Posts Tagged ‘Julia Przyłębska’

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Między PiS a Kościołem katolickim panuje zależność. Partia Kaczyńskiego dostaje głosy twardych katolików, a wyższy kler wsparcie medialne w kwestii usprawiedliwiania swoich grzechów, zwłaszcza pedofilii.

Kiedyś ta współpraca zostanie zerwana, PiS (o ile partia przetrwa bez Kaczyńskiego) odbije się od murów kościołów, a kler zostanie osądzony przez komisję państwową i pójdzie z torbami. Stanie się to prędzej niż później, bo forma wiary katolickiej uprawiana w Polsce jest anachroniczna i zakłamana społecznie.

Jednak dzisiaj oglądamy spektakl marnej jakości i nie jest to żaden sojusz ołtarza z tronem, tylko groteska, komedia, bynajmniej nie najwyższego lotu, acz można sięgnąć po porównania z najwyższej półki.

Oto prezes Kaczyński wraca z Katowic, gdzie propagandowo urabiał elektorat, przez Jasną Górę. Zakon paulinów dostaje cynk, że będzie przejeżdżał rewizor polityczny, więc aparaty fotograficzne trzymają w pogotowiu.

Na koncie twitterowym klasztoru publikowane są zdjęcia prezesa Kaczyńskiego, który klęczy i wznosi wzrok do góry, a za nim znajduje się wygodny fotel, przyjazny hemoroidom.

Do tego w kraju politykom służy Kościół, do celebryckich zachowań, do pokazania się ciemnemu ludowi. Rewizor Kaczyński zasygnalizował, że w relacjach z klerem nadal obowiązuje układ, filiacja. My filujemy na was, wy filujecie na nas, tymczasem postraszymy LGBT tudzież dziećmi, które mogą być adoptowane przez pary homoseksualne.

Rewizor wraca w swoje pielesze na Nowogrodzką i Żoliborz, gdzie codziennie składa mu sprawozdania Mateusz Morawiecki, pełniący tymczasem funkcję premiera, zaś Andrzej Duda (prezydent) będzie miał okazję na jakiejś uroczystości czyhać na uściśnięcie ręki rewizora. Może tym razem mu się uda.

Tak zostaliśmy wrobieni w pusty śmiech. W pustotę takich postaci, jak rewizor Kaczyński. Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie. Anachroniczna Polska, żałość.

Trybunał Konstytucyjny jest fasadą, dekoracją do pisowskiego autorytaryzmu, zaś prezes Julia Przyłębska – nie trzymająca profesjonalizmu – służy niekiedy do przyznawania jej tytułów „człowieka wolności” przez pisowskie media. O tym quasi Trybunale jakbyśmy zapomnieli, a nie powinniśmy, bo to jedno z ważniejszych narzędzi służących Jarosławowi Kaczyńskiemu do Polexitu. W Trybunale Przyłębskiej raczej nie przejmują się prawem, instytucja nie stoi na straży Konstytucji.

Oto Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) 19 marca ma ogłosić wyrok ws. pytania prejudycjalnego zadanego przez Sąd Najwyższy co do zdolności nowej Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów. Czy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, której skład wyłoniła nowa KRS, będzie niezależnym sądem w rozumieniu prawa unijnego?

Zaś Trybunał pod wodzą Przyłębskiej już 14 marca wyda wyrok ws. tychże przepisów o KRS zmienionych w grudniu 2017 roku. Posiedzenie TK ma być niejawne. W istocie będzie nieważne, bo zostanie podjęte wbrew przepisom ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz o samym Trybunale.

Trybunał Konstytucyjny odpowie na połączone wnioski samego KRS i grupy senatorów. Przedstawienie stanowiska ws. wniosków przez RPO Adama Bodnara upływa dopiero 22 marca, czyli 30 dni po terminie, gdy wpłynął wniosek grupy senatorów. Ponadto udział w rozpoznaniu sprawy ma brać Justyn Piskorski, tzw. sędzia dubler, który został wybrany w skład TK niezgodnie z Konstytucją, a tym samym jego wyroki i postępowania z jego udziałem są nieważne.

Wyrok Trybunału Przyłębskiej ma ubiec wyrok TSUE. Ten ostatni najprawdopodobniej wyda postanowienie, które nie spodoba się władzy PiS, gdyż sądownictwo ma być niezależne, a nie w rękach rządzących polityków.

Najbliższe wybory w kraju dotyczą Parlamentu Europejskiego, wydawałoby się, że partia rządząca powinna skupiać się na porządku europejskim i tym, co by do niego ewentualnie wnieść. Ale nie PiS, które broni swego „porządku” w kraju, czyli władzy, bo gdy ta wypadnie im z rąk, będą odpowiadać za bezprawie, które jest owym pisowskim „porządkiem” oraz – o czym jeszcze mało wiemy – za afery, które ujawniają się przez przypadek, jak afery KNF, NBP czy K-Towers.

Aby Polska była normalna i miała przed sobą przyszłość w porządku cywilizacji zachodniej, demokratycznej, musi wyczyścić się z afer PiS. Najlepiej – wcześniej, bo później możemy doczekać, iż będziemy walczyć o niepodległość, utrata suwerenności państwowej nie jest wcale taka trudna.

PiS zrobił spęd swoich kadr partyjnych w Rzeszowie, które nazwał konwencją. Przemówienie Kaczyńskiego jak zwykle było politycznie i intelektualnie anemiczne, „siła” retoryki prezesa zasadza się na tym, że wynajduje wrogów i dzięki nim zyskuje to, iż jakiś czas kursują w narodzie jego złote myśli.

Prezes postraszył, iż opozycja – czytaj: Platforma Obywatelska – odbierze socjał, słynne 500 plus. Otóż Platforma ani Bruksela nie odbiorą. 500 plus weszło już na stałe do wydatków sztywnych. 500 plus może zostać zlikwidowane tylko przez inflację, a ta grozi, gdy PiS utrzyma się u władzy. Polsce grozi los gorszy od Grecji, a to z jednego zasadniczego powodu, nie mamy zabezpieczenia w euro, bo nie należymy do strefy euro.

Jeżeli opozycja coś „odbierze”, to przywróci trójpodział władzy i Konstytucję. Na początku będzie problem z Andrzejem Dudą, gdyż ten nie jest strażnikiem Konstytucji, stale ją łamie.

Z rzeszowskiej konwencji na dłużej zostanie zapamiętane, iż prezes postraszył dziećmi, otóż według niego u dzieci w wieku 0-4 lat (cytat) „ma być podważana kwestia tożsamości chłopców i dziewczynek”. W jaki sposób? – prezes nie powiedział. Czyżby zamieniano dzieciom narządy płciowe? Świadomość seksualna jest absorbująca od najmłodszych lat i należy jej uczyć dzieci wraz z nauką czytania, bo wiedza ma służyć, a PiS chciałby tę wiedzę odebrać, bo analfabetyzm służy takim jak oni ciemnogrodzianom.

Na konwencji PiS, która miała dotyczyć eurowyborów, najmniej poświęcono czasu Unii Europejskiej, choć została przyjęta 12 punktowa „Deklaracja Europejska”, która jest słuszna aż do bólu, ale przyjęta przez PiS jest groteskowa.

Pierwszy zadeklarowany punkt to „Europa Wartości”. Może prezes Kaczyński nie wie, iż fundamentem Unii Europejskiej są wartości demokratyczne, a pisowska Polska jako pierwsza i na razie jedyna jest sądzona w Trybunale Sprawiedliwości UE za niszczenie niezależności sądownictwa. Groteska? Tylko PiS potrafi deklarować coś, co jest im ideowo obce.

PiS także deklaruje, iż „wynegocjujemy korzystny dla Polski nowy budżet UE”. Bez żadnych przyjaciół w UE (nawet Węgry Orbana się odwróciły), zmarginalizowani, wrodzy do największych, jak Francja i Niemcy, chcą coś uzyskać.

Ta cała deklaracja jest tylko propagandą, bo gdyby miało stać się nieszczęście dla Polski i PiS wygrał eurowybory oraz parlamentarne, żaden punkt nie zostałby zrealizowany, a deklaracja sprowadziłaby się do tylko jednego punktu nie ujętego w niej, mianowicie do Polexitu. Kaczyńskiemu UE przeszkadzałaby w autorytaryzmie.

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Jak nazwać kogoś i to, czego on się dopuszcza, gdy neguje istnienie Polski we wspólnocie krajów Unii Europejskiej?

Gdy podważa historyczne, wręcz epokowe osiągnięcie pokoleń Polaków, którzy wreszcie stali się członkami najbardziej nowoczesnego przedsięwzięcia społeczno-politycznego w dziejach? Gdy osłabia Polskę na arenie międzynarodowej i przygotowuje PolExit? Czy taki osobnik kwalifikuje się do miana zdrajcy, a jego czyn do zdrady stanu? Prezydent Andrzej Duda we wtorek w Leżajsku Unię Europejską nazwał „wyimaginowaną wspólnotą, z której dla nas niewiele wynika”.

To nie jest żaden lapsus językowy, pypeć retoryczny bądź błąd – to konsekwentne wyprowadzanie Polski z UE, bo do tego zalicza się zniszczenie trójpodziału władzy, demolka Sądu Najwyższego i zapowiedź, iż nie będzie przyjęty do wiadomości wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie sądownictwa, gdy nie spodoba się władzom PiS.

Nie wchodzę w kwalifikacje intelektualne i kondycję psychiczną Dudy, który nie potrafi ocenić sytuacji politycznej tuż po wojnie, oskarżając Wspólnotę Europejską o pozostawienie Polski w 1945 roku na pastwę Stalina. Czyżby i w tym wypadku odezwał się w Dudzie sentyment do przelewania krwi, bo tylko tak mogła skończyć się interwencja Zachodu, doszłoby do III wojny światowej. Duda już raz wykazał się umiłowaniem do krwi rodaków, gdy ogłosił swoje pretensje ws. kompromisu Okrągłego Stołu w 1989 roku, który pozwolił Polsce uzyskać suwerenność, lecz Duda wolałby, aby kompromis utopiono w polskiej krwi.

Krew u Dudy na razie płynie w sentymentalnej retoryce, która go wzburza podczas przemówień. Widać pewne predylekcje prezydenta do napędzania się własnymi słowami, do wkręcania się w coraz wyższe emocje, ale to także praca pijarowa pracowników Kancelarii Prezydenta. Minister prezydencki Krzysztof Szczerski wręcz jak sufler potwierdził, że Duda dobrze powiedział: „to głos słuszny”.

Nie jest usprawiedliwieniem dla Dudy, iż jest marnej kondycji intelektualnej, psychicznie niestabilny, choć słowa Dudy też można odczytywać w kontekście jego wizyty w Białym Domu, do której dojdzie w przyszłym tygodniu. Donald Trump jest na wojennej ścieżce z Unią Europejską, życzy jej upadku, więc Duda może liczyć na to, że nowa ambasador USA Georgette Mosbacher w poczcie dyplomatycznej zareklamuje Dudę, że to równy gość, także walczy z Brukselą. Duda więc może liczyć na to, iż Trump mianuje go dowódcą V kolumny w Unii Europejskiej, z którą już zimną wojnę hybrydową toczy Władimir Putin.

Pointując trochę lżej. Duda ogłosił listę 25 Polaków, którzy w setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości zostaną odznaczeni Orderem Orła Białego, wśród nich Maria Skłodowska-Curie i pisarze Reymont, Makuszyński oraz Żeromski. A ja pytam, dlaczego nie dostaną Virtuti Militari, wszak walczyli z Ciemnogrodem, z takimi jego reprezentantami jak Duda?

Pierwsza Prezes SN prof. Małgorzata Gersdorf ma moralne prawo bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą.

Nowy rzecznik Andrzeja Dudy Błażej Spychalski dał krótki wykład, jak w Kancelarii Prezydenta rozumiana jest moralność. Mianowicie nie przeprosił za to, że dopuścił się oszczerstwa wobec konkretnych osób, ale tych, którzy jego oszczerstwem poczuli się dotknięci: – „Kogokolwiek ten wpis dotknął w jakiś sposób, poczuł się nie tak, jak być powinno, oczywiście w tym miejscu przepraszam”. Spychalski nie przeprosił za oplucie, ale za to, że jego ślina kogoś dosięgła.

Jeszcze lepszy jest inny minister prezydencki Paweł Mucha, który w imieniu Dudy poinformował, że prof. Małgorzata Gersdorf jest od 4 lipca sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku. Mucha ma – w imieniu prezydenta – pretensje do I prezes Sądu Najwyższego, iż broni Konstytucji na „wiecach, w wypowiedziach”. A gdzie ma bronić? W łóżku, w łazience?

Nieposłuszeństwo obywatelskie wobec bezprawia prezydenta, który łamie Konstytucję, może być tylko ekspresją polityczną, innej nie ma. I przede wszystkim nie jest to „manifestowania poglądów politycznych” – jest to wyrażenie sprzeciwu wobec zaprzaństwa politycznego, społecznego i prawnego. Prof. Gersdorf ma prawo moralne (Immanuel Kant) bronić porządku prawnego w Polsce wobec tych, którzy go niszczą, a do takich należy Duda. Gersdorf w liście do Dudy napisała, iż Konstytucja nie pozwala jej zmienić stanowiska, iż jest I prezes Sądu Najwyższego.

Ale to wszystko betka. Jarosław Gowin nie tylko podał taktykę PiS w stosunku do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), które zapewne nie będzie korzystne dla władzy PiS, ale nową definicję polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Otóż Gowin był łaskaw powiedzieć, że Polska (uściślijmy tu: władza PiS) ustosunkuje się do wyroku TSUE w „zakresie, w jakim Trybunał ma uprawnienia”.

Kto ten zakres oceni? Wiadomo – Trybunał Konstytucyjny z prezes Julią Przyłębską. A Przyłębska – magister prawa, której nie chciał przyjąć do pracy Sąd Okręgowy w Poznaniu ze względu na jej braki fachowe – jak trusia podpisuje się pod wszystkim, co jej każe PiS. Przyłębska stoi na straży decyzji polityków PiS, którzy łamią Konstytucję, stoi na straży łamania konstytucji przez Dudę. Taki z niej strażnik bezprawia.

Warto uzmysłowić sobie, iż orzeczenie TSUE nie może być niezgodne z polską Konstytucją, inaczej Polska nie mogłaby zostać członkiem Unii Europejskiej. Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2005 roku, iż „proces integracji europejskiej związany z przekazywaniem kompetencji w niektórych sprawach organom wspólnotowym (unijnym) ma oparcie w samej Konstytucji RP”. A jeszcze ważniejsze jest stwierdzenie: – „Trybunał Konstytucyjny nie może czynić przedmiotem dokonywanej przez siebie bezpośredniej oceny konstytucyjności wypowiedzi orzeczniczych Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich”.

Na podstawie tego orzecznictwa sądzona będzie w przyszłości mgr Przyłębska, iż nie stała na straży organu, który orzeka zgodnie z Konstytucją, ale na straży łamania Konstytucji przez Dudę. Taka wspólnota w szerzeniu bezprawia podlega określonym artykułom Konstytucji i Kodeksu karnego.

PiS pisze nową prawdę (Kaczyński zawsze do niej dążył na stojaku na Krakowskim Przedmieściu) i nową logikę. Oczywiście jest ona wbrew prawdzie i logice, więc nie od parady należy ją nazwać post-prawdą, post-logiką.

Za sprawą partii Kaczyńskiego Polak już nie brzmi dumnie.

Polacy w czasie komuny nie cieszyli się najlepszą sławą w Europie, a przede wszystkim w USA – mówiono na nas Polaczek. W Polsce są dowcipy o blondynkach, w Stanach były o Polaczkach. Polacy byli blondynkami w kawałach, co autentycznie nas wkurzało, jak niejedną inteligentną blondynkę. Udało nam się wyzwolić z tego stereotypu, awansowaliśmy najpierw na hydraulików, a wreszcie na pełnoprawnych Europejczyków, zwłaszcza że jeden z pośród nas został szefem Rady Europejskiej.

I od tego chyba zaczęło się nieszczęście, polskie qui pro quo, polskie piekiełko, bo dorwała się do władzy partia takiej blondynki i nas zglajchszaltowała, wyrównała do małych, niedojrzałych, kłótliwych. Za sprawą partii Kaczyńskiego Polak już nie brzmi dumnie, ale podejrzanie. Polak to coraz mniej wartościowy obywatel Unii Europejskiej. Kaczyński i jego podwładni wykluczają nas z europejskiej wspólnoty, pracują nad tym, aby nas umniejszyć, sprowadzić do swego wzorca ksenofoba, do zaścianka, do zabitej dechami krainy rechrystianizacji.

Oto Europejczyk pełną gębą Bronisław Geremek – wg dyrektora Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa z IPN -nie zasługuje, aby na tablicy jemu poświęconej widniał właściwy mu rzeczownik „Europejczyk” i określenie „współtwórca demokratycznej Polski”. To ostatnie ma być zastąpione „aktywny uczestnik przemian”. Tak mali ludzie wyrównują rachunki swojego braku talentu, równają najlepszych do swojej małości. Przeciw tej małości protestuje 32 byłych ambasadorów RP. Ingerencję dyrektora z IPN Adama Siwka w oświadczeniu nazywają podobnie jak ja tutaj: „Próbę ingerencji w treść tekstu uważamy za małostkową manipulację i za działanie haniebne”.

Ten zjazd w dół wielkości Polaka mamy od 3 lat. Czy damy się dalej zmniejszać, marginalizować? Ten, od którego awansu zaczął się proces umniejszania Polski Donald Tusk kilka dni temu opublikował na Twitterze minutowy filmik. Pokazuje Tuska jako polityka, który gra w I lidze światowej – i wszak tak jest. Czy to zapowiedź jego dalszej kariery w polityce globalnej, czy podsumowanie pracy w Brukseli? Mniejsza. Ale i nad Tuskiem trwają prace miejscowych Liliputów, jak mu w awansach przeszkodzić. Najsłynniejsza jest „wygrana” Beaty Szydło 1:27.

Tusk byłby wartością dodaną opozycji, gdyby wrócił do Polski, ale jeszcze większą wartością dla Polski i naszej historii byłby, gdyby udało mu się wyżej awansować. Z pomocą, czy bez pomocy Tuska, musimy się wyzwolić z krainy Liliputów PiS.

3 felietony Waldemara Mystkowskiego.

Arcybiskup Wacław Depo ogłosił, że ponad Konstytucję stawia Ewangelię. Podobny pogląd, acz innymi słowy wyraziła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, dla której koszulki z napisem „Konstytucja” na krzyżach, które pojawiły na demonstracjach, naruszają uczucia religijne.

Władza PiS ukrzyżowała konstytucję, którą następnie złożona została przez nich do grobu. A my na polskiej Golgocie demokracji, wyrażamy nadzieję, że zmartwychwstanie za pomocą kartki wyborczej.

Konstytucja w kraju stała się dla władzy przekleństwem, wrogiem publicznym. Powoduje do tego stopnia wzmożenie, że władza ściga Polki i Polaków za ubieranie pomników w koszulki z napisem tego najbardziej popularnego obecnie słowa, a nawet dochodzi do sytuacji, iż podlizujący się władzy a nie reprezentujący aparatu partyjno-państwowego, nie chcą narażać jej na kontakt z ich przekleństwem, z ich wrogiem publicznym, z ofiarą ich egzekucji.

W Puławach restaurator Grzegorz Szostak w swojej niewielkiej restauracji na drzwiach wywiesił plakat z napisem Konstytucja. Do tego miasta miał przyjechać jeden z wrogów Konstytucji – nawet swego czasu sprecyzował na czym to miałoby polegać: ponad prawem jest naród – premier Mateusz Morawiecki. Więc rozpoczęto naciski na restauratora, aby nie drażnił władzy słowem dla nich wrogim, aby plakat zdjął z drzwi.

Wszak dla Morawieckiego, jak i dla prezesa Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy Konstytucją jest inna książeczka, statut ich partii. Obecny prezydent nawet chciał z tego powodu ogłosić referendum konstytucyjne, które w istocie byłoby referendum nad statutem PiS.

Obecna władza ukrzyżowała Konstytucję, ale to spowodowało powstanie nowych uczuć – uczuć konstytucyjnych, o których jeszcze niedawno nie wiedzieliśmy, że są istnieją, że nawet są możliwe.

Uczucia konstytucyjne są złożone z takich składników, jak: pielęgnowanie wolności, uwielbienie dla demokracji i przestrzeganie zasad równości wszystkich wobec prawa.

I gdy taki facet od rechrystianizacji jak Morawiecki napotyka na swojej drodze wyznawców uczuć konstytucyjnych dostaje wścieklizny, wodowstrętu, konstytucjowstrętu. Niestety Morawieccy, Kaczyńscy, Dudowie nie mają wpływu na to, że Konstytucja zmartwychwstanie, a oni skończą jak Annasz, Kajfasz i Piłat, bo są ich wcieleniem na polskiej ziemi w XXI wieku.

Władysław Pasikowski realizując „Pokłosie” chciał nam uzmysłowić, jak w imię dumy narodowej zakłamuje się historię, jak w imię tej dumy dokonuje się zbrodni. Jedwabne było pokłosiem międzywojennego antysemityzmu, źle pojętego polonizmu, który tworzył fałszywe klisze historyczne i narodowe. Tak było kiedyś, tak też jest dzisiaj. Takim założonym z góry fałszem była nieszczęsna ustawa o IPN – i tak naprawdę była w swoim rdzeniu antypolska. Każdy fałsz jest wstydem, a źle pojęta duma narodowa jest wstydem zbiorowym.

Źle pojętą dumę narodową odświeża PiS, partia, która propaguje wartości, bo te pod ich powierzchnią, pod pozłotką są fałszywe, bezwartościowe, bezrefleksyjne.

PiS staje także na czele nowego pokłosia. Zdobycia i utrzymania władzy za pomocą wszelkich dostępnych środków, w tym bezprawnych, a także za pomocą ludzi podejrzanego autoramentu.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku i spowodowała poważne – i zdaje się decydujące – tąpnięcie zaufania Polaków do wówczas rządzącej koalicji PO-PSL, od początku wyglądała na sztucznie wykreowaną. Na taśmach z restauracji „Sowa @ Przyjaciele” padło kilka mocnych słów, niekoniecznie miłych dla ucha określeń, np. Polskie Inwestycje Rozwojowe to „ch…j, du…a i kamieni kupa”. Taka tam publicystka w knajackim wydaniu, zaś niektórzy politycy zamawiali u podsłuchujących ich kelnerów ośmiorniczki.

Były to czasy bardzo spokojne i takie nic wywołało polityczne trzęsienie ziemi. Donald Tusk wówczas sugerował, iż podsłuchy mogą mieć inspirację z zewnątrz.

Dzisiaj coraz więcej dowiadujemy się o zleceniodawcach podsłuchów, które skutkują pokłosiem politycznym w postaci rządów PiS. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej” pisze, iż zleceniodawca podsłuchów Marek Falenta zaofiarował je w 2013 roku politykom PiS, a ci tak je rozegrali, iż podejrzenia nie padło na PiS ani na media związane z partią Kaczyńskiego.

Zauważmy, podsłuchy były rozgrywane przez Mariusza Kamińskiego, którego wiarygodność jest zerowa, bo to facecik z wysokim wyrokiem, choć został ułaskawiony wbrew prawu przez Andrzeja Dudę.

Jeżeli tę aferę rzucimy na większy ekran historii, ukażą się kolejne poszlaki. Przede wszystkim Falenta był biznesmenem, który handlował z Rosjanami paliwami i który z nimi miał nieuregulowane rachunki. Czy stamtąd nie doszło do pomocy i inspiracji? A przy tym PiS jest wygodnym ugrupowaniem politycznym dla Kremla, dzisiaj nawet toczka w toczkę realizuje program rozbijania Unii Europejskiej.

Podobnie Kreml rozgrywa politykę wewnętrzną we Włoszech, w Austrii, pomysłem Putina wydaje się być Donald Trump.

Oczywiście, poruszamy się wśród poszlak i miękkich podejrzeń, bo szpiegostwo, agenci wpływu, a nawet pożyteczni idioci są zwykle bezkarni, gdy mamy do czynienia z korzyściami, jakie odnosi duża – w tym wypadku rządząca – formacja polityczna. Afera podsłuchowa ma więc swoje pokłosie w postaci rządów PiS.

Więcej – władza PiS w tym kontekście wygląda na z nieprawego politycznie i bezprawnego łoża. Bękart, bastard. Afera podsłuchowa czeka na swojego Tomasza Piątka, który poświęci ogrom czasu jej pokłosiu i zaryzykuje.

Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii

Pisowski festiwal konfabulacji rozpoczął sam prezes. Nie ma go, a jakoby ma czuwać. Nieprzypadkowo to brzmi jak tren. Aby jakoś usprawiedliwić nieobecność Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PiS w Sandomierzu jego dama do towarzystwa Joachim Brudziński opublikował na Twitterze zdjęcia prezesa niby przebywającego Beskidzie Sądeckim, w górach, w których o tej porze roku bywał w poprzednich latach.

Ale w tamtym roku i dwa lata temu prezes tak ciężko nie chorował, a jeżeli był zdrowy to nigdy mu nie zdarzyło się opuścić konwencji, na których formułuje program walki z demokracją i opozycją. Zdjęcia Kaczyńskiego są ewidentnie z photoshopa, nie potrzeba do tego wielkiego znawstwa estetyki fotograficznej, aby to stwierdzić. I wcale nie chodzi o to, że barwy sylwetki i tła mają inną intensywność, ale że Kaczyńskiego postać raczej zachowuje się tak, jakby właśnie Brudziński wyszedł z nim na korytarz szpitalny i nie śmiał poprosić o uśmiech, bo możliwe, że Kaczyński nie ma na to sił.

Brudziński ma sztamę z Mateuszem Morawieckim, bo jeden pracował w programie photoshop, a drugi konfabulował na konwencji, aż kłamstwa furczały. Morawiecki w mitomaństwie godny jest Kaczyńskiego, który jednak do totalnego zakłamywania rzeczywistości dochodził latami. Morawiecki to prymus mitoman i już dorównuje swojemu mistrzowi. Miał jakoby być w „Solidarności” i walczyć z komunistami, ale pomyliło mu się, bo „Solidarność Walcząca” walczyła z „Solidarnością”. Pomyliły mu się strony barykady – i niestety wraz z tatusiem Kornelem stał tam, gdzie ZOMO.

W Sandomierzu tak się premier rozpędził, że przypisał sobie negocjacje akcesyjne do Unii Europejskiej i robił to „ja sam”. W ten sposób rozpoczęło się zaklinanie budżetu unijnego w nowej perspektywie budżetowej, ten specjalista mitoman od „ja sam” rżnie elektorat tym, iż uzyska większą kasę z Brukseli niż poprzednicy. Tak! – uzyska, ale sankcje.

Od kilku dni stałą personą dramaturgicznej konfabulacji jest Andrzej Duda, jego wyprawa na antypody do Australii i Nowej Zelandii jest godna przygód barona Münchhausena. Miał na drugiej półkuli zakupić fregaty Adelaide, następnie miał być podpisany kontrakt na okręty, aby go zerwać jak Macierewicz umowę na Caracale, a gdy i to nie wypaliło, miało dojść do bilateralnych rozmów z premierem Australii Malcolmem Turnbullem, lecz ten tylko się przywitał z Dudą i Mariuszem Błaszczakiem – nie będzie tracić czasu na bilateralne rozmowy z ludźmi niepoważnymi. Wysłał w zastępstwie – wbrew pierwotnemu planowi – swoich ministrów. To niestety nie polityka wewnętrzna, takie wpadki są na długo zapamiętywane. I nikt już nie zechce na poważnie z tymi panami rozmawiać.

Tak na dzisiaj wygląda pisowska trójca święta mitomanów. Duch Kaczyńskiego z photoshopa, mitoman Morawiecki negocjujący akcesję Polski do UE i Duda całujący klamkę w Australii.

Chory kraj, w który przekupka zostaje człowiekiem roku.

Julia Przyłębska napuszcza Ziobrę, tj. prokuraturą „Gazetę Wyborczą”, bo ujawniona została agenturalność jej i Mariusza Muszyńskiego.

Gdyby tekst był nieprawdziwy, poszłaby ta kobieta do sądu. Tak twierdzi słusznie dobry prawnik Roman Giertych.

Metoda Przyłębskiej jest metodą Macierewicza, jaką ten zastosował wobec Tomasza Piątka. Zastraszyć prokuraturą, ciągać, nie dać spokoju.

Dziennikarz „Rzeczpospolitej” łudzi się, że Muszyński puści farbę, bo będzie składał zeznania pod przysięgą.

Otóż agent jest przeszkolony do tego, aby składać zeznania pod przysięgą, a w prokuraturze obowiązuje przepis o karalności mówienia nieprawdy, to prawie to samo, co pod przysięgą.

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o obowiązujących w PiS standardach.

Tak! Przyłębska mogła skierować sprawę do samej siebie, do Trybunału Konstytucyjnego.

Ziobro pokieruje zastraszaniem, bo o to chodzi. Zastraszyć, poszczuć, naszczekać. Standard PiS.

Trochę spoza tematu. Platforma Obywatelska przedstawiła ciekawy program na kampanię samorządową, a media niemal milczą. Czyżby ciekawsze było okładanie się cepami po łbach?