Świecka (02.10.2015)

 

„Prezes ma zawsze rację” – mówi Szydło. Czy czeka nas 20 lat rządów PiS?

Mateusz Włodarczyk, 02.10.2015
– Prezes ma zawsze rację – tak Beata Szydło skomentowała zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego o możliwych dwudziestoletnich rządach PiS.

Kandydatka PiS na premiera Beata Szydło

Kandydatka PiS na premiera Beata Szydło (Fot. Łukasz Krajewski/ Agencja Gazeta)

 

– W krajach demokratycznych jedna partia rządzi kilka kadencji. Nawet i dwadzieścia lat – powiedział wczoraj w Łowiczu Jarosław Kaczyński. Dziś w Sejmie Beata Szydło odniosła się do słów prezesa PiS-u, mówiąc, że prezes ma zawsze rację.

Czy czekają nas zatem dwudziestoletnie rządy Prawa i Sprawiedliwości?

Jeszcze przed słowną laurką Szydło dla Kaczyńskiego Włodzimierz Cimoszewicz krytycznie odnosił się do wszystkich wypowiedzi kandydatki PiS na premiera. – Beata Szydło potrafi bez mrugnięcia okiem opowiadać takie dyrdymały, że albo się kompletnie na tym nie zna, albo cynicznie kłamie – powiedział w rozmowie z Radiem Zet.

 

kaczyńskiMówiO20latach

gazeta.pl

Cimoszewicz: „Albo się nie zna, albo kłamie”. Polityk podważa kwalifikacje Beaty Szydło

mk, 02.10.2015
Włodzimierz Cimoszewicz ostro ocenił kompetencje Beaty Szydło. Polityk był porannym gościem w Radiu Zet. Powiedział m.in., że „ktoś, kto cynicznie kłamie, nie ma prawa być szefem rządu”.

Włodzimierz Cimoszewicz

Włodzimierz Cimoszewicz (BARTOSZ BOBKOWSKI/ Agencja Gazeta)

 

Sondaże nie pozostawiają złudzeń. Prawo i Sprawiedliwość może być niemal pewne wygranej w październikowych wyborach, a to oznacza, że w fotelu premiera zasiądzie Beata Szydło. Włodzimierz Cimoszewicz twierdzi jednak, że nie ma ona kwalifikacji do pełnienia tej funkcji. „Ani związanych z wiedzą i doświadczeniem, ale także moralnych” – powiedział w Radiu Zet.

Kłamstwa i dyrdymały

– Jeśli bez mrugnięcia okiem potrafi opowiadać takie dyrdymały o rozmaitych obietnicach i twierdzić, że nie pociąga to za sobą żadnych konsekwencji finansowych, to po prostu kłamie – powiedział Cimoszewicz, dodając, że „polityk, który cynicznie kłamie, nie ma prawa być szefem rządu”.

Na pytanie Moniki Olejnik, które dyrdymały są kłamstwem, Cimoszewicz odpowiedział, że z obliczeń Szydło wychodziło, że wszystkie obietnice są do udźwignięcia finansowo. – Eksperci, do których mam większe zaufanie niż do partyjnych propagandystów, mówią coś zupełnie innego – podkreślił senator w Radiu Zet .

„Kopacz wiele się nauczyła”

Włodzimierz Cimoszewicz ocenił również obecną premier Ewę Kopacz. Powiedział, że pomimo tego, że „pozwala sobie na wiele populistycznych pociągnięć i posunięć”, to dużo nauczyła się przez ostatni rok.

– Nie zmarnowała tego roku. Wyrobiła się. Popełnia mniej błędów. Jest lepiej przygotowana, choć entuzjazmu we mnie nie wzbudza – powiedział Cimoszewicz.

 

cimoszewiczWostrychSłowach

gazeta.pl

 

Pierwsza posłanka z PO oficjalnie poparła „Świecką szkołę”. Pomaska: Wszyscy bali się za to zabrać

Pierwsza posłanka z PO oficjalnie poparła "Świecką szkołę". Pomaska: Wszyscy bali się za to zabrać
Pierwsza posłanka z PO oficjalnie poparła „Świecką szkołę”. Pomaska: Wszyscy bali się za to zabrać Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

– Zmiana sposobu finansowania lekcji religii może sprawić, że religia po prostu zniknie ze szkół – mówi Agnieszka Pomaska z Platformy Obywatelskiej. W „Bez autoryzacji” zapowiada, że będzie namawiała koleżanki i kolegów z partii, aby poparli projekt „Świecka szkoła”.

Dlaczego poparła Pani świecką szkołę?

Agnieszka Pomaska: Uważam, że religia w dzisiejszej formule po prostu się nie sprawdza. Bardzo często nie jest prawdziwą lekcją religii, jest na swój sposób „fikcyjna”.

W jakim sensie?

Nie jest ani o religii, ani nie znajduje się pod żadną kontrolą. Nie wiadomo, w jaki sposób układane są programy religii w szkołach. Uważam, że tracą na tym uczniowie i sama szkoła. Pamiętam lekcje religii, na które chodziło się do Kościoła, a później do szkoły. Kiedy lekcje religii przeniosły się szkoły, stały się one przymusem.

Nie podoba się Pani sposób prowadzenia tych lekcji, czy to, czego uczą prowadzący?

Religia przede wszystkim jest dziś przymusem. Organizuje się ją w taki sposób, że nie ma realnego wyboru między religią a etyką. W związku z tym chodzą na nią osoby, które nie chcą.

Ale świecka szkoła nie chce wycofać religii ze szkół.

No tak, ale chce zaprzestania finansowania jej z budżetu państwa. A gdyby tak się stało i płaciliby ci, którzy chcą tej religii w szkole, czyli na Kościół i rodziców, to ten wybór musiałby być faktyczny. Dziś mamy dwie lekcjereligii w tygodniu. Uważam, że te pieniądze mogłyby być wydane lepiej. Ja bym wolała, aby moje dzieci zamiast dwóch lekcji religii w przedszkolu miały dwie godziny angielskiego.

Ale teoretycznie można wypisać dziecko z religii.

Teoretycznie.

Praktycznie w sumie też. Pamiętam, że kilkoro moich koleżanek i kolegów spędzało lekcje religii na korytarzu w szatni.

No właśnie, nie powinno tak to wyglądać. Powinni mieć do wyboru etykę lub filozofię. Można by również tak organizować te lekcje, żeby dzieci nie biorące udziału w religii wcześniej szły do domu lub później zaczynały szkołę. Tak to powinno wyglądać, a nie wygląda.

Nie pośle Pani swoich dzieci na religię?

Mają swoją wolę i nie będę ingerować w ich wybory. Jeśli będą chciały chodzić na te lekcje, będą im odpowiadały, nie będę za nie decydowała.

A co sądzi Pani o samym projekcie „świecka szkoła”. Póki co, nie ma politycznego ojca i matki. Ciekaw jestem, kto przygarnie „świecką szkołę”, komu to się opłaca?

Ja uważam, że projektem warto się zająć. Dużo mówi się o lekcjach religii, ale wszyscy bali się za to zabrać. Cieszę się zatem, że jest to inicjatywa oddolna, bo może politycy nabiorą więcej odwagi, aby porozmawiać o tym, czy pieniądze, które wydajemy na lekcje religii są wydawane dobrze. Ja mam wątpliwości.

Czy o tym projekcie mówi się w szeregach Platformy? Na razie on sobie działa w tle, podpisy zostały już zebrane. Ten temat się pojawia w kuluarach?

To nowy temat, jeszcze nie mieliśmy okazji o nim rozmawiać. Podpisy były zbierane, ale to nie był temat. Nikt nas też nie prosił, aby się tym zajmować. W przyszłym tygodniu mamy posiedzenie Sejmu. Dużą rolą dziennikarzy jest, aby polityków pytać o to. Nie znam natomiast zdania kolegów.

Myśli Pani, że nawet konserwatywne skrzydło Platformy mogłoby ją poprzeć? W końcu nie chodzi o wycofanie religii ze szkół.

Trudno mi powiedzieć, mam nadzieję, że tak. Uważam, że powinniśmy zająć się tym projektem. Nie mam pojęcia, jakie jest zdanie polityków. Pewnie będzie łatwiej rozmawiać po wyborach. Dobrze, że zajmie się tym kolejny Sejm.

Jeden z inicjatorów projektów Leszek Jażdżewski mówił, że dobrze, aby ten temat pojawił się właśnie w kampanii. Pytanie, czy Platformie opłaca się taka walka z Kościołem?

Przede wszystkim nie chcę postrzegać tego projektu, jako walki z Kościołem, bo nie o to chodzi, tylko o jakość edukacji w polskich szkołach. Będziemy się tym zajmować w sensie dyskusji, ale zostało jedno posiedzenie Sejmu i po prostu szkoda by było zmarnować ten projekt. Jak zaczniemy proces legislacyjny to i tak go nie skończymy. To na pewno nie trafi pod obrady Sejmu w przyszłym tygodniu, nawet gdyby była na to wolna polityczna.

Wiele wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość wygra te wybory. Nie spodziewam się, że posłanki i posłowie tej partii będą chcieli zająć się świecką szkołą.

A ja się nie spodziewam, żeby PiS miał samodzielną większość w przyszłym Sejmie, nawet jeśli by wygrał. Spokojnie, zaczekajmy do wyborów. Zostały trzy tygodnie, a w polityce jest to wieczność.

Czy będzie Pani namawiała posłów Platformy Obywatelskiej, aby to wasza partia została matką chrzestną projektu „świecka szkoła”?

Nie jestem pewna, czy upolitycznienie tego projektu nie zakończy go fiaskiem. Ale na pewno będę namawiała innych posłów PO do tego, aby przyjrzeli się projektowi i go poparli. Też jestem ciekawa efektów. Zmiana sposobu finansowania lekcji religii może sprawić, że religia po prostu zniknie ze szkół.

pierwszaPosłankazPO

naTemat.pl

Szydło składa projekt ustawy o płacy minimalnej. Zapomniała, że Senat zakończył już prace?

AB, PAP, 02.10.2015

Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Beata Szydło zapowiedziała, że jeszcze dziś złoży w Sejmie projekt ustawy o minimalnej stawce godzinowej, która ma wynosić 12 zł. – To test wiarygodności Kopacz – mówi. Problem w tym, że Senat zakończył już swoje prace w tej kadencji – a bez niego nie da się przyjąć żadnej ustawy

 

Rano Beata Szydło pokazała dziennikarzom projekt ustawy o godzinowej płacy minimalnej i przekazała, że trafi on do Sejmu jeszcze dziś. – Pani premier nie ustaje w składaniu kolejnych obietnic. Więc ja mówię dzisiaj o konkretach, mówię: sprawdzam – zaznaczyła posłanka.

– Jeżeli rzeczywiście Ewa Kopacz chce realizować te obietnice, to jest to najlepszy test na wiarygodność – podkreśliła kandydatka PiS na premiera. Jej zdaniem projekt można przyjąć jeszcze na posiedzeniu Sejmu w przyszłym tygodniu – zwłaszcza że PO również obiecywała podobny projekt i taką samą stawkę godzinową. – Chcę ułatwić to zadanie – mówiła Szydło.

 

Problem w tym, że ostatnie posiedzenie w tej kadencji Senatu zakończyło się wczoraj. A bez akceptacji izby wyższej parlamentu żadna ustawa nie może wejść w życie.

Tomczyk: Szydło jest na symbolicznej barce populizmu

Do zapowiedzi Szydło w programie „Jeden na jeden” w TVN24 odniósł się rzecznik rządu. – Bardzo się cieszę, że PiS kopiuje nasze pomysły. O stawce godzinowej 12 zł za godzinę mówiliśmy już dawno – przypomniał Cezary Tomczyk.

– Jeśli PiS chce być poważne w swoich pomysłach, musi wiedzieć, że warto przedstawić je nie tylko w telewizji, ale też polskim parlamencie. Na ostatnim posiedzeniu Sejmu są rozpatrywane właściwie tylko poprawki Senatu. Szkoda, że PiS, mając takie dobre pomysły, nie zrobiło nic przez cztery lata, żeby złożyć podobny projekt ustawy – mówił i stwierdził, że „Beata Szydło jest na symbolicznej barce populizmu, która dawno temu odpłynęła”.

Tomczyk zgodził się jednak, że trzeba rozpatrzyć projekt PiS i zobaczyć, co się w nim znajduje.

Kopacz: Jeśli PO będzie rządzić, wprowadzi obiecaną płacę minimalną

Do zapowiedzi Szydło odniosła się też szefowa rządu. Ewa Kopacz obiecała już, że jeśli Platforma wygra wybory, jeszcze w tym roku przegłosuje minimalną stawkę godzinową nie mniejszą niż 12 zł.

Premier skrytykowała też kandydatkę PiS za jej słowa o „teście wiarygodności”. Beata Szydło jeździ po Polsce i albo apeluje, albo testuje, a sama „nie zdała testu jako parlamentarzystka” – mówiła Kopacz i oceniła, że złożenie projektu to gest wyborczy.

szydłoSkłada

TOK FM

Fundacja, która chciała zakazać aborcji, atakuje „Świecką szkołę”. Wypomina pieniądze i liczy dzieci

Paweł Kośmiński, 02.10.2015

Briefing obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej

Briefing obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Świecka szkoła” (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Głos obywateli, którzy opowiedzieli się za zaprzestaniem finansowania lekcji religii z budżetu państwa, jest nic nie warty – zdają się mówić członkowie Fundacji PRO – Prawo do Życia. Ważniejsze są dla nich dotacje dla organizacji pozarządowych i liczba posiadanych przez ich działaczy dzieci. Małostkowe to i przerażające zarazem grzebanie w portfelach i życiorysach.

Inicjatorom „Świeckiej szkoły” udało się zebrać wymagane pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą 100 tys. podpisów. Pomysłem, by lekcje religii finansowały związki wyznaniowe albo sami rodzice, a nie jak dotychczas państwo, będzie musiał zająć się Sejm. Jeśli nie ten, to następny. Wszystko zgodnie z jego regulaminem. Ale nie po myśli Fundacji PRO – Prawo do Życia.

To ta, której projektem całkowicie zakazującym aborcji posłowie zajmowali się we wrześniu, a rok wcześniej – tym przewidującym dwa lata więzienia za edukację seksualną.

Teraz irytują się pierwszym sukcesem „Świeckiej szkoły”. I atakują. Podczas okraszonej tytułem „Świecki przekręt” konferencji Kaja Godek skrupulatnie wyliczała, ile pieniędzy czasopismo „Liberté!” (jego naczelny Leszek Jażdżewski jest jednym z pomysłodawców akcji) miało dostać z Ministerstwa Kultury. – Nie przeszkadza im to formułować tez o tym, że pieniądze podatnika nie powinny być przeznaczane np. na naukę lekcji religii. Więc tutaj widzimy wielką hipokryzję – dodała.

W tej złości pani Godek pomyliły się chyba porządki. Dotacje – również dla czasopism – są przyznawane w otwartych konkursach wedle ścisłych kryteriów. To zresztą wyjaśniała już w kwietniu posłowi PiS Dariuszowi Piontkowskiemu minister kultury Małgorzata Omilanowska.

W skierowanej do niej interpelacji polityk PiS oburzał się, że pisma „konserwatywne, katolickie, patriotyczne, prawicowe” są przez ministerstwo marginalizowane. I pytał, czy resort dotował konserwatywną „Teologię Polityczną” i „44/Czterdzieści i Cztery”, katolickie „Christianitas” i „Pressje” albo prawicowy dwumiesięcznik „Arcana”. Poseł musiał się nieźle nadziwić, skoro okazało się, że tylko w 2015 r. resort wspomógł finansowo aż cztery z nich.

Problem z finansowaniem lekcji religii, nad którymi państwo nie ma żadnej kontroli, polega jednak na tym, że nikt nie staje tu rokrocznie do walki w żadnym konkursie. A i tak same pensje dla katechetów kosztują budżet państwa przeszło miliard zł rocznie.

Ale przecież Kaja Godek ma i inne „argumenty”. – Nie wiadomo nic na temat tego, czy pan Jażdżewski sam ma dzieci, a jeśli je ma, w jaki sposób je wychowuje – zastanawiała się podczas konferencji. Przypomnę tylko, jak podczas ostatniej sejmowej debaty nad zakazem aborcji jeden z posłów zaczął wypytywać ją o stan zdrowia jej dzieci. I jej zniesmaczoną wówczas (całkowicie słusznie zresztą) minę. Ale jak rozumiem, wszystko zależy od tego, kto komu w życiu grzebie?

Dla Fundacji PRO inicjatorzy „Świeckiej szkoły” to w ogóle „mniejszość”, która chce „terroryzować resztę społeczeństwa swoimi postulatami”. Tylko że jak wynika z sondażu agencji badawczej SW Research dla „Newsweeka”, ta „mniejszość” to 62 proc. Polaków.

Bardziej przeraża jednak, z jaką wściekłością członkowie fundacji atakują obcą sobie niewątpliwie inicjatywę i dezawuują głos 100 tys. obywateli. Tak, te same osoby, które wymachując podpisami pod projektami antyaborcyjnymi, zarzucały posłom, którzy nie chcieli zmodyfikować prawa zgodnie z ich postulatami, nieliczenie się z głosem obywateli. Ta inicjatywa to jednak dla nich „wyrugowanie religii ze szkół”. Wybiórczy to szacunek dla głosu obywateli (tych katolickich również). I słaba wiara w szczerość ich wyznania.

Zobacz także

chcieliZakazać

wyborcza.pl


%d blogerów lubi to: