Duda (26.08.2015)

 

Andrzej Duda zapomniał, że jest prezydentem, a nie premierem. Przez brak konsultacji zalicza więc pierwsze wpadki

Andrzej Duda domagał się zwiększenia roli Polski w rozmowach o Ukrainie, ale nie skonsultował swoich planów z polskim rządem ani z zagranicznymi partnerami.
Andrzej Duda domagał się zwiększenia roli Polski w rozmowach o Ukrainie, ale nie skonsultował swoich planów z polskim rządem ani z zagranicznymi partnerami. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Andrzej Duda w sferze polityki zagranicznej próbuje być bardzo samodzielny. Nie konsultuje planów z rządem i zapowiada nieprzedyskutowane z zagranicznymi partnerami decyzje. W przypadku Ukrainy miał być wielki sukces, a jest wielka potrzeba ciągłego tłumaczenia się. PO sytuacje wykorzystuje i punktuje nowego prezydenta: rządzi się, nie konsultuje, a dyplomację prowadzi poprzez media. Po pierwszym politycznym zamieszaniu w sprawie Ukrainy i na dzień przed wizytą w Berlinie coraz częściej pojawia się też pytanie o jego eksperckie zaplecze.

Poroszenko mówi „nie”
Zamieszanie po wypowiedzi Andrzeja Dudy w sprawie Ukrainy trwa. Prezydent przekonywał, że Polska powinna uczestniczyć w rozmowach na szczycie – obok Niemiec, Francji, Rosji i samej Ukrainy, lecz ci nie przyjęli z nas otwartymi ramionami. Swój sprzeciw w pierwszej kolejności podniósł prezydent Petro Poroszenko, który – jak informowaliśmy w naTemat – zadeklarował, że aktualny krąg zainteresowanych jest wystarczający.

Czy to źle, że polski prezydent chce, aby jego kraj uczestniczył w rozmowach dotyczących Ukrainy? Nie. Źle, że mówi o tym bez konsultacji z rządem i uczestnikami owych rozmów.

PETRO POROSZENKO

Nie potrzebuję nowych formatów. Mamy format miński i format normandzki; w ramach tych formatów możemy o wszystkim dyskutować.

Format normandzki – czyli rozmowy na temat Ukrainy w gronie czterech państw: Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy.

Warunki wobec Niemiec
Jeszcze przed zaprzysiężeniem Dudy na prezydenta, jego doradca Krzysztof Szczerski zapewniał, że relacje Polski z Berlinem będą dobre, jeżeli Niemcy spełnią nasze cztery warunki. Wśród nich znajdowała się głośna dziś polityka wschodnia i zwiększenie pozycji Polski w tym względzie. Angela Merkel warunkami się raczej nie przejęła, a wzywając Petro Poroszenkę „na dywanik” pokazała Dudzie, że warunki – póki co – wciąż dyktuje ona.

Prezydent nie skonsultował z nią swojej koncepcji, choć już w piątek odwiedza Berlin i mógłby to zrobić. Błędem Andrzeja Dudy był nie tylko fakt, że ominął Merkel czy Francoisa Hollanda. Nie poszukał również wsparcia wśród tych, z którymi do owego porozumienia pragnie dołączyć, czyli ze Stanami Zjednoczonymi, przedstawicielami Unii Europejskiej czy pozostałymi sąsiadami Ukrainy. Wówczas jego wyjściowa pozycja negocjacyjna byłaby silniejsza.

Dlaczego nikt nie konsultował tej decyzji? Nie przygotował i nie wprowadził prezydenta w kulisy dyplomacji – takie pytania pojawiają się coraz częściej i nie są nieuzasadnione. Za sprawy zagraniczne w otoczeniu Dudy odpowiada Krzysztof Szczerski i Biuro Spraw Zagranicznych znajdujące się w Kancelarii. Pytanie, czy to jednak nie za mało w porównaniu do międzynarodowych ambicji prezydenta, które widać chociażby w planie zagranicznych podróży.

Prezydent czy premier?
Już w kampanii było widać, że Andrzej Duda przypisuje sobie stricte „premierowskie” kompetencje. Skupiał się głównie na polityce wewnętrznej, choć jako prezydent największy wpływ ma na koordynacje polityki zagranicznej i obronnej – co wynika zarówno z polskiego prawodawstwa, jak i praktyki stosowania. W umowie programowej podpisanej przez Dudę widzimy długą listę zadań w kategoriach: „Rodzina” czy „Praca” i zaledwie kilka ogólnikowych w kategorii „Bezpieczeństwo”:

Jeszcze jako kandydat Duda zapowiadał powołanie Narodowej Rady Rozwoju czy Rady Przedsiębiorczości – oba ciała mają działać głównie w ramach polityki wewnętrznej. Nie twierdzę, że to ruch niepotrzebny. Dlaczego jednak zabrakło zespołu czy think-thanku, który stanowiłby dobry merytoryczny background w kwestiach zagranicznych. Prezydencki minister prof. Krzysztof Szczerski, choć niepodważalny ekspert, powinien liczyć na wsparcie.

Dyplomacja poprzez media
Być może udałoby się uniknąć niepotrzebnych spięć, a sprawa Ukrainy nie stałaby się przysłowiowym „gorącym kartoflem”. Teraz, po wyraźnym niezadowoleniu Zachodu, politycy PiS próbują bowiem udowadniać, że o zmianie formatu normandzkiego mówił najpierw rząd, więc prezydent Duda jedynie podpiął się pod jego narrację. – To minister Schetyna powiedział o tym, że sprawy Ukrainy, bezpieczeństwo naszego regionu musi być omawiane przy współudziale Polski – zarzucała Beata Szydło. – Tak, ale to było ponad pół roku temu, przed podpisaniem porozumienia w Mińsku – odpowiada minister Schetyna.

formatNormandzki

Rządowo-prezydencki spór o konferencje nabiera rozgłosu. Platforma Obywatelska stara się na niefortunnych wypowiedziach prezydenta ugrać dla siebie jak najwięcej. Krytykują za prowadzenie dyplomacji w mediach, nieprzygotowanie i brak współpracy. – Dowiedziałem się o tym z mediów – mówi o propozycji prezydenta w sprawie poszerzenia formantu normandzkiego minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna i nie stroni od krytyki jego pochopnych działań. – Ta wypowiedź była niefortunna i niezręczna. – Jak ktoś próbuje robić politykę zagraniczną poprzez media, to musi liczyć się z tym, że zaliczy twarde lądowanie – przekonuje.

Wojna o krzesło 2
Dobrze znany z czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego spór kompetencyjny wraca w pełnym wymiarze. – Według obowiązującej konstytucji politykę zagraniczną prowadzi rząd – przypomina Rafał Trzaskowski i przekonuje, że swoją nazbyt wielką samodzielnością naraził naszą dyplomację na szwank. – Pewne kwestie lepiej uzgodnić najpierw w zaciszu gabinetów – dodaje.

Przed nami kolejne wizyty zagraniczne Dudy. Duże kontrowersje i zaciekawienie (oprócz piątkowej podróży do Berlina) wywołuje już dziś wizyta w Chinach. Duda zadeklarował chęć kierowania polską delegacją na szczycie Europa-Środkowa – Chiny, choć – co zarzucała mu premier Kopacz – jest to inicjatywa skierowana do premierów.

EWA KOPACZ

Gdybym miała okazję spotkać się z prezydentem (…) powiedziałabym, że na szczycie Europa-Chiny będą przede wszystkim premierzy. Tam nie będzie ani jednego prezydenta, bo takie były założenia tejże inicjatywy, która funkcjonuje od dłuższego czasu. Czytaj więcej

Andrzej Duda startował na stanowisko prezydenta, a nie premiera, w którego rolę teraz próbuje się wkupić. Powinien być świadomy kompetencji, jakie daje mu polska konstytucja. Mimo, że do wyborów parlamentarnych (i coraz bardziej prawdopodobnej zmiany warty w KPRM) pozostało tylko dwa miesiące, stanowiska rządu – zwłaszcza w kwestiach międzynarodowych – bagatelizować nie należy.

królAndrzejI

naTemat.pl

komunikatOdRedakcji

komunikatOdRedakcji1

„Rząd wchodzi na ścieżkę, która doprowadziła nas do tego, co stało się w Smoleńsku. Prezydent dostaje cios w plecy”

rządWchodziNaŚcieżkę1
Anna Siek, 26.08.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,18630609,video.html?embed=0&autoplay=1
– Osłabianie pozycji prezydenta w polityce zagranicznej jest skrajną nieodpowiedzialnością – ocenia Zbigniew Kuźmiuk. Europoseł PiS przekonywał w TOK FM, że krytykując i dystansując się od propozycji prezydenta ws. zmiany formatu rozmów na temat Ukrainy, rząd Ewy Kopacz uruchamia „mechanizm, który obowiązywał, kiedy żył śp. Lech Kaczyński”.

 

– Jeżeli na kilka dni przed wizytą w Berlinie prezydent dostaje cios w plecy ze strony polskiego ministra spraw zagranicznych, to jest to wejście na niedobrą ścieżkę, która parę lat temu doprowadziła nas do tego, co się stało w Smoleńsku – grzmiał europoseł Kuźmiuk w „Poranku Radia TOK FM”.

Tak ciężkie działa polityk wytoczył, komentując poważną różnicę zdań między rządem i prezydentem na temat rozmów w sprawie Ukrainy.

 

„Nie powinniśmy kierować się tym, czego chce Poroszenko”

Andrzej Duda w niedzielę podczas rozmowy z dziennikarzami powiedział, że należy poruszyć temat zmiany formatu negocjacji. Według prezydenta do rozmów należałoby włączyć np. Stany Zjednoczone i kraje sąsiadujące z Ukrainą, w tym rzecz jasna Polskę.

Na wypowiedź prezydenta szybko zareagowały nie tylko zagraniczne media. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powiedział, że „nie ma potrzeby” zmiany formatu rozmów.

– Nie powinniśmy się kierować tym, czego chce kanclerz Merkel i prezydent Poroszenko. Tylko tym, czego chce Polska! A Polska powinna chcieć być przy tym stole. Powinniśmy się znaleźć przy stole rozstrzygającym nie dlatego, że tak bardzo kochamy Ukrainę, tylko żeby przy pilnować polskich interesów. Nie tylko ukraińskich – obwieścił  europoseł Kuźmiuk.

I przekonywał, że postawa Petra Poroszenki nie wszystkim się podoba. – Niech pan porozmawia z premierem Ukrainy i innymi politykami. Oni są bardzo źli na Poroszenkę, że tak się „zafiksował” na Niemcy i Francję, choć doskonale wie, że to Ukrainie nie przyniesie sukcesu – stwierdził w rozmowie z Piotrem Kraśką.

Zobacz także

 

rządWchodziNaŚcieżkę

TOK FM

Waldensi odpowiadają Franciszkowi: Nie przebaczymy Kościołowi

mw, pap, 26.08.2015

Papież Franciszek

Papież Franciszek (Fot. Gregorio Borgia AP)

Waldensi odpowiedzieli papieżowi Franciszkowi, że nie mogą przebaczyć Kościołowi katolickiemu prześladowań, jakich doznali ich przodkowie. W ten sposób zareagowali na przeprosiny papieża w czasie jego czerwcowej wizyty w ich świątyni w Turynie.

Włoskie media opublikowały we wtorek list, jaki waldensi – ugrupowanie chrześcijańskie założone w XII wieku na znak sprzeciwu wobec władzy i bogactwa Kościoła – wystosowali do Franciszka po zakończonych w piątek obradach w Piemoncie.

– Synod ewangelickiego Kościoła waldensów przyjmuje z głębokim szacunkiem i nie bez wzruszenia prośbę o przebaczenie skierowaną przez Jego Świątobliwość w imieniu swego Kościoła za to, co określił mianem „postaw niechrześcijańskich, a nawet nieludzkich” okazanych w przeszłości wobec naszych matek i ojców – głosi przesłanie do papieża.

Następnie waldensi dodali w nocie zredagowanej po obradach: – Ta nowa sytuacja nie upoważnia nas do tego, by zastąpić tych, którzy zapłacili krwią i innym cierpieniem za swoje świadectwo wiary ewangelicznej, i przebaczyć w ich imieniu.

Zapewnili zarazem, że w przeprosinach ze strony papieża widzą gotowość Kościoła do otwarcia nowego rozdziału we wzajemnych relacjach. „Nasze Kościoły – zadeklarowali waldensi – są gotowe napisać razem tę historię, nową także dla nas”.

22 czerwca Franciszek jako pierwszy biskup Rzymu odwiedził w Turynie świątynię waldensów należących obecnie do Światowego Aliansu Kościołów Reformowanych. W trakcie tej wizyty Franciszek powiedział między innymi: – W imieniu Kościoła katolickiego proszę was o przebaczenie za niechrześcijańskie czy nawet nieludzkie postawy i zachowania w dziejach, jakich dopuściliśmy się przeciwko wam. W imię Jezusa Chrystusa przebaczcie nam.

W ten sposób odniósł się do wieków cierpień, jakich doznali waldensi. Za nieuznawanie papieża zostali potępieni przez papiestwo i obłożeni ekskomuniką, w czasach inkwizycji byli prześladowani i paleni na stosie; długo żyli w ukryciu.

Włoscy watykaniści zwrócili uwagę na chłód, z jakim odpowiedzieli waldensi. Z taką interpretacją nie zgodził się natomiast jeden z liderów wspólnoty z Piemontu pastor Eugenio Bernardini, który witał Franciszka w świątyni waldensów.

W wywiadzie dla agencji włoskich biskupów SIR wyjaśnił, że sformułowanie o tym, iż nie mogą przebaczyć w imieniu prześladowanych, jest „być może zbyt teologicznie wyrafinowane”. Podkreślił, że stanowisko to wskazuje jedynie, iż nie mogą oni przebaczyć w imieniu tych, którzy cierpieli w przeszłości.

Jednak w szeregach włoskiego episkopatu już pojawiły się głosy niezadowolenia i rozczarowania z powodu reakcji waldensów. – Nie jest ewangeliczną postawą odrzucenie przeprosin Franciszka – ocenił biskup miasta Carpi Francesco Cavina.

Zobacz także

waldensi

wyborcza.pl

Marcin Dubieniecki i PFRON. Jak znany adwokat miał wyłudzać pieniądze na niewidomych?

Dominika Maciejasz, Wojciech Czuchnowski, 26.08.2015

MarcinDubieniecki i jego ojciec, Marek Dubieniecki

MarcinDubieniecki i jego ojciec, Marek Dubieniecki (Fot. Wojciech Stróżyk/Reporter)

Pomysł Marcina Dubienieckiego na oszukanie PFRON narodził się zapewne, gdy ojciec adwokata – też prawnik – bronił „pefronowskiego” oszusta – Adama S. Złodzieja ułaskawił wtedy prezydent teść, a zięć mecenas zaczął robić z ułaskawionym biznesy.

Czapka bejsbolówka chroni twarz celebryty przed błyskami fleszy. W podziemiach krakowskiej prokuratury apelacyjnej Marcina Dubienieckiego osłaniają też funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w kominiarkach. Do tego kilku obrońców. Trójmiejski adwokat, były zięć śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, partner i wspólnik Katarzyny M., byłej żony Artura Boruca, spędził noc z niedzieli na poniedziałek na dołku Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Zanim wsiadł w Trójmieście do radiowozu, który miał go zabrać na południe, wystawił do fotografów środkowy palec.

W poniedziałek po południu stanął przed prokuratorem, który wymienił zarzuty: kierowanie grupą przestępczą, wyłudzenie 13 mln zł z kasy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, pranie pieniędzy. Dubieniecki popatrzył na kartkę, po czym z kamienną twarzą odrzekł: „Odmawiam składania wyjaśnień”. Choć jako adwokat dobrze wie, że w takiej sytuacji prokurator będzie chciał wsadzić go do aresztu.

Firma w firmie w firmie na Cyprze

Marcinowi Dubienieckiemu, jego wspólniczce Katarzynie, kuzynowi Wiktorowi D. i prokurentce jego firmy Finance Brothers Beacie M.-W. oraz niewidomemu Grzegorzowi D. prokuratura zarzuca sprzeniewierzanie państwowych pieniędzy. Firma rzekomo zatrudniała osoby niepełnosprawne na stanowiskach telemarketerów. Fundusz rehabilitacji przelewał dotacje (średnio 1,8 tys. zł).

– Spółka Finance Brothers w pierwszym półroczu 2015 r. otrzymała 1.669.256 zł – mówi Krzysztof Czechowski, rzecznik PFRON.

Firma wykazywała w przelewach, że pieniądze wpłaciła na konta pracowników, tymczasem fikcyjnie zatrudnieni zwracali dwie trzecie kwoty. Marcin Dubieniecki miał – zdaniem śledczych – prać zwrócone po cichu pieniądze, skupując papiery wartościowe zagranicznych spółek.

Firmę Finance Brothers Marcin Dubieniecki założył z kuzynem w 2010 roku. Wiktor D. został prezesem odpowiedzialnym za inwestycje, prokurentka Beata M.-W. – szefową pionu kredytów i ubezpieczeń. Obecnie firma należy do spółki Global Partners, a ta – do Meregio Ltd. Ta ostatnia spółka została założona na Cyprze przez Marcina Dubienieckiego

Telemarketerzy krakowskiego oddziału tego konglomeratu firm oferowali kredyty, ubezpieczenia, akcje spółek itd.

Stary ułaskawiony znajomy

Wiktor D. ma w Krakowie opinię prężnego biznesmena. Niegdyś był przewodnikiem niewidomych w wyprawach alpinistycznych. Zdobyli Koronę Europy, czyli zestaw najwyższych szczytów. D. wspierał finansowo stowarzyszenie Nie Widzę Przeszkód, które zajmuje się aktywizacją sportową osób niewidzących. Tak poznał niewidomego Grzegorza D. z woj. świętokrzyskiego – prezesa fundacji wspierającej niepełnosprawnych.

– W 2012 roku niewidomy Grzegorz D. spytał biznesmena o możliwości zatrudnienia na etat i zadeklarował, że może pomagać w rekrutowaniu niepełnosprawnych do pracy. Wtedy też zaczął się przestępczy proceder – mówi „Wyborczej” krakowski śledczy. Jego zdaniem Marcin Dubieniecki z kuzynem postanowili, że stworzą sobie patent na stały dopływ gotówki z PFRON.

Temat wyłudzania środków na pomoc niepełnosprawnym był już znany Marcinowi Dubienieckiemu. Jego ojciec Marek reprezentował jako obrońca Adama S. – mężczyznę, którego w 2008 roku sąd uznał za winnego wyłudzenia ok. 120 tys. zł z PFRON. Wyrok – rok i dziesięć miesięcy z zawieszeniem na trzy lata – zapadł bez rozprawy. Przedsiębiorca zwrócił PFRON wyłudzoną gotówkę. Rok później wysłał do kancelarii prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wniosek o ułaskawienie. Rozpatrzono go pozytywnie, w przyspieszonym trybie, przy sprzeciwie prokuratora generalnego. Później zięć głowy państwa Marcin Dubieniecki zaczął prowadzić z Adamem S. wspólne przedsięwzięcia.

Być może grupa podejrzanych wykorzystywałaby PFRON do dziś, ale w 2013 roku ktoś zawiadomił o przekręcie CBA. Sprawę zarejestrowała Prokuratura Okręgowa w Krakowie, ale gdy śledczy zorientowali się w skali oszustw – oraz z kim mają do czynienia – przekazali rzecz wyżej, do prokuratury apelacyjnej, która po ponad dwóch latach zdecydowała się zatrzymać celebrytę.

– Marcinowi D. oraz Wiktorowi D. przedstawiliśmy zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia 13 mln zł i prania pieniędzy. Katarzynie M., Beacie M.-W. oraz Grzegorzowi D. – zarzuty wyłudzenia i udziału w grupie. Wobec wszystkich zawnioskowaliśmy o tymczasowe aresztowanie z uwagi na możliwość mataczenia – recytował wczoraj prokurator Piotr Kosmaty z prokuratury apelacyjnej.

200 słupów do przesłuchania

Katarzynę M. Dubieniecki poznał, prowadząc jej sprawę rozwodową z piłkarzem. Według portali plotkarskich są parą, choć oficjalnie adwokat jeszcze nie rozwiódł się z Martą Kaczyńską. Dziś Katarzyna mówi prokuratorowi, że pomagała Marcinowi prowadzić interesy, ale tylko te uczciwe i legalne.

Jednak śledczy są pewni, że kłamie. Przesłuchali już część niepełnosprawnych – wszystkich zatrudnionych na lipę było ponad 200 – i zamierzają wezwać kolejnych.

– Dla dobra śledztwa nie mogę wypowiadać się, w jakim charakterze zostaną przesłuchani – ucina prokurator Kosmaty. Wiadomo jednak, że jeśli pracownicy spółek Wiktora D. przyznają się do fikcyjnej pracy, to prokurator może zawnioskować o warunkowe umorzenia w ich sprawie. W zamian zażąda, by zwrócili pieniądze i świadczyli przeciw organizatorom przekrętu. To od ich zeznań będzie zależał los Marcina Dubienieckiego i jego wspólników.

Znak firmowy: brak siedziby

Choć jednym z obrońców Marcina jest jego ojciec Marek Dubieniecki – były funkcjonariusz SB i członek SLD – to oświadczenie w sprawie wydał inny adwokat, Łukasz Rumszek: „W związku z czynnościami procesowymi prowadzonymi przez Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie oraz zatrzymaniem adwokata Marcina Dubienieckiego oświadczam, że mój klient Marcin Dubieniecki jest niewinny, czuje się niewinny i powinien być traktowany jak niewinny, po trzykroć to samo: niewinny. Wzywam wszystkich do respektowania naczelnej zasady każdego etapu postępowania karnego w postaci domniemania niewinności”.

Idę pod wskazaną w internecie siedzibę Finance Brothers w Krakowie. W kamienicy lokale na biura wynajmuje kilka firm, ale o tej akurat spółce nikt nie słyszał. To przypomina sytuację z 2011 roku, już kiedyś opisaną w „Wyborczej”. Marcin Dubieniecki zarejestrował firmę gangsterowi z Kujaw – skazanemu za kierowanie grupą przestępczą Tomaszowi M. ps. „Matucha”. Firma handlowała luksusowymi samochodami i miała tzw. dobry adres na ulicy Ceynowy w Sopocie. Wtedy także nasi dziennikarze sprawdzili siedzibę – MD Invest Group okazała się takim samym krzakiem jak dziś Finance Brothers. Marcin Dubieniecki poczuł się dotknięty publikacją na temat wspólnych interesów z „Matuchą”. Wytoczył reporterom – Marcinowi Kowalskiemu i Piotrowi Głuchowskiemu – proces karny z oskarżenia prywatnego. W najbliższych dniach miał na tym procesie składać zeznania jako oskarżyciel.

Zobacz także

nieWidzieli

wyborcza.pl

Strach przed rocznicą „Solidarności”

Magdalena Środa, filozof, etyk, 26.08.2015

Przewodniczący NSZZ Piotr Duda i prezydent Andrzej Duda

Przewodniczący NSZZ Piotr Duda i prezydent Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Ze strachem, ale także z wielkim zainteresowaniem czekam na nadchodzącą rocznicę „Solidarności”. Czego też nowego dowiem się o najnowszej historii Polski?

Czy tego, że „S” była ważnym wydarzeniem, ponieważ doprowadziła do wyboru Andrzeja Dudy na prezydenta? A może tego, że prawdziwy sens „Solidarności” oraz jego rzeczywistych (nie malowanych) przywódców ujawniła dopiero katastrofa smoleńska? Bo to, że w tej kadencji największymi bohaterami wydarzeń Gdańska ’80 będą bracia Kaczyńscy i Beata Szydło, jest absolutnym pewnikiem. Nawet Macierewicz znów skryje się w cień, by nie przypominać o tym, że może kiedyś było inaczej. Natomiast wszyscy inni będą tymi, którzy „stoją tam, gdzie stało ZOMO”.

Zdolność do manipulowania historią wśród polityków troszczących się o „historyczną prawdę”, również wśród tych, którzy noszą fioletowe sutanny, jest nie tylko wielka, ale także bardzo fantazyjna. Kilka lat temu przywódca „Solidarności” okazał się ubekiem, a student, który to obwieścił w swojej pracy magisterskiej, stał się bohaterem zbiorowej wyobraźni prawicy.

Od lat jest zresztą dowiedzionym pewnikiem, że do powstania „Solidarności” doprowadził nie kto inny, tylko Duch Święty. Tenże Duch zdegradował nawet Naszego Papieża, który wcześniej traktowany był jak rzeczywisty sprawca-wszystkiego-co-dobre-w-naszej-historii. Duch Święty jest nadal czynny, bo to on spowodował wybór Pobożnego Andrzeja Dudy na prezydenta, czemu ten dał wyraz, udając się na pielgrzymkę na Jasną Górę natychmiast po wyborze. Można zapytać: po co nam w ogóle polityka, po co politycy, skoro wszystko organizują czynniki nadprzyrodzone?

Kogo więc w tym roku będzie się zrzucać z piedestałów historii? Kto na nie wlezie? Kto umocni swą pozycję i nada naszym najnowszym dziejom wyrazisty, oryginalny ton?

Dobrą propozycję „historycznego myślenia” zaprezentował niedawno abp Marek Jędraszewski. Warto się jej przyjrzeć, bo jak nic będzie miała swoich naśladowców nie tylko wśród hierarchów, ale także nadchodzących politycznych elit. Na mszy poświęconej pamięci powstania warszawskiego abp Jędraszewski powiedział, że przyjęte przez parlament ustawy o zapłodnieniu in vitro, uzgodnieniu płci, a także konwencja antyprzemocowa są „zdradą wartości moralnych, dla których wybuchło powstanie”. Dlaczego? Bo powstanie było wydarzeniem moralnym, które zrodziło pewne zobowiązania, a wiele rzeczy, które dziś są „niemoralne”, stanowi zdradę powstania i tychże zobowiązań.

A co jest niemoralne? To, co Kościół w danym kontekście politycznym za niemoralne uzna. Czy Lech Wałęsa w takim samym stopniu jak Lech Kaczyński wywiązywał się ze zobowiązań moralnych zaciągniętych przez powstanie warszawskie? Wątpliwe. Czy Andrzej Duda wywiązuje się z nich, choć rządzi od trzech tygodni? Z nawiązką. Przecież już był w Częstochowie.

Nic jednak w tej „narodowo-moralnej” logice nie jest pewne. Tylko to, że obchody Sierpnia ’80 będą niekończącą się mszą, modlitwą, kazaniem, dziękczynieniem. Bo w naszej historii fakty i ludzie nie są szczególnie ważni. Ważna jest „Prawda”, którą znają ci, którzy mają akurat władzę.

Zobacz także

ważnaJestPrawda

wyborcza.pl

Duda dla tabloidu „Bild”: Za Kaczyńskich stosunki polsko-niemieckie były lepsze niż się opowiadało

dudaDlaBilda
Wah, 26.08.2015

Niemiecki

Niemiecki „Bild” przeprowadził wywiad z prezydentem Dudą. Rozmawiali o stosunkach polsko-niemieckich i o wzajemnym szacunku

– Jesteśmy sąsiadami i doceniamy siebie. Tego respektu nie można jednak mierzyć na gruncie militarnym i gospodarczym. Chodzi o to, by dwie strony rozumiały i akceptowały uzasadnione interesy partnera – mówił prezydent w rozmowie z niemieckim dziennikiem „Bild”

Wywiad z prezydentem Polski Andrzejem Dudą ukazał się dzisiaj w tabloidowym dzienniku „Bild”. W pierwszym zdaniu tabloid napisał, że Duda wciąż mieszka w mieszkaniu z wielkiej płyty i jeździ 13-letnim golfem. Dziennikarze pytali, co oznacza jego wybór dla Polski, dla Niemiec oraz konfliktu na Ukrainie.

„Gospodarka rośnie, ale ludzie tego nie czują”

„Ludzie, którzy na mnie głosowali chcą, by polityka wreszcie należała do nich. Przez lata rząd i mój poprzednik prezydent Komorowski mówił, że wszystko idzie w górę. Gospodarka kwitnie, wzrasta dobrobyt. Ale: ludzie tego nie odczuwają – twierdzi Duda – Tysiące ludzi, z którymi rozmawiałem w czasie kampanii, czują się pominięci, nie widzą siebie po stronie zwycięzców. Bezrobocie jest zbyt duże, ludzie nie mają pracy, albo mają „tanie prace”, z których nie można żyć”

Duda mówił także o sytuacji polskich emigrantów. „Jest to dramat, które przeżywa polskie społeczeństwo. Ważnym zadaniem polskiej polityki jest, by stworzyć warunki, by chcieli wrócić do domu”.

„Z pewnością będą korekty”

Zapytany co Niemcy mają oczekiwać po jego wyborze stwierdził, że „nic rewolucyjnego, ale z pewnością pewnych korekt: Polska chce się aktywniej zaangażować w politykę Europy. Unia Europejska musi się również na nowo dostosować, zwłaszcza w kontekście polityki bezpieczeństwa, zwłaszcza we wschodniej części naszego kontynentu. Dlatego Polska chce i będzie miała w tym swój udział. Chcemy mieć pewność, że nasz głos jest słyszalny” – mówił.

„Niemcy są naszym największym i najważniejszym sąsiadem, gospodarczo i politycznie. Nasz związek jest bardzo dobry, i chciałbym, by taki pozostał” Stwierdził także, że jest realistą w tym temacie. „Jesteśmy sąsiadami i doceniamy siebie. Tego respektu nie można jednak mierzyć na gruncie militarnym i gospodarczym. Chodzi o to, by dwie strony rozumiały i akceptowały uzasadnione interesy partnera”

Dziennik przypomniał, że „stosunki polsko-niemieckie doświadczyły ostatniego zlodowacenia, kiedy w Polsce rządzili bracia Kaczyńscy. Jest pan uważany za ich dziedzictwo, czy może się to powtórzyć?

Duda stwierdził, że „dobrze pamięta tamten okres i wiele spraw wyostrzyły i wysunęły wtedy na pierwszy plan media, a sytuacja między Berlinem, a Warszawą była lepsza niż się o niej opowiadało. Zapewnia też, że ma w Niemczech wielu przyjaciół, a jego żona jest nauczycielką niemieckiego w szkole.

„Nie zamrożenie, ale zakończenie konfliktu”

Zapytany czy Angela Merkel postępuje wystarczająco energicznie z Władimirem Putinem odpowiedział, że „kanclerz Merkel reprezentuje w Europie bardzo mocną postawę wobec Rosji. Mam nadzieję, że cała Europa będzie wspierać tę determinację. Tylko wtedy możemy dojść do konkretnych rezultatów”.

Na pytanie jakie to rezultaty Duda stwierdził , że powinno być nimi „nie tylko zamrożenie, ale zakończenie konfliktu”. „Rosja złamała prawo międzynarodowe. Nie możemy tego po prostu zignorować. Musimy nalegać na przywrócenie status quo „. Potwierdził, że według niego oznacza to oddanie przez Rosję Krymu i stwierdził, że „generalnie trzeba integrować Ukrainę z Unią Europejską.

„Podczas mojej wizyty w Berlinie chcę mówić o tym, że presja na Moskwę powinna być zwiększona, by doprowadzić do zakończenia wojny i osiągnięcia stałego pokoju. Aby zakończyć się do końca wojny i do osiągnięcia trwałego pokoju” – mówił.

Zaznaczył, że Porozumienie Mińskie wygasa 31 grudnia, i trzeba pomyśleć co dalej. „Należy rozważyć przedłużenie międzynarodowego zaangażowania w proces pokojowy na Ukrainie. Prezydent Poroszenko powiedział, że pilnie potrzebne jest międzynarodowe poparcie dla Ukrainy”.

„Chcemy silniejszego NATO w regionie”

Dodał też, że NATO powinno reagować na zmieniającą się sytuację geopolityczną na wschodniej granicy Sojuszu. „Oczywiście chcemy silniejszej obecności NATO w regionie, także w Polsce. Pierwsze natychmiastowe decyzje zostały już podjęte na szczycie w Newport w Walii. Ale trzeba więcej rozwiązań długoterminowych i realne zwiększenie gwarancji bezpieczeństwa.”

„Bild” to niemiecki tabloid. Jego nakład wynosi 3,2 mln egzemplarzy.

Zobacz także

dudaZaKaczyńskich

wyborcza.pl


%d blogerów lubi to: