Uchodźcy (23.09.2015)

 

Rzecznik rządu o Beacie Szydło: „skrajnie niekompetentna”. „Politycy PiS plotą głupoty”

mkd, PAP, 23.09.2015
– Kandydatka PiS na premiera myli interes Polski z interesem PiS. Jest skrajnie niekompetentna – powiedział rzecznik rządu. Tomczyk podkreślił, że decyzja rządu ws. uchodźców to ogromny sukces negocjacyjny Ewy Kopacz.
Cezary Tomczyk

Cezary Tomczyk (Fot. Wojciech Olkunik / Agencja Gazeta)

 

Tomczyk odniósł się w ten sposób do oświadczenia Beaty Szydło, która przekonywała, że decyzja rządu ws. uchodźców to skandal. Jak oceniła, została podjęta wbrew bezpieczeństwu i bez zgody Polaków. Szydło dodała, że narzucone Polsce kwoty oznaczają, że w kolejnych latach będziemy musieli przyjmować kolejne fale uchodźców, a polski rząd oszukał kraje Grupy Wyszehradzkiej.

Szydło mówiła, że Polska weszła do UE w 1993 r.

– Po raz kolejny mamy pokaz skrajnej niekompetencji pani Szydło, która myli interes narodowy z interesem PiS, to jest wielki problem – powiedział Tomczyk w Sejmie.

Pytany o słowa Szydło, która powiedziała, że narzucone Polsce kwoty oznaczają, że w kolejnych latach będziemy musieli przyjmować kolejne fale uchodźców, Tomczyk powiedział: – Pani Szydło mówiła też, że Polska weszła do Unii Europejskiej w 1993 roku. W tej chwili mamy do czynienia z rozdziałem około 60 tysięcy uchodźców i ten podział został dokonany na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych. Do Polski, po włączeniu do tego mechanizmu Szwajcarii (a także Norwegii i Irlandii – red.), przyjedzie około 4,5 tysięcy uchodźców plus 2 tysiące, na które zgodziliśmy się wcześniej.

To są warunki, o które Polska zabiegała

– Trzeba jasno powiedzieć, że warunki, które zostały wynegocjowane w Brukseli, są warunkami, o które tak długo zabiegaliśmy. Pani premier Kopacz ma dzięki temu bardzo silny mandat do tego, żeby rozwiązać w przyszłości sprawę imigrantów. Trzeba jasno powiedzieć, że warunki dotyczące: rozdzielenia uchodźców od emigrantów zarobkowych, uszczelnienia granic i pełnego wpływu polskich służb na to, kto do nas przyjedzie, i w związku z tym brak automatyzmu (w przyjmowaniu uchodźców – red.), to warunki, które stawiała Polska – powiedział Tomczyk.

Nawet prezes PiS nie uzyskałby lepszych warunków

Jak dodał, nawet gdyby negocjacje w sprawie uchodźców prowadził prezes PiS Jarosław Kaczyński, „to nie byłby w stanie nie tylko zablokować żadnej decyzji, to jeszcze nie uzyskałby żadnych warunków”. – Mamy bardzo jasny podział na PiS, które jest antyeuropejskie, i na Platformę, która jest proeuropejska – podkreślił rzecznik rządu.

Każdy z krajów V4 mógł zachować się inaczej

Pytany o zarzuty, że Polska rozbija jedność Grupy Wyszehradzkiej, Tomczyk powiedział: – Nie można stawiać interesu Grupy Wyszehradzkiej ponad interes Polski.

Wyjaśnił, że stanowisko Grupy Wyszehradzkiej było bardzo jasne – brak zgody na automatyzm i to – jak przekonywał – udało się wynegocjować. Podkreślił, że każdy z krajów Grupy miał prawo zachować się inaczej.

„Politycy PiS plotą głupoty”

– Mamy do czynienia z niewątpliwym sukcesem polskiej dyplomacji i premier Kopacz, nawet PiS nie jest w stanie zaklinać rzeczywistości, bo wystarczy porozmawiać z dyplomatami w UE. Dzisiaj politycy PiS plotą głupoty – ocenił rzecznik rządu.

 

gazeta.pl

 

Duda zaprasza szefową MSW na rozmowę. Ale Piotrowska najprawdopodobniej na nie nie przyjdzie

mkd, PAP, wideo: TVN24/x-news, 23.09.2015
W środę na godz. 17 prezydent Andrzej Duda zaprosił szefową MSW Teresę Piotrowską na spotkanie do Pałacu Prezydenckiego. Wszystko wskazuje jednak na to, że do spotkania nie dojdzie. Rzeczniczka MSW mówi, że minister nie spotka się z prezydentem, mimo że już jest w kraju.
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,18896474,video.html?embed=0&autoplay=1

 

– Szefowa MSW Teresa Piotrowska wróciła właśnie do kraju. Nie spotka się jednak w środę z prezydentem Andrzejem Dudą, MSW przygotowuje odpowiedź dla Kancelarii Prezydenta w tej sprawie – powiedziała rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak.

– Minister wróciła właśnie z Brukseli, ale na miejscu cały czas trwają negocjacje, spotkania, rozmowy; proces się nie zakończył, dzisiaj jest spotkanie szefów rządów (państw UE, z udziałem premier Ewy Kopacz – red.) – sprecyzowała Woźniak. Jak dodała, szefowa MSW czeka na wyniki negocjacji.

Prezydent zaprosił minister spraw wewnętrznych na godzinę 17, rozmowa miałaby dotyczyć m.in. kwestii uchodźców, którzy mają trafić do naszego kraju.

Według informacji PAP z Kancelarii Prezydenta, do chwili obecnej nie ma odpowiedzi z MSW na zaproszenie prezydenta.

„Prezes Rady Ministrów jest gotowa poinformować…”

Oświadczenie w tej sprawie wydał także rzecznik rządu. Możemy w nim przeczytać, że „w związku z dzisiejszym zaproszeniem skierowanym do Minister Spraw Wewnętrznych przez Prezydenta RP, informujemy, że w dalszym ciągu toczą się negocjacje szefów państw i rządów w Brukseli”.

W oświadczeniu napisano również, że „niezwłocznie po zakończeniu negocjacji i powrocie do Warszawy Prezes Rady Ministrów wraz z odpowiednimi ministrami jest gotowa poinformować Pana Prezydenta o szczegółowych ustaleniach szczytu”.

„To spotkanie nie ma sensu”

Rafał Trzaskowski, tuż przed wylotem do Brukseli, został zapytany o spotkanie Piotrowskiej z Dudą. Czy ono ma sens?

– Nie – odpowiedział krótko. – Dlatego że te negocjacje trwają. Tak naprawdę w dniu jutrzejszym będą wyniki całego pakietu i jutro będzie można o tym rozmawiać. Jak rozumiem, pani premier jest gotowa, od samego początku była gotowa do rozmowy z panem prezydentem – podkreślił wiceszef MSZ.

Zaznaczył, że prezydent ma możliwość także zaproszenia premier Ewy Kopacz i ministrów na posiedzenie Rady Gabinetowej. – Trudno rozmawiać z wybranymi ministrami. Największą wiedzę, zwłaszcza po Radzie Europejskiej, będzie posiadała pani premier – powiedział.

– Nie wyobrażam sobie, jak można zapraszać poszczególnych ministrów, a nie rozmawiać z panią premier – dodał Trzaskowski.

Nie ma jeszcze oficjalnej odpowiedzi MSW na zaproszenie prezydenta.

Co ustalono dotychczas?

Na wtorkowym spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych państw UE w Brukseli Polska zaakceptowała decyzję o podziale uchodźców.

– Unia Europejska zgodziła się, że będziemy dzielić 120 tysięcy. Natomiast w tej chwili podjęliśmy decyzję o podziale 66 tys. uchodźców, z czego Polsce przypadnie ok. 5 tys. uchodźców – i ta liczba będzie jeszcze pomniejszona w momencie, kiedy zgłoszą się państwa, które nie uczestniczą w tym programie, takie jak: Szwajcaria, Norwegia czy Irlandia. Poza tymi dwoma tysiącami, na które zgodziliśmy się wcześniej, ta liczba to będzie ok. 4,5 tys. – mówił po spotkaniu unijnym wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski.

Przeciw tym planom były Słowacja, Czechy, Węgry i Rumunia.

Decyzję podjęto w głosowaniu większościowym, chociaż przewodniczący UE Luksemburg początkowo dążył do konsensusu w sprawie podziału uchodźców. Nie udało się jednak przekonać czterech krajów do projektu porozumienia. Polska poparła uzgodnienia, głosując inaczej niż pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej.

Piotrowska: Musimy być solidarni i pomagać

Szefowa MSW Teresa Piotrowska w rozmowie z TVP powiedziała, że do tej decyzji Polska przygotowywała się dość długo, a warunkiem było spełnienie tego wszystkiego, o czym dyskutowano w trakcie negocjacji. – Nasza decyzja była na tak, bo uważamy, że musimy być solidarni, musimy pomagać uchodźcom i chcemy im pomagać, ale w taki sposób, w jaki sobie określiliśmy sami – podsumowała.

– Rząd polski poparł projekt decyzji po bardzo długich negocjacjach – powiedział wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk po spotkaniu w Brukseli.

Kryzys migracyjny będzie tematem nadzwyczajnego szczytu UE w Brukseli, który zaczyna się dziś wieczorem. Unijni przywódcy mają się zastanowić nad nowym strategicznym podejściem do problemu imigracji; celem spotkania będzie też złagodzenie podziałów w UE, które ujawniły się w obliczu kryzysu związanego z napływem uchodźców do Europy. W szczycie weźmie udział premier Ewa Kopacz.

 

dudaZaprasza

gazeta.pl

Robert Lewandowski oszołomił świat. A pamiętacie, że pomaga Syryjczykom?

Justyna Suchecka, 23.09.2015
Robert Lewandowski ejst nie tylko coraz lepszym piłkarzem. To także ambasador dobrej woli UNICEF i pomaga Syryjczykom

Robert Lewandowski ejst nie tylko coraz lepszym piłkarzem. To także ambasador dobrej woli UNICEF i pomaga Syryjczykom (PAUL HANNA / REUTERS / REUTERS)

Gdyby za każdy komentarz o Robercie Lewandowskim w mediach społecznościowych na konto organizacji wspierających uchodźców wpływała złotówka, można by pomóc wielu ludziom. Lewandowski i jego klub już ich wspierają.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Najpierw euforia – Robert Lewandowski strzela w Bundeslidze pięć goli w niecałe dziewięć minut. Internauci i fani piłki nożnej z całego świata szaleją. I zasypują Twittera i Facebooka memami, zdjęciami i filmami z bramkami przecudnej urody.

Później przychodzi więc ta zabawna w gruncie rzeczy irytacja – no naprawdę – wszyscy już to widzieliśmy. Ile osób jeszcze coś wrzuci o „Lewym” do sieci?

A potem olśnienie – chcecie pisać o Lewandowskim? Piszcie! Piszcie, że jest ambasadorem dobrej woli UNICEF i wspiera uchodźców. A jeśli go szanujecie i podziwiacie – też możecie się do niego przyłączyć.

W zeszłym roku po akcji UNICEF z Lewandowskim, 8 mln Europejczyków udzieliło głosu dzieciom uchodźców. O co chodziło? Znany napastnik Robert Lewandowski udzielił głosu Mustafie, chłopcu, który stał się ofiarą wojny w Syrii. Inni poszli za jego przykładem.

A było tak. Słychać strzały. Kamera pokazuje twarz Roberta Lewandowskiego. Piłkarz otwiera oczy i mówi: – Jadłem śniadanie. Nagle mój dom zaczął się walić. Wybiegłem na zewnątrz, żeby zobaczyć, gdzie spadła bomba. Trafiła w dom mojego przyjaciela. Bardzo się wystraszyłem. Gdyby zginął, nie miałbym z kim grać w piłkę. To historia, którą Robertowi Lewandowskiemu opowiedział w obozie dla syryjskich uchodźców w Jordanii mały Mustafa. – To nie jest moja historia. To historia Mustafy – zaznaczał napastnik w specjalnym filmie. – W jego kraju toczy się wojna. Tego, co ma do powiedzenia, nikt nie słucha. Dlatego oddaję mu swój głos. Takich dzieci jak Mustafa są miliony, dzieci, dla których strach, przemoc i wojna to codzienność.

Dziś, gdy Lewandowski jest na ustach całego świata – warto sobie ten jego gest przypomnieć. A nawet wesprzeć go – choćby podając dalej głos Mustafy i innych dzieci, które ucierpiały w skutek wojny w Syrii. A są ich miliony.

Lewy gra na co dzień w klubie, który również zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Piłkarski mistrz Niemiec, Bayern Monachium, we współpracy z władzami Bawarii, udzieli finansowej i materialnej pomocy uchodźcom szukającym schronienia na terenie Niemiec. Klub przekaże na ten cel milion euro, a ponadto stworzy obóz treningowy dla dzieci. Najmłodszym uchodźcom zapewnione zostaną posiłki, stroje sportowe i kursy językowe.

– Jesteśmy przekonani, że ciąży na nas społeczno-polityczna odpowiedzialność za dzieci i dorosłych dotkniętych ubóstwem lub uciekających przed wojną – mówił prezes bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge.

Pamiętajmy o tych słowach, kiedy znów będziemy zachwycać się golami Roberta Lewandowskiego.

wyborcza.pl

Petru: Wkurzyła mnie ciepła woda

Mariusz Jałoszewski, 23.09.2015
Ryszard Petru podczas kongresu programowego swojej partii

Ryszard Petru podczas kongresu programowego swojej partii (Sławomir Kamiński)

Kaczyńskiemu energii dodaje tylko chęć zemsty. Jako zwolennik wcześniejszego przechodzenia na emeryturę powinien niedługo abdykować – mówi Ryszard Petru.
MARIUSZ JAŁOSZEWSKI: Nowoczesna wejdzie do Sejmu? W sondażach poparcie dla pana ugrupowania waha się w okolicy 5-proc. progu wyborczego.

RYSZARD PETRU, LIDER NOWOCZESNEJ: Wie o nas na razie tylko połowa Polaków. Wystarczy, żeby druga część się dowiedziała o tym, co robimy. Wszystkich nie przekonamy. Ale Polacy mają dość starych partii i głosowania na zasadzie mniejszego zła.

Założył pan partię, bo zdenerwował się na PO za OFE?

– Nie tylko. Najbardziej mnie wkurzała ciepła woda w kranie. Opresyjne traktowanie przedsiębiorców przez państwo. I coraz większe zawłaszczanie przez państwo gospodarki. Platforma mówiła i realizowała plan: tylko państwowe jest dobre. Od kilku lat nie jestem w stanie głosować na PO. Często słyszałem, że „nie mamy na kogo głosować”. OFE to był moment zwrotny. Okazało się, że wkurzonych na wciskanie im kitu jest 2,5 mln. To pokazało, że jest duża grupa ludzi do zagospodarowania. Platforma się nie zmieni, nie chce naprawiać Polski. Chce tylko utrzymywać władzę. Myślała, że zawsze będzie grała nutą anty-PiS. Ale w wyborach prezydenckich to nie zadziałało. Duda już nie miał tej przerażającej twarzy Kaczyńskiego czy Macierewicza.

Stefan Niesiołowski mówił o Nowoczesnej jak o pisowskiej agenturze, bo odbieracie PO głosy.

– A PiS mówi, że jesteśmy stworzeni przez Platformę. Jedni i drudzy nie są szczęśliwi, że powstaliśmy. Platforma będzie i tak tracić: za zmarnowane lata, za opresyjność urzędów skarbowych, za ucieczkę Tuska, za niezrealizowane obietnice, za kolejne afery. I przegra.

Nie boi się pan PiS? Jak wygrają wybory, urządzą państwo na swoją modłę. Podporządkują sobie telewizję, sądy, prokuraturę, Trybunał Konstytucyjny. Zadbają o „ideowe” wychowanie dzieci w szkołach. Zmienią konstytucję, by nie można było tych zmian odwrócić. Pan się tego nie boi?

– PiS nie będzie miał wcale takiej większości. Jeśli wejdziemy z silnym poparciem do Sejmu, odbierzemy miejsca w parlamencie głównie PiS. Gdyby na placu boju zostały tylko PiS i PO, to PiS zdobędzie większość słabością PO. Platforma ma dzisiaj szklany sufit, stworzony przez wyborców, którzy prędzej zostaną w domu, niż zagłosują na skompromitowaną PO, oraz tych, którzy rządów PiS nie pamiętają.

Kto będzie rządził?

– PiS nie zdobędzie większości. My wejdziemy. PSL i Lewica może wejdą, a może nie. Kukiz nie wejdzie. Jaka będzie koalicja, zobaczymy. A może z PiS część osób wyjdzie, tam nie ma już jedności jak dawniej.

Nowoczesna będzie w koalicji?

– Z PSL nie widzę koalicji. Jeżeli chodzi o gospodarkę, jest podobne, jeśli nie bardziej wsteczne niż PiS. Lewica z Millerem ma program prosty: trzeba godnie skończyć, wchodząc z kimkolwiek do władzy. Miller pierwszy zadzwoni do Kaczyńskiego z ofertą.

A z Kukizem?

– A o co chodzi Kukizowi? Kogo wprowadzi do Sejmu, jeżeli w ogóle wejdzie? Tych brunatnych? Jakoś sobie nie wyobrażam współpracy z nimi.

Z PiS?

– Dzisiaj głównym celem Kaczyńskiego jest zemsta. Jemu nie chodzi o Polskę, tylko o osobiste wyrównanie rachunków. Aby postawić przed Trybunałem Stanu Tomasza Arabskiego. Wierzy też w państwo socjalne i rozdawnictwo. Nie rozumie, że aby wydawać, trzeba zarobić. Nigdy nie zarabiał, zawsze był na posadach. Taka wizja stoi zupełnie w sprzeczności z moją. Ale w PiS są różne frakcje. Pewnego dnia Kaczyński abdykuje i wtedy PiS zacznie się rozpadać. To może się wydarzyć za rok, trzy lata. Moim celem nie jest bycie w rządzie za wszelką cenę. Brzydzę się postawą PSL, że „zawsze wygrywa nasz koalicjant”.

Oczywiście, po wygranych wyborach Kaczyński sam z siebie odda władzę…

– Energię daje mu tylko chęć zemsty. Jako zwolennik wcześniejszego przechodzenia na emeryturę powinien niedługo abdykować.

Obawia się pan rozliczeń i odwetu?

– Celem Kaczyńskiego jest odwet. Ale to nie argument, by głosować za platformową bylejakością. Ostatnie propozycje PO wskazują, że silne wpływy zdobył tam Ludwik Dorn. Programowo Platformie coraz bliżej do PiS. Obie partie uwierzyły, że „złoty pociąg” istnieje.

Jak można porównywać PO do PiS? Czy Platforma zrobiła sprawę na miarę doktora G. czy Barbary Blidy? Czy zrobiła lustrację, wchodziła o szóstej rano do domu polityków, rozwaliła służby specjalne, zrobiła skok na media? Czy PO roztaczała parasol ochronny nad SKOK-ami? Nie widzi pan różnicy?

– Widzę. Dlatego trzeba głosować na nas. Bo jesteśmy przeciwwagą dla PiS, odrzucamy platformianą bylejakość i mamy realny program naprawy Polski. Trzeba wyjść z tego zaklętego kręgu awantur, które trzymają nas w miejscu.

Podchwytuje pan kłamliwą retorykę prawicy o Polsce w ruinie.

– To nieprawda. Państwo jest źle zorganizowane. Polska nie jest w ruinie, ale są ruiny w Polsce. Nie działa, od Smoleńska poczynając, po Stonogę. Był wcześniej wypadek, zginęła generalicja w wojskowym samolocie CASA, i potem się sytuacja powtarza, bo nie wyciąga się wniosków. Od dłuższego czasu było wiadomo, że trzeba kupić nowe samoloty. Nie mam zaufania ani do urzędu skarbowego, ani do ZUS, powolnie działa wymiar sprawiedliwości. Jest cały czas dużo rzeczy do zrobienia. Wystarczy pojeździć po Polsce pociągiem. W ruinie są pociągi z lat 60. A opresyjność urzędów skarbowych i ZUS jest wyższa niż za rządów PiS.

Akurat kolej w ostatnich latach modernizuje się na potęgę, a tereny przykolejowe zawsze były zapuszczone. Proszę podać przykłady większej opresyjności PO niż PiS.

– To za rządów PO wysyłano instrukcje, by kontrole skarbowe kończyły się w 80 proc. domiarem. PiS z kolei używał aparatu państwa do walki z konkretnymi ludźmi i firmami. To drugie jest gorsze, ale – na Boga! – to, że PiS jest gorszy, nie znaczy, że musimy głosować na dyletantów.

Dużo pan oczekuje od państwa. A jest pan liberałem.

– Dlatego sprywatyzowałbym kopalnie już dwa lata temu. Trzeba było rozmawiać z górnikami twardo, bo tylko prywatny właściciel jest im w stanie dać perspektywę. Jeżeli cena węgla spadnie o połowę, to Komisja Europejska nie da kolejnej pomocy publicznej i kopalnie będą musiały zostać zamknięte. To jest tak proste.

Nie ma już prawdziwych liberałów?

– Prawdziwy liberał nie mówi, że państwo ma nie istnieć, tylko że bez ważnego powodu nie może ograniczać swobód gospodarczych oraz obywatelskich. I pełnić funkcję strażnika zasad, a nie właściciela, producenta i usługodawcy. Jan Krzysztof Bielecki, Donald Tusk i Jan Vincent-Rostowski dawno sprzedali swe idee.

Uważa pan, że Polska może być Niemcami Europy Środkowo-Wschodniej. Jak?

– Musimy z kraju montowni stać się krajem wytwórcą. Trzeba powrócić do zasad: mniej regulacji i równe reguły gry dla firm prywatnych, państwowych i zagranicznych. Likwidacja przywilejów, współpraca nauki z biznesem, edukacja dostosowana do potrzeb rynku prac i dodatkowe, dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne.

Nie wolno ulegać Kaczyńskiemu, który straszy nas prywatnym, bo on ma wszystko płacone przez państwo od początku życia.

Proponuje pan obniżyć i ujednolicić VAT do 16 proc., ale spowodowałoby to podwyżki cen leków i żywności, na które jest dziś niższa stawka. To uderzy w biednych.

– Proponuję liniowy VAT i specjalny program dla najbiedniejszych, którzy stracą na tych podwyżkach: bony uprawniające do uzyskania pomocy.

PO też kiedyś chciała wprowadzić podatek liniowy, ale zrezygnowała. Teraz jest trend, by bogaci płacili więcej.

– Podatek liniowy to propozycja uproszczenia systemu podatkowego, co w Polsce do tej pory się nie udało. Platforma zdradziła swoich wyborców. Stała się socjaldemokratyczna.

Po co jest polityka?

– Żeby mieć wpływ na sprawy naszego kraju. Aby szybciej szły we właściwym kierunku. W Polsce jedyny sposób zmiany sytuacji jest poprzez politykę. U nas w przeciwieństwie do USA czy krajów demokracji ustabilizowanej nie słucha się ekspertów. Jan Krzysztof Bielecki zaczepnie zwracał mi uwagę, gdy krytykowałem ciepłą wodę w kranie: „To stwórz pan własną partię. Wystartuj pan w wyborach, zobaczymy, czy ma pan rację”. Poszedłem za jego radą.

Kim są wyborcy Nowoczesnej? Ludźmi, którym się udało?

– To studenci, lekarze, przedsiębiorcy, artyści, naukowcy, nauczyciele, pielęgniarki, seniorzy.

Proponuje pan podwyżki dla pielęgniarek. Dlaczego?

– Tylko jednej grupie chcemy dać podwyżki. Bo bardziej opłaca się podwyższyć im wynagrodzenia, niż przeszkolić osoby, które będziemy musieli sprowadzać zza wschodniej granicy. Pielęgniarek jest za mało, średnia wieku to 48 lat, a rynek w ochronie zdrowia nie działa. Gdyby działał, ich wynagrodzenia dawno by wzrosły.

Nauczyciele też mało zarabiają.

– Bo podwyżki blokuje Karta nauczyciela. Proponuje zmianę – by dyrektor szkoły mógł te same środki, które ma dziś, rozdzielić pomiędzy te same osoby. I by mógł zwolnić złego nauczyciela, a dobremu zapłacić więcej. Lepsze zarządzanie w ramach tych samych środków.

Czyli likwidujemy przywilej, Kartę nauczyciela?

– Możemy ją zmienić, nie musimy likwidować. Proponuję podwyżki wielu nauczycielom, ale część straci pracę. Jest grupa słabych nauczycieli, którzy nie powinni pracować w szkole, tylko dzisiaj nie można ich zwolnić.

Co dla młodych? W programie Nowoczesnej nie ma mieszkań na wynajem czy likwidacji umów śmieciowych.

– Mieszkania na wynajem są w naszym programie. Nie wszyscy młodzi ludzie muszą od razu kupować swoje lokum, bo kredyt byłby dla nich zbyt dużym obciążeniem. Mogą je wynajmować, tylko trzeba podnieść podaż, żeby ceny nie były zabójcze. Sektor prywatny mógłby takie mieszkania wybudować. Tylko trzeba zmniejszyć ochronę lokatorów, bo nikt nie zaryzykuje budowy pod wynajem, gdy nie można pozbyć się lokatora, który nie płaci. I przyspieszona amortyzacja. Czyli stworzyć takie warunki, żeby sektor prywatny zainwestował duże pieniądze w rynek mieszkaniowy.

Natomiast dla młodych najważniejsza jest lepsza edukacja: szkoły zawodowe i uczelnie dostosowane do potrzeb rynku pracy, zupełnie inne podejście do pracy z biznesem. Szkoły podstawowe powinny uczyć takich umiejętności jak współpraca i twórcze myślenie. Jeśli ktoś zakłada własny biznes, to do momentu osiągnięcia 100 tys. przychodów powinien być zwolniony z podatku i ze składek. Konieczne jest też uelastycznienie kodeksu pracy w kierunku umowy kontraktowej.

Ale Polska ma najwyższy wskaźnik umów śmieciowych w Europie.

– Te umowy są nadużywane, ale dlaczego? Bo jesteśmy tanią montownią, z tanią siłą roboczą. W związku z tym, że konkurujemy zwykle niską ceną, musimy mieć niskie płace. Do tego państwo promuje tych, którzy oferują najniższą cenę. Nic się nie nauczyliśmy, dobijając polskie firmy budowlane przy budowie autostrad.

Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków?

– Na razie zrobił wszystko, żeby pokazać, że będzie partyjnym. Myślałem, że czasem puści oko do PiS, ale będzie jednak się starał grać jak Kwaśniewski, który chciał pokazać, że odciął się od SLD. Natomiast ewidentnie prezydent Duda postępuje zgodnie z wytycznymi wysyłanymi przez Jarosława Kaczyńskiego. Pierwszym z brzegu przykładem są „konsultacje” przed zaproponowaniem referendum. Prezydent spotkał się jedynie ze zwolennikami rozwiązań popieranych przez PiS. Lech Kaczyński był prezydentem, który jednak czasami miał inne zdanie niż brat. Na jego tle Duda wypada strasznie partyjnie: jakby dalej działał w PiS, a jego szefową była Beata Szydło. W czarnych scenariuszach nie sądziłem, że aż tak szybko to się stanie.

RYSZARD PETRU

Ekonomista i polityk (43 lata), pochodzi z Wrocławia. Absolwent SGH. Przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich (funkcja zawieszona) i szef partii Nowoczesna. W czasie studiów został asystentem posła UD Władysława Frasyniuka z rekomendacji swojego wykładowcy Leszka Balcerowicz. Od 1995 r. był asystentem Balcerowicza, a w latach 1997-2000, gdy ten pełnił funkcję wicepremiera i ministra finansów – jego doradcą. Z listy UW bez powodzenia kandydował w wyborach parlamentarnych w 2001 r., potem pracował w Banku Światowym i bankach BPH, BRE i PKO BP. Przez ostatnie trzy lata był partnerem w firmie PWC. W 2014 r. krótko był przewodniczącym rady nadzorczej PKP. Żonaty, ma dwie córki.

petruJeśli

wyborcza.pl

Polska zdradziła Grupę Wyszehradzką? Bzdura. „Jednoczyliśmy się tylko dla pieniędzy z Unii”

klep, 23.09.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,145400,18876274,series.html?embed=0&autoplay=1
– Przeważyło myślenie dużego kraju europejskiego ponad myśleniem regionalnym, ponad politycznym prowincjonalizmem – mówił w Poranku Radia TOK FM Wawrzyniec Smoczyński o podziale uchodźców w Unii Europejskiej. A Renata Grochal przekonywała, że Polska wcale nie zdradziła państw Grupy Wyszehradzkiej.

 

Polska zaakceptowała wczoraj podział do poszczególnych unijnych państw 120 tys. uchodźców. – Ciekawa decyzja Polski, ona odkleiła się od Wyszehradu – zauważył w Poranku Radia TOK FM Wawrzyniec Smoczyński z Polityki Insight.

Polska nikogo nie zdradziła

Kraje Grupy Wyszehradzkiej – Czechy, Węgry i Słowacja – w przeciwieństwie do Polski głosowały przeciw zaproponowanym kwotom. – Mówienie, że Polska wypisuje się z Grupy Wyszehradzkiej to pomyłka – wskazywała Renata Grochal z „Gazety Wyborczej”. Zaznaczyła, że w grupie nie było jedności w wielu sprawach. Choćby ukraińskiej – przywódcy Czech czy Węgier nie mieli oporów, by spotykać się z Władimirem Putinem w samym środku konfliktu w Donbasie.

Smoczyński podsumował, że nie można przeceniać znaczenia Grupy Wyszehradzkiej. – Jednoczyła się wtedy, kiedy można było wziąć pieniądze z unii – zauważył.

Zobacz także

 

TOK FM

Nie tylko codzienna msza. Nowy kapelan Andrzeja Dudy chce święcić biura w Pałacu Prezydenckim i wieszać tam krzyże

Nowy kapelan Andrzeja Dudy chce wieszać w Pałacu Prezydenckim krzyże i święcić biura. Na zdjęciu Andrzej Duda i kard. Kazimierz Nycz podczas Święta Dziękczynienia.
Nowy kapelan Andrzeja Dudy chce wieszać w Pałacu Prezydenckim krzyże i święcić biura. Na zdjęciu Andrzej Duda i kard. Kazimierz Nycz podczas Święta Dziękczynienia. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

W Pałacu Prezydenckim wkrótce mają zawisnąć nowe krzyże. To inicjatywa kapelana Andrzeja Dudy ks. Zbigniewa Krasa. Jak mówi naTemat pracownik Pałacu Prezydenckiego duchowny wysłał na służbowe skrzynki maila, w którym prosi o zgłaszanie się urzędników, którzy chcą, by poświęcono ich biuro i zawieszono tam krzyż.

Kiedyś podczas miesięcznic smoleńskich wypędzano z Pałacu Prezydenckich złe duchy i odprawiano egzorcyzmy. Kiedy prezydentem został Andrzej Duda zrezygnowano z tego zwyczaju. Może dlatego, że kapelan nowego prezydenta zapowiedział, że będzie codziennie odprawiał mszę dla prezydenta i jego współpracowników.

Ale na tym nie koniec. Jak dowiaduje się naTemat niedawno wszyscy pracownicy Andrzeja Dudy dostali na służbowe skrzynki mailowe. Ksiądz Zbigniew Kras proponuje w nim urzędnikom Kancelarii poświęcenie biur, w których pracują oraz powieszenie w nich krzyży. Takie informacje przekazał nam pracownik Kancelarii Prezydenta.

Niedawno ostro krytykowano prezydenta Słupska Roberta Biedronia, który polecił policzyć krzyże w jednostkach podległych urzędowi. Odpowiedział tym samym na wniosek internauty, który w ramach dostępu do informacji publicznej poprosił o liczbę krzyży w pomieszczeniach zajmowanych przez samorządowe instytucje. Prawica zaczęła się w tym doszukiwać drugiego dna i oczywiście rozpętała aferę.

nieTylkoCodziennaMsza

naTemat.pl

Islamizacja Polski

Magdalena Środa, filozof, etyk, 23.09.2015

Prezydent Duda podpisał projekt ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego

Prezydent Duda podpisał projekt ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Prezydent Duda wywiązuje się właśnie z wyborczych obietnic. Za jedyne 40 mld zł zamierza przywrócić ludowi wcześniejsze emerytury. Bo – o czym jest przekonany – starzy zajmują młodym miejsca pracy. A nie powinni.

Wcześniejsze emerytury ucieszą więc zarówno starych, jak i młodych. Starzy sobie odpoczną, młodzi popracują. Kiedyś pewien kandydat na prezydenta głosił hasło „odblokowania kobiet z rynków pracy”, bo był przekonany, że gdy kobiety wrócą do domów, to ich miejsca pracy zajmą mężczyźni, co załatwi problem bezrobocia.

Jedno i drugie przekonanie jest fałszywe – ani młodzi nie rzucą się na miejsca pracy starych, ani mężczyźni na miejsca pracy kobiet. Bo nikt na takich roszadach nic nie zyska. Wcześniejsze emerytury to niższe emerytury i puste rynki pracy.

Uchodźcy ich nie zapełnią, bo ich nie wpuścimy, a jeśli nawet wpuścimy, to sami uciekną, bo w kraju o takim poziomie nienawiści do obcych nie sposób ani pracować, ani normalnie żyć. Będziemy dumnym, jedynym, białym, katolickim i coraz bardziej wyludnionym krajem w Europie. Bo granice obronimy, nawet nie wojskiem, tylko ksenofobią, ale dobrobytu już nie.

Niemcy wiedzą, że przy swoich problemach demograficznych, aby utrzymać wzrost gospodarczy, muszą co roku przyjąć mniej więcej pół miliona imigrantów. I przyjmą. Będą to nie tylko Polacy, choć i tych wyjedzie niemało. Zagospodarują uchodźców.

Nasz prezydent perspektywicznie myśleć nie chce, bo dla niego liczy się tylko sukces jego partii 25 października. A potem choćby potop. To znaczy – powrót do tradycji. Kobiety będą siedziały w domach, rodziły dzieci i wykonywały wszelkie nieodpłatne prace na rzecz mężczyzn. Bo kobiety – jak mówi pan prezydent – „mają do spełnienia szczególną rolę w społeczeństwie”, a mianowicie „pielęgnowanie seniorów oraz wychowywanie wnuków”.

Idzie stare! Pisarze do piór, studenci do nauki, kobiety do pieluch i do mycia pup (starych i młodych), bo to jest polska tradycja i takie jest powołanie kobiety, nad którego realizacją będzie czuwał pan prezydent wraz ze swoją partią.

Za wcześniejszymi emeryturami kryje się nie tylko ich niższy poziom, ale także dyskryminacja kobiet. Zwróciła na to uwagę prof. Ewa Łętowska, twierdząc, że decyzja pana prezydenta „narusza zasadę równego traktowania obu płci w zakresie prawa do zabezpieczenia społecznego”. Obniżenie emerytur nie dość, że kosztowne dla wszystkich, to narusza jeszcze art. 33 konstytucji dotyczący równości kobiet i mężczyzn. Warto o nim pamiętać, bo w nadchodzącej epoce – jak przewiduję – będzie to najczęściej gwałcony przepis prawa zasadniczego. Idą stare nierówności.

I jakoś nikt nie zauważa, że tym, co odróżnia tak nienawidzonych przez katolicką prawicę muzułmanów od chrześcijan, jest między innymi stosunek do kobiet. W krajach chrześcijańskich kobiety są równiej traktowane i ich rzeczywista emancypacja jest miarą cywilizacyjnego postępu. Tymczasem Polska będzie się islamizowała, i to nie dlatego, że pojawią się tu uchodźcy.

polskaMoże

wyborcza.pl

„Smoleńsk” prawie gotowy. Film dla tych, którzy „nie dali się okłamać”

Agnieszka Kublik, 23.09.2015

Antoni Krauze, reżyser filmu

Antoni Krauze, reżyser filmu „Smoleńsk” (Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta)

Reżyser Antoni Krauze chciałby pokazać swój film „Smoleńsk” jeszcze w tym roku. Zdjęcia już zakończone, właśnie trwają prace nad efektami specjalnymi

Reżyser Antoni Krauze („Czarny czwartek”) deklaruje, że ten film robi „dla wszystkich tych, którzy nie dali się zmanipulować, nie dali się okłamać”. – Mam nadzieję, że „Smoleńsk” obejrzą ci, którzy nie wierzą w kłamstwo smoleńskie, ale również i tacy, którzy pójdą na niego z ciekawości. Może ten film coś im uświadomi? – mówi w „Kurierze Wnet”, gazecie związanej z internetowym radiem założonym przez Krzysztofa Skowrońskiego.

„Smoleńsk” to film fabularny opowiadający o katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r. Opowiada historię dziennikarki, która prowadzi własne śledztwo i dochodzi do innych wniosków niż komisja MAC i komisja Millera.

Krauze: „Chodziło mi o to, żeby w tym filmie zgromadzić to wszystko, co jest naszą dzisiejszą wiedzą o tragedii smoleńskiej. W filmie niczego nie fabularyzuję, nie wymyślam jakichś historii. Spożytkowałem całą wiedzę zgromadzoną przez tych, którzy próbują dojść prawdy o katastrofie smoleńskiej. Mam na myśli zespół posła Antoniego Macierewicza, który od wielu lat próbuje dojść do tego, co tam się stało”.

Chodzi o zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza, wiceprezesa PiS, który twierdzi, że na pokładzie tupolewa doszło do kilku wybuchów.

Film był kręcony m.in. w Warszawie, Dęblinie, Mińsku, Krakowie, Chicago i Smoleńsku. Konsultantami filmu są m.in. dowódca Tupolewa-154 nr 101 podczas lotu 7 kwietnia 2010 r. ppłk Bartosz Stroiński oraz dowódca Jaka-40, który 10 kwietnia lądował tuż przed rządowym tupolewem, porucznik Artur Wosztyl (w wyborach parlamentarnych kandyduje z list PiS).

Film kończy symboliczna scena, w Lesie Katyńskim w 1940 r. spotykają się duchy pomordowanych oficerów Wojska Polskiego oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy smoleńskiej. Na koniec oficerowie salutują prezydentowi, prezydent podaje im rękę.

Ostatni klaps padł w maju tego roku.

Po premierze „Smoleńska” reżyser ma zamiar wycofać się z zawodu. – Podjąłem taką decyzję, bo to była bardzo ważna sprawa w moim życiu. I myślę, że jeśli uda się ten film przedstawić publiczności, to uznam, iż to, co miałem do zrobienia w swoim życiu zawodowym, zrobiłem – mówił Krauze kilka dni temu w Radiu Wnet.

Jakie mogły być motywy zamachu na Kaczyńskiego? Krauze widzi to tak: „Myślę, że jeśli próbujemy sobie wyobrazić, jak wyglądałaby Polska w następnej kadencji prezydenta Kaczyńskiego, otrzymujemy odpowiedź, dlaczego musiał zginąć. Niektórzy uważają, że zginął nie tylko dlatego, że czemuś tam zagrażał jako prezydent Rzeczypospolitej, ale musiał ponieść karę – bo tak pokazuje praktyka. Został ukarany za swoją interwencję w Gruzji”.

Film miał spore problemy finansowe. Ponad rok temu zabrakło pieniędzy. Państwowy Instytut Sztuki Filmowej odmówił dotacji. Eksperci zdruzgotali scenariusz jako jednostronną, „fabularyzowaną publicystykę smoleńską”. Twórcy filmu powołali fundację Smoleńsk 2010. Na stronie fundacji czytamy, że 23 sierpnia brakowało jeszcze 1 481 219 zł (całość to ok. 9,5 mln zł).

Premiera miała odbyć się w kwietniu tego roku, ale twórcy nie zdążyli. – Dopiero w końcu lutego przystąpiliśmy do zdjęć – mówi Krauze – Obecnie czekamy na efekty specjalne, komputerowe, i to się trochę przeciąga. Dlatego nie mogę powiedzieć, kiedy film będzie gotowy, ale ze wszystkich sił pragnę, żeby to było w tym roku.

W filmie zagrają m.in.: Beata Fido (dziennikarka), Lech Łotocki (Lech Kaczyński), Ewa Dałkowska (Maria Kaczyńska), Katarzyna Łaniewska (Anna Walentynowicz).

Zobacz także

katastrofasmoleńska

wyborcza.pl

Uchodźcy rozdzieleni. Polska przyjmie maksymalnie 7082 osoby

Tomasz Bielecki, Bruksela, 22.09.2015

Ministrowie spraw wewnętrznych Polski i Niemiec: Teresa Piotrowska i Niemiec Thomas de Maiziere w Brukseli, 22.09.2015

Ministrowie spraw wewnętrznych Polski i Niemiec: Teresa Piotrowska i Niemiec Thomas de Maiziere w Brukseli, 22.09.2015 (EMMANUEL DUNAND / AFP/EAST NEWS)

Warszawa zgodziła się na przyjazd ponad 5 tys. dodatkowych uchodźców z Syrii, Erytrei i Iraku do 2017 roku. Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia były przeciw, ale zostały przegłosowane

– W unijnej decyzji nie ma zasady automatyzmu, nie ma zapisanego algorytmu dla Polski. To nie jest więc precedens dla stałych i przymusowych rozdzielników na przyszłość – mówi minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski.

Luksemburg, który sprawuje teraz unijne przewodnictwo, w ramach desperackich poszukiwań kompromisu zaproponował, by teraz rozdzielić tylko 66 tys. ze 120 tys. uchodźców docierających do Włoch i Grecji. Rozmieszczenie pozostałych 54 tys. – znów na zasadzie formalnej dobrowolności – ma być postanowione mniej więcej za rok. Było to możliwe, bo owe 54 tys. w pierwotnych planach UE mieli stanowić uchodźcy przejmowani z Węgier. Ale premier Viktor Orbán zrezygnował z tego dobrodziejstwa, bo musiałby gościć u siebie unijnych urzędników przypatrujących się, co Węgrzy wyprawiają na granicy.

Polska od kilkunastu dni szukała sposobu na załagodzenie sporu z Brukselą o uchodźców. Dlatego Warszawie spodobał się pomysł Luksemburga – już od rana sygnalizowała zgodę na przyjęcie 5082 spośród dodatkowych 66 tys. uchodźców. Pierwotnie Polska miała przyjąć 9287 osób, łącznie z przejmowanymi z Węgier. W lipcu zgodziła się na przyjęcie 2 tys. uchodźców (w tym 900 bezpośrednio z obozów na Bliskim Wschodzie), a zatem łączne obietnice Polski to obecnie 7082 uchodźców. Może to być jednak ok. 500 osób mniej, jeśli część uchodźców przyjmą kraje spoza UE, takie jak Islandia i Norwegia.

Podczas poniedziałkowego spotkania szefów MSW w Brukseli nawet tak złagodzony rozdzielnik spotkał się z zaciekłym oporem Słowacji. Mniej kategoryczne „nie” powtarzali ministrowie spraw wewnętrznych z Węgier, Czech i Rumunii. Ostatecznie Luksemburg zdecydował się na przeprowadzenie głosowania w Radzie UE (tworzą ją ministrowie krajów Unii). – Mam wrażenie, że niektórzy chcą być przegłosowani, by potem móc wygłaszać w domu tyrady przeciw „dyktatom Brukseli” – skarżył się zachodni dyplomata.

Słowacy odwoływali się do lojalności Grupy Wyszehradzkiej, ale minister Teresa Piotrowska – po przeprowadzonych ok. godz. 17 konsultacjach z Warszawą – potwierdziła polskie stanowisko. Głosując za, Polska opowiedziała się nie tylko za pomocą dla uchodźców, ale także za ratowaniem wizerunku i poprawnych stosunków z Zachodem.

Gdy się okazało, że na konsensus nie ma już szans, przeciw rozdzielnikowi zagłosowali też Czesi, Węgrzy i Rumuni. Głosowanie w tak kontrowersyjnej kwestii jest dozwolone przez traktat lizboński, ale od jego wejścia w życie w 2009 r. Rada UE nigdy nie odeszła od szukania jednomyślności w tak gorących sporach jak dzielenie uchodźców. To wyłom, którego boją się zwłaszcza mniejsze kraje UE. Dlatego Finlandia wstrzymała się od głosu. Z krajów głosujących przeciw tylko Słowacja zapowiedziała, że będzie próbowała podważać rozdzielnik na gruncie unijnego prawa. Decyzja Rady UE jest wiążąca dla kolejnych rządów Polski. Weto Warszawy nic by wczoraj nie dało – przeciwników rozdzielnika było zbyt mało.

– W decyzji Rady UE są wszystkie elementy, których domagała się premier Ewa Kopacz, w tym nacisk na ochronę granic zewnętrznych Unii i zachowanie przez Polskę kontroli, kogo przyjmujemy – tłumaczy Trzaskowski. Te elementy były od dość dawna w propozycji Brukseli, ale rząd przekonuje, że zdołał je ulepszyć. Ponadto Rada UE zdecydowała, że w nadzwyczajnych okolicznościach kraje Unii będą mogły zadeklarowaną liczbę uchodźców zmniejszyć o 30 proc. A w razie katastrof – jak potencjalna fala uchodźców z Ukrainy – Polska zostałaby zwolniona z rozdzielnika.

Do Unii w tym roku dotarło przez Morze Śródziemne ok. 478 tys. ludzi, w tym 347 tys. szlakiem bałkańskim zaczynającym się w Grecji. Ponad połowa to Syryjczycy. Komisja Europejska zamierza wszcząć na dniach procedurę dyscyplinującą przeciw Atenom i Rzymowi, by zmusić je do lepszej „obsługi” granicy zewnętrznej Unii – w tym rejestrowania imigrantów i pobierania od nich odcisków palców. Polscy wysłannicy będą uczestniczyć w kwalifikowaniu uchodźców do przesiedlania w Polsce. Pierwsi mają przyjechać w przyszłym roku.

Dziś szczyt przywódców UE zajmie się m.in. wsparciem finansowym dla Turcji, by pomóc jej w utrzymaniu obozów dla syryjskich uchodźców (jest ich tam 2 mln). I tym samym wyhamować ich wędrówkę na północ.

Zapraszamy na spotkanie „Islam w Europie i poza Europą”, 29 września, godz. 18, „Gazeta Wyborcza”, ul. Czerska 8/10, Warszawa.
O islamie rozmawiać będą: Olivier Roy (Europejski Instytut Uniwersytecki we Florencji) i Patrycja Sasnal (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych).
Spotkanie poprowadzi Grzegorz Dobiecki z Polsat News. Tłumaczenie symultaniczne

kulisyPolskiej

wyborcza.pl


%d blogerów lubi to: