort. W klasyfikacji Jarosława Kaczyńskiego ten gorszy sort przynosi imieniu Polaka chwałę i dumę, bo za takie należy uznać najwyższe nagrody dla reżyserów Małgorzaty Szumowskiej na festiwalu w Berlinie i Pawła Pawlikowskiego w Cannes oraz literacki Booker dla Olgi Tokarczuk.

To jest ta polska gorszość. A jak wygląda lepszość? To antypody dla wspomnianych, gdyby istniał festiwal najgorszych filmów to na najwyższą nagrodę mógłby liczyć „Smoleńsk”, a antyBookera mogliby zdobyć Wildstein bądź Ziemkiewicz. Najlepszość pisowska to czerwona latarnia – tak określa się w klasyfikującej tabeli pierwsze miejsce od tyłu, ostatnie – i taka jest ta lepszość, za którą należy się wstydzić, ale nie wstydzą się tego „prawdziwi Polacy”.

Ten podział dotyczy polityki, kultury, społeczeństwa. Dotyczy świata dorosłych. Niestety pęknięcie na lepszych i gorszych – której aksjologię opisałem wyżej – dotarło do dzieci i młodzieży. To jest fenomen, który na świecie jest niespotykany, dostępny tylko tutaj w kraju nad Wisłą, specialite de PiS.

Dzieciom i młodzieży została odebrana możliwość ekspresji politycznej, której dawano upust podczas Parlamentu Dzieci i Młodzieży, a sesja odbywa się w Dniu Dziecka. Marszałek Kuchciński uzasadnia to bezpieczeństwem dzieci. Co i kto miałoby zagrażać młodym Polakom?

Można się domyślać, iż zagrożeniem jest protest niepełnosprawnych. A więc Kuba Hartwich i Adrian Glinka zostali potraktowani jako niebezpieczni dla innych, choć sami są młodzieżą. Użyto w stosunku do nich strychulca wroga, kogoś niebezpiecznego. Czyli jako kogoś w rodzaju terrorystów.

Po imigrantach, których nie przyjęliśmy, pałeczkę terrorystów przejęli niepełnosprawni. Tak ex katedra przyjął dla najmłodszych Polaków marszałek Kuchciński. Jakim on może być autorytetem dla dzieci i młodzieży? Boję się, że autorytetem z obniżoną oceną. Gdyby przyjęto skalę od 1 do 10, to Kuchciński byłby w niej czerwoną pisowską latarnią.

Aby nie odebrać młodzieży frajdy w Dniu Dziecka organizację posiedzenia Parlamentu Dzieci i Młodzieży podjął się Uniwersytet Warszawski. Odezwała się jednak młodzieżówka PiS, która opublikowała oświadczenie, a w nim czytamy, że alternatywne obrady będą miały charakter „antyrządowy”, bo będzie na nich mowa o „demokracji i wrażliwości społecznej”.

Dla młodzieży wychowywanej przez PiS demokracja jest zagrożeniem, a wrażliwość społeczna niepożądana. Na taki podział wśród dzieci i młodzieży nie godzi się Polska Rada Organizacji Młodzieżowych, która w oświadczeniu pisze: „Decyzja o odwołaniu Sejmu Dzieci i Młodzieży sprawia, że wielomiesięczna praca 460 młodych Posłów i Posłanek, włożona w przygotowania do Sesji została zaprzepaszczona. Od 24 lat misją Sejmu Dzieci i Młodzieży jest kształtowanie postaw obywatelskich oraz szerzenie wśród młodzieży wiedzy na temat zasad funkcjonowania polskiego Sejmu i demokracji parlamentarnej. Decyzja ta uderza w tę misję, nie pozwalając młodym ludziom zabrać głosu w sprawach istotnych dla polskiego społeczeństwa. Ponadto, zwracamy uwagę, że podjęcie takiej decyzji bez konsultacji z samymi zainteresowanymi, jest wyrazem braku uznania podmiotowości młodych ludzi współtworzących to wydarzenie.”

PiS tworzy podziały wśród młodzieży na podstawowym poziomie – edukacji. Na lekcjach historii i literatury otrzymują wiedzę ze świata alternatywnego, w którym założycielami „Solidarności” byli bracia Kaczyńscy, a literaturę piękna reprezentują grafomani Wildstein i Ziemkiewicz.

Gdyby PiS miał dłużej rządzić, polskie społeczeństwo musiałoby sięgnąć po sprawdzone w czasie II wojny światowej metody edukacyjne – komplety. Uczyć wiedzy, a nie propagandy.

Kolano Jarosława Kaczyńskiego jest jak na najlepszej drodze – tak przynajmniej utrzymuje Mateusz Morawiecki. Podzielił się tą wiedzą w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, gdy został zapytany, kiedy jego zwierzchnik wyjdzie ze szpitala: – „Tego nie wiem, to jest kompetencja lekarzy. Ale mam nadzieję, że jest wszystko na bardzo dobrej drodze”.

Droga samego premiera Morawieckiego jest drogą przez mękę, bo każdą ważną decyzję konsultuje: – „Najważniejsze rzeczy konsultuję. Rozmawiamy ze sobą, zwykle przez telefon, bo ma kontuzję pewną”. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Golgotą jest szpital przy Szaserów – do czasu jednak, gdy zostanie przeniesiona na Nowogrodzką.

Trudno nie kpić z Morawieckiego, który jest niesprawny językowo. A może jest sprawny, bo to język z groteski, wykrzywiony wewnętrznie, nie będący w kontakcie z rozumem, zaprzeczający sensowi już na przestrzeni dwóch zdań. Tak sypnął się Morawiecki, gdy zapytany został o fundusze unijne: – „My mamy błędne wyobrażenie, że nasza gospodarka zależy od środków unijnych. (…) Będziemy bardzo twardo walczyć o fundusze strukturalne i na politykę rolną”. Logika tych dwóch zdań jest następująca: będziemy walczyć o błąd.

Język jest nośnikiem oleju w głowie, jak powiedział Jan Onufry Zagłoba, bohater Trylogii Sienkiewicza, którą ponoć Morawiecki czytał. Premierowi jednak albo brak oleju w głowie, albo kiepsko porusza się w języku polskim. Nie mogę się zdecydować, co szwankuje u Morawieckiego, bo jak można połączyć protest niepełnosprawnych w Sejmie z PGR-ami. A to udało się temu bohaterowi wyjętemu z grotesek Barei: – „Ludzie o kamiennych sercach, którzy niszczyli PGR-y w latach 90-tych, zakłady pracy, bezrobocie 25%, zrobili nic albo prawie nic w sprawach społecznych”.

Premier rządu polskiego jeździ po Polsce, zamiast rządzić i tak jak bohater grotesek w każdej poruszanej kwestii jest na bakier z sensem. Morawieckiemu odkleja się oczko, jak „Misiowi” Barei.
Pisowska rzeczywistość musi się sypnąć. Sprzyja jej na razie koniunktura gospodarcza w Europie. Żadna w tym zasługa rządów Misia Morawieckiego, który jest śmieszny w swoich wypowiedziach, a które musimy racjonalizować, aby nie zwariować we własnym kraju.

Zracjonalizował groteskę PiS pewien mężczyzna, który na „schody Kaczyńskiego” na placu Piłsudskiego po prostu wszedł. Przynajmniej wiemy, do czego może w przyszłości będzie służyć ten pomnik, jako atrakcja turystyczna – do wchodzenia. I niech Morawiecki przyjmie do wiadomości, że dla niego schody się zaczęły, ale one prowadzą w innym kierunku – w czeluść.

40 dni trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. 40 to liczba symboliczna w kulturze chrześcijańskiej, tyle dni na pustyni przebywał Joszua z Nazaretu i był oblegany przez złe duchy. Tymi diabełkami okazali się u nas marszałek Sejmu Marek Kuchciński, Mateusz Morawiecki i tudzież takie strzygi i rokity jak Krystyna Pawłowicz, jej koleżanki i koledzy strzykający brudnymi słowami.

Gdyby poruszyć jeszcze jedną symbolikę, wręcz mistykę narodową, to należy mówić o mrokach romantycznych Mickiewicza – „40 i 4” z III części „Dziadów”. Jak mało chrześcijańska okazała się władza PiS i mało polska, mało empatyczna, nieromantyczna, nieoświecona.

W proteście niepełnosprawnych nie chodziło o kompleksy polskie, ani chrześcijańskie, ale o jeden postulat – godnego życia, który nie został spełniony (dodatek na życie w kwocie 500 zł).

Więc co przyniósł ten protest? Każdy z osobna powinien odpowiedzieć na to pytanie. Przede wszystkim większość Polaków dowiedziała się o problemach niepełnosprawności. Niepełnosprawny stał się bliższy rodakom, patrzą na niego dużo bardziej przychylnym spojrzeniem i z empatią. Byłem świadkiem kilku zdarzeń, gdy ludzi na wózkach traktowano z większą atencją, uprzejmością i uśmiechem bliskości, niż to miało miejsce przed protestem.

Niepełnosprawni przegrali jednak z zimnym głazem władzy, która nie jest w stanie podjąć dialogu, a tylko monologować, jaki to sobie sama stawia plus, a jak się z tym nie zgadzasz, to nie pozwolą ci wyjść na spacer, utrudnią dostęp do prysznica, zamkną okna i wyślą strażników, aby wykręcali ręce.

Utrudniano życie protestującym i ich szykanowano. Nie zmieni się ich sytuacja tym bardziej po proteście, kłopot został zażegnany, ta władza ma gdzieś słabszych, są dla niej problemem nie do rozwiązania, bo są grupą społeczną nieznaczącą pod względem wyborczym.

Władza PiS zastosowała swoją strategię. Niepełnosprawni są jeszcze jednym segmentem gorszego sortu Polaków. Czy była szansa na zwycięstwo niepełnosprawnych? Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć. W jakich warunkach zewnętrznych protestu była szansa, aby ta władza pochyliła się nad postulatem niepełnosprawnych?

Gdyby przez 40 dni spadło znacząco poparcie dla PiS, gdyby przed Sejmem i w całej Polsce dochodziło do masowych protestów, to nie mielibyśmy tej sytuacji, iż po 40 dniach zawieszono protest?

PiS się nie zmienia i nie zmieni. Nie miejmy w stosunku do nich żadnych oczekiwań. PiS wygrał z protestującymi. Czy w związku z tym wkrótce wygra wybory?

I jeszcze jedno – PiS nie wygrywa dzięki sobie. Wszystko niszczy, demoluje – Konstytucję, praworządność, niepełnosprawnych. Nie możemy na to pozwolić i dać się zepchnąć na kolejne lata do gorszego sortu.

Kto po Kaczyńskim? Klaudiusz Brudziński czy jakiś Kaligula?

Jarosław Kaczyński w szpitalu przebywa od 8 maja, a ma jeszcze w nim przebywać dwa tygodnie. Niemal półtora miesiąca hospitalizowania. Na kolano – operowane bądź nie – tyle się nie leży. Zatem należy się wszystkim odpowiedź na pytanie: co jest Kaczyńskiemu?

Lekarze unikają odpowiedzi, żadnych komunikatów nie wydają. Gdyby to było kolano, ordynator dawno podałby to do wiadomości, tak jak zasuwał z kulami rehabilitacyjnymi na Żoliborz. Dziennikarze nie potrafią uzyskać dojścia do karty choroby Kaczyńskiego ani do jakiejś pielęgniarki, która aplikuje prezesowi lekarstwa i zastrzyki. Żaden paparazzi nie przedarł się przez zasieki i barykady, za którymi skrył się Kaczyński, wszak łasy na splendor celebrycki. Przecież nie możemy polegać na medialnych rozhoworach Adamów Bielanów i Marków Suskich, których wiarygodność jest zerowa, a w zasadzie minusowa.

Nawet gdy Kaczyński wróci, to na krótko, a jeżeli jego choroba jest inna – a jest wielce prawdopodobne – niż na kolano i o wiele bardziej groźna, będziemy mieli do czynienia z nawrotami. Jesteśmy zatem świadkami odchodzenia Kaczyńskiego. Żeby było jasne – odchodzenia politycznego, bo w egzystencjalnym zawsze daję handicap współczuciu – nawet w stosunku do najbardziej złych ludzi, daję im szansę na odkupienie i poprawę. Acz nie wiem, czy Kaczyński leżący plackiem w zakrystii do końca swoich dni i ogrzewający swoim ciałem zimne posadzki – wg swojej średniowiecznej aksjologii – zasłużyłby na przebaczenie.

Widać gołym nieuzbrojonym okiem, iż w PiS toczy się zażarta walka o stołek prezesa. Tak naprawdę kandydatów jest niewielu. Kaczyński nominował Mateusza Morawieckiego, ale ten jest słaby w strukturach partyjnych, nadrabia tę przypadłość gębą, jest w niej bardziej papieski od prezesa. Nie bez szans ogrzania się na jeszcze ciepłym stołku prezesa ma Joachim Brudziński, który przez Renatę Grochal w „Newsweeku” został przyrównany do mało rozgarniętego Klaudiusza, który psim swędem uchował się na dworze Kaliguli.

Raczej nie ma szans na prezesa PiS Kaligula Zbigniew Ziobro, formalnie nie jest w PiS, ponadto pod każdym względem to cienki Bolek. Starszy Kaligula Antoni Macierewicz ma już za sobą karierę polityczną, kombinował coś ze swoim koniem Incitatusem Bartłomiejem Misiewiczem, ale nie udało mu się na trwałe zrobić go senatorem.

Władza PiS utyka na kolano prezesa, po jego odejściu – ktokolwiek posadzi swoje cztery litery na stołku Kaczyńskiego – będzie bardziej kuśtykała mimo jakichkolwiek kul rehabilitacyjnych. Oby w tym chwiejnym chodzie jak najszybciej się obalili ci, którzy przynieśli Polsce tyle nieszczęść.

Czy Lech Kaczyński był lepszym z braci, jak twierdzi Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji? Michalik pisze te słowa w kontekście „mordu sądowego” na Tomaszu Komendzie, który odsiedział w wiezieniu 18 lat za zbrodnię, której dokonał ktoś inny.

Do posadzenia Komendy walnie się przyczynił Lech Kaczyński, który jako minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka miał jedyny program polityczny – zaostrzyć prawo i bezwzględnie – wbrew procedurom – sadzać kogo popadnie. Padło na Komendę.

Nie był to program naprawy prawa bądź egzekwowania praworządności. Był to program polityczny, który wydobył PiS z niebytu politycznego. Komenda to niejako kozioł ofiarny mitu założycielskiego PiS.
Idąc dalej – czy Lech K. jest lepszy od groźnego dzisiaj Jarosława K.? Wszak to ta sama moneta, jeden jest reszką, a drugi orłem. Zło ma dwie twarze, nie ma w moralności mniejszego zła i większego, choć w polityce używa się takiego argumentu.

Gdyby nie Lech, nie mielibyśmy Jarosława – i tak należy postawić zależność wśród braci K. A potem ci katastrofalni politycy spowodowali, iż Lech odpowiada za katastrofę smoleńską. Choć zdaję sobie sprawę, że trudno osądzać nieżyjącego wg procedur prawa.

Ale może zastosujmy staropolską regułę, że Polak mądry po szkodzie, po katastrofie… I zadajmy sobie pytanie: Ku jakiej katastrofie zmierzamy pod władzą PiS, której dysponentem jest Jarosław K.?
Na ławie oskarżonych historii może być posadzony Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Wyrok, jaki wyda historia, nie będzie dla żadnego z nich uniewinniający. W tej przyszłej polskiej Norymberdze Lech Kaczyński może dostać dożywocie zapomnienia, a Jarosław czapę.

Ale czy na tej podstawie można twierdzić, że Lech jest lepszy z braci? Obydwaj psim swędem dostali się do polityki i takim psim swędem potraktuje ich historia jako zło tej samej monety, o tej samej wartości, zło o dwóch bliźniaczych twarzach.

Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora

Wydawałoby się, że upupienie Zbigniewa Ziobry to żaden problem. Wszak widzimy, jaki on jest. Osoba bez specjalnych walorów intelektualnych i profesjonalnych. Do Ziobry ma zastosowanie jedno z najstarszych polskich powiedzeń, ujęte w pierwszej narodowej encyklopedii „Nowe Ateny” Benedykta Chmielowskiego: – „Koń jaki jest, każdy widzi”.

A w tym przysłowiu chodzi m.in. o osobowość. Jaki jest Ziobro? Na każde oko widać – chabeta. Ale nie śmiejmy się z tego Łyska z pokładu Idy albo z innej polskiej metafory – naszej szkapy. Twórczo Ziobro nic nie może, jego umysł nie może niczego wykreować, lecz z tego kompleksu ten „Nikt” (świetnie wyłuszczony przez pierwszego epika, Homera), może się odwinąć, że go długo popamiętamy.

Na pewno pamięta Ziobrę rodzina Barbary Blidy. Niektórzy zamiast samobójstwa (a może zabójstwa), jak posłanka z Siemianowic Blida, wybierają gehennę. Tak wybrał w 2000 roku młody człowiek Tomasz Komenda. Nie popełnił samobójstwa, został skazany i przez 18 lat za kratami doznał piekła – dosłownie, a nie w żadnej przenośni.

Dlaczego tak się dzieje? Czy ktoś słyszał jak mówi Ziobro, jak debatuje, jakich używa argumentów w debacie? Inteligentniejszym Polakom nie radzę znaleźć się w roli jego interlokutora. Ale to wina wszystkich Polaków, iż komuś tak marnemu pozwalamy być obecnym we wspólnej przestrzeni.

Ziobro z wypuszczenia na wolność niewinnego Tomasza Komendy po 18 latach chce podmalować swój wizerunek, walczącego z III RP. Można to nazwać ohydną manipulacją, lecz czy takie szemrane postaci jeszcze czymś nas zdziwią?

Komenda, który ma za sobą 18 lat piekła, człowieka „Nikt” Ziobrę tak podsumował: – „Nie rozumiem, jak Zbigniew Ziobro może pokazywać jako bohatera człowieka, który od 2010 roku miał wiedzieć, że siedzę niewinnie, ale nic nie zrobił. Jeśli był przekonany o mojej niewinności, to dlaczego musiałem spędzić w więzieniu kolejne 8 lat”.

Ziobrze dużo wcześniej należał się Trybunał Stanu – co zostało zaniedbane przez poprzednich rządzących. Sprawiedliwym byłoby, gdyby ten „koń jaki jest, każdy widzi” za zasługi pochodził w kieracie na spacerniaku przez 18 lat, jak niewinny Komenda – i oby ten spacerniak był mniejszy niż wielkość jego gabinetu w ministerstwie, do którego w ogóle się nie nadaje. I takie jest upupienie tej śliskiej postaci. Piszę „upupienie”, aby nie używać ostrzejszej formy rzeczownika od czteroliterowej części ciała.

w u

8 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Kolano Jarosława Kaczyńskiego zaprowadziło go do szpitala. Za kolanem prezesa poszła polityka, a w każdym razie sprawujący władzę. Media donoszą, że po błogosławieństwo przybywają do szpitala przy Szaserów wszystkie najważniejsze aktualnie osoby w państwie – z premierem Mateuszem Morawieckim włącznie.

Podobno też przybył na Szaserów prezydent Andrzej Duda, który w odległości 100 metrów od prezesa robił przegląd garnituru zębów, bo te ponoć go bolały. Interesująca może być ze względów sensacyjnej narracji odpowiedź na pytanie: jakimi kanałami Duda dostał się do prezesa, bo kolano Kaczyńskiego leży w innym budynku, a Duda otwierał buzię przed stomatologiem w jeszcze innym bloku.

Kaczyński w odgradzaniu się od społeczeństwa ma praktykę godną Kim Ir Sena czy też jego następcy Kim Dzong Una. Tysiące policjantów i setki metrów barierek chronią go na miesięcznicach, do Sejmu wchodzi w otoczeniu zgrai ochraniających osiłków, którzy kosztują przeszło milion zł rocznie. Klejnoty Korony Brytyjskiej nie mają takiej ochrony, o czym mogliśmy się przekonać w filmie z Jasiem Fasolą.

Obywatele RP wraz ze społeczeństwem obywatelskim wygrali na Krakowskim Przedmieściu, nie ma już barierek i tysięcy policjantów podczas miesięcznicy. Właśnie funkcjonariusze przenieśli się na Szaserów.

32 lata temu rzecznik prasowy rządu Jerzy Urban zapowiedział wysłanie bezdomnym w Nowym Jorku 5 tysięcy koców i śpiworów. Nie wiemy do dzisiaj, czy koce dotarły i na jaki adres zostały wysłane.

Ówczesna telewizja była usłużna wobec władzy, jak dzisiejsza. Działa ten sam mechanizm propagandy i manipulacji. Można dobitnie było się o tym przekonać w materiale „Wiadomości” TVP o Marszu Wolności, nie dość, że zaniżono ilość uczestników manifestacji opozycji, ale też wypowiedzi i charakterystykę osób przekłamano. Materiał TVP mógłby spokojnie być wyemitowany w podobnej telewizji – Russia Today (RT).

Szczególnie dotyczy to Wandy Traczyk-Stawskiej, uczestniczki Powstania Warszawskiego, która nie została wpuszczona do Sejmu, aby wesprzeć protestujących niepełnosprawnych, zajęła także głos podczas Marszu Wolności. Traczyk-Stawska upomniała się o niepełnosprawnych: „Przyszłam tu prosić, prosić o to, żebyście pamiętali, że najważniejszą sprawą jest to, żeby najsłabsi mieli pomoc z naszej strony”.

Dla pisowskiej Russia Today uczestniczka Powstania Warszawskiego została wykorzystana politycznie, jakoby „opozycja wykorzystała słabszych, by grać na uczuciach„, zaś protest niepełnosprawnych to sprawka opozycji: „Taki sam model działania widać podczas protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. Protest jest wspierany przez polityków opozycji, w nielegalnej okupacji gmachu Sejmu dostrzegli okazję do ataku na partię rządzącą i lansowania się przed wyborami”.

Stosunek mediów pisowskich i polityków PiS świetnie wczoraj scharakteryzował prof. Marcin Matczak porównując do postaci Edka w „Tangu Mrożka” ćwierćinteligenta z awansu, gbura i chama. Tak samo działają, tak samo traktują społeczeństwo, taki też podają chłam informacyjny.

Edkiem jest Mateusz Morawiecki, Edkiem w garniturze od Armaniego, który nie wstydzi się kłamać w oczy. Wczoraj na spotkaniu w Jędrzejowie bezwstydnie zrzucał winę na poprzedników: „W czasach rządów naszych poprzedników władza była silna dla słabych, a słaba wobec silnych – my chcemy dokładnie odwrotnie, dziś mogę powiedzieć, że nam się to udaje”.

„Udaje się”, bo protest „słabych” – niepełnosprawnych w Sejmie trwa od blisko miesiąca. Edek Morawiecki nie przejmuje się, że stosuje w stosunku do niepełnosprawnych siłę, ten gbur w garniturze od Armaniego chce ich przetrzymać, wykurzyć.

Urban zapowiedział wysłanie bezdomnym koców i śpiworów, dokładnie po 32 latach inny Edek – Morawiecki stosuje tę samą propagandową sztuczkę. Urban mógł nie znać adresu, Morawiecki ma niepełnosprawnych pod nosem w Sejmie przy Wiejskiej, ale Edek woli uciec do Jędrzejowa, czy innej miejscowości, aby nic nie zrobić na miejscu, nie podjąć dialogu, bo tak kazał mu prezes wszystkich pisowskich Edków.

Szef MSWiA Joachim Brudziński w końcu zdefiniował swoją rolę jako ministra nadzorującego policję – będzie polował na „debila”. Ciekawe zajęcie. Otóż w piątek szpital przy ulicy Szaserów został zablokowany przez policję, bo (cyt. tweeta Brudzińskiego): – „Debil, który dwukrotnie zgłaszał policji fałszywy alarm bombowy być może był inspirowany takim barbarzyńskim hejtem, jaki jest kierowany pod adresem PJK (prezesa Jarosława Kaczyńskiego) przez polityków opozycji i dziennikarzy”.

Wicie, rozumicie. Jakiś dowcipniś zatelefonował, że bombę podłożono w szpitalu, a policja wpadła w panikę, dziennikarze – w tym i ja – mieli ubaw, iż trzęsą się im portki, bo nie wiedzą, co zrobić z tym fantem. I wcale nie chodzi o szpital, ale o prezesa, który zachorował na kolano.

Brudziński znany z tego, że jest damą do towarzystwa dla prezesa. Gdzie Kaczyński pojedzie, tam Brudziński mu towarzyszy. Anglosaski obyczaj przeniesiony na pisowski grunt. Mogło być tak, iż Brudziński siedział przy łóżku prezesa i „debil” naruszył mu spokój towarzyszenia swemu panu. Teraz go chce go ścigać.

Alarmy bombowe są tak stare jak telefony, czyli zawinił wynalazca tego urządzenia Graham Bell. W latach 90., gdy Polska uzyskała suwerenność, telefony z informacją, iż podłożono bombę, były tak powszechne, jak wagary uczniów. To właśnie oni, chcąc oddalić jakąś klasówkę, informowali o podłożeniu bomby.

W tym wypadku może być jeszcze inne wytłumaczenie – świetnie opisane w literaturze. Sami zainteresowani akcją mogli zainicjować alarm bombowy. Opisuje to Joseph Conrad w „Tajnym agencie” i Sławomir Mrożek w „Policji”.

Nie chcę nazywać policji „debilami”, ale przeczytajcie inne tweety Brudzińskiego: – „Totalni tłiterowicze oburzeni słowem „debil” które użyłem pod adresem DEBILA! Który swoimi telefonami naraził wielu pacjentów szpitala na niebezpieczeństwo utraty życia. Kierujcie swoje oburzenie w inną stronę, bo ja nie tylko podtrzymuję, że ta kreatura jest DEBILEM ale obiecuję, że dołożę jako szef MSWiA wszelkich starań aby policja i inne służby namierzyli jak najszybciej tę osobę. Mam nadzieję, że prokuratura postara się, aby sąd mógł ukarać tę kreaturę, tak surowo, jak tylko pozwala na to obowiązujące prawo”.

Co ma tutaj do rzeczy określenie „totalni”, może wiedzieć tylko Brudziński. Nie radzi sobie z prostym prowokacyjnym telefonem „debila”, więc w stylu swej totalnej bezradności zwala na innych. Język Brudzińskiego dyskwalifikuje go jako poważną osobę. W polityce dał się poznać tym, że towarzyszy prezesowi i niczym innym. To jest – używając jego języka w stylu mrożkowskim bądź Barei – totalny nieudacznik. Tak! Brudziński jest totalnie bezradny jako minister i bezradny wobec nazywania problemów. Owe tweety świadczą o jego negatywnej totalności.

Wiemy już, że policja walczy z „debilami”. Wobec tego jak nazwać tych, którzy bez telefonu o alarmie wkroczyli na teren Uniwersytetu Szczecińskiego, bo tam odbywała się konferencja naukowa poświęcona filozofii Karola Marksa. Jakby ktoś nie wiedział, kto to – wyjaśniam. Marks to jeden z najwybitniejszych filozofów w dziejach ludzkości, kontynuator myśli Platona i Hegla.

Czy idąc śladami semantycznymi Brudzińskiego, można stwierdzić, że policja to „debile”? Acz Brudziński przeprosił rektora uniwersytetu, to wszak wiadomo, że policja wkroczyła na polecenie prokuratury, która z kolei jest zawiadywana przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę.

Mając do czynienia z takimi postaciami, jak Brudziński i Ziobro trzeba używać łopatologii. Leszka Millera, który niegdyś nazwał Ziobrę „zerem”, nie śmiałbym przewekslować, jak Brudziński innego prowokatora – na „debila”. Ale podsuwam Brudzińskiemu i Ziobrze rozwiązania już praktykowane w historii. Kto by sobie zawracał głowę książkami i nachodzeniem tych, którzy je czytają i interpretują – po prostu spalić je.

Zresztą polecam tym totalnym ministrom wybitny serial, który zaczyna emitować HBO – „451 stopni Fahrenheita” wg powieści Raya Bradbury’ego. Spalić, postraszyć debili. I jak to ujęli inni wspomniani przeze mnie wybitni Polacy (Conrad, Mrożek) znowu zapanuje spokój. Tak! – towarzysze pisowscy „wicie, rozumicie”.

Marszałek Senatu, izby refleksji (jak zakładano w pionierskich czasach) Stanisław Karczewski jest swoistym mistrzem refleksji. Pojechał na Białoruś i w Łukaszence refleksyjnie dojrzał „ciepłego człowieka”.

Znudziło mu się oglądanie w mediach protestu (włącznie z głodówką) lekarzy rezydentów, więc zaproponował im, aby „pracowali dla idei, a nie dla pieniędzy”. Takie złote myśli przychodzą do głowy temu człowiekowi.

Teraz też wygłosił „złotą myśl” w stosunku do protestujących niepełnosprawnych – „najwyższa pora”, by demonstrujące rodziny „poszły do domów” – stwierdził.

W czym problem? Mateusz Morawiecki, a za nim minister od rodziny Elżbieta Rafalska, przedstawili w swoim stylu – nazywam podobne krętactwa mamieniem za pomocą epidiaskopu – mapę drogową, która wyznacza kolejność spełnienia jakoby postulatów protestujących niepełnosprawnych. Przez nieszczęsnego premiera nałożona zostanie danina podatkowa na najbogatszych, nazywana – kolejny omam językowy – daniną solidarnościową. Chwyt komuszy, kiedyś zmetaforyzowany przez ministra minionego reżimu Zdzisława Krasińskiego jako „chrupiące bułeczki”. Bułeczki Morawieckiego nie załatwiają problemu, bowiem hamują rozwój najbardziej przedsiębiorczych.

Mapa drogowa przez niepełnosprawnych została potraktowana jak bezdroże, ślepa uliczka, bo nie spełnia podstawowego postulatu – 500 zł na życie osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa. Ani Morawiecki, ani Rafalska nie podejmują dialogu z protestującymi niepełnosprawnymi. Dlaczego? Boją się, gdyż pisowskie oszustwa zostałyby zdemaskowane w konfrontacji. Pisowscy politycy to uciekinierzy, boją się debaty, jak diabeł święconej wody, w tym są po prostu Belzebubami.

Niepełnosprawni nie chcą być wyślizgani, jak wspomniani lekarze rezydenci. Karczewski chciałby niepełnosprawnych przegnać do Rady Dialogu Społecznego. Tam zostali wyproszeni po swoim proteście lekarze rezydenci i mają to, co mają. Przez trzy miesiące nikt z nimi się nie kontaktował ani nie konsultował. Przygotowany został przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy, który przez rzecznika prasowego Porozumienia Rezydentów Marcina Sobotkę jest opisywany: – „Zamiast reformować system zdrowotny, minister zdrowia chce wprowadzić przepisy pracy niewolniczej”.Lekarze rezydenci uważają, że „projekt ustawy to jednostronne złamanie porozumienia”. Rozważają „wszystkie opcje – łącznie z powrotem do jakiejś formy protestu”.

A jak władze pisowskie postępują z niepełnosprawnymi? Jeszcze gorzej. Morawiecki ucieka od nich, jego zachowanie pokazało, iż gardzi niepełnosprawnymi. Otóż taki dialog tchórzy prowadzi „dojna zmiana” ze społeczeństwem. Gdyby do protestu niepełnosprawnych dołączyli lekarze, przynajmniej moglibyśmy nie bać się o kondycję tych pierwszych. W pisowskiej Polsce wszystko jest możliwe i taki absurdalny scenariusz może się ziścić.

W dniach 25-27 maja w budynku Sejmu, w którym protestują niepełnosprawni i ich opiekunowie, ma się odbyć Zgromadzenie Parlamentarne NATO. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk uspokaja, iż „ta część, w której znajdują się osoby protestujące będzie musiała być wygrodzona w jakiś sposób od części, gdzie się odbywają obrady”. Jestem marnego zdania o Dworczyku, jego elokwencja i pijarowski sznyt to poziom Misiewicza Macierewicza, bo z powyższego jego zdania wynika, iż członkowie NATO zostaną potraktowani, jak ciemny lud podczas miesięcznic smoleńskich.

Protestujący mają być odgrodzeni jakimś murem, jako sprzeciwiający się władzy obywatele. Czy członkowie NATO zgodzą się na takie niecywilizowane potraktowanie niepełnosprawnych, a poza tym – czy nie jest wstyd władzy PiS, że nie potrafi dogadać się z protestującymi? Przecież PiS w stosunku do niepełnosprawnych prezentuje się jak oprawca. Skojarzenia w państwach NATO już są równie nieprzyjemne, wszak z ambasad sekretarze ślą noty dyplomatyczne i opinie.

Przed Zgromadzeniem NATO w Sejmie musi dojść do rutynowych kontroli bezpieczeństwa przez służby specjalne. Muszą więc oni wejść na teren – nawet ogrodzony – gdzie protestują niepełnosprawni obywatele RP. Z tego powodu wydaje się być nieprawdopodobne, aby protestujący zostali niezauważeni i pominięci. Zatem słowa Dworczyka są kłamliwe. Radny warszawski PiS z Rembertowa Artur Wosztyl puścił na Twitterze farbę: – „Te osoby muszą być wyprowadzone z budynku Sejmu, aby można przeprowadzić sprawdzenie budynku”.

Zatem lada dzień będziemy mieli do czynienia z akcją likwidacji protestu pod pozorem dbania o bezpieczeństwo. W następnym tweecie Wosztyl uzasadnia, iż osobom protestującym w Sejmie nie można ufać, nie wiadomo, jakie mają zamiary. Wg radnego PiS żadne służby nie zgodzą się na tolerowanie obecności niezweryfikowanych osób na terenie Zgromadzenia NATO.

Mamy więc do czynienia z podobnym uzasadnieniem w stosunku do protestujących niepełnosprawnych, jakie partia Kaczyńskiego stosowała w stosunku do uchodźców: mogą się wśród nich znaleźć terroryści.

Nikt nie powinien być zdziwiony, do czego jest w stanie posunąć się ta partia – PiS. Nie wpuszczono do Sejmu 92-letniej uczestniczki Powstania Warszawskiego Wandy Traczyk-Stawskiej ani Janiny Ochojskiej. Kim w stosunku do tych wybitnych kobiet jest Marek Kuchciński?

Ochojska porównała sytuację, gdy stała o kulach przed Sejmem, iż „łatwiej było się kiedyś dostać do oblężonego Sarajewa, niż dzisiaj do Sejmu RP”. Także uczestniczka Powstania mogłaby wysnuć porównanie, iż łatwiej było wydostać się kanałami w 1944 roku z zagłady Starego Miasta, niż uzyskać dostęp do protestujących. Niepełnosprawni sprawiają władzy PiS podobny kłopot, jak powstańcy tym, którzy najechali Polskę.

Frasyniuk o zakazach marszałka dla Kuby i Adriana: „Nawet w kryminale, stosując surowe kary, nie można pozbawić osadzonego prawa do spaceru”.

Od kiedy Jarosław Kaczyński leczy kolano w szpitalu przy Szaserów, Mateusz Morawiecki wstaje z łóżka prawą nogą i na jawie dalej śni sen o potędze. Polska nie tylko wydaje mu się z górnej półki rozwoju, ale jest tak nadymana, że premier nie panuje nad tym ego. W radiowej Jedynce podzielił się swoim chciejstwem: – „Chciałbym też, żeby Polska pokazała światu, na czym powinien polegać ten nowy kontrakt społeczny, umownie to nazywam, nowy ład społeczny, który się kształtuje na naszych oczach”.

Ten nowy kontrakt społeczny ma być oparty o solidarność i solidaryzm, co w kontekście protestu niepełnosprawnych w Sejmie musi trącić arogancją. Morawiecki przypomina w tym Józefa Cyrankiewicza, tylko wyłysieje i będzie jak tamten wieczny premier. Prędzej niż później przy pisowskim dążeniu do autokratyzmu dojdzie do równie masowych protestów, jak w 1956 roku. Pozostanie zatem Morawieckiemu powtórzyć słowa Cyrankiewicza wypowiedziane w Poznaniu: – „Każdemu, kto podniesie rękę na władzę, władza tę rękę odrąbie”.

Taki to nowy ład społeczny i nowy nieznany w świecie model gospodarczy premiera Morawieckiego – slajdy, konferencje prasowe, porzucone stępki. Totalna lipa! Czego najlepszym realnym wyrazem jest rok temu położona stępka pod prom w Stoczni Szczecińskiej. Hula tam dzisiaj wiatr, nie widać stoczniowców, nie słychać żadnych maszyn. To była ściema! Stępkę też ktoś podprowadził.

Równie ciekawie zaprezentował się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, który w Sejmie odgrodził się nie tylko od niepełnosprawnych, ale także posłów opozycji. Do tej pory wejścia do marszałka broniła Straż Marszałkowska. Teraz cały korytarz jest odgrodzony zasiekami w postaci baneru informującego o 550-leciu Parlamentaryzmu Rzeczypospolitej.

Piękna rocznica, a postawienie baneru haniebne. Kuchciński w związku z tym ogrodzeniem nazwany został ogrodnikiem. I jest to bardzo trafne porównanie. O takim mamrocie – i tak jestem łagodny dla Kuchcińskiego, bo Tomasz Siemoniak nazywa go zerem moralnym i intelektualnym – ogrodniku pisał w „Wystarczy być” Jerzy Kosiński, a w filmie odtwarzał go genialnie Peter Sellers.

Ogrodnika Sellersa trochę bym zmodyfikował i porównał do innej jego roli – Różowej Pantery. Ta pokraczność jest bliższa Kuchcińskiemu. Ukaranie przez tę „panterę” dwóch niepełnosprawnych – Kuby Hartwicha i Adriana Glinki – zabronieniem wyjścia na spacer dlatego, że spotkali się przed szlabanem sejmowym z Janiną Ochojską, wejdzie na trwałe do annałów polskiego parlamentaryzmu.

Władysław Frasyniuk jest tym zszokowany: – „Nawet w kryminale, stosując surowe kary, nie można pozbawić osadzonego prawa do spaceru. Chcecie wprowadzać represje w Sejmie? Zapytajcie klawiszy, gdzie są granice”.

Polityka w kraju wpadła w silne turbulencje, telepie nami aż miło. Nie wiadomo, co z prezesem PiS w szpitalu przy Szaserów. Tomasz Lis w TOK FM zadał fundamentalne pytanie dla egzystencji Polski: – „Jako obywatel zadaję pytanie – uważam, że jest absolutnie uzasadnione – co się dzieje panem Jarosławem Kaczyńskim? Czy to była operacja kolana? Czy przebiegła pomyślnie? Kiedy wyjdzie ze szpitala? Jakie są rokowania? Uważam, że skoro PiS stworzył model władzy, w którym Jarosław Kaczyński trzyma wszystkie lejce, mam prawo – jako obywatel – wiedzieć, jaki jest stan jego zdrowia”.

Co by tu nie powiedzieć, prezes Kaczyński to woźnica. Piszę to z tej racji, iż wiem, że nie jest kierowcą, bo nie posiada prawa jazdy. Proszę zauważyć, iż nie nazwałem go furmanem, choć wehikuł nowoczesności PiS przypomina furmankę w wersji drabiniastej.

Na Twitterze wcześniej Kleofas Wieniawa też się zatroskał jako patriota: – „Pytanie do lekarzy ze szpitala przy Szaserów: Czy z Kaczyńskiego uszło powietrze? Bo nie dycha politycznie ten specjalista od kanalii i mord zdradzieckich. Pyta zatroskany o los ojczyzny – patriota”. Niejakie informacje podał portal wp.pl – prezes Kaczyński ma włączone światło do późna w nocy, jest otoczony troskliwą opieką ochroniarzy, jak podczas miesięcznic smoleńskich i nie tylko. Portal nie podaje, czy też chronią go jak na Krakowskim Przedmieściu zasieki z barierek, ale dziennikarz portalu mógł tylko podziwiać światłość okien szpitalnych z ulicy.

Pewnie, że można drążyć temat, czy Kaczyńskiemu z pidżamy strzepywany jest łupież, jak to w Sejmie czyni Waldemar Andzel, który siedzi za prezesem rząd wyżej w ławach poselskich?

Wygląda jednak, że w Sejmie wolant jest trzymany w drżących rękach Marka Kuchcińskiego. Marszałek zabarykadował się w swoim kokpicie, nie chce z niego wyjść i wydaje dyspozycje sprzeczne z parlamentaryzmem i demokracją.

A zbliża się poniedziałek, zbliża się ziemia. Lech Wałęsa zapowiedział przybycie do Sejmu, wstęp do świątyni demokracji mu się należy, jak psu kiełbasa. Co więc ma robić spanikowany Kuchciński? Schodzić jeszcze niżej, toż to będzie rozpierducha na całego – kartoflanka. Sejm wywinie orła. A co się stanie, gdy Wałęsa przypomni sobie, jak to przeskakiwał mur 38 lat temu? Dzisiaj nie jest już tak wygimnastykowany, ale od czego my jesteśmy? Przecież my obywatele pomożemy, podsadzimy, aby spełnił się tylko jeden postulat protestujących niepełnosprawnych. Dla porównania podczas strajków w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku było 21 postulatów.

Wygląda na to, że PiS nie da rady turbulencjom i wyrżnie w bagno, którego Kaczyński nie jest w stanie wydrenować.

W PiS zapanowało istne bezhołowie. Prezes Kaczyński od dwóch tygodni leży w szpitalu przy Szaserów. Nie wiadomo, co z nim naprawdę jest. Nie płyną żadne komunikaty o stanie zdrowia ze strony medyków. Podobna sytuacja, jak w reżimach. W ZSRR Breżniew był kwitnącego zdrowia, nawet w sytuacji, gdy podtrzymywano mu rękę pod łokciem, aby mógł pokiwać do publiki. I nagle odszedł.

Broń boże nie chcę snuć podobnych porównań, bo mi szkoda każdego człowieka. A tabloidy opisują sytuacje w szpitalu, że prezes będzie miał operację na kolano, wdały się w nie wirusy, grozi to nawet amputacją. Tabloidy mają swoja poetykę, bo używają ograniczonego zasobu słów. Czytasz jednak o tym i przechodzi ci po grzbiecie dreszcz. Powtórzę, szkoda mi nawet złego człowieka.

Kaczyński może być wyłączony z polityki nawet przez pół roku. Błąd. Może chorować i być rehabilitowany pół roku, bo przecież do niego pielgrzymują najważniejsi politycy PiS. Pół roku bez złych emocji prezesa, czy jesteśmy na to przygotowani?

Prezes otacza się ludźmi pokroju zbliżonym do niego, więc bez obawy. Stworzą klimat, który dobrze znamy, a nawet będą bardziej papiescy niż papież PiS. Mateusz Morawiecki już ogłosił, że Polska jest płatnikiem netto Unii Europejskiej, można wysnuć mniemanie, że przygotowuje grunt pod Polexit, a może to tylko jego papieskość: rżnąć publikę lepiej niż prezes.

Niemniej bezhołowie w PiS czuć. Wyszły na światło medialne nagrody pisowskich ministrów, Kaczyński wystąpił na konferencji prasowej i ogłosił, że jego klika „zwróci” nagrody Caritasowi. Morawiecki zapytany, gdzie są potwierdzenia wpłaty nagród, odparł, że temat jest zamknięty. Nie radzi sobie. A teraz wylewa się kolejne kłamstwo z tego samego nurtu rynsztoka, Morawiecki nagrodził wysokich urzędników Ministerstwa Finansów kwotą 400 tys. zł. Czy oddali na Caritas? Pewnie nie! Bo prezes o nich nie wiedział.

Takie bezhołowie. Kompletnie pogubił się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, zabarykadował się w Sejmie jak w twierdzy. Schował głowę w piasek, nie radzi sobie z protestem niepełnosprawnych. Kołomyja z decyzjami wokół nich, a to nie wypuści na spacer, a to zamknie okna, a to ogrodzi. Drzwi do Sejmu zostały zabarykadowane dla takich znaczących postaci życia społecznego, jak Janina Ochojska czy Wanda Traczyk-Stawska. Politykom opozycji wjeżdżającym na teren Sejmu sprawdzane są bagażniki samochodów, bo mogą coś lub kogoś przemycić.

Kuchciński za tę „bohaterszczyznę” ma zostać wysłany na synekurę do Parlamentu Europejskiej. Tam nie będzie szkodził, bo nie odzywa się i na niczym się nie zna, więc w Brukseli nie będzie się barykadował, a finansowo odkuje. Podobny los wysłania na ekonomiczne saksy do Brukseli ma spotkać Beatę Szydło, która jest wicepremierem nikomu niepotrzebnym, ale ponoć od spraw społecznych, a siedzi cichutko, jak trusia w kwestii niepełnosprawnych. Była premier przynajmniej będzie rozpoznawalna, bo to ona jest współautorką „sukcesu” 1:27.

Może i powinniśmy się cieszyć bezhołowiem w PiS, bo im w sondażach spada, ale czy można się cieszyć tym, iż prestiż Polski sięgnął bruku – jak to powiedział jakiś pisowski „orzeł” – jak fortepian Norwida.

A czeka nas w najbliższych dniach wizyta Lecha Wałęsy u protestujących niepełnosprawnych i Zgromadzenie Parlamentarne NATO w Sejmie. Politycy PiS knują na całego, jak z tego galimatiasu wybrnąć, no i wyjdzie im jeszcze większe bezhołowie. Rekordy śmieszności są bite przez PiS codziennie, kabaretowe „Ucho prezesa” za tym nie nadąża. Ale czy można nadążyć za groteską, nawet gdybyśmy podążali krokami z Ministerstwa Głupich Kroków Monty Pythona.

Machina bezprawia PiS mieli wszystko, co niepisowskie.

Za pośrednictwem faksu Zbigniew Ziobro odwołuje ze stanowisk kolejnych prezesów sądów. Nie podaje żadnego uzasadnienia. Odwołania zostały wysłane w ubiegły piątek wieczorem, a obowiązują od dzisiaj.

W ten sposób potraktowana została wiceprezes Sądu Okręgowego w Opolu Anna Korwin-Piotrowska. – „Do momentu, gdy nie otrzymam oryginalnego pisma z podpisem, nie zamierzam rezygnować ze stanowiska. Wciąż będę wykonywać swoje obowiązki, bo mam dużo spraw, które wymagają dokończenia. Na moim biurku leży wiele słusznych skarg od obywateli, które muszą zostać rozpatrzone” – powiedziała „GW” wiceprezes Korwin-Piotrowska.

Jak twierdzi, od jakiegoś czasu spodziewała się odwołania. – „Nie byłam osobą mile widzianą przez ministerstwo na tym stanowisku. Niejednokrotnie wskazywałam, że pewnych żądań dla nich nie wykonam, bo są sprzeczne z prawem. Zawiadamiałam Krajową Radę Sądownictwa o naruszaniu przez urzędników i sędziów Ministerstwa Sprawiedliwości swoich uprawnień nadzorczych wobec sądu” – stwierdziła dotychczasowa wiceprezes Sądu Okręgowego w Opolu. Wielokrotnie uczestniczyła też w protestach przed sądem przeciwko łamaniu Konstytucji i zmianom w sądownictwie forsowanym przez PiS.

Podkreśliła, że zgodnie ze standardami europejskimi żaden sędzia nie może zostać powołany na stanowisko za pośrednictwem faksu lub ustnego zapewnienia. Zamierza odwołać się do sądu pracy. – „To niezbędna droga do ewentualnego wystąpienia ze skargą do Strasburga. Abym mogła to zrobić, muszę najpierw wyczerpać drogę sądową w Polsce. I zrobię to, aby uruchomić procedurę skargi przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka” – zapowiedziała sędzia Anna Korwin-Piotrowska.

Odwołany faksem w piątek wieczorem został także wiceprezes Sądu Okręgowego w Lublinie Piotr Morelowski. W tym przypadku Ziobro również nie podał żadnego uzasadnienia.

Kadencja wiceprezesa Morelowskiego powinna zakończyć się 16 marca 2020 roku. Na co dzień odpowiadał za sprawy karne. W Sądzie Okręgowym w Lublinie nie kryją zdziwienia, ponieważ sprawy karne były sprawnie rozpoznawane i praktycznie nie było zaległości, na które tak lubi powoływać się Ziobro, zwalniając prezesów sądów.

Formalnie od jutra nowym rzecznikiem rządu będzie Joanna Kopcińska, ale dotychczasowy – Rafał Bochenek zostaje w Kancelarii. Kopcińska wcześniej zasiadała w sejmowej komisji ds. zbadania sprawy Amber Gold.

Szefem Gabinetu Politycznego premiera został Marek Suski, zamiast odwołanej Elżbiety Witek. Kancelarią Premiera kierować będzie Michał Dworczyk, dotychczasowy wiceminister obrony narodowej. Odwołana z tego stanowiska Beata Kempa będzie dalej pełniła „bardzo ważne funkcje w Kancelarii” – jak się wyraził Morawiecki, ale nie podał szczegółów.

Podziękowaniom dla odwołanych nie było końca, a nowo powołani deklarowali ciężką pracę – oczywiście – dla dobra ojczyzny.

(za: koduj24.pl)

Oto mamy skutki zniszczenia sądownictwa w Polsce, które jest zależne od magistra prawa Ziobry i jego usłużnych, zdemoralizowanych „jednostek” jak Święczkowski.

Jak ktoś nie pamieta, kto to jest Święczkowski, to przypomnę tę postać nierozwiniętego – przyjnajmniej retorycznie – gościa, ktory zeznawał przed konisją śledczą ws. śmierci Barbary Blidy.

Ten człowiek wyglądający jak zawał serca, był szefem ABW, gdy Blida jakoby popełniła samobójstwo.

Jakoby… – to jest ważny wyznacznik.

Tacy ludzie poniżający Polskę, jak Święczkowski, rządzą, jest ten „zawał serca” prokuratorem krajowym. Tak wydymano Polaków.

Otóż Zawał ma żonę. Tak! Święczkowski ma żonę, która po deformie sądownictwa została prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu.

Dobrze czytacie!

Święczkowski i jego połowica. Kim może być Święczkowska?  To jest gorzej niż „Folwark zwierząt” Orwella. Gorzej. Chrumkają – jak w fowarku przy korycie.

Bareja by tego nie wymyślił. „I co nam zrobicie?” – zdaje się mówić podła zmiana.

Spadliśmy na dno. Komuszy sort wrócił.

Władza PiS bierze się za dziennikarzy. Skąd dziennikarze mają wiedzę? Andrzej Stankiewicz z Onetu (wcześniej „Rzeczpospolita”) musiał tłumaczyć się prokuratorom, skąd miał wiedzę o SKOK-ach.

Typowe zastraszanie, utrudniania wykonywania zawodu. Pogrożenie palcem: „bratku, jak jeszcze raz pisowców będziesz źle opisywać, to wrzucimy cię do aresztu wydobywczego”.

Politycy PiS donoszą, Ziobro ściga. Mamy już wręcz do czynienia z państwem policyjnym.

Za Stankiewiczem stawili się naczelny i jego zastępcy z „Rzeczpospolitej”.

W SKOK-ach umoczonych jest wielu polityków PiS, a senatorem PiS jest Grzegorz Bierecki, twórca SKOK-ów, który rok w rok wyprowadza z nich kilka milionów złotych – do Luksemburga.

Dlatego PiS nie zgodził się na powołanie komisji śledczej, jest za to zespół poselski, który bada tę największą aferę finansową po 1989 roku.

Władza PiS dobiera się do wszystkich. Do przedsiębiorców, do protestujących (w tej chwili toczy się w całym kraju kilkaset postępowań w stosunku do tych, którzy protestowali – Strajk Kobiet, KOD, Obywatele RP, Łańcuchy światła).

Ziobro śmieje się nam w twarz. Jest ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, pod jego zarządem są władze sądów w kraju, czyli de facto wszyscy sędziowie. Wymienia na swoich.

To dyktatura. Wzięli nas za twarz.